sobota, 18 października 2014

Chapter twenty three fragent II

Wreszcie zdecydowałam się spojrzeć na kartę podpartą na stole. Została ozdobiona czerwonymi i czarnymi paskami i prezentowała zdjęcie gigantycznego kawałka ciasta z dyni. Z lewej strony zdjęcia znajdował się slogan reklamowy, zachęcający czytelników do zamówienia ich "sezonowego" deseru.

Patrzyłam na niego przez dłuższą chwilę, czekając, aż Greg zdecyduje się odezwać.

Westchnął, a mój wzrok natychmiast powędrował w górę, aby na niego spojrzeć.

- Spójrz, Mandy.- powiedział cicho. - Naprawdę mi przykro. Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, co powiedzieć. Wiem, że jesteś na mnie wkurzona i rozumiem to. Ja tylko... - westchnął. - Czy naprawdę tak źle się zachowywałem, że chcesz ze mną zerwać? - był zraniony, zdesperowany.

- Nigdy nie powiedziałam, że chcę z tobą zerwać. - odpowiedziałam, mój głos był spokojny, a wyraz twarzy neutralny. - Powiedziałam, że potrzebuję przestrzeni. To różnica.

Spojrzał na mnie w milczeniu, po czym powoli skinął głową. - Dobrze. Rozumiem.

Zapadła cisza.

- Ale możemy o tym porozmawiać? Mam na myśli... co to "potrzebuję przestrzeni" oznacza? To nie znaczy, że możemy zerwać? - zaczął histeryzować.

- Ciszej. - uciszyłam go spokojnie, rozglądając się, aby upewnić się, że nikt go nie słyszał.

Nie było zbyt wielu klientów w barze; głównie starsze pary i okazjonalnie jakaś rodzina. Wszyscy siedzieli w odległch stolikach.

Ale nadal. Nie chciałam nikomu przeszkadzać, a już na pewno nie chciałam, aby ktokolwiek słyszał nasze osobiste problemy.

- Przepraszam. - mruknął, wysyłając mi błagalne spojrzenie. - Ale naprawdę muszę wiedzieć, co masz na myśli.

- Nie wiem, Greg. - powiedziałam, wzruszając ramionami. - To znaczy... Myślę, że chcę zrobić sobie przerwę, ale to nie znaczy, że zrywamy. - westchnęłam, przebiegając dłonią przez włosy. - Naprawdę nie wiem. Jestem przytłoczona przez twoje zachowanie ostatniej nocy. I ta nasza walka... to po prostu... - potrząsnęłam głową. - Nie wiem.

Wypuścił powietrze. - Ale jestem zdezorientowany, Mandy! - zawołał. - To znaczy, rozumiem, że zachowałem się nieco irracjonalnie w nocy, żądając wyjaśnień, dlaczego jesteś z Chazem i gdzie odeszłaś, ale-

- Nieco irracjonalnie? - powtórzyłam, niedowierzając w jego słowa. - Greg, jesteś o wiele bardziej niż trochę irracjonalny. I to zawsze! - spojrzałam na niego smutno. - To jest to, Greg. Nie zachowujesz się jak mój chłopak. Zachowujesz się jak mój ojciec. Ty... - westchnęłam. - Zawsze jesteś taki wymagający i... po prostu zawsze musisz wiedzieć wszystko o tym, gdzie byłam i co robiłam. Jesteś zbyt
nadopiekuńczy. To irytujące.

Patrzył ponuro na swoją kawę z dziwnym wyrazem twarzy. - Po prostu o ciebie dbam, Mandy. - powiedział w końcu niskim głosem. Jego wzrok powędrował w górę na moją twarz. - Dlatego to robię. Nie chcę, żeby coś ci się stało.

Przyznaję, pochlebiło mi to.

Ale jednocześnie, poczułam się przez niego trochę nieswojo.

Jasne, byłabym bardzo zdenerwowana, gdyby coś mu się stało, ale umawialiśmy się tylko półtora miesiąca. To nie tak, że jestem w nim zakochana. To powinno być naturalne dla nas obojga; niepokoić się o siebie.

Chodzi mi o to, szczerze mówiąc, że to tylko szkolny związek.

To nie tak, że będziemy brali ślub.

- Cóż... - zaczęłam. - Szanuję to, ale... w tym samym czasie... - powiedziałam powoli, starannie dobierając słowa. - Czasami po prostu przesadzasz, jesteś trochę szalony i zbyt zaborczy wobec mnie. Wiem, że nie chcesz, abym flirtowała z kimś innym, robiła coś głupiego, czy cokolwiek. Ale... powinnam chociaż mieć prawo do rozmawiania z innymi chłopakami.

Spojrzał na mnie dziwnie.

- Jesteś zazdrosny nawet wtedy, kiedy po prostu z kimś rozmawiam. - powiedziałam spokojnie. - Żaden facet nie może mnie dotknąć nawet na sekundę, ponieważ od razu jesteś chorobliwie wkurzony. Byłeś zły nawet o moje zdjęcie na Facebooku z Chazem Somersem i Justinem Bieberem, i... - wzruszyłam ramionami. - To było po prostu głupie. To nie była moja wina, że ​​pojawili się tam i to nie była moja wina, że ​starali się ze mną flirtować. Nawet nie robiłam nic... złego na tym zdjęciu. - powiedziałam. - Owinęli wokół mnie ramiona. Przecież się nie całowaliśmy czy coś. Mam na myśli... Rozumiem, że się zdenerwowałeś, bo myślałeś, że to spotkanie było tylko dla rodziny, a oni na nim byli. Ale... po prostu przesadziłeś.

- Wiem. - odpowiedział Greg, kiwając głową. - Wiem, i żałuję. Naprawdę, Mandy.

Westchnęłam. - Po prostu... nie możesz się tak zachowywać. Nie chcę umawiać się z moim tatą. Wolałabym z moim chłopakiem, dzięki.

Greg spojrzał ponownie na swoją kawę, wpatrując się w nią tępo.

Nastąpiła chwila ciszy, podczas której żadne z nas nic nie mówiło.

- Wszystko dobrze? - zapytała nasza kelnerka, zatrzymując się przed pójściem do kuchni i patrząc na nas pytająco.

Skinęliśmy głową w milczeniu, strzelając jej uśmiech.

Odwzajemniła go, mrucząc szybkie: - Dajcie mi znać, jeśli będziecie czegos potrzebować. - zanim ponownie odeszła, spiesząc się.

Odwróciłam się w stronę Grega.

- Więc... - zaczął niezręcznie, klaszcząc w dłonie. - Słuchaj. Ja... popracuję nad sobą. Obiecuję. Postaram się nie być tak bardzo... nadopiekuńczy. Okay?

- Ale nie możesz po prostu- - westchnęłam.- Greg, nie możesz obiecać, że spróbujesz. Musisz to rzeczywiście zrobić.

- Wiem. - odpowiedział natychmiast. - I to zrobię. Naprawdę, Mandy, zrobię.

Nie odpowiedziałam. Po prostu na niego spojrzałam.

Westchnął. - Słuchaj. -  zaczął cicho. - Naprawdę mi przykro. Nie chciałem być tak bardzo zaborczy i cię zdenerwować. Gdybym mógł cofnąć czas, zrobiłbym to. Naprawdę. I zrobię wszystko, żeby przestać być tak czepliwym.

Nastąpiła chwila ciszy, podczas której patrzyłam na niego ze smutkiem.
Zaczął mówić miękkim głosem. - Robiłem te rzeczy, bo zależy mi na tobie. - powiedział słabo. - Naprawdę, Mandy. Bardzo mi na tobie zależy. I naprawdę, naprawdę, naprawdę musisz dać mi drugą szansę. Proszę nie... rób sobie ode mnie przerwy. Proszę. - splótł swoje dłonie, jakby prosząc.

Westchnęłam, czując się wewnątrz okropnie. Gryzło mnie poczucie winy i szczerze nie wiedziałam, co zrobić.

Chodzi mi o to, on naprawdę był czepliwy i zaborczy. Byłam zmęczona tłumaczeniem mu się za każdym razem, kiedy rozmawiałam z kimś z przeciwnej płci. Skończyłam z jego dokuczliwym, wymagającym i ogólnie irytującym zachowaniem.

Ale w głębi duszy... naprawdę o niego dbałam. Niezależnie od tego, że go zdradzałam, zależało mi na nim. Był miły, słodki, zabawny i był naprawdę dobrym człowiekiem. Oczywiście, miał swoje wady, ale posiadał również wiele dobrych cech.

I jego często irracjonalne zachowanie pokazało, że naprawdę mu na mnie zależy.

To było coś, o czym nie mogłam powiedzieć o każdym innym mężczyźnie, z którym kiedykolwiek miałam jakąś formę romantycznego związku.

Westchnęłam ponownie, łącząc razem moje palce i wpatrując się w Grega, który z nerwowym i przerażonym wyrazem twarzy bawił się swoimi palcami.

- Dobrze. - powiedziałam w końcu spokojnym głosem. - Dobrze, dam ci kolejną
szansę.

Jego twarz pojaśniała, a on ożywił się, prostując się i patrząc na mnie tak, jakbym była jego Bożonarodzeniowym prezentem. - Naprawdę? - zapytał.

Przytaknęłam.

- Więc nie zrywamy?

Pokręciłam głową.

- Nie robimy... przerwy czy coś? - zapytał.

Znowu potrząsnęłam głową. - Nie.

Odetchnął z ulgą, a  ogromny uśmiech pojawił się na jego twarzy. - O mój Boże, Mandy, nie masz pojęcia, jak bardzo jestem teraz szczęśliwy.

Zaśmiałam się i uśmiechnęłam szczerze do niego.

Nagle wstał i uśmiechając się jeszcze szerzej, oparł się na stole, chwycił moje ramiona i żłożył na moich ustach pocałunek.

Zamarłam zaskoczona, a on odsunął się, uśmiechając.

Odwzajemniłam jego uśmiech i rozejrzałam się nerwowo, upewniając się, czy ktokolwiek to zauważył.

Oczywiście, to był uroczy i spontaniczny gest, ale będę naprawdę zawstydzona, jeśli ktoś był tego świadkiem.

Jedyną osobą w barze, która patrzyła w naszym kierunku, okazała się być małą dziewczynką, wyglądającą na około cztery lata. Stała na krześle i patrzyła prosto na nas, podczas gdy kobieta, która prawdopodobnie była jej matką, szarpnęła ją za ramię, upominając ją cicho i sycząc: - Nie, Clara. Siadaj.

Odwróciłam się w stronę Grega.

Wciąż się do mnie uśmiechał, wyglądając na naprawdę szczęśliwego.

I ja również się uśmiechałam, ale nagle przed moimi oczami pojawiły się żywe obrazy pewnego bruneta, supergwiazdy; w środku samochodu, na dachu szkoły, w jego pokoju.

Poczułam nieprzyjemne szarpnięcie w żołądku, a mój uśmiech powoli zniknął i został zastąpiony przez inny, fałszywy.

Nienawidziłam tego.

Nienawidziłam tego, że czułam coś do dwóch zupełnie różnych facetów w tym samym czasie i nie mogłam nic z tym zrobić.

Nie zrozumcie mnie źle, czułam się okropnie przez cały czas, ale kiedy o tym myślałam, wydawało mi się, że powinnam czuć się jeszcze gorzej.

Nienawidziłam tego, że nawet jeśli skończyłabym związek z Gregiem, nie było sposobu, żebyśmy mogli być z Justinem razem. To po prostu nie może się stać, i hej - on ma Aubrey.

Nienawidziłam tego, że bez względu na to, co zrobiłam, te uczucia po prostu nie chciały odejść. Nie było od nich ucieczki.

To mnie torturowało, ale z jakieś szalonej, chorej, śmiesznej, skandalicznej, praktycznie nieznanej przyczyny...

Nie chciałam tego przerywać.

Byłam oficjalnie chora.

************
Justin Bieber

- Justin! Hej! - wykrzyknęła Nicole Hulstein, rzucając mi się na szyję i przytulając mnie mocno.

- Heej. - wycedziłem w odpowiedzi, posyłając jej jeden z moich uśmiechów i poprawiając swoje włosy.

- Co u ciebie? - zapytała.

Wzruszyłem ramionami.
- W porządku. A u ciebie?

- To samo. - odpowiedziała,
śmiejąc się.

Muzyka pulsowała wokół nas, kiedy staliśmy w środku klubu w Los Angeles. Byliśmy na urodzinach Miley Cyrus, w otoczeniu wielu innych gwiazd. Stałem tam, próbując znaleźć Drake i uśmiechając się szeroko.

Nicole była osiemnastoletnią modelką, którą znałem od kilku miesięcy. Była bardzo zalotna i prawie zawsze wisiała na jakimś facecie. Biorąc pod uwagę to, że pracowała dla Victoria's Secret, jej ciało było kurewsko niesamowite.

Miała niebieskie błyszczące oczy, jasną, porcelanową skórę i proste, blond włosy. Ubrana była w czarną sukienkę z cekinami, szczelnie przylegającą do jej ciała i z głębokim, sporo odkrywającym dekoltem.

Nie, żebym narzekał.


Wydawało mi się, że przyłapała mnie na obczajaniu jej, kiedy gorący uśmieszek rozprzestrzenił się na jej twarzy. Zrobiła krok bliżej. - Podoba ci się to, co widzisz, Bieber?

Posłałem jej uśmiech, śmiejąc się lekko.

Hell yeah, oczywiście, że podobało mi się to, co widziałem.

Była jak młodsza wersja Megan Fox.

Każdy facet chciał ją
pieprzyć.

Ale to, że Nicole wiedziała, że ​​była gorąca, irytowało mnie.

Była większą dziwką niż Aubrey.

I to był ten problem.

W tym momencie minął nas kelner z pełną tacą drinków.

Diva Nicole, uniosła rękę, zatrzymując go i rzucając mu groźne spojrzenie za nieofiarowanie jej żadnego napoju. Podeszła do niego bez słowa i chwyciła z tacy dwa kieliszki.

Nicole zadrwiła, kręcąc głową. - Upewnię się, że ten idiota zostanie zwolniony. - mruknęła.

Przewróciła oczami i wyprostowała się nieco, wypinając jej piersi i strzelając mi uwodzicielski uśmiech. - Tutaj, kochanie. Wyglądasz jakbyś potrzebował drinka. - powiedziała szybko, wręczając mi jednego z shotów.

- Mój zespół kazał mi obiecać, że nie będę dzisiaj pił. - stwierdziłem przepraszająco, strzelając jej spojrzenie, które wyraźnie mówiło, że żałuję, nawet jeśli było inaczej.

Oczywiście, chciałem się upić. To była połowa zabawy na imprezach gwiazd. Szczególnie uwielbiałem pić z Miley - była szalona.

Ale mój zespół kazał mi obiecać, że nie będę spożywać alkoholu,  ponieważ następnego dnia miałem mieć ogromny wywiad i konferencję prasową - i hej, nie widziałem Miley dłużej niż kilka minut, więc były szanse, że nawet nie będę miał okazji do picia z nią.

Nicole żachnęła się. - Aww, biedne dziecko. Zapomniałam, że to nielegalne. - zaśmiała się, kręcąc głową. - To znaczy, wiem, że mam osiemnaście lat i wszystko, ale nadal nie mogę legalnie pić w USA. Chociaż, przynajmniej jestem prawnie dorosła i nie muszę słuchać mojego zespołu. - przewróciła oczami, potrząsając głową.

Zapadła cisza.

- Och, daj spokój, tylko jeden shot. - powiedziała przekonująco, uśmiechając się do mnie uwodzicielsko. Położyła dłoń na biodrze i przekrzywiła głowę. - Dla mnie? - spytała, unosząc brwi i zaciskając usta w seksowny sposób.

- Dobrze. - mruknąłem.

Uśmiechnęła się. - Boże, kocham Cię. - stwierdziła. - Tutaj, na zdrowie. - powiedziała, wyciągając swój kieliszek w moją stronę.

Stuknęliśmy się i  zarzucając do tyłu nasze głowy, opróżniliśmy kieliszki.

Boże, to paliło.

Ale w tym samym czasie... było dobre jak skurwysyn.

Nicole pstryknęła palcami, a kelner pojawił się u jej boku. Postawiła puste szklanki na jego tacy i wzięła dla nas kolejne shoty.

Potem odwróciła się do mnie i chwyciła między palce mój krawat.

Pociągnęła za niego, dopóki nie stanąłem dokładnie przed nią, a jej ciało przyciśnięte było do mojego.

- Jesteś gorący, Justin. - stwierdziła, chichotając zalotnie. - Poważnie, jesteś seksowny.

Parsknąłem. - Dziękuję, kochanie. - odpowiedziałem. - Ty też jesteś bardzo gorąca.

Mrugnęła do mnie. - Wiem, że jestem.

Nastąpiła chwila ciszy, podczas której jej oczy podróżowały powoli w dół, badając każdy centymetr mojego ciała. Gdy jej wzrok dotarł na ziemię, z powrotem na mnie spojrzała.

Uśmiechnęła się. - Jestem śmiertelnie poważna, jesteś seksowny jak diabli. Nie zamierzam kłamać, mam coś do młodszych chłopców. Szczególnie do takich gorących jak ty. - mrugnęła do mnie.

Uśmiechnąłem się.

- Nie masz dziewczyny, prawda? - powiedziała, bardziej stwierdzając, niż pytając.

Niemal natychmiast do głowy przyszedł mi obraz Mandy.

Zamrugałem zaskoczony.

Co do cholery? Mandy nie była moją dziewczyną.

- Tak, aktualnie mam. - powiedziałem. Nicole nadal wędrowała wzrokiem po moim ciele, po czym wyciągnęła rękę i zaczęła wodzić palcami po mojej piersi. - No cóż, będziemy musieli to zmienić na dzisiejszą noc, prawda? - szepnęła ochryple.

Skrzywiłem się nieznacznie, ale zignorowała mnie.

Zamiast tego, skinęła głową w kierunku kolejnego shota, którego trzymałem w ręku, każąc mi pić.

Kiedy nie zaaregowałem, przybrała zdenerwowany wyraz twarzy. - Dalej, kochanie. - powiedziała stanowczo. - Po prostu to wypij. To tylko shot. - uśmiechnęła się.
 Potrząsnąłem głową i posłałem jej kolejny z moich firmowych uśmiechów, po tym uniosłem kieliszek do ust i wypiłem jego zawartość.

Nicole uśmiechnęła się jeszcze szerzej.

- Dobry chłopiec.

Położyłem obie ręce na jej talii i uśmiechnąłem się.

- Wiesz co jest najzabawniejsze? - spytała, przechylając głowę na bok i zagryzając wargi.

- Co?

- Nie sądzę, że kiedykolwiek robiliśmy coś niegrzecznego razem. - stwierdziła.

Uśmiechnąłem się tylko.

-Dziwne. Jesteś... jedną z najgorętszych gwiazd w naszym wieku. Nie mogę uwierzyć, że nigdy nic razem nie zrobiliśmy.

Prychnąłem, pozwalając moim oczom ześlizgnąć się ponownie na jej sukienke.

Czułem znajome uczucie, ktore doświadczałem podczas picia, i wszystko, o czym mogłem myśleć to, jak bardzo była gorąca.

To była prawda: nigdy nie zrobiłem z nią czegoś więcej.

Ale chciałem tego już od dłuższego czasu.

Po prostu nigdy nie dostałem na to szansy - gdy zdarzyło nam się być na tych samych uroczystościach, ona zawsze przebywała z innym facetem.

Teraz była moja kolej.

Ale znowu, z jakiegoś dziwnego powodu, obraz Mandy pojawił się w mojej głowie.

Tak, muszę przyznać - odkąd Mandy i ja zaczęliśmy nasz romans, nie robiłem nic nieodpowiedniego z innymi dziewczynami, oprócz Aubrey oczywiście.

Ale Nicole była taka gorąca.

Nie chciałem jej, ale w tym samym czasie... pragnąłem.

Jej palce przejechały po mojej klatce piersiowej i szyi, powodując u mnie dreszcz.

- Dlaczego nie pójdziemy gdzieś, gdzie jest więcej... prywatnie? - zaproponowała Nicole, uśmiechając się do mnie kusząco.

Odwzajemniłem jej uśmiech. - Pozwól mi się najpierw upić. - odpowiedziałem.

Uśmiechnęła się szerzej. - Oczywiście. - a po tym wzięła szklankę i przycisnęła ją do ust, przesuwając głowę do tyłu i spożywajac jego zawartość.

Następne co pamiętam, to zaślepiające pożądanie, kiedy chwyciłem ją mocno w pasie. Potem przycisnąłem swoje usta do jej i pocałowałem ją mocno, pozwalając mojej dłoni zacisnąć się na jej tyłku.

Pocałowała mnie ostro, wpychając swoj język do środka moich ust i trzymając mnie mocno za włosy.

Nie obchodziło mnie to, że byłem pół-pijany i robiłem to wbrew mojej woli.

Nie obchodziło mnie rownież to, że w chwili, w której ją pocałowałem, wokół nas rozbłysło pięć różnych lamp błyskowych.

Co więcej, naprawdę nie obchodziło mnie to, że miałem dziewczynę o imieniu Aubrey, lub ładniejszą dziewczynę o imieniu Mandy, z którą miałem romans i rzeczywiście coś do niej czułem (w przeciwieństwie do Aubrey, która była po prostu dobra do pieprzenia).

Wszystko, co się liczyło to  fakt, że w końcu całowałem się z Nicole Hulstein.

I w końcu robiłem to, o czym każdy facet w moim wieku marzył.

Była gorąca jak diabli. I naprawdę dobrze całowała.

Właśnie to - to było wszystko, co miało dla mnie znaczenie.


*********

Aubrey Woods


- Um... hej Aubrey? -  zawołała Elise głosem pełnym wahania.

- Co? - rzuciłam, trzaskając moim telefonem, kiedy skończyłam nagrywać wiadomość głosową dla Justina. Gdzie on do cholery był?

Potrząsając głową, wepchnęłam telefon do kieszeni i zmarszczyłam brwi.

- Ty... nie wchodziłaś dzisiaj na Perez Hilton, prawda? - rozległ się głos Elise.

- Co? - zapytałam roztargniona, odwracając się do niej. - Nie, dlaczego? Nigdy nie byłam na tej stronie.

Elise zachichotała nerwowo. - Och.

- Dlaczego? - powtórzyłam, zaczynając się irytować.

Elise czasami zachowuje się jak idiotka.

- Cóż... nic, tylko... -
Elise odchrząknęła. - Po prostu... Nie wiem, po prostu to.. coś.

 - O czym mówisz? - syknęłam, podchodząc do niej i pochylając się nad jej ramieniem, aby spojrzeć na ekran komputera.

Wzięłam ostry wdech, a Elise spojrzała na mnie nerwowo, chociaż ledwo to zauważyłam. Wszystko, co mogłam zrobić, to gapić się w ekran.

Na środku różowej strony Perez Hilton był obraz Justina - mojego chłopaka - który całował się z Nicole Hulstein.

- Jaja sobie ze mnie robisz?! - krzyknęłam, patrząc na ekran przed mną. Zepchnęłam Elise i chwyciłam w dłonie laptopa. Trzymając go w śmiertelnym uścisku, przewijałam w dół, aby rozpocząć czytanie artykułu.

Opisano w nim urodziny Miley Cyrus, które odbywały się wczorajszej nocy.

Nie wiedziałam o tym.

Co to do cholery było?

Czułam budujący się we mnie gniew, kiedy oglądałam wszystkie zdjęcia.

Justin i dziwka Nicole pożerali swoje twarze - Justin ściskał jej tyłek, a ona wpychała mu do gardła język.

Nagłówki mówią, że to skandal, który niszczy idealny, czysty autorytet Justina.

W dupie. Nie był doskonałym aniołem. Wiedzieli o tym wszyscy, którzy go znali.

Ale nie mogłam uwierzyć, że ta dziwka miała tyle odwagi. Nicole Hulstein była kurwą, ale nigdy nie pomyślałam, że zabierze się za Justina.

Nie obchodzi mnie, jak gorąca jest i jak wiele pragnie jej facetów.

I nawet nie obchodziło mnie to, że ciągle się oszukiwaliśmy i zdradzaliśmy.

On jest mój.

Siedziałam tam zmartwiona przez dobrą minutę lub dwie, kiedy Elise siedziała obok mnie, patrząc nerwowo pomiędzy mną i ekranem komputera.

Odwróciłam się do niej, oddychając ciężko i zaciskając pięści.

Widząc jej wyraz twarzy, domyśliłam się, że dokładnie wie, jak się teraz czuję.

I był jeden sposób, aby się tego pozbyć.

Całkowite i kompletne zalanie.


______________
Dziękuję za przetłumaczenie :*
Przepraszam za to, że rozdziały są tak rzadko

sobota, 4 października 2014

Chapter twenty three ( Fragment)

Wziełam głęboki wdech i powolny wydech, wpatrywałam się na stół gdzie niezgrabnie siedział Greg, wyglądał nieswojo i niespokojnie.
Przez chwile siedzieliśmy w czerwonym winylu, wschłuchani w kelnerki z noszącymi zamówienia na tacach i przyjmującymi zamówienia od innych klientów, z kuchni dochodziły głośne głosy gotującego się grill'a i frytkownicy. W tle grała cicha muzyka a za oknami było widać ponury deszczowy wieczór. Na zewnątrz było wadliwie a wokół mętne kałurze, nie było widać brawie żadnych przechodniów – jedyni których dało się zauważyć byli ubrani w płaszcze przeciw deszczowe. Determinicyjnie śpieszyli się jakby mieli lepsze miejsce do schowania się przed tą ponurą pogodą.
Westchnełam. “Okay, um...” Zaczełam przerywać cisze która między nami była odkąd przyszliśmy tu i zamówiliśmy dwie małe kawy oraz frytki.“Przyszliśmy tu porozmawiać, więc...zaczynajmy.”
Oczy Greg'a rozglądały się nerwowo po restauracji, aż wkońcu spotkał moje.
Wewnętrznie, znów westchnełam.
Praktyczne cały dzień spędziłam na rozmyślaniu o tym co wydarzyło się poprzedniej nocy, oraz o wszystkich wydarzeniach które zeszły w tańcu.
Przeżywanie dziwnych uczuć do Justin'a kiedy tańczyłam z Greg'iem, uciekanie z Justin'em i zostanie przyłapanym przez Ryan'a, wyjaśnianie Ryan'owi wszystkiego i obiecywanie mu że dotrzymam sekret w tajemnicy, pójście do domu Justin'a z Natashą i Greg'iem na after-party, wyjście z Justin'em praktycznie zostać przyłapanym na tym przez Aubrey, walka z Greg'iem i powiedzenie mu że potrzebuję przestrzeni ...
Kiedy teraz o tym myśle, to poprostu szlone że tyle wydarzyło się jednej nocy.
Nie zerwałam z Greg'iem, przynajmiej nie oficjalnie. Powtarzałam mu wielokrotnie przed domem Justin'a, potrzebuję tylko przestrzeni - i szczerze mówiąc nie bardzo wiem, co to znaczy i jak to wpływa na nas w dłuższej perspektywie.
Zgodziłam się z nim o tym porozmawiać później, jednak, i tak o to skończyliśmy właśnie tu, w środku tej zaniedbanej małej jadłodajni w centrum miasta.
“Racja” powiedział Greg, bębniąc palcami na matach stołowych “Porozmawiajmy.”


Wziełam jeden z pierścionków na moim środkowym palcu i obracałam go w tą i z powrotem z roztargnieniem, czekając aż chumura niezręcznej ciszy która między nami znów zapadła się wypełni.
“Ja tylko...” Greg stuknął palcami w stół , wydechnął i ręką przejechał po swoich włosach. Patrzył na mnie smutno, z nieco desperackim wyrazem twarzy. “Przepraszam za to...wiesz, za to jak się zachowałem ostatniej nocy. "To było...bardzo głupie.”
“Tu nie chodzi tylko o ostatnią noc Greg.” Odpowiedziałam. “To jak zachowałeś się zeszłej nocy... zachowujesz się tak przez cały czas.”
“Wiem.” Zgodził się, kiwnął głową wpatrując się w dół. “Wiem.”
Nic nie powiedziałam. Nieznacznie się pochyliłam, wyprostowałam się i przeżuciłam włosy przez jedno ramię.
Patrzyłam na niego przez stół, czekając aż znów zacznie mówić, ale on tylko siedział, wpatrywał się w plamkę na rogu jego podkładki.
“Więc...” Spróbowałam, szturchnełam go delikatnie żeby zaczął mówić.
On był tym, który chciał, aby "porozmawiać o tym" tak źle.
W tym momencie, nasza kelnerka – niska, przysadzista pani po piędziesiątce podeszła do naszego stolika – postawiła dwie filiżanki kawy naprzeciwko siebie.
“Proszę bardzo.” Zaćwierkała. Wtedy wzieła mały talerzyk złotych frytek z zagięcia jej ramienia, gdzie były od początku – postawiła je na śroku stolika. “Proszę bardzo dzieci!” Wykrzykneła. Rzuciła nam pomięty uśmiech, zmarszyczyła swój nos i formując usta – z czerwonym wiśniowym tanim błyszczykiem. - w promienny uśmiech. “Smacznego!”
Przez moment patrzyłam jak odchodzi, poczułam lekkie ukłucie irytacji przez to że nazwała nas 'dziećmi'. Moje oczy powędrowały do kawy którą dla mnie przyniosła. Szklanka była zrobiona z chińskiej białej porcelany, różowa szminka była widoczna w obręczy szkalnki.. Mimowolnie, zrobiłam grymas, pochnełam filiżanke zdala od siebie z niechęcią, nagle zapominając jaką ochotę miałam na kawę przed przyjazdem.
Spojrzałam w stronę Greg'a który opróżniał pudełko z kostkami cukru i mały karton śmietanki później dodawając do do swojej kawy. Wziął łyżkę i powolnie mieszł ciemno brązową zawartość kubka, wyciągnął rękę i chwycił frytkę, włożył do buzi i ugruzł z satysfakcją.
Poczułam pustkę co do moich wypowiedzi. “Erm...przypomnij mi dlaczego ze wszystkich miejsc chciałeś iść tutaj żeby porozmawiać?” Spytałam patrząc jak Greg bierze do ręki kawę i upija z niej jeden łyk.
Położył ją spowrotem, oblizał usta i spojrzał na mnie przez stół. Wzruszył ramionami. “Nie wiem.” Odpowiedział. “Myślałem że chcieliśmy napić się kawy?”
Moje oczy powędrowały do innej śpieszącej się kelnerki, balansowała z trzema tacami wypełnionymi humburgerami, wązkimi szklankami wody gazowanej, i porcją frytek. “Tak, ale...Nie myślałam o tym żeby przyjść tu na obiad.” Odpowiedziałam niezręcznie. “Ja, um...więc...Myślałam żeby zamówić kawę i iść w jakieś bardziej prywatne miejsce do rozmowy. Nie sądzisz że jest tu trochę...um...otwarto?” Spojrzałam na niego i złączyłam pytająco brwi.
Czerwonawy odcień powoli sączył się do jego twarzy i nagle spojrzał zakłopotany i przestraszony. “Oh, um...Nie pomyślałem o tym.” Odpowiedział niezdarnie drapiąc się w głowe.
Skinełam głową, przegryzłam wargę i pozwoliłam moim oczom rozejrzeć się po pomieszczeniu.
___________
 Fragment rozdziału przetłumaczony przez
, której bardzo dziękuję :* Co powiecie na podzielenie rozdziałów, żeby z jednego rozdziału było kilka ?

piątek, 29 sierpnia 2014

Chapter Twenty Two: Overboard

Słyszałam zbliżające się kroki w towarzystwie szemrania i chichotów Aubrey i Christiny.

Przełknęłam nerwowo ślinę, przygotowując się na tsunami, które miało zaraz nadejść. Gałka drzwi zaczęła grzechotać, powoli okręcając się, kiedy Aubrey przygotowywała się, żeby otworzyć je od drugiej strony.

Gałka wydała dziwny odgłos, a drzwi uchyliły się delikatnie. Do środka wpadła wąska smuga światła, a Aubrey już miała otworzyć szerzej drzwi, kiedy rozniósł się głośny krzyk.

- AUBREY!

Aubrey złapała z trudem powietrze.

- Co? - syknęła, ewidentne było, że zabrała rękę z klamki, jak oparzona.

Słychać było, jak ktoś wbiega do pokoju, głośno dysząc, a następnie jak Aubrey i Christina wzdychają z ulgą.

- Jasna cholera! Elise nie rób tak! - straciła panowanie nad sobą Christina.

- Co? - zapytała niewinnie Elise.

- Nigdy więcej nie krzycz tak mojego imienia! Wystraszyłaś nas na śmierć! - wykrzyczała z jadem w głosie Aubrey.

- Przepraszam... - powiedziała powoli Elise, mogłam sobie wyobrazić jak jej mina rzednie.

Chwila ciszy.

- Tak w ogóle, to co wy tutaj robicie? - doszedł do nas głos Elise. - Czy to nie jest pokój Justina?

- Tak - odpowiedziały zgodnie Aubrey i Christina.

- My... - ucichła Christina, niewątpliwie patrząc na Aubrey, gdyż nie wiedziała, co powinna powiedzieć dalej.

- Rozglądamy się po jego pokoju - powiedziała rzeczowo Aubrey. - Wiem, że ukrywa przede mną pewne rzeczy, pomyślałam, że powinnam skorzystać z możliwości.

- Okej... - ucichła Elise, kiedy poczułam, jak stojący za mną Justin się napina.

Nie mogłam go winić za to, że nie czuł się zadowolony.

Kim do cholery Aubrey myślała, że jest, przeszukując czyjś pokój bez pozwolenia?

Kolejna chwila ciszy.

- Dlaczego wołałaś moje imię ze schodów? - zapytała niegrzecznie Aubrey. Mogłam sobie tylko wyobrazić, jak przewraca oczami.

Suka.

- Wiedziałam, że szukasz Justina i jestem pewna, że ktoś powiedział, że widział go na dole. Pamiętam, że mówiłyście, że będziecie próbować go znaleźć, myślałam, że wasza dwójka opuścicie imprezę czy coś... - ucichła Elise, prawdopodobnie wzruszając ramionami. - Jest na dole.

Zapanowała cisza, ale nagle Aubrey odpowiedziała.

- Nie wierzę, że poszedł do piwnicy, nie widząc się wcześniej ze mną! Szukałam go po tym całym cholernym domu i nie byłam w stanie go znaleźć!- jej głos był ostry i gorzki. Wypuściła poirytowana powietrze. - Chodź, Chris, idziemy do piwnicy. Elise, ty też.

Odgłosy szemrania Christiny doszły do nas przez uchylone delikatnie drzwi, a następne co słyszeliśmy to odgłosy kroków całej trójki kierującej się do korytarza. Rozmawiały między sobą o Bóg wie o czym.

Justin i ja czekaliśmy przez chwilę, wstrzymując oddechy, wsłuchując się w cichnące odgłosy kroków i szemrania, kiedy dziewczyny prawdopodobnie doszły do schodów, a następnie wróciły na imprezę.

I wtedy, powoli obydwoje wypuściliśmy powietrze z ulgą.

Dzięki Bogu.

Nie uważam, że kiedykolwiek byłam tak bardzo podenerwowana, zmartwiona i wkurzona, jak jeszcze byłam chwilę temu.

Po chwili odwróciłam się do niego, ledwo będąc w stanie zobaczyć jego sylwetkę w ciemności.

- Było blisko - westchnęłam, robiąc powolne wdechy i wydechy, żeby uspokoić moje szalejące serce.

- Zbyt blisko - mruknął bezdechu. Widziałam, jak przeczesuje ręką włosy, wypuszczając powietrze. - Cholera.

Przygryzłam nerwowo usta, przeczesując ręką kosmyki włosów.

Zapanowała napięta cisza, zanim Justin postanowił się odezwać.

- Czy chcesz... otworzyć drzwi? Biorąc pod uwagę, że już poszły...

- Oh - powiedziałam niezręcznie, czując jak na moich policzkach pojawiają się rumieńce (których na szczęście nie mógł zobaczyć). - Tak - nie widząc nic, wysunęłam do przodu dłoń w kierunku smugi światła w poszukiwaniu klamki.

- Poczekaj - powiedział nagle Justin, chwytając mnie za ramię.

Z powrotem odwróciłam się do niego, unosząc brwi i formując usta w kształcie litery "o".

Przez pasmo światła wpadającego do szafy, widziałam, jak na jego ustach formuje się sugestywny uśmieszek.

- Jeśli już jesteśmy w ciemnościach... - ucichł i zanim mogłam zrobić cokolwiek, złapał mnie za biodra, pochylił się i umieścił swoje otwarte usta na moich.

Ta, wygląda na to, że przywykliśmy do robienia tego bardzo często.

( Nie, żebym narzekała czy coś.)

Moje ręce powędrowały na jego kark, gdzie bawiłam się jego włosami.

To było nieco dziwne i inne, że całowaliśmy się w ciemnościach w środku jego szafy, kiedy prawie zostaliśmy przyłapani na gorącym uczynku przez jego sukowatą dziewczynę.

Ale w dobry sposób inne.

Nie potrafiłam znaleźć sensu, dlaczego to robiliśmy, ale w dziwny i niewytłumaczalny sposób cieszyłam się, że to robiliśmy.

Przypuszczam, że po prostu lubiłam się z nim całować.

W końcu, co zdawało się latami, oderwaliśmy się od siebie, oboje z trudem łapiąc powietrze. Ciężko oddychając, Justin pochylił się, aż jego usta prawie stykały się z moim uchem. Poczułam, jak moje serce zaczyna szybko bić, ale w inny sposób niż biło jeszcze przed chwilą.

Czując na uchu gorący oddech Justina i słysząc, jak ciężko oddycha, cała zadrżałam, a na mojej skórze pojawiła się gęsia skórka.

Wtedy nagle chrapliwym i ekstremalnie seksownym głosem odezwał się Justin, szepcząc do mojego ucha.

- Nawet nie wiesz, jak bardzo chciałbym to kontynuować, ale nie jestem pewny, jak bardzo spodobałoby się twojemu chłopakowi znalezienie kolejnej malinki na twojej szyi...

Czułam, jak moja klatka piersiowa unosi się i opada, kiedy moje serce biło coraz szybciej. Czułam płynące w moich żyłach pożądanie i adrenalinę i jedynym, co byłam w stanie zrobić, było stanie, czując, jak przez moje ciało przechodzi fala gorąca.

- O czym mówisz? - zapytałam, dysząc. - Nigdy nie zauważył tej pierwszej.

Satysfakcjonujący uśmiech pojawił się na twarzy Justina, kiedy pochylił się i złożył pojedynczy pocałunek na mojej szyi.

- Dobrze - odpowiedział, odsuwając się i stając prosto.

Przez dłuższą chwilę patrzyłam mu prosto w oczy, zanim stanęłam na palcach, chwyciłam jego twarz w dłonie i pocałowałam go, ssąc jego górną wargę przez kilka chwil.

W końcu oderwałam się od niego, posyłając mu delikatny uśmiech i opadając z powrotem na obcasy.

Odwdzięczył uśmiech.

- Jesteś draniem, Nash - skomentował.

Fuknęłam.

- Ty też.

Uśmiechnął się szeroko.

- Lubię to. Bycie draniem jest u ciebie seksowne.

Uśmiechnęłam się głupio.

- Dobrze wiedzieć.

Teraz on fuknął.

Przez chwilę nie odzywaliśmy się w ogóle, uśmiechając się tylko o siebie w znany, zmysłowy sposób.

Po jakimś czasie postanowiłam się odezwać.

- Prawdopodobnie powinniśmy... eh, wrócić na dół... zanim Aubrey tutaj wróci, zastanawiając się, gdzie jesteś.

- I próbując przeszukać ponownie moje rzeczy - mruknął z niezadowoleniem, a w jego oczach nagle pojawił się cień irytacji i złości.

Posłałam mu sympatyczne spojrzenie, ale on je zignorował i tylko kiwnął raz głową.

- Ta, masz rację. Idź pierwsza.

Pokiwałam głową.

- Okej, do.. do zobaczenia później, przypuszczam.

- Taaa - odpowiedział.

Bez niczego więcej oprócz ponownego spojrzenia na niego, pchnęłam drzwi szafy i pośpieszyłam przez pokój, spoglądając na korytarz, czy nikogo tam nie ma.

Zauważając, że korytarz był pusty, wyślizgnęłam się z pokoju Justina, zostawiając drzwi lekko uchylone i idąc pośpiesznie wzdłuż korytarza, wygładziłam sukienkę i przeczesałam palcami włosy.

Będąc już przy schodach, zeszłam z nich i odwróciłam się w kierunku kuchni, znajdując się już na parterze.

Ledwo zrobiłam dwa kroki, kiedy znikąd czyjeś ramię przewiesiło się przez moje ramiona i przyciągnęło mnie ciała właściciela.

Mój żołądek automatycznie się skręcił i wydałam zaskoczone tchnienie. Z szerokimi oczami i wściekle bijącym sercem, przekręciłam głowę, żeby sprawdzić, kim była owa osoba.

- Co tam, Nash? - zapytał głośno Chaz, uśmiechając się do mnie.

Wstrzymałam się przed przewróceniem oczu, kiedy do moich nozdrzy doszedł nieprzyjemny zapach alkoholu.

Dobry Boże.

On był pijany.

Świetnie. Kapitalnie.

-  Co chcesz, Somers? - zapytałam, próbując ściągnąć jego ramie z moich, niestety bez pożytku.

Ponownie się do mnie uśmiechnął, cmokając ustami.

- Chciałem tylko pogadać, Nashhhhhhh. Nie wiedziałem, że jest z tym coś nie tak.

Wydałam grymas niezadowolenia.

- Oh, jesteś pijany.

Parsknął.

- Pff, oczywiście, że jestem!

Przewróciłam  oczami, odpychając go i ruszając w kierunku salonu.

- Widziałaś moją dziewczynę? - zapytał zmierzle Chaz, podążając za mną i z powrotem przerzucając ramię przez moje barki.

- Nie, nie widziałam - powiedziałam chłodno, kontynuując drogę do salonu.

- Cholera - mruknął Chaz, potrząsając głową.

Zignorowałam go, wchodząc do salonu i rozglądając się wokoło.

Prawie natychmiastowo zauważyłam patrzących na wejście Natashę i Grega z zaciekawionymi wyrazami twarzy.

Przez twarz Grega momentalnie przeszedł cień wściekłości, kiedy zauważył przewieszonego przeze mnie Chaza.

Greg wstał, zaciskając dłonie w pięści.

- Tutaj jesteś - powiedział.

- Hej - odpowiedziałam, próbując odepchnąć się od Chaza.

- Puść ją, dupku - rzekł Greg, kiedy Chaz się nawet nie ruszył.

Chaz cofnął ręce i uniósł obydwie dłonie do góry, wpatrując się w Grega.

- Masz jakiś problem? - mruknął bezdechu.

- Dotykasz moją dziewczynę, to mój problem! - odpowiedział Greg, patrząc wilkiem na Chaza.

Chaz parsknął, jego ramiona zaczęły się trząść.

- Weź, kurwa, tabletkę na luz, chłopie! - zawył, klepiąc Grega w ramią i potrząsając głową.

Greg tylko patrzył na Chaza, jak się odwraca i odchodzi, wołając głośno "Leah".

Przewróciłam oczami, opadając na kanapę obok Natashy i potrząsając głową.

- Boże, on jest niepoważny! - mruknęłam.

Greg wciąż stał, nie fatygując się nawet, żeby poruszyć ramieniem. Wszystko, co widziałam, to były jego nogi, kiedy patrzyłam się prosto przed siebie. Obok mnie siedziała niezręcznie Natasha na krawędzi poduszki ze splecionymi nogami.

W końcu podniosłam wzrok, spotykając się z widokiem twarzy Grega.

Wyglądał na - mówiąc delikatnie - całkowicie i kompletnie wkurzonego.

Zmarszczyłam na niego brwi.

- Co jest? - zapytałam. - Nie zamierzasz usiąść?    

On jedynie stał tam, patrząc na mnie z chłodnym wyrazem twarzy.

- Greg - powiedziałam. - Coś nie tak?

- Nie było cię prawie przez całą godzinę - skomentował niskim głosem.

Patrzyłam na niego z szerokimi oczami, moje usta były delikatnie rozchylone.

- I ten - uszczypnął się w ramię, jego głowa delikatnie się trzęsła, a twarz przybrała delikatnie różowy kolor. - Palant miał na tobie swoje łapska!

Otworzyłam szerzej oczy zaalarmowana, odwracając głowę w kierunku Natashy. Ona także patrzyła na Grega z niedowierzaniem, marszcząc brwi.

Z powrotem odwróciłam głowę twarzą do Grega, moja twarz powoli wykręciła się ze zdegustowaniem.

- Greg - zaczęłam w końcu zszokowana. - O czym mówisz?

- Ze wszystkich ludzi, co robiłaś z nim? - zapytał przez zaciśnięte zęby, zaciskając pięści i prawie drżąc ze zdenerwowania. - I dlaczego nie było cię tak długo?

Poczułam wewnętrzne pragnienie, żeby uderzyć go w twarz, jak najmocniej mogłam.

Jakie prawo pozwalało mu się złościć przez coś takiego i tak mocno reagować? Co powodowało u niego pragnienie bycia tak bardzo wymagającym i wścibskim tak wiele razy?

To było absurdalne, niekonieczne i po prostu całkiem, wręcz odrażające.

To działo się o d dłuższego czasu, ale w tym momencie miałam już tego całkowicie i totalnie dość.

Byłam zmęczona czuciem się atakowana przez niego. To było irytujące, frustrujące i bolało.

Bardzo.

- Powiedziałam, że idę dołączyć do zabawy. To było oczywiste, że nie wrócę po pięciu minutach. Jeżeli tak bardzo ci zależało, mogłeś się ruszyć i mnie znaleźć - powiedziałam powoli, starając się utrzymać spokojny głos. - To naprawdę nie jest takie trudne, Greg.

Jedynie stał i patrzył na mnie, świdrując mnie wzrokiem.

- A jeżeli chodzi o Chaza, który otoczył mnie ramieniem - kontynuowałam, dodając rozmachu i ognia do mojego głosu. - To nic wielkiego. Nie całowałam się z nim, gdybyś nie zauważył. Wiesz, jak bardzo go nienawidzę, jest odrażający. A w wypadku, gdybyś nie mógł tego powiedzieć, nie chciałam jego ramienia wokół mnie. Fakt faktem przez cały czas próbowałam go odepchnąć - przerwałam na chwilę, kręcąc głową ze zdegustowaniem. - W ogóle go nie lubię. Nie powinieneś być zazdrosny o Chaza.

- Nie jestem zazdrosny - powiedział głośno Greg.

- Oczywiście, że jesteś! - powiedziałam głośno, podskakując na kanapie i wstając z miejsca. Skrzyżowałam ramiona. - To takie oczywiste! Gdybyś nie był, nie byłbyś taki bliski załamania nerwowego!

- Jak jest twój problem do cholery? - domagał się.

- Jak jest twój problem do cholery? - zawyłam głośno. - To ty jesteś tym, który wścieka się o nic!

- To nie jest nic, Mandy! - krzyknął. - Zniknęłaś na ponad godzinę, a wróciłaś z przewieszonym przez ciebie zboczonym graczem!

- Tak jak mówiłam, nienawidzę go! Podszedł do mnie, kiedy szłam do salonu, w ogóle z nim nie byłam! Próbował znaleźć Leah, swoją dziewczynę! Jeżeli nie byłeś w stanie zauważyć - a musiałbyś być cholernie ślepy, żeby nie - był pijany! - potrząsnęłam głową. - Nie mogę uwierzyć, jak bardzo jesteś nadopiekuńczy i natrętny w tym momencie!

- Nie jestem nadopiekuńczy i natrętny! - odpowiedział nieugięcie. - Jestem poirytowany tym, że wymknęłaś się ode mnie - przycisnął palec do klatki piersiowej. - Twojego chłopaka i pary, żeby porozmawiać z gromadą pijanych ludzi, którzy nawet cię nie lubią!

Wpatrywałam się w niego w szoku, moje usta były rozchylone, a ręce drżały.

Natasha siedziała niezręcznie, obserwując naszą dwójkę z szerokimi oczami, ewidentnie nie wiedząc, co powiedzieć.

Zauważyłam też, że kilka ludzi, którzy byli w tym momencie w salonie, również siedzieli w szoku przyklejeni do siedzeń, patrząc na nas z niedowierzaniem.

Dziwna cisza zapanowała w pomieszczeniu, ale słyszałam, że w oddali wciąż kręciła się zabawa, kiedy ludzie krzyczeli i śmiali się głośno, a bass z piosenki lecącej w piwnicy rozchodził się po domu.

Nie potrafiłam przestać patrzeć na Grega, kiedy stał zaledwie niecałe dwa mety ode mnie, oddychając ciężko, drżąc pod wpływem wściekłości, która nim targała.

Właśnie tu i teraz bardzo korciło mnie, żeby uśmiechnąć się najbardziej sztucznym uśmiechem, na jaki było mnie stać i odezwać się przesłodzonym głosem.

'A wiesz, co jest w tym najzabawniejszego, Greg? Nie byłam z tymi ludźmi, którzy według ciebie nawet mnie nie lubią. Nie, tak naprawdę całowałam się z Justinem Bieberem i robiłam to przez kilka ostatnich tygodni! I pozwól mi coś powiedzieć - jest o wiele przystojniejszy i jakieś pięćdziesiąt razy lepszy w całowaniu.'

Ale nie mogłam.

Zamiast tego, wzięłam głęboki drżący oddech.

- To nie jest wymykanie się, jeżeli właśnie do was przyszłam! Powiedziałam wam, co idę zrobić, kiedy wstałam i poszłam. Próbowałam, żebyście poszli razem ze mną, ale to wy byliście tą asocjalną i znudzoną dwójką! - mój głos stopniowo stawał się coraz głośniejszy, aż doszło do tego, że prawie krzyczałam.

Jego brwi automatycznie się zmarszczyły, a usta otworzyły.

Natasha wstała, śmiejąc się nerwowo i kładąc dłoń na naszej dwójce.

- Okeeeeej... - ucichła nerwowo. - Myślę, że to trochę wymyka się spod kontroli...

Greg tylko wyrwał ramię z jej uchwytu, posyłając mi brudne spojrzenie.

Natasha wycofała rękę po woli, będą jeszcze bardziej podenerwowaną niż wcześniej.

- To wciąż nie znaczy, że możesz tak o sobie pójść i nie fatygować się, żeby wrócić! - wykrzyknął Greg.

Wyrzuciłam ręce do góry doszczętnie wkurzona.

- Co masz do cholery na myśli? - wrzasnęłam.

Nie wyglądał, jakby się zastanawiał nad odpowiedzią. On po prostu tam stał, parskając.

W końcu po upływie czasu, który wydawał się latami, odezwał się.

- Więc - zająknął się. - To nieważne, Mandy!

- Więc, co jest ważne w takim razie? - zawyłam. - Ty po prostu - ucięłam, potrząsając ze złością głową i czując się, jakbym miała zaraz wybuchnąć płaczem. - Mam już tego dość, Greg! Ciągle domagasz się, żeby wiedzieć, gdzie byłam, z kim byłam, dlaczego z tym kimś byłam, co mówiłam i robiłam, i myślałam, i jak się zachowywałam! To po prostu śmieszne i absurdalne! Nie jestem twoją córką, twoim niewolnikiem, czy własnością osobistą. Nie możesz wymagać ode mnie tych rzeczy. To głupie i mam tego dość.

Stał, patrząc na mnie w największym szoku i niedowierzaniu.

Pokręciłam głową, zamykając na moment oczy.

- Ja po prostu - zaczęłam w końcu drżącym głosem. - Potrzebuję trochę przestrzeni. Nie potrafię sobie z tym teraz poradzić.

Usta Grega były w tym momencie otwarte i wyglądało na to, że to, czego się najbardziej obawiał, właśnie się działo.

Nie wiedział, co powiedzieć, i przez moment jedynym, co był w stanie zrobić, było wpatrywanie się we mnie, kiedy głęboko oddychałam, czując przechodzące przeze mnie zdenerwowanie, powodujące, że moje ręce drżały.

Spoglądnęłam wtedy na Natashę, która również stała w niemałym szoku. Jej pastelowo-różowe usta były rozchylone w szoku, a oczy szeroko otwarte.

Ewidentnie to uczyniło ją niezdolną do mówienia - nie żeby tego wieczoru odzywała się dużo, nie wliczając tego, jak przed chwilą chciała uspokoić mnie i Grega.

Zapanowała ekstremalnie napięta i niezręczna cisza,w czasie której każdy w tym pomieszczeniu (niedużo ludzi, gdyż w innych pokojach impreza trwała w najlepsze, niemniej jednak inni ludzie) wpatrywali się w środek pomieszczenia, gdzie ja i Greg patrzyliśmy na siebie.

Potrząsnęłam delikatnie głową, patrząc prosto w oczy Grega.

- Przepraszam, ja po prostu... Potrzebuję przestrzeni.

Wyglądało na to, że Greg nie był w stanie przetworzyć wszystkiego, co właśnie się działo. Przez chwilę tylko gapił się na mnie, ruszając bezgłośnie ustami i patrząc się na mnie, nie mrugając nawet powiekami z szokiem wymalowanym na twarzy.

Nie chcąc przeżywać tego ani chwili dłużej i uważając, że jest to idealny moment, żeby odejść, odwróciłam się i potrząsnęłam delikatnie głową.

I wtedy bez żadnych słów ruszyłam w kierunku drzwi z domu Justina, zostawiając za sobą Grega i Natashę wpatrujących się w moje plecy.

W czasie drogi do drzwi zauważyłam Justina opartego dyskretnie o przyległą ścianę do korytarza.

Ewidentnie podsłuchiwał i niewątpliwie wszystko słyszał.

Nasze spojrzenia na moment się skrzyżowały, patrzył na mnie z poważnym wyrazem twarzy.

Wycierając pojedynczą łzę, która spłynęła po moim policzku, odwróciłam wzrok i odwróciłam się, popychając drzwi i pośpieszając przez nie, zatrzaskując je za sobą.

Zaczęłam iść najszybciej, jak mogłam, po chodniku, czując dochodzące z ust łkanie, kiedy z moich oczu pociekły łzy.

Jak tak niesamowita noc - może jak roller coaster emocji, ale niemniej jednak niesamowita - mogła się tak skończyć?

Pociągnęłam nosem, próbując zetrzeć ściekające z moich policzków łzy. Moje stopy cierpiały od niesamowicie wysokich obcasów i idąc wzdłuż chodnika tak szybko, jak właśnie szłam, czułam, jak na piętach tworzą mi się pęcherze.

Po chwili, zatrzymałam się na chwilę, pochylając się, żeby ściągnąć buty.

Trzymając je za obcasy w lewej dłoni, zaczęłam iść jeszcze szybciej, czując natychmiastową ulgę na stopach, ale jednocześnie czułam ból, kiedy moje gołe stopy stykały się z zimnymi, betonowymi płytkami.

Konkurencyjnie czułam też inny ból - wewnętrzny ból przez wszystko, co się wydarzyło i wszystkie emocje, które obecnie przechodziły przez całe moje ciało.

Ten cały romans z Justinem i dziwne, niewytłumaczalne uczucie, które do niego żywiłam...

Poczucie winy, które doświadczałam przez cały romans i wymykanie się za plecami wszystkich...

Irytacja i frustracja, którą obecnie powodował Greg swoją tendencją do bycia natrętnym i nadopiekuńczym...

Kłótnia, która miała miejsce chwilę temu...

To było za dużo.

W okolicy było cicho, kiedy kontynuowałam iście po ciemnym chodniku, szłam przed siebie, nie wiedząc nawet, dokąd prowadzą mnie nogi. Stopy były prawie jedynym, co słyszałam, kiedy stykały się z chodnikiem, a skóra spotykała się szorstką powierzchnią betonu. Liście szeleściły na drzewach wzdłuż drogi, kiedy zawiał zimny wiatr. Czułam przechodzące przeze mnie dreszcze przez listopadowy chłód.

Tak czy siak, w dalszym ciągu ignorowałam ból, kontynuując dążenie donikąd ze zdeterminowanym sposobem myślenia.

Usłyszałam za sobą, że drzwi do domu Justina otworzyły się, przerywając stosunkową ciszę destylowanego, nocnego powietrza. Ledwie niecałą sekundę później w powietrzu rozniósł się głęboki i znajomy głos Grega.

- Mandy!

Zignorowałam go, przyśpieszając tempa, kiedy zaczęłam coraz głośniej łkać.

- Mandy, dokąd idziesz?

Ponownie go zignorowałam.

Nie chciałam z nim teraz rozmawiać.

Szczerze nie chciałam z nikim rozmawiać w tym momencie.

Po prostu chciałam być sama.

- Mandy! - zawołał po raz kolejny Greg. - Wróć tutaj! Czy ty - uciął nagle, łamiącym się głosem. - Nie zrywasz ze mną, prawda?

Nie odpowiedziałam.

Sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie.

- Możemy chociaż o tym porozmawiać? - zawołał zdesperowanym i proszącym głosem. - Proszę!

Pokręciłam tylko głową.

Usłyszałam, jak zbiega ze schodów przy wejściu do domu Justina, a następnie kieruje się w moją stronę.

- Proszę, Mandy, daj mi szansę!

- Potrzebuję trochę czasu - udało mi się wydusić, przecierając kolejną falę łez, która wydostała się z moich oczu.

Nie wiem, jak doprowadziłam się do tego.

Byłam jak jeden, wielki bałagan.

Po kilku chwilach niesamowicie dziwnej ciszy usłyszałam za sobą dyszącego Grega, ponieważ usiłował się, żeby mnie dogonić, i następną rzeczą, jaką wiedziałam, był on chwytający mnie za nadgarstek.

- Mandy, zaczekaj - powiedział desperacko, odwracając mnie twarzą do niego.

Patrzyłam na ziemię w zakłopotaniu, krzyżując ramiona i pociągając nosem.

Nie chciałam spojrzeć mu w twarz. Nie mogłam.

- Proszę... tylko mnie wysłuchaj - powiedział słabo, jego ramiona trzęsły się przez emitującą z niego desperację.

Przełknęłam ciężko, czując gulę w gardle, która utworzyła się przez płacz.

W końcu po dłuższym czasie nieszczęsnej ciszy podniosłam wzrok. Moje zapłakane oczy spotkały się z widokiem jego błagających oczu.

Zza nim widziałam oświetlony w środku dom Justina. Dało się usłyszeć stłumione basy przez muzykę, która była puszczana w piwnicy.

W jednym z okien na parterze od strony ulicy, widziałam sylwetkę kogoś wyzierającego na zewnątrz, poważnie nas obserwującego.

I chociaż nie widziałam tego kogoś twarzy - ani nawet części -  dokładnie wiedziałam, kto tam był.

Podsłuchiwał całą naszą kłótnię z innego pokoju, aż nie wybiegłam z domu.

Oczywiste, że miał jakiś interes w podsłuchiwaniu i podglądaniu, co działo się pomiędzy mną a Gregiem.

Intrygujące, ale zagmatwane.

Uciekłam wzrokiem z okna w oddali i spojrzałam ponownie na twarz Grega.

Nic nie mówiłam, tylko patrzyłam na niego w ciszy, jakby czekając, aż się odezwie.

Wydał zdesperowane westchnienie, garbiąc ramiona.

- Posłuchaj, czy my - zaczął marnie. - Czy możemy chociaż o tym porozmawiać? Przepraszam.

Przetarłam palcami skórę pod oczami, pociągając nosem.

- Wciąż to robisz, Greg - powiedziałam niskim głosem. - Wiele razy. Zachowujesz się, jakbym była twoją córką, kiedy mniemam, że jestem twoją dziewczyną.

- Wiem - odpowiedział, jego głos przeszedł w szmer. - Wiem, że to robię.

Nie odpowiedziałam.

Westchnął.

- Ja po prostu - nie wiem. Nie mogę nic poradzić na to, jak się zachowuję i - i jak się czuję.

Ponownie spojrzałam na ziemię, wypuszczając powietrze i potrząsając głową.

- Nie wiem, co to jest - mruknął.

- Po prostu, czasami to za wiele - odpowiedziałam. - Czasami... tak, czasami to po prostu... zbyt wiele.

Pochylił głowę, ewidentnie nie wiedząc co powiedzieć.

Przez dłuższą chwilę obydwoje pozostawaliśmy cicho, wsłuchując się w dźwięki dookoła nas.

- Zamarzasz - skomentował w końcu Greg, wskazując palcem na miejsce, gdzie moje palce kurczowo otaczały ramiona. Gęsia skórka była widoczna na całej mojej skórze, która przybrała odcień skóry nieboszczyka.

- Tak - mruknęłam, moje zęby delikatnie strzykały. - Tak, zamarzam.

- Czy możemy - zaczął Greg. - Czy możemy pójść gdzieś do środka, żeby nie było zimno i... wtedy porozmawiać? Nie możesz potrzebować przestrzeni bez wysłuchania mnie.

Zamknęłam oczy i potrząsnęłam tylko głową.

- Jestem zmęczona, Greg - odpowiedziałam cicho. - Chcę pojechać do domu i pójść spać. To była długa noc.

- Oh - rzekł niezręcznie. Pokiwał delikatnie głową. - Okej. Ja, eh... eh, rozumiem.

- Możesz mnie odwieźć? - zapytałam potulnie.

Patrzył się na mnie przez chwilę.

- Możemy o tym porozmawiać? - wskazał pomiędzy nas.

- Jutro - odpowiedziałam. - Po prostu... chcę być teraz w domu.

Kiwnął głową.

- Okej, więc... porozmawiamy o tym później.

- Tak - odpowiedziałam cicho.

- Masz - powiedział, wyciągając z kieszeni kluczyki do samochodu. - Idź do samochodu i włącz sobie ogrzewanie. Pójdę po Natashę i możemy jechać.

To była jedna z najbardziej niezręcznych ciszy, jakich doświadczyłam, w każdym bądź razie pokiwałam głową, biorąc z wdzięcznością od niego klucze.

- Zaraz będę z powrotem - powiedział.

Ponownie pokiwałam głową, nie trudząc się, żeby się odezwać, kiedy odwrócił się i z pospiechem ruszył w kierunku domu Justina.

Patrzyłam na niego przez chwilę, przygryzając wargę i czując jak mi drętwieje.

Następnie moje oczy przeniosły się na ogromny dom, gdzie obecnie odbywała się impreza, przemieszczając powoli spojrzenie na okno, gdzie wcześniej zauważyłam przyglądającą się nam osobę.

Ale ku mojemu zdziwieniu, spotkałam się z pustym oknem.

Nie było go.

Zniknął.

Wypuszczając powietrze, potrząsnęłam delikatnie głową i odwróciłam się, otaczając się ramionami najciaśniej, jak potrafiłam. Ruszyłam w kierunku samochodu Grega, czując, jak łzy na moich policzkach wyschły, a potem zaczęły palić, kiedy mrożące, nocne powietrze z łatwością ocierało się z moją nagą skórą.






















                                                                                                                                                  


Obserwatorzy

Szablon by @mohito_x