sobota, 9 sierpnia 2014

Chapter Nineteen: A Changing Of Tides

-Wow- Rachel Litzy, starsza siostra Natashy, skomentowała z podziwem, otwierając szeroko oczy i usta w zdziwieniu. – Wyglądasz-

- Tak gorąco! – zakończyła za nią głośno Natasha, szczerząc zęby w uśmiechu. Podskoczyła trzpiotowato, jej blond włosy zatańczyły w powietrzu. – Poważnie, Mandy! O mój Boże!

Zarumieniłam się, patrząc na moje paznokcie i oglądając je zawstydzona, na moich policzkach utrzymywało się różowe zabarwienie.

- Dziękuję – powiedziałam cicho.

-Chłopcy będą się za tobą oglądać całą noc. Nie kłamię – oznajmiła Rachel, jej niebieskie oczy błyszczały. Założyła kosmyk swoich ciemnobrązowych włosów za ucho, uśmiechając się ciepło. – Tak samo będzie z tobą, siostra. – oznajmiła, wskazując głową na Natashę.

Natasha promieniała.

- Dzięki – powiedziała.

Natasha i ja spotkałyśmy się u niej w domu, żeby przygotować się na bal listopadowy, który miał się odbyć dzisiaj, żebyśmy mogły się pomalować, ułożyć sobie nawzajem włosy i się ubrać. Rachel wróciła na weekend z college’u i chętnie poczekała na nas, żeby zobaczyć, jak wyglądamy.
Odkąd jesteśmy z Natashą przyjaciółkami prawie przez całe nasze życie, tak długo znałam Rachel, więc również byłyśmy blisko.

- Poważnie, Mandy? Twój chłopak? Greg? Nie będzie mógł od ciebie odciągnąć rąk – rzekła Rachel.

Zaśmiałam się.

- O Boziuuu – speszyłam się, przewracając żartobliwie oczami.

- Pewnie ma rację – zgodziła się w rozbawieniu Natasha.

Pokręciłam głową. Moje oczy powędrowały na Natashę, więc się uśmiechnęłam.

- Wyglądasz pięknie, Nat – oznajmiłam.

- Dzięki – odpowiedziała. Patrzyła w dół na swoją suknię z uwielbieniem, gładząc ją. Była to dopasowana jak ulał beżowa sukienka bez ramiączek do połowy uda. Miała dekolt jakby w kształcie serca i wielobarwne satynowe paski przecinające gorset wokół, dodając nieco koloru i trochę lub więcej seksowności. Do sukienki dobrana była oszałamiająco współczesnych z kwadratowym obcasem para balerinek. Jej blond włosy były jak te Ke$hy – jak perfekcja, rozrzucone na jej ramionach jako wyraz dzikości, miały o wiele większą objętość, więc wydawało się jakby było ich trzy razy więcej niż zazwyczaj. Na jej powiekach błyszczał cień, a usta zabarwiał delikatny różowy błyszczyk.

Tak.

Gdybym była lesbijką, zakochałabym się.

-  O której ma przyjechać Greg? – zapytała z ciekawością Natasha, sprawdzając na telefonie godzinę.

- O 6:30? – odpowiedziałam, rzucając okiem na zegar wiszący na ścianie, żeby dowiedzieć się, która była godzina.

6:27. Powinien za chwilę już być.

Zażenowanie powędrowałam do marnego lustra Natashy, zakładając kosmyk włosów za ucho i przyglądając sie samej sobie.

Moja sukienka, tak jak Natashy, była do połowy uda i bez ramiączek z dekoltem w kształcie serca. Była jasno różowa jak wata cukrowa, a materiał był delikatny i zwiewny. Była dopasowana w talii z pikowanym drapowaniem opadającym na jedną stronę i ze ścieżką róż na skos gorsetu. Nałożyłam trochę różu na policzki i cień wokół moich brązowych oczu, przpominających kształtem migdały, dodając cielistego błyszczyku na usta, żeby zachować naturalny wygląd. Moja skóra, na którą nałożyłam mgiełkę, praktycznie błyszczała, a łydki wyglądały na niewyobrażalnie wymoledowane przez dwunastocentymetrowe czarne szpilki, które miałam na stopach.

Uśmiechnęłam się do siebie, spoglądając wyżej, żeby przyjrzeć się swoim włosom. Z pomocą Rachel wyprostowałam je zanim stały się solidną taflą. (Naturalnie były proste, ale dzięki prostownicy stały się perfekcyjne). Błyszczały w ciemności, opadająć wdzięcznie na moje ramiona kilka centymetrów przed dekoltem sukienki. Wydawały się bardziej kasztanowe niż zwykle i mogłam poczuć, jakie były miękkie, gdy opadały na moją nagą skórę.

Przygryzłam wnętrze policzka, czując dziwne uczucie przechodzące przeze mnie, a na moich ustach pojawił się niekontrolowany uśmiech.

Czułam się piękna.

Coś związanego z sukienką i z tym jak ułożyłam włosy, jaki zrobiłam makijaż, powodowało, że czułam się, jakbym mogła zrobić wszystko.

Odwracając się do Natashy i Rachel, które pochłonięte były w małej konwersacji, otworzyłam usta, żeby coś powiedzieć, ale przerwał mi głośny dzwonek do drzwi.

Natasha natychmiastowo popatrzyła na mnie, a nasze spojrzenia się skrzyżowały.

- Greg – zaszczebiotała.

Odwróciła się szybko i przebiegła przez pokój, Rachel szła tuż za nią, i we dwie ruszyły do drzwi wejściowych.

Słyszałam dźwięk otwieranych drzwi i muzykalny głos Natashy.

- Hej! – wykrzyknęła.

Później słyszałam tylko niewyraźne odgłosy rozmowy, jak Natasha i Rachel  nawiązały z Gregiem konwersację.


Sprawdziłam swoje odbicie w lustrze jeszcze raz, a później podniosłam bransoletkę z komody, zakładając ją na nadgarstek i robiąc kilka kroków w kierunku drzwi.

Przeszłam przez nie i  przesuwałam się do przodu w kierunku ogromnych drewnianych schodów, które prowadziły do otwartego przedpokoju domy Litzów.

Widziałam Grega ubranego w niebieską koszulę i czarne spodnie z rękami w kieszeniach, z uśmiechem rozmawiającego z dwoma siostrami. Natasha i Rachel stały do mnie plecami, więc nie widziałam wyrazu ich twarzy, ale widziałam jak Greg zaśmiał się głośno na coś, co powiedziała jedna z nich.
Powoli zaczęłam schodzić ze schodów, przesuwając moją dłoń wzdłuż brązowej barierki i patrząc pod stopy, żeby nie potknąć się na szpilkach i nie wylądować tyłkiem na samym dole.

Bo to byłoby bardzo atrakcyjne.

Nie.

Nagle Natasha rzuciła na mnie okiem, po czym ponownie odwróciła się do Grega i trąciła go łokciem.

Natychmiastowo spojrzał do góry i  widziałam, jak wyraz jego twarzy momentalnie zmienia się z ciekawości na podziw.

- O mój... – ucichł. – Mandy! – zawołał głośno, przyglądając się mi z szeroko otwartymi oczami. – Wow. Wyglądasz... – przełknął, ewidentnie nie wiedząc, co powiedzieć. - Wow.

Zaśmiałam się krótko.

- Dzięki. Też źle nie wyglądasz.

I nie wyglądał.

Fakt faktem wyglądał naprawdę dobrze.

- Dzięki – odpowiedział, a następnie zbliżył się do schodów i  wyciągnął w moim kierunku dłoń, pomagając mi zejść z ostatnich dwóch stopni i wciąż się ciepło uśmiechając.

Zanim się zorientowałam, otoczył mnie ramionami w krótkim uścisku.

Kiedy się odsunął, posłał mi uśmiech i odwrócił się twarzą w kierunku dwóch pozostałych dziewczyn.

- Powinniśmy już jechać? – zapytał, spozierając na mnie pytająco.

Natasha i ja spojrzałyśmy na siebie i wzruszyłyśmy ramionami.

- Pewnie – rzekła Natasha. – Bal zaczyna się za niedługo, więc możemy.

Pokiwałam ze zgodą.

- Poczekajcie! Zrobię wam tylko kilka zdjęć! – wykrzyknęła Rachel, gramoląc się do kuchni po jej aparat cyfrowy.

Śmiejąc się, czekaliśmy we trójkę na jej powrót.

Kiedy była z powrotem, pozowaliśmy w różnych kombinacjach (we trójkę, Natasha i ja, ja i Greg, Greg z Natashą), a gdy Rachel zrobiła niezliczoną ilość zdjęć, uśmiechając się szeroko, przeglądała wszystkie na ekranie aparatu, wykrzykując przeróżne komentarze na temat tego, jak słodko wszyscy wyglądaliśmy.

Jakoś po dziesięciu minutach pozowania, czułam jak stojąca obok mnie Natasha robi się niespokojna.
-Okej, Rach! Musimy już wychodzić – oznajmiła, śmiejąc się.

Rachel odłożyła zrezygnowana aparat.

- W porządku – rzekła.

Podeszłam do niej i przytuliłam ją, dziękując za ułożenie moich włosów i obiecując, że wkrótce się zobaczymy.

- Kocham cię, dziewczyno – zaśpiewała, przytulając mnie ciasno.

Odsunęłam się i ruszyłam w kierunku samochodu, gdy Natasha i Greg również się z nią żegnali.

Kiedy skończyli, wyszli na zewnątrz. Zajęliśmy miejsca w samochodzie Grega i po sprawdzeniu, czy każdy z nas ma bilet i uczniowski identyfikator (inaczej nie wpuściliby nas na bal), ruszyliśmy w kierunku szkoły.

***

Justin Bieber’s POV




Normalnie nienawidzę szkolnych bali.

Naprawdę.

Są stratą czasu uwzględniając fakt, że bez problemu mogłem pójść na jakąś imprezę w Hollywood, gdzie są ludzie tego samego typu (np. gorące dziewczyny w skąpych strojach), a do tego leci dobra muzyka i jest prawdziwy alkohol (w przeciwieństwie do tego owocowego ponczu).

Ale przez Aubrey, która nie potrafiła przestać skomlić i marudzić, że chce, żebym z nią poszedł, i przyjaciół, którzy również udali się na ten bal, właśnie przechodziłem przez frontowe drzwi szkoły, obejmując Aubrey za talię.

Elise i Christina szły obok Aubrey, z ożywieniem dyskutując z ich przyjaciółkami Kelsey Lynx i Riley Winter. Znałem Kelsey i Riley w miarę dobrze, bo były częścią naszej „paczki”, a poza tym kilka razy byłem z nimi na imprezie.

A przez to, że z nimi imprezowałem, najprawdopodobniej obściskiwałem się z obydwoma, kiedy byłem pijany.

Ups.

Ryan szedł obok mnie ze swoją dziewczyną Beccą Bemmer, która prawdopodobnie była najmilszą dziewczyną, która się z nami zadawała. Uśmiechała się radośnie, trzymając jedną rękę założoną wokół ręki Ryana.

Z drugiej strony szedł Chaz z jego... em... koleżanką? Nazywała się Leah Monsato i była absolutnie prześliczna, ale patrząc na to, że był to Chaz ciężko było określać ją jako jego dziewczynę.

Chaz nie wdawał się w związki.

Był on raczej chłopakiem typu „pieprz-każdą-dziewczynę-która-jest-gorąca-bez-żadnych-zobowiązań”.
Którym... przypuszczam, o tym myśląc... sam byłem.

Ehh, bynajmniej do teraz.

Czy coś.

- Bieber! – usłyszałem za sobą.

Odwracając głowę, zauważyłem mojego znajomego, Roba Jenkisa, idącego w naszym kierunku z szerokim uśmiechem na twarzy.

Pokiwałem do niego, również się uśmiechając.

- Co tam, Rob? – zawołałem.

Dogonił nas i uścisnął rękę ze mną, Ryanem i Chazem, kiwając głową do dziewczyn i rzucając w ich stronę pozdrowienia.

Razem w jedenastkę dowlekliśmy się do sali gimnastycznej, gdzie bal się odbywał.

Poczułem, jak Aubrey chwyta moją dłoń i pociera ją kciukiem, spoglądając na mnie uwodzicielsko.

- Może pójdziemy do mnie po balu? – szepnęła do mojego ucha, stając na palcach. Poczułem jej ciepły oddech na szyi. – Moich rodziców nie ma w domu, więc wiesz...

Odsunęła się i przygryzła wargę, ewidentnie próbując wydać się seksowną, gdy patrzyła na mnie z wyczekiwaniem.

Korciło mnie, żeby zapytać się, czy nie wolałaby się spotkać z tym gościem, z którym była tam, gdzie mieszka Penny, ale wiedziałem, że wywołałoby to przedstawienie, więc tylko pokiwałem głową.

- Pewnie – odpowiedziałem.

Miałem na myśli, wyglądała naprawdę gorąco.

Miała na sobie najkrótszą czarną sukienkę, jaką kiedykolwiek widziałem. Ledwie zakrywała jej tyłek i miała głęboki dekolt w kształcie litery V, odsłaniający dużo skóry.

I mam na myśli, naprawdę bardzo dużo.

Nie, żebym miał coś przeciwko.

Była moją dziewczyną i wyglądała absurdalnie gorąco.

Ale jednocześnie sprawiało to, że wyglądała jak dziwka.

(Bardziej niż normalnie wyglądała.)

- Chodźmy tam! – krzyknęła Riley, wskazując palcem na wolne miejsce na parkiecie, gdzie mogliśmy wszyscy tańczyć.

Cała nasza grupa podążyła za nią, gdy w głośnikach zaczęła lecieć piosenka Britney Spears „Till The World Ends”.

Nie mogłem się powstrzymać od pochwycenia wzrokiem całej sali gimnastycznej, kiedy zbliżaliśmy się do obranego przez nas celu, jakbym kogoś szukał.

I... będąc całkowicie ze sobą szczerym... szukałem.

Ale próbowałem siebie przekonać, że robiłem to tylko dlatego, że chciałem zobaczyć, jak wyglądała ona i jak żałośnie wyglądał jej chłopak, a nie dlatego, że chciałem po prostu zobaczyć ją.

Bo to naprawdę nie było powodem.

Plus, to naprawdę była zabawa czubić się z nią.

To nie tak, że aktualnie mi na niej zależy.

Nie uważam tak.

Nie mogłem nic na to poradzić, ale poczułem się delikatnie zawiedziony, kiedy zdałem sobie sprawę, że jeszcze jej nie ma, więc skupiłem swoją uwagę z powrotem na Aubrey, która posuwała się do mnie bardzo powoli z dziwnym wyrazem twarzy, z innym niż kiedy ma brudne myśli w głowie.

Czasami było naprawdę fajnie mieć ją jako kumpla/dziewczynę do pieprzenia, ale czasami wyglądało na to, że to była jedyna rzecz, na której jej zależało.

Seks.

Cały czas.

24/7.

Ze mną i każdym kolesiem, na którego mogła rzucić swoje ręce.

... Okej, może jestem hipokrytą, uwzględniając fakt, że byłem taki sam (tyle, że z dziewczynami oczywiście).

Fanki, praktycznie każda gorąca dziewczyna w szkole, Aubrey, inne celebrytki...

Ta, wszystkie z nich.

I nie wiem dlaczego, projekt z Mandy Nash coś z tym zmienił.

Te dni minęły, kiedy  korzystałem z każdej możliwej okazji do uprawiania seksu.

Zamiast tego, robiłem to tylko z Aubrey.

(No i oczywiście obściskiwałem się z Nash).

To było dziwne, ale w jakiś sposób Mandy zastąpiła wszystkie inne dziewczyny.


Zawsze zdradzałem Aubrey, ale były to jednorazowe sprawy, które nigdy nic nie znaczyły.

Ale ta cała sprawa z Mandy?

To ewoluowało do ciągnącej się sprawy, w coś w co często gruntownie uczestniczyłem.

Co nigdy nie zdarzyło się z nikim innym, oprócz z osobą, z którą obecnie byłem (W tym wypadku - z Aubrey).

A najzabawniejsza rzecz?

Mandy była, tak jak jej już mówiłem, jedyną osobą, przed którą się otworzyłem, nie wliczając mojej mamy lub kogoś z mojego teamu.

I ja wciąż nie wiedziałem, co to tak naprawdę znaczy.

Mam na myśli oczywiście... jest inna.

Boże, nawet nie wiem, dlaczego do cholery się tym martwię.

To po prostu nie ma sensu, że ma na mnie taki wpływ.

Heh, jest gorąca (ale nie jestem pewien, czy o tym wie) i uwielbiam się z nią całować.

Ale czasami zastanawiam się, czy czuję do niej coś więcej niż tylko pożądanie.

Nagle, moje przemyślenia zostały przerwane przez obrzydliwie głośny chichot Elise i Christiny.

- Czy to Mandy Nash? - zapytała Riley, unosząc brwi i spoglądając pytająco na Beccę, Leahę i Kelsey.

- O mój Boże! - wykrzyknęła Kelsey, odwracając się, żeby patrzeć w kierunku drzwi na salę. - Myślę, że tak!

Becca zmrużyła oczy w tamtym kierunku. Szeroki uśmiech wkradł się na jej usta.

- To na pewno ona!

Leah wzdychnęła.

- Wow... - mruknęła.

- Wspaniale wygląda! - krzyknęła Becca, trącając ramieniem Ryana. - Patrz, Ry.

- Łee - rzekła Aubrey z niesmakiem, niezainteresowana przyglądając się swoim paznokciom.

- Ta- mruknęła ze zgodą Christina.

Ryan, Chaz i Rob odwrócili się, żeby spojrzeć w stronę wejścia, żeby dostrzec to, o czym wszyscy mówili.

Ryan szeroko się uśmiechnął.

Chaz zagwizdał.

- O cholera - skomentował.

Rob pokiwał głową z potwierdzeniem.

- Posunąłbym ją - rzekł.

Chaz zachichotał, kiwając głową ze zgodą. Obydwoje przybili piątki.

Natychmiastowo poczułem, jak moje ciało się napina, a delikatna fala irytacji przechodzi przez moje ciało.

Co do cho- ?

Skąd to się wzięło?

Leah posłała Chazowi karcące spojrzenie, a ten momentalnie przestał się śmiać.

Potrząsając tylko głową, odwróciłem się, żeby spoglądnąć w kierunku wejścia, chcąc dokładnie zobaczyć, co takiego związanego z Mandy powodowało, że wszyscy się tak zachowywali.

I nagle... zauważyłem ją.

Poczułem to dziwne uczucie w brzuchu i wydawało mi się, jakby moje serce nagle przestało bić z zaskoczenia.

Nie zrozumcie mnie źle, wiem, że takie rzeczy dzieją się w babskich i tandetnych filmach, ale takie coś nigdy mi się nie przytrafiło i takie rzeczy nie dzieją się mnie.

Nie jestem  żałosny, dziękuję bardzo.

Ale coś co widziałem, sprawiło, że byłem oniemiały.

Wyglądała prześlicznie, piękniej niż kiedykolwiek.

Wszystko na niej wyglądało pięknie, zaczynając od idealnie dopasowanej sukienki do jej połyskującej skóry, i na moment zapomniałem o naszej ukrywanej relacji, w której byliśmy.

Kusiło mnie, żeby odejść od moich przyjaciół, wliczając moją dziewczynę (której wygląd pamiętałem jak we mgle w tym momencie), i pójść prosto do Mandy i ją pocałować.

Ale nie z pożądaniem.

Tylko w... prawdziwy sposób.

Autentyczny.

Zostałem przywrócony do rzeczywistości i przypomniałem sobie, że nasza relacja fakt faktem była sekretem, o którym nikt nie miał pojęcia ani nikt nie mógł mieć pojęcia, kiedy Loser Boy podszedł do niej i otoczył ją ramieniem w talii.

Pochylił się i wyszeptał jej coś do ucha, na co zarumieniła się, uśmiechając.

Boże, jak ja chciałem czasami zabić tego spiętego, natrętnego dupka.

Nagle poczułem, jak Aubrey łapie mnie za nadgarstek, zaciskając palce i ciągnęła moją rękę, dopóki na nią nie spojrzałem.

Uśmiechała się sztucznie, marszcząc brwi.

- Dlaczego przyglądasz się tej irytującej, pyszałkowatej suce i jej obrzydliwym przyjaciołom? - wysyczała przez zaciśnięte zęby. - Praktycznie się na nią ślinisz!

Kelsey i Riley, które stały niedaleko, odwróciły się do nas z ciekawością, ewidentnie podsłuchawszy to, co powiedziała Aubrey.

- Nie ślinię się na nią - rzekłem, posyłając spojrzenie Aubrey i ignorując dwójkę dziewczyn. - Cholernie jej nienawidzę, dlaczego więc miałbym się na nią ślinić?

Aubrey puściła mój nadgarstek i skrzyżowała ramiona, przekrzywiając głowę. Zmarszczyła brwi.

- Uważasz, że wygląda gorąco czy coś?

Miałem poczucie, że Elise i Christina również słuchały.

Ale ponownie je zignorowałem.

- Nie- odpowiedziałem spokojnie. - Jest suką i jest kurewsko wkurzająca. W ogóle nie uważam, że jest atrakcyjna.

To było definitywnie jedno z największych kłamstw, jakie kiedykolwiek komuś powiedziałem, ale hej - to co liczyło się najbardziej to to, że mi uwierzyła, czyż nie?

Przez twarz Aubrey przemknął cień zadowolenia, a na ustach pojawił się uśmiech.

- Lepiej nie - odpowiedziała.

Posłałem jej uśmiech.

Wewnętrznie wydałem grymas niezadowolenia.

Co za popieprzona suka.

(I nie, tym razem nie mówiłem o Mandy.)

Kątem oka widziałem, jak Ryan mruknął coś do Chaza, i razem, on i Becca, ruszyli do przedniej części sali.

- Gdzie idziecie? - zapytałem ciekawy, odwracając się twarzą do Ryana, tak żeby wiedział, że mówię to do niego.

-Idziemy z Beccą przywitać się z Mandy- wytłumaczył Ryan, wskazując palcem przez ramię miejsce, w którym Greg, Natasha i Mandy tańczyli.

Pokiwałem raz głową w zrozumieniu.

- Pójdę z wami - powiedziałem po chwili.

Brwi Aubrey się zmarszczyły i widziałem, jak Elise i Christina otworzyły szeroko oczy, będąc w szoku.

Odwróciłem się twarzą do Aubrey, udając szeroki, ogromny uśmiech, gdy w mojej głowie układał się pewien plan.

- Chcę trochę z nich pożartować, świetna okazja, czyż nie? - powiedziałem, jeszcze szerzej się uśmiechając. Pochyliłem się i łapiąc nadgarstek Aubrey, pociągnąłem ją tak, że była teraz przyciśnięta do mnie. Położyłem dłoń na jej plecach, najniżej jak mogłem, praktycznie dotykałem jej tyłka, i szemrąłem do jej ucha. - Później wrócę i spędzimy trochę czasu we dwójkę, przygotowując się na później oczywiście.

Poczułem, jak drży,  kiedy mój oddech uderzył o jej szyję.

Odsunąłem się, posyłając do niej największy i najbardziej arogancki uśmiech kiedykolwiek.

Natychmiastowo odwzajemniła uśmiech, uwielbiając mój pomysł.

- Brzmi świetnie - sapnęła zmysłowo w odpowiedzi, posyłając mi krótkie spojrzenie i uśmiech.

Pokiwałem do niej głową, widząc, jak Elise i Christina przewracają oczami.

Obydwie się zamknęły. Były takimi samymi sukami, jak ich najlepsza przyjaciółka.

Tak, nazwałem swoją dziewczynę suką.

Nie obchodziło mnie to, że z nią chodziłem, tak jak powiedziałem Mandy, to, co było pomiędzy mną a Aubrey, nie było w żaden sposób prawdziwym związkiem, a wszystkim, na czym jej zależało, był seks.
Robiła to z każdym bez względu na wiek. Nawet nie pomyślała o tym, żeby związać się z kimś na poważnie czy żeby na kimś jej zależało.

Byłem po prostu kolejnym pionkiem w jej grze.

- Do zobaczenia za chwilę - rzekłem do Aubrey.

I puszczając jej talię, odwróciłem się, pośpieszając w kierunku Ryana i Becci, idących do Mandy i jej przyjaciół.

                                                                                     ***
Mandy Nash's POV

Szczerze czułam się szczęśliwa.

Byłam z Natashą i Gregiem, cała nasza trójka tańczyła do "Blow" Ke$hy, nie przejmując się niczym.

Po prostu chcieliśmy się świetnie bawić.

Gdy weszliśmy, natychmiastowo omiotnęłam wzrokiem pobliską część pomieszczenia, szukając pewnej osoby. 

Również natychmiastowo go znalazłam otoczonego swoimi przyjaciółmi i jego sukowatą dziewczyną, która wyglądała - jak zwykle- ździrowato, ale jednocześnie pięknie.

Jeżeli ma to jakiś sens.

Wiedziałam, że jest o wiele ode mnie piękniejsza, więc było to nieco rozczarowujące widzieć ją z Justinem, który wyglądał oczywiście bardzo gorąco.

Miał na sobie białą koszulę i spodnie khaki, a jego włosy były jeszcze bardziej perfekcyjne niż zazwyczaj, uniesione do góry w nieładzie. Uśmiechał się szeroko, ukazując rząd błyszczących białych zębów i wydawał się na szczerze szczęśliwego.

Co było atrakcyjne na każdym.

Ale w pewien sposób zraniło mnie to w środku, wiedząc, że świetnie się bawił z Aubrey.

Po kilku chwilach przestałam się na niego patrzeć i skupiłam się na dwójce moich najlepszych przyjaciół, i po kilku nieznacznych minutach kompletnie zapomniałam o całym tłumie zgromadzonym w kącie sali.

Wszystkim, co się dla mnie liczyło, była moja najlepsza przyjaciółka i mój chłopak, i to jak świetnie zamierzaliśmy się bawić tego wieczoru.

- It's time to lose your mind,

And let the crazy out,

(This place about tuh)

Tonight, we're taking name, cause

We don't mess around. - Natasha i ja zaśpiewałyśmy, co sił w płucach, śmiejąc się, gdy muzyka zagrzmiała między nami.

Nagle, jakkolwiek, zostało nam to przerwane przez kogoś, kto klepał mnie w ramię.

Odwróciłam się, żeby zobaczyć stojącego tam Ryana i jego "niedawno nabytą" dziewczynę Beccę. Obydwoje promienieli, patrząc na mnie.

- Hej! - wykrzyknęłam, przytulając obydwoje.

- Hej! - odkrzyknęli.

- Mandy, wyglądasz naprawdę prześlicznie! - wykrzyknęła Becca, patrząc na mnie z podziwem.

Uśmiechnęłam się do niej ciepło.

- Aww, dziękuję, ty także! - odpowiedziałam.

- Dzięki- odpowiedziała.

- Ta, powalasz, kuzynko - rzekł Ryan, przewieszając ramię przez moje ramiona i całując mnie w policzek. - Wyglądasz strasznie gorąco.

Zaśmiałam się.

- Dzięki, Ry. Ty także.

Zachichotał.

- Becca, znasz Natashę i Grega, prawda? - zapytałam, unosząc brwi pytająco i wskazując na moich przyjaciół stojących przed nami. 

Becca pokiwała głową.

- Tak, spotkaliśmy się w zeszłym tygodniu - powiedziała. Uśmiechnęła się ciepło do Natashy i Grega, machając ręką na powitanie.

Nie mogłam nic poradzić, ale zauważyłam, jak Greg zaciska szczękę z irytacją i posyła Ryanowi (który wciąż trzymał ramię na mnie) spojrzenie.

Natychmiastowo poczułam się wkurzona.

Co do cholery?!

Ryan jest moim kuzynem.

Dlaczego do cholery Greg miałby być zazdrosny o to, że obejmuje mnie ramieniem i pocałował mnie w policzek?

To nic nie znaczyło poza zwykłym kuzynowskim gestem.

Dobry Boże.

Miałam coś powiedzieć, gdy usłyszałam jak ktoś odchrząkuje i podchodzi do mnie z drugiej strony, otaczając mnie ramieniem.

Greg momentalnie spojrzał, jakby chciał kogoś zabić.

Wiedziałam, kto właśnie przyszedł, zanim nawet spojrzałam, ponieważ do moich nozdrzy dochodził znajomy zapach wody kolońskiej, ale mimo wszystko odwróciłam głowę.

- Co tam, Nash? - zapytał arogancko Justin, posyłając mi głupi uśmieszek.

Boże, ale on był gorący.

Zabrał rękę z moich ramion, kiwając głową do Ryana, który także cofnął rękę.

- Hej- powiedziałam niezręcznie.

- Co ty tutaj robisz, Bieber? - zapytała z irytacją Natasha, krzyżując ramiona i wydając dźwięk niezadowolenia. - Nikt cię tutaj nie chce.

- Tego nie wiedziałem, Litzy. Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie. - powiedział lekko Justin, uśmiechając się.

Podniosłam stopę, stając obcasem na jego nodze i starając się zachować, jak najbardziej potrafiłam, neutralną twarz.

Poczułam, jak się napiął i mogłam śmiało powiedzieć, że korciło go, żeby odwrócić się do mnie i domagać się wyjaśnienia, dlaczego do cholery to zrobiłam.

Ale on wiedział dokładnie jak i ja, za co to było.

Musiał przestać wygadywać sugestywne wyrażenia jak te, bo Natasha i Greg mogliby zacząć coś podejrzewać.

- Co masz do cholery na myśli? - domagał się głośno Greg, krzyżując ramiona.

Justin wzruszył ramionami.

- Nic, co ktoś taki jak ty byłby w stanie zrozumieć - rzekł oschle. 

Usłyszałam po mojej lewej, jak Ryan przypadkowo parska. 

Zamknęłam tylko na moment oczy, zanim je otworzyłam, żeby powoli odwrócić głowę w stronę Justina. 

- Tak właściwie to szedłem za Ryanem - powiedział w tym momencie Justin. - Myślałem, że idziesz po poncz - powiedział, zwracając się do swojego przyjaciela. 

Ryan wzruszył ramionami.

-Chcesz trochę? 

Justin wzruszył ramionami. 

- Nie, ale Aubrey pewnie tak.

Ryan się uśmiechnął.

- Mam cię.

- Co za dżentelmen - powiedziała fałszywie słodkim głosem Natasha, posyłając Justinowi spojrzenie z największą odrazą.

- Wiem, okej?  - powiedział lekko Justin. - Ale tylko wtedy, kiedy chcę - mrugnął do niej okiem.

Przewróciła oczami, potrząsając głową i wydając grymas niezadowolenia.

- Świnia- mruknęła bez tchu.

Odwróciłam się kompletnie twarzą do Justina, krzyżując ręce na klatce piersiowej.

- Dlaczego nie pójdziesz zrobić tego, co próbowałeś? Jak Natasha wspomniała, nikt cię tutaj naprawdę nie chce, a twoja najdroższa Aubrey na pewno już się martwi - posłałam mu szyderczy uśmiech.

Od razu odwdzięczył się takim samym uśmiechem.

- Nie ma potrzeby bycia taką suką, Nash. Przepraszam, że próbowałem być towarzyski. 

Uniosłam brwi.

- Towarzyski? Przez przychodzenie tutaj i bycie dupkiem? - zaśmiałam się sztucznie, patrząc mu prosto w oczy, jako znak, że nie jestem poważna, mówiąc to. - Ta, naprawdę świetnie.

- Auć. Ostro - odpowiedział. - Zabolało, Nash. Naprawdę, to naprawdę boli - powiedział rozdrażniony.

Spojrzał na mnie, skanując każdy centymetr mojego ciała.

Wiem, że robił to, żeby być zmierzłym, ale nagle poczułam się zażenowana. 

- Gdzie patrzysz, Bieber? - prychnął nagle Greg, wpatrując się w Justina z cieniem zazdrości na twarzy. 

Ewidentnie zaczynał się zamartwiać faktem, że Justin jest międzynarodową gwiazdą i ma więcej doświadczenia z dziewczynami niż on, gdy ten własnie mnie (dziewczynę Grega) obczajał. 

Nie przypominając... Justin był prawdopodobnie najgorętszym chłopakiem w całym pomieszczeniu.

Taa... pamiętacie skalę, o której nadmieniłam wcześniej? 

Greg dostał... 6, czy coś takiego?

A Justin... 11.5.

Justin przeniósł swój wzrok posyłając rozbawiony uśmiech Gregowi, prychając.

Greg wyglądał, jakby patrzył na niego spode łba z wściekłością.

Przewróciłam oczami.

- Po prostu nas zostaw - powiedziałam do Justina, wiedząc, że Greg bliski był załamania nerwowego.

- Chętnie - rzekł oschle i, kiwnąwszy ostatni raz głową do Ryan, odwrócił się, żeby odejść.

Ale kiedy myślał, że wszyscy wrócili do normalnej rozmowy i skupili swoją uwagę z dala od niego, stanął tuż za mną, kładąc dłoń na mojej talii.

- Spotkajmy się w sali 148 - szepnął skrycie do mojego ucha.

Kiwnęłam tylko głową, wskazując, że usłyszałam, zanim się odwrócił i szybko zniknął w tłumie.

Skupiłam swoją uwagę z powrotem na moich przyjaciołach wystarczająco szybko by zauważyć, jak Becca odwraca głowę, by spojrzeć na mnie.

- Wow... ty i Justin naprawdę się nienawidzicie, prawda? - zapytała.

- Tak - odpowiedziałam szybko. - Fakt faktem gardzimy sobą z pasją - skłamałam. - Jest zboczonym fiutem i prawdopodobnie jest najbardziej irytującą osobą, jaką kiedykolwiek spotkałam.

Ryan się zaśmiał.

- Myślę, że to nawet śmieszne, jak bardzo się nienawidzicie. Wiedzieliście, kim jesteście przez lata, ale nigdy nie rozmawialiście aż do teraz. (Są partnerami w projekcie z angielskiego) - wytłumaczył Becce, która potaknęła. Odwrócił się z powrotem twarzą do mnie z rozbawionym uśmiechem na twarzy. - To zabawne. Ledwo co się znacie, ale od zawsze jesteście wrogami.

- Ehh, to musi być coś nie tak z twoimi przyjaciółmi, Ry, ponieważ tak samo jest z Chazem - rzekłam, śmiejąc się. - Jego też nienawidzę.

- A on nienawidzi ciebie? - zapytała zaskoczona Becca.


Potaknęłam głową.

- Mhm - odpowiedziałam, uśmiechając się. 


Pozwólcie mi to tutaj wyjaśnić: Becca aktualnie nie chodzi do naszej szkoły. Należy do tego samego kościoła co Ryan i dzięki temu właśnie się spotkali. Dopiero co zaczęli się spotykać, więc zna jego i moich przyjaciół, ale nie zna za dobrze historii między obydwoma grupami.

Becca wyglądała na nieco zaskoczoną, kiwając powoli głową.

Uśmiechnęłam się, patrząc w miejsce, gdzie stali Natasha i Greg.

Oczy Grega biegały po cały pomieszczeniu z paranoi, szukając kogokolwiek, kto mógłby podejść i skomentować mój wygląd. 

Jakkolwiek, Natasha stała sztywno z ciasno skrzyżowanymi rękami, mrużąc podejrzliwie na mnie oczy, miała chłodny wyraz twarzy.

Zaśmiałam się nerwowo, patrząc na nią z lękiem.

- Co? - zapytałam.

- Co on właśnie do ciebie powiedział? - zapytała, patrząc na mnie długo i twardo.

Poczułam, jak zamieram i jak mój żołądek się zaciska.

Nie miałam pojęcia, że ktoś wtedy patrzył.

Ponownie nerwowo się zaśmiałam, marszcząc brwi ze sztucznym zmieszaniem.

- O czym mówisz? - zapytałam. - Kto coś do mnie powiedział?

- Bieber - odpowiedziała. - Chwilę temu.

Uwaga Grega natychmiastowo przeniosła się na nas, a jego mina zmieniła się na czujną.

- Co? - zapytał.

Zauważyłam, że Ryan i Becca także przestali rozmawiać, żeby patrzeć na nas.

Potrząsnęłam delikatnie głową, starając się znaleźć jakąś wiarygodną wymówkę.

- Nie wiem, o czym mówisz - rzekłam.

- Tak, wiesz - powiedziała spokojnie Natasha, w jej głosie słyszalne było wzburzenie. - Chwilę temu. Bieber szepnął ci coś do ucha, a ty pokiwałaś głową. Co powiedział?

- On co? - zapytał groźnie Greg, krzyżując ramiona i zaciskając szczękę w irytacji. Przeniósł swoje spojrzenie na mnie, wpatrując się we mnie oczekująco.

Ryan i Becca wymienili osłupiałe spojrzenia, obydwoje ewidentnie byli zaskoczeni nagłą zmianą atmosfery.

- Nie-nie wiem, o czym -

- Tak, Mandy, wiesz! - sapnęła Natasha. - Widziałam to!

Udawałam zmieszanie przez chwilę, zanim udałam, jakbym nagle zrozumiała, o co chodziło.

- Ahhh -  rzekłam. - To - zaśmiałam się krótko. - To było bez znaczenia, jak zwykle zachował się jak dupek. Wyszeptał coś obrzydliwego, że... wraca do swojej gorącej dziewczyny czy coś. Nie wiem dokładnie, bo ledwo co go usłyszałam.

Natasha wpatrywała się we mnie przez dłuższą chwilę.

- Powiedział coś o  wracaniu do swojej gorącej dziewczyny? - zapytała widocznie nieprzekonana. Uniosła brwi. - Dlaczego niby miałby czuć potrzebę, żeby ci to powiedzieć?

- Nie wiem - odpowiedziałam. - Jest dziwny, nie mam pojęcia - potrząsnęłam głową. - Mam na myśli, tak jak powiedziałam, nawet nie wiem, co naprawdę powiedział, nie byłam w stanie usłyszeć, co dokładnie powiedział. Jest tu za głośno.

Natasha kontynuowała wpatrywanie się we mnie podejrzliwie.

- Jestem szczera, Natasha - rzekłam przez muzykę, zaczynając być poirytowana. - Poważnie.

Wpatrywała się we mnie przez kolejną długą chwilę jak Greg, zanim w końcu zaczęli sprawiać wrażenie, że zaakceptowali prawdę i wzruszyli ramiona, odwracając się do Ryana i Becci, którzy wciąż wyglądali  na doszczętnie zmieszanych.

Piosenka, która wtedy leciała ("What the hell" Avril Lavigne), zatrzymała się, a z głośników rozniósł się po całej sali gimnastycznej głos DJ'a.

- Mam nadzieję, że każdy się dobrze bawi! - zawołał. - Ta piosenka jest dla wszystkich pięknych par tutaj.

Wewnętrznie jęknęłam, gdy z głośników zaczęły wypływać pierwsze akustyczne dźwięki gitary.

Greg spojrzał na mnie wyczekująco, mały uśmiech formował się na jego ustach.

- Zatańczmy, piękna! - krzyknął Ryan, łapiąc za dłoń Becci.

Zachichotała i we dwoje pomachali do nas, wykrzykując "Do poźniej!", zanim odwrócili się i pośpieszyli w kierunku pustego miejsca na parkiecie, gdzie zaczęli swój wolny taniec.

Przyglądałam im się przez moment, zanim odwróciłam się do Grega, który szerzej się do mnie uśmiechał.

- Może zechciałabyś ze mną zatańczyć?  - zapytał.

Uśmiechnęłam się mściwie do wewnętrznego poczucia winy i adrenaliny z powodu niezręcznej sytuacji, która miała miejsce chwilę temu, i pokiwałam twierdząco głową.

- Tak, chciałabym - odpowiedziałam cicho, uśmiechając się ciepło.

Natasha wzdychnęła teatralnie.

- Pójdę sobie stanąć niezręcznie przy misce z ponczem - rzekła.

Posłałam jej przepraszające spojrzenie.

Zaśmiała się i pomachała do nas.

- Żartowałam. Miłej zabawy. Do zobaczenia, gołąbeczki!

I z tym, odwróciła się i odeszła od nas, po drodze spotykając kilka innych dziewczyn, które nie miały pary.

Odwróciłam się do Grega, który wyciągnął do mnie swoją dłoń, którą następnie chwyciłam.

Poprowadził mnie do środka parkietu, gdzie się zatrzymaliśmy. Odwrócił się twarzą do mnie, kładąc dłonie na mojej talii, uśmiechając się w dół z dziwnym adorującym wyrazem twarzy.

Chciałabym móc to cofnąć, ale jedynie się uśmiechnęłam.

Zbliżyłam się i położyłam dłonie na jego karku, kładąc głowę na jego ramieniu, kiedy zaczęliśmy tańczyć do rytmu piosenki.

Well I'm not the type / Nie jestem typem

To hand my heart over / Żeby podawać serce na dłoni

Thought I was stonger / Myślałam, że jestem silniejsza

So I'm wonderin' why / Więc zastanawiam się dlaczego

I can't shake this feeling / Nie mogę strzepnąć tego uczucia

Look what you're doing to me / Patrz, co ze mną robisz


No I'm not the type, not the type / Nie jestem typem, nie tym typem

To move in quickly / Żeby zbliżać się zbyt szybko

Whenever you're near me / Kiedykolwiek jesteś przy mnie 

I just can't deny / Nie mogę zaprzeczyć

The way that I'm feeling / Sposobowi, w jaki się czuję

I don't know wahat happens to me / Nie wiem, co się ze mną dzieje

I get nervous, I get breathless / Denerwuję się, nie mogę złapać oddechu

When you're here next to me and / Kiedy jesteś obok mnie


Some people wait for a lifetime / Niektórzy czekają przez całe życie

To feel like this baby / Żeby poczuć się jak to dziecko

They keep waiting / Wciąż czekają

So lets take a chance / Więc łap szansę

While it's here, while we can / Kiedy tu jest, kiedy możemy

We can make it / Możemy to zrobić

But don't keep me waiting for you / Ale nie sprawiaj, że wciąż muszę na ciebie czekać

On you. / Na tobie.*

Poczułam dziwne uczucie w środku, kiedy wsłuchiwałam się w słowa piosenki, kiedy muzyka wdzięcznie przecinała całe pomieszczenie i wiele ludzi wokół nas tańczyło.

Zmarszczyłam z niezadowoleniem brwi, a moje spojrzenie powędrowało do góry, żeby spotkać się z widokiem tańczącego powoli Justina z Aubrey.

Także miała głowę na jego ramieniu... i chyba po raz pierwszy wyglądali spokojnie.

Szczęśliwi. Pogodni. Słodcy.

Jak prawdziwa para.

I nagle poczułam, jakby coś we mnie w środku właśnie pękło, a przez moje ciało przeszło dziwne i nieznajome uczucie.

Naraz, nie chciałam być tam na parkiecie z Gregiem nigdy więcej.

Well, it's friday night (I just tried to call you) / Więc jest piątkowa noc (Właśnie próbowałam się do ciebie dodzwonić)

I wonder where you are / Ciekawie się, gdzie jesteś

Is everything alright? / Czy wszystko jest w porządku? 

I wanna be with you / Chcę być z tobą

I wish I could reach you / Chciałabym móc do ciebie podejść

I wish I could see you right, and oh / Chciałabym cię zobaczyc, i

I'm so anxious / Jestem tak niespokojna

I don't want to lose you / Nie chcę cię stracić

Or lose what we have, cause / Lub stracić tego, co mamy, bo

Some people wait for a lifetime / Niektórzy czekają przez całe życie

To feel like this baby / Żeby poczuć się jak to dziecko

They keep waiting / Wciąż czekają

So lets take a chance / Więc łap szansę

While it's here, while we can / Kiedy tu jest, kiedy możemy

We can make it / Możemy to zrobić

But don't keep me waiting for you / Ale nie sprawiaj, że wciąż muszę na ciebie czekać*

Nagle poczułam, jak przechodzi przeze mnie smutek, i powoli i w sposób niewytłumaczalny zrozumiałam, jakiego uczucia doświadczałam, patrząc na Justina, który tańczył powoli i romantycznie z Aubrey.

To było utęsknienie.

Poczułam pewne pragnienie, że chciałabym, żeby tym, z którym tańczę, zamiast Grega był on.

Czułam się okropnie. Wina przesiąknęła moje ciało, kiedy trzymałam głowę na ramieniu Grega, marząc, żeby to był ktoś inny.

I gdzieś głęboko w środku czułam, że tańczę ze złą osobą.

Some people wait, / Niektórzy czekają,

Thinking some day, / Myśląc, że któregoś dnia

They'll find something better, / Znajdą coś lepszego,

But I'm not afraid, of making mistakes, / Ale nie boję się popełniania błędów

So I'll, / Więc

I'll take my chances. / Skorzystam z moich szans.

Some people wait for a lifetime / Niektórzy czekają przez całe życie

To feel like this baby / Żeby poczuć się jak to dziecko

They keep waiting / Wciąż czekają

So lets take a chance / Więc łap szansę

While it's here, while we can / Kiedy tu jest, kiedy możemy

We can make it / Możemy to zrobić

But don't keep me waiting for you / Ale nie sprawiaj, że wciąż muszę na ciebie czekać*

Nagle spojrzenie Justina, które skupione było na podłodze, kiedy powoli obracali się w miejscu, posunęło się do góry i skrzyżowało z moim, wpatrując się we mnie z poważnym wyrazem twarzy.

Moje pragnienie momentalnie się podwoiło, a przez moje ciało przeszła kolejna fala smutku.

Nie pytajcie, skąd to wszystko.

Mam na myśli, wiedziałam, że go lubię, ale nie zdawałam sobie sprawy, że to uczucie stało się tak prawdziwe.

To wszystko przecinało mój umysł, ale mimo to desperacko pragnęłam znaleźć się w jego ramionach i zatańczyć z nim zamiast z Gregiem.

A kiedy jego spojrzenie spotkało się z moim i wpatrywaliśmy się w siebie przez parkiet przez czas, który wydawał się dniami, wiedziałam, chociaż tak naprawdę nie wiedziałam jak i dlaczego, że czuł się tak samo jak ja.

Some people wait for a lifetime / Niektórzy czekają przez całe życie

To feel like this baby / Żeby poczuć się jak to dziecko

They keep waiting / Wciąż czekają

So lets take a chance / Więc łap szansę

While it's here, while we can / Kiedy tu jest, kiedy możemy

We can make it / Możemy to zrobić

But don't keep me waiting for you / Ale nie sprawiaj, że wciąż muszę na ciebie czekać*

No,

For you. / Na ciebie.

Wtedy piosenka dobiegła końca i pary wokół nas się rozłączyły, uśmiechając się szczęśliwie do siebie, kiedy DJ wykrzyczał jakieś oklepane ogłoszenie, przełączając na kolejną piosenkę, która była znacznie szybsza i nieprzyjazna parą.

Greg przewrócił oczami i jęknął głośno.

- Boże, my nigdy nie pozbędziemy się tego dzieciaka, nieprawdaż? - mruknął ostro.

Zaśmiałam się krótko jak zazwyczaj, a w sali rozbrzmiał wysoki głos Justina.

Oh-oh-oh-oh,

Oh-oh-oh-oh,

Oh-oh-oh-oh,

Oh-oh-oh-oh,

You know you love me, 

I know you care, 

Just shout whenever,

And I'll be there

Stłumiłam rozbawiony uśmiech, kiedy wszyscy w sali oszaleli i zaczęli śpiewać, ile sił w płucach, niektórzy krzycząc do Justina i rozbawienie trącając go łokciem.

Wskroś sali złapałam jego spojrzenie i posłałam mu uśmieszek.

On tylko wzruszył ramionami ewidentnie zadowolony z siebie. Kiedy Greg zaczął szukać Natashy, a Aubrey zatraciła się w wykrzykiwaniu z Elise i Christiną słów piosenek, zauważyłam, jak rusza ustami, chcąc mi coś przekazać.

Zmarszczyłam brwi, nie do końca pewna, co właśnie powiedział.

Powiedział to ponownie, ale ja wciąż nie wiedziałam, o co chodziło.

Potrząsnęłam tylko głową, wzruszając ramionami w zamęcie.

Wyciągnął wtedy swój telefon i zaczął naciskać palcami na ekran, pisząc wiadomość za pewne do mnie.

Dyskretnie pokiwałam do niego głową, zanim wyciągnęłam mój telefon z kopertówki i odblokowałam go, zauważając, że właśnie wysłał mi wiadomość.

- Gdzie jest Tasha? - zapytał Greg, pochylając się do mnie.

Szybko przysłoniłam telefon, odwracając go tak, że nie był w stanie zobaczyć ekranu. Wzruszyłam ramionami.

- Nie jestem pewna - odpowiedziałam głośno, przekrzykując muzykę, kiedy właśnie zaczął się refren i wszyscy zaczęli wykrzykiwać tekst piosenki niewyobrażalnie głośno.

Zmarszczył brwi w niezadowoleniu, wyciągając szyję, tak że mógł szukać wśród setek uczniów znajdujących się w sali.

Złapałam korzyść z jego chwilowego zainteresowania, żeby sprawdzić wiadomość, którą wysłał mi Justin.

Od: Justin Bieber

spotkajmy się w pokoju 148 teraz

Spostrzegłam wtedy, że Justinowi udało się wymsknąć od Aubrey i jego przyjaciół.

- Chodźmy tędy - rzekł Greg, wskazując głową w prawą stronę.

- O...kej - powiedziałam powoli.

Zanim zdążyłam zaprotestować, czy powiedzieć nawet słowo, złapał moją dłoń i zaczął mnie przeprowadzić, szukając jakiegokolwiek znaku naszej przyjaciółki.

Stwierdzając, że jest to idealna możliwość, żeby go porzucić oraz żeby nie wyglądało to dziwnie, odchrząknęłam i klepnęłam go w ramię.

- Stój! - zawołałam.

W tym samym momencie, kiedy zaczyna się część Ludacrisa w "Baby", Greg odwrócił się do mnie.

- Pójdę do toalety - rzekłam. - I pójdę się napić, jestem trochę spragniona. Spróbuję też znaleźć Natashę.

Pokiwał głową.

- Okej.

- Będę z powrotem... za trochę. Nie wiem, ile to zajmie, w łazienkach zawsze są długie kolejki. Może pójdę do tej, która jest dalej - rzekłam.

- Spróbuj pójść do tej koło sali przedmiotów przyrodniczych - zasugerował Greg. - Powinna być otwarta i jest wystarczająco daleko, więc może nikogo tam nie będzie.

Uśmiechnęłam się.

- Ta, spróbuję. Będę za trochę! - zawołałam.

I z tym, odwróciłam się i pośpieszyłam przed siebie, z determinacją przechodząc pomiędzy gromadami kolegów z klasy, zanim doszłam do wyjścia z sali gimnastycznej. Otworzyłam ponownie wiadomość Justina, żeby sprawdzić jeszcze raz numer sali, a później ruszyłam wzdłuż korytarza w poszukiwaniu jej.

Zajęło mi kilka minut zmierzanie w wybranym kierunku przez słabo oświetlone korytarze mojej szkoły, sprawdzając drzwi różnych pomieszczeń, żeby zobaczyć jaki mają numer.

W końcu, co wydawało się latami, znalazłam pokój 148. Wyglądało na to, że była to klasa do angielskiego, ale nigdy nie miałam tutaj lekcji.

Powoli otworzyłam drzwi, rozglądając się dookoła, z ciekawością szukając jakiegokolwiek znaku Justina.

Kiedy drzwi się zamknęły, mignął mi, zbliżając się do mnie z lewej strony, i następną rzeczą, jaką wiedziałam, było to, że złapał mnie za dłoń, przyciągając do siebie.

Jego usta zbliżyły się do moich i poczułam, jak mocno mnie całuje, pocierając jedną ręką moją talię, a drugą trzymając w moich włosach.

Instynktownie pocałowałam go z powrotem, kładąc obydwie dłonie na tyle jego szyi i odwzajemniając nacisk na jego usta.

- Hej - powiedział chrapliwie, przerywając na krótką chwilę pocałunek. Ponownie przycisnął swoje usta do moich i kontynuował całowanie mnie, zabierając dłoń z mojej talii i bawiąc się moimi włosami z drugą dłonią.

W odpowiedzi tylko przekręciłam głowę, żeby mieć bardziej komfortowy kąt, i otworzyłam usta, kiedy go pocałowałam.

Poczułam, jak wkłada swój język do środka i przez moment  poczułam się kompletnie oderwana od rzeczywistości przez jego smak.

Wzięłam oddech, wdychując jego perfumy i czując, jak zdejmuje dłonie z mojej głowy i kładzie je na mojej talii.

- Hej - powiedziałam w odpowiedzi, mówiąc szybko w czasie krótkiej przerwy w naszym pocałunku.

Zaczął naprowadzać mnie do tyłu, nie tracąc kontaktu z moimi ustami. Kontynuował intensywne całowanie mnie, wkładając w to jak najwięcej pasji i uczucia, ile było możliwe.

Zanim się zorientowałam, popchnął mnie do tyłu na ławkę.

Chyląc się nieco do przodu, chwycił mnie ciasno za biodra i uniósł do góry, nigdy nie odrywając ust od moich. Posadził mnie najwyższym miejscu ławki, tak że teraz byłam nieco bliżej poziomu jego wzrostu. Uśmiechnął się szybko, zanim pochylił się i ponownie mnie pocałował, zbliżając moją szyję do niego. Ponownie wepchnął swój język do środka, a ja zadrżałam, przeplatając mój język z jego.

Podniosłam rękę do góry i bawiłam się kilkoma guzikami jego koszuli, powoli rozpinając je, więc trochę jego skóry było widoczne. Wtedy ponownie umieściłam dłoń na tyle jego szyi, przyciągając jego twarz bliżej i uśmiechając się, kiedy otworzył usta przez pocałunek.

W końcu, co wydawało się latami, oderwał się ode mnie, ciężko oddychając. Jego usta były szeroko otwarte, a jego klatka piersiowa unosiła się i opadała szybko, kiedy patrzył mi prosto w oczy z nieczytelnym wyrazem twarzy.

Również ciężko oddychałam, będąc kompletnie zdyszana, kiedy również się w niego wpatrywałam.

Wciąż trzymał jedną dłoń wokół mojej szyi. Poczułam, jak powoli chwyta część moich włosów, następnie opuszczając rękę.

Wtedy zabrał kosmyk opadających mi na oko włosów.

- Wow, Nash - skomentował pomiędzy oddechami. - Muszę powiedzieć, że świetnie całujesz.

Uśmiechałam się do niego przez chwilę, zanim parsknęłam.

- Dobrze wiedzieć - odpowiedziałam.

Uśmiechał się szeroko, robiąc krok do tyłu i siadając na ławce w rzędzie obok mnie.

- Gładka robota, szeptanie mi do ucha - skomentowałam. - Prawie nas wystawiłeś, Natasha cię widziała i domagała się, żebym jej powiedziała, co powiedziałeś.

Uniósł brwi.

- I jak sobie z tym poradziłaś? - zapytał.

Wzruszyłam ramionami.

- Wymyśliłam coś i powiedziałam, że nie dosłyszałam, co powiedziałeś - ponownie wzruszyłam ramionami, wskazując palcem na niego z surowym wyrazem twarzy. - Ale musisz przestać tak robić.  Tak, i mówić, rzeczy typu "Pozwolę sobie mieć odmienne zdanie" - powiedziałam, robiąc w powietrzu cudzysłów. - Moi przyjaciele są szaleni, zaczną być podejrzliwi. To zajmie pięć sekund Natashy - która jest geniuszem - żeby złożyć dwoje w całość i domyśleć się, co się dzieje.

Podniósł ręce do góry w obronnym geście.

- Okej, okej. Przepraszam.

Posłałam mu delikatny uśmiech i wygładziłam dół sukienki, krzyżując kostki i huśtając nimi nieprzytomnie za końcem ławki.

- W każdym bądź razie, skąd wiedziałeś, że ta sala będzie otwarta? - zapytałam ciekawa, rozglądając się dokoła.

Wzruszył ramionami.

- Ryan powiedział, że zawsze jest otwarta. To audio-wizualna klasa, więc ma tutaj lekcje i akurat tak się stało, że wspomniał coś o tym, że jest zawsze otwarta, zaraz zanim to przyszliśmy.

Pokiwałam głową, ponownie się rozglądając z ciekawością.

W pomieszczeniu było ciemno, ale ze względu na przygaszone światło dochodzące z korytarza i prostokątnych okien, które znajdowały się na jednej ze ścian, widziałam przycienione sylwetki wszystkiego (ławek, sprzętu video i tak dalej) i wyraźnie mogłam wyczytać mimikę twarzy Justina.

Zauważyłam, jak oczy Justiny wędrują w kierunku moich stóp (którym wciąż huśtałam w przód i w tył), a następnie przyglądając się mnie centymetr po centymetrze, przeniosły się na moją twarz. Jego wyraz twarzy był poważny i jedyne co był w stanie zrobić, to wpatrywać się we mnie w ciszy.

Czując się nieco zażenowana, zachichotałam nerwowo i założyłam kosmyk włosów za ucho.

- Co? - zapytałam.

Wzruszył ramionami.

- Nie wiem - szemrał.

Posłałam mu spojrzenie.

Ponownie wzruszył ramionami, a pomiędzy nami zapanowała długa cisza.

Wtedy, po dłuższej chwili, w końcu się odezwał.

- Po prostu... - zaczął, jego ochrypły głos docierał wprost do mnie. - Nie zdawałem sobie wcześniej sprawy... ale Loser Boy to szczęściarz.

Zmarszczyłam brwi i poczułam jak moje usta się otwierają.

Okej. Zaczekaj.

Cofnij.

Co właśnie Justin Bieber do mnie powiedział?

Był zazdrosny o Grega?

...Em...

Zmarszczyłam na niego brwi, jakbym czekała, aż głośno się roześmieje i wykrzyczy, że całkowicie żartował, że nigdy nie uważałby, że Greg to szczęściarz.

Ale zamiast tego, wzruszył ramionami.

- Ja, em... - odchrząknął niezręcznie. - Nie wiem, czy ktoś ci to już dzisiaj powiedział. Pewnie... eh, pewnie tak - ponownie odchrząknął, wpatrując się w podłogę. - Powiem to, tak czy siak.

Zapanowała długa cisza, w czasie której czekałam, aż coś powie.

Wtedy spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy, patrząc mi prosto  w oczy.

- Wyglądasz naprawdę pięknie - powiedział cicho i wzruszył ramionami. - Eh... jeszcze piękniej niż zazwyczaj, mam na myśli - posłał mi delikatny uśmiech.

- Dziękuję - odpowiedziałam cicho, czując się ekstremalnie dotknięta jego słowami.

Nigdy nie pomyślałabym, że nasze relacje ewoluują do tego.

Nawet kiedy zgodziłam się na sekretny romans z nim i nawet kiedy zdałam sobie wewnętrznie sprawę, że go lubię, nie zaczęłam nawet pojmować możliwości, że mnie tak zaskoczy i będzie taki... inny.

Więc...

Nawet nie umiem tego opisać.

To nie było w stylu Justina Biebera, którego znałam i obserwowałam przez mnóstwo lat.

Ale nie narzekam.

- Więc... em - odchrząknął ponownie Justin. - Ta, Greg to szczęściarz.

Posłałam mu uśmiech i  zapanowała przedłużająca się cisza.

- Aubrey jest szczęściarką - rzekłam potulnie po chwili.

Justin spojrzał na mnie, a przez jego twarz przemknął cień zaskoczenia, zanim uśmiechnął się do mnie szczerze i prawdziwie.

- No ja myślę, że jest, czyż nie? - rzekł zadowolony z siebie, uśmiechając się do mnie szeroko, jakby wskazywał, że żartuje.

Zaśmiałam się.

Przez długi moment wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem, zanim się pochylił i zszedł z ławki, podchodząc do mnie i kładąc dłonie po obydwóch stronach mojej twarzy, patrząc mi prosto w oczy.

- Jestem jedynym, który nienawidzi faktu, że to musi być sekret? - wyszeptał chrapliwie, jego oczy migotały.

Potrząsnęłam głową.

Zaśmiał się krótko.

- Co? - zapytałam cicho.

Przez chwilę nic nie mówił.

- Nigdy nie pomyślałaś, że to, co jest między nami, jest prawie jak historia Romeo i Julii? Ta sztuka, o której robimy projekt? Twoi przyjaciele to Kapuleci, a moi Montekowie. Wzajemnie się nienawidzą i nie potrafiliby znieść nas razem.

Zaśmiałam się delikatnie.

- Nie, nigdy o tym nawet nie myślałam, ale... Teraz, kiedy o tym myślę... Ta, masz rację.

Zaśmiał się ponownie, przyciskając delikatnie usta do moich. Następnie się odsunął, wciąż trzymając moją twarz w dłoniach, zanim arogancko się odezwał.

- Ale nie zabiłbym się dla ciebie.

Otworzyłam buzię z drwiącym niedowierzaniem, posyłając mu spojrzenie.

On tylko wybuchnął śmiechem, wskazując, że tylko żartował.

I następną rzeczą, którą wiedziałam, był on całujący mnie zachłannie w usta.

Miałam obydwie dłonie po moich dwóch stronach oparte o ławkę, kiedy wepchnął język do moich ust, przesuwając dłonie z mojej twarzy do włosów.

Oderwałam się od jego ust i przysunęłam się do niego, przyciągając go jednocześnie do siebie i przyciskając usta do jego szyi. Zaczęłam ją całować i poczułam, jak zadrżał. Cały czas całując jego skórę, przeniosłam usta na jego szczękę, a stamtąd na jego usta, gdzie pocałowałam go mocno.

Wydał cichy, gardłowy dźwięk i natychmiastowo odwdzięczył mój pocałunek, pobudzając zażartą falę intensywnych emocji pomiędzy nami.

Poczułam jak puścił jedną dłonią moje włosy, przenosząc ją na moje gołe kolano. Wtedy zaczął powoli przesuwać ją do góry, powodując u mnie dreszcze.

Podwinął kawałek mojej sukienki, kiedy masował górną część mojego uda, wpychając język do moich ust i całując mnie, aż ledwie mogłam złapać oddech.

Odsunęłam się na chwilę, łapiąc z trudem powietrze, zanim przebiegłam dłońmi przez jego włosy, wpatrując się w jego oczy, zanim zamknęłam ciasno oczy i ponownie go pocałowałam.

Całowaliśmy się zachłannie, ledwie pamiętając, gdzie jesteśmy czy ile czasu minęło, odkąd się spotkaliśmy.

Szczerze nie miało to znaczenia. Cieszyliśmy się z lekko fizycznego i intensywnego przekazywania uczucia.

Jaka niemiła niespodzianka nas spotkała, gdy drzwi do sali się otworzyły, a do środka ktoś wszedł, zapalając przy tym światła.

Justin i ja momentalnie się od siebie oderwaliśmy, a Justin odskoczył do tyłu, szybko przeczesując włosy, żeby były mniej więcej w takim samym stanie jak wcześniej. Natychmiastowo poprawiłam sukienkę, naciągając ją tak, że zasłaniała więcej ciała niż dotychczas.

Ale było za późno.

Ryan stał w wejściu z szeroko otwartymi oczami i rozchylonymi ustami z największym niedowierzaniem.

- Co jest kurwa? - wykrzyczał, nie wierząc w to, co zobaczył. Jego oczy przeskakiwały ze mnie na Justina i z powrotem.

Wyglądał na bardziej oszołomionego i wkurzonego, niż kiedykolwiek go ujrzałam.

I może było tak dlatego, że ledwo co wszedł i wpadł na nas, ale zdążył zobaczyć wszystko.

***
OOOOOPSSS. TO SIĘ POROBIŁO.
I jak, co myślicie o rozdziale?

* Jeżeli chodzi o tłumaczenie piosenki, wiem, że nie jest dokładne, ale tłumaczyłam je ja, bo niestety żadnego nie znalazłam, ale mam nadzieję, że chociaż w części przekazało to, co miało przekazać.

Pozdrawiam :)



Zapraszam was Serdecznie na dwa blogi
He's no good <LINK>
Dark Hope <LINK>








poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Chapter Eighteen: Flirty And Spontaneous

Wprowadziłam odpowiednią kombinację w zamku mojej szafki i otworzyłam drzwi, trzymając je i patrząc tępo w małą czarną przestrzeń. Zastanawiałam się bezmyślnie, jakich książek potrzebuję na kilka pierwszych lekcji tego dnia, ale mój umysł, bynajmniej jego większa część, był skupiony całkowicie na jednej rzeczy: na wydarzeniu, które miało miejsce końcem sobotniej nocy.

Ten moment, kiedy Justin nazwał mnie piękną.

Wyglądało na to, że nie będę potrafiła wyrzucić tego z mojej głowy.

Prawdopodobnie było tak dlatego, że naprawdę nie byłam przyzwyczajona do nazywania mnie piękną albo prawdopodobnie było tak dlatego, że było to całkowicie nie w stylu Justina mówić coś takiego w nieuwodzicielski, prawdziwy sposób – do mnie, ze wszystkich ludzi.

Nie byłam pewna.

Mimo wszystko, doprowadzało mnie to do szału.

Przerzuciłam swoje kasztanowe włosy za ramię, schylając się i szukając podręcznika do rachunków na spodzie mojej szafki.
W momencie, gdy się wyprostowałam, wpatrywałam się w szafkę, ściskając kurczowo w jednej dłoni podręcznik i zakładając drugą dłonią włosy za ucho, zauważyłam z prawej strony zbliżającą się do mnie Natashę.

- Łooooo – wydała z siebie, rozszerzając oczy, i zanim się spostrzegłam chwyciła drzwi mojej szafki, zasłaniając mnie ze swojego widoku.

Spojrzałam na nią, unosząc pytająco brwi.

- Hej, witaj również- odpowiedziałam.

Zaśmiała się nerwowo, przygryzając wargę.

- Co? – zapytałam zaalarmowana, patrząc na nią.

Dlaczego się tak dziwnie zachowuje?

Podrapała się po karku, odchrząkając.

- Czy… Em… Czy patrzyłaś ostatnio na siebie w lustrze?

Wpatrywałam się w nią, powoli marszcząc brwi.

- Dlaczego? – zapytałam, czując jak przechodzi przeze mnie fala paniki.

Posłała mi rozbawione spojrzenie, zanim oschle się odezwała.

- Masz malinkę wielkości Jowisza.

Moje oczy poszerzały.

- Co? – powiedziałam głośno. Natychmiastowo otworzyłam szerzej drzwiczki szafki, przeglądając się w małym lusterku przyczepionym od ich wewnętrznej strony.

O tak, centralnie na środku mojej szyi w widocznym dla każdego miejscu, biorąc pod uwagę fakt, że moje włosy były przerzucone przez ramię, znajdowała się wielka malinka.

Mówimy tu o naprawdę ogromnej.

Potężnej.

Tak wielkiej jak sumo zapaśnik na steroidzie.

Możliwe, że nawet większej.

- Kurwa – mruknęłam.

Natasha skrzyżowała ramiona i uśmiechnęła się do mnie, unosząc znacząco jedną brew.

- Trochę zabawy z Gregiem wczorajszego wieczoru? – parsknęła, kręcąc głową z rozbawieniem.

W odpowiedzi zaśmiałam się tylko, oglądając szyję w lusterku i starając się zdecydować, co zamierzam z tym zrobić.

Nie miałam przy sobie żadnych kosmetyków, żeby spróbować ją zakryć.

Boże, zabiję Justina.

To on był tym, który nie mógł się powstrzymać od całowania mojej szyi w samochodzie tamtej nocy.

To właśnie wtedy otworzyłam szeroko oczy i poczułam motylki w brzuchu.
 Justin.

Tę malinkę zrobił Justin.

Oczywiście Natasha założyła, że zrobił ją Greg.

Każdy by tak pomyślał.

Nikt ze zdrowym zmysłem nie podejrzewałby, że zrobił ją Justin Bieber.

Jedynym problemem było to, że widziałam się z Gregiem tylko raz w czasie weekendu, a było to wtedy gdy Natasha i Justin byli także obecni.

Uwzględniając jak Natasha i Greg byli sobie bliscy, jej obowiązkiem było dogryzać mu o tym tak, jak dogryzała mnie. Ale znając ją, prawdopodobnie dogryzałaby nam obojgu w tym samym czasie.
Problem? Greg będzie dobrze wiedział jak i ja, że ta malinka nie jest od niego.

Nie byliśmy sam na sam przez cały weekend, a on oczywiście nie robił nic z moją szyją na oczach

Justina i Natashy w sobotę.

To zostawiłoby jedno rozwiązanie: ktoś inny zrobił mi malinkę.

Byłam pewna, że ani Natasha, czy też Greg nie podejrzewaliby o to Biebera od początku, ale nie zajęłoby im dużo czasu wywnioskowanie, że musiał to być ktoś, kto był sobotniej nocy na przyjęciu, ponieważ oboje wiedzieli, że nie wychodziłam w niedzielę, a jedynym miejscem, gdzie byłam w sobotę, było właśnie przyjęcie.

Uwzględniając fakt, że na przyjęciu było to tylko trzech nastoletnich chłopaków, ich domysły natychmiastowo zwęziłyby się do: Ryana (em... nawet w to nie brnijmy), Chaza (fuj) i Justina (ding, ding, ding, mamy zwycięzcę! -.-).

Natasha i Greg są całkiem mądrymi ludźmi, ale jednocześnie są wścibscy i wypytujący o wszystko, więc nie byłoby dla nich nic trudnego dojść do tego, szczególnie włączając fakt, że Greg był em... natrętny, więc jego obowiązkiem było chcieć dowiedzieć się kto, zrobił mi coś takiego.

Innymi słowami... miałam przejebane.

- To nie, em... to nie jest malinka – powiedziałam swobodnie, przekładając moje włosy bliżej twarzy i poprawiając je palcami, przeglądając się w lusterku jakbym próbowała zakryć szyję i sprawić, żeby moje włosy wyglądały w miarę dobrze.

Natasha tylko uniosła brwi, jej usta uchyliły się delikatnie, gdy stała ze skrzyżowanymi ramionami, uśmiechając się do mnie.

- Oh, naprawdę? – zapytała, oczywiście nie wierząc mi.

Odwróciłam się do niej, kiwając głową.

- Poparzyłam  się prostownicą – odpowiedziałam, z głosem i twarzą nie wyrażającymi żadnych emocji.

Zmrużyła podejrzliwie oczy.

- Masz naturalnie proste włosy – oznajmiła chłodno.

- Wiem – odpowiedziałam spokojnie – Ale wyprostowałam grzywkę, bo nie chciała się ułożyć.

Wow.

To było straszne z jaką łatwością wychodziły ze mnie te kłamstwa.

Trening czyni mistrza, czyż nie?

- Ah – Natasha odpowiedziała.

Chwila ciszy.

- Kurde! Miałam nadzieję, że to malinka! – krzyknęła, wyłamując z rozczarowaniem palce i szczerząc zęby w uśmiechu.

Zaśmiałam się, uderzając ją w ramie.

- Ledwo co mam czas, żeby spotkać się z Gregiem sam na sam, żeby się z nim obściskiwać, Tash. Ale nie martw się, poinformuję cię, jeżeli będę mieć – uśmiechnęłam się.

- Okej – zaśmiała się.

Ponownie odwróciłam się twarzą do lustra, czując jak nerwowo ściska się mój żołądek i szaleńcze uczucie zdenerwowania przechodzące przez całe moje ciało. Westchnęłam.

- Masz jakiś podkład lub cokolwiek? – zapytałam, patrząć żałośnie w jej kierunku. – Jeżeli ty pomyślałaś, że to malinka, inni pewnie też tak zrobią i będą zadawać pytania, rozmawiać o mnie... To będzie po prostu irytujące.

- Powinnam mieć, poczekaj moment – oznajmiła Natasha, otwierając torbę i grzebiąc  w jej środku w poszukiwaniu jakiegokolwiek kosmetyku, który pomógłby mi z moim małym kryzysem.

- Tutaj – rzekła, wyciągając do mnie okrągłe pudełeczko pudru.

- Dziękuję – powiedziałam wdzięczna i szybko zabrałam się do nakładania kosmetyku na szyję, muskając ją tak, żeby zakryć ogromniastą czerwoną plamę, która praktycznie gwałciła moją skórę.

Po kilku chwilach nakładania kosmetyku, zamknęłam pudełeczko i oddałam je Natashy, posyłając jej ciepły i wdzięczny uśmiech.

- Dzięki -  powiedziałam.

- Nie ma problemu – rzekła, odbierając ode mnie kosmetyk i wrzucając go z powrotem do torby.
Oh, gdyby tylko znała prawdziwą przyczynę...

Moje rozmyślania zostały przerwane przez widok zbliżającego się do nas z dołu korytarza Grega, który szeroko się uśmiechał.

- Hej! – powiedział, podchodząc do mojej szafki, pochylając się i cmokając mnie w usta.

- Hej – odpowiedziałam, uśmiechając się nerwowo i impulsywnie przeczesując palcami włosy w nadziei, że zakryją całą moją szyję tak, że nawet jeśli makijaż by zawiódł, Greg nie byłby w stanie dojrzeć malinki.

- Hej! – zaszczebiotała Natasha, prostując swoją torbę i wykręcając odpowiednią kombinację w zamku swojej szafki, która znajdowała się obok mojej.

Zamknęłam szafkę i oparłam się o nią, uśmiechając się do Grega.

- Co tam? – zapytałam.

Wzruszył ramionami, szczerząc zęby w uśmiechu.

- Nic specjalnego – odpowiedział. Pochylił się i ponownie cmoknął mnie w usta. – A u ciebie?

Wzruszyłam ramionami.

- Tak samo – odpowiedziałam.

Uśmiechnął się.

Nie odzywaliśmy się do siebie przez długą chwilę, po prostu stojąc tam i uśmiechając się do siebie. Czując zwyczajny impuls przyciągania, zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej i położyłam swoje dłonie na jego karku, uśmiechając się radośnie.

Nagle usłyszałam, jak ktoś gwiżdże, a Chaz, który właśnie nas mijał (oczywiście z Justinem), zatrzymał się i pokręcił głową, patrząc na nas i irytująco się uśmiechając.

Opuściłam ręce w momencie, gdy Chaz do nas podszedł.

Chaz ohydnie przerzucił rękę przez moje ramiona.

- Wow, Nash. Nigdy nie pomyślałbym, że możesz to z kimś robić. Szczególnie, biorąc pod uwagę fakt z kim, to robisz –ucichł, posyłając rozbawiony uśmieszek Gregowi.

Greg napiął się i zauważyłam, jak zaciska dłonie w pięści.

Złapałam rękę Chaza i zrzuciłam ją ze swoich ramion, posyłając mu gniewne spojrzenie, gdy dołączył do nas Justin.

- Jesteś fiutem, Somers – splunął gorzko Greg.

- To nie to, co mówiła twoja matka wczoraj w nocy – zachichotał.

Justin prychnął, a Chaz posłał mu uśmiech.

Wyraz twarzy Grega z każdą sekundą stawał się chłodniejszy i bardziej wściekły.

- Obydwoje możecie sobie pójść- powiedziałam szybko, przewracając oczami na ich niedojrzałość.

- Dlaczego, Nash? Nie chcesz nas tutaj? – zapytał Justin, unosząc brwi, na jego ustach pojawił się uśmiech. W jego oczach był błysk mówiący jasno „Co innego mówiłaś w sobotnią noc”.

Ostrzeżona otworzyłam szeroko oczy.

- Nie, nie chcę, Bieber. Możecie się teraz odpieprzyć, okej dzięki – powiedziałam spokojnie.

Jego brwi uniosły się jeszcze bardziej, gdy posłał do mnie uśmiech.

- Z chęcią. Jesteś bardzo irytująca.

Skrzyżowałam ramiona, uśmiechając się sztucznie do niego.

- Podzielam twoje uczucie.

Ej – przynajmniej potrafiliśmy świetnie grać przed naszymi przyjaciółmi.

Justin wydał grymas niezadowolenia (troszeczkę za bardzo dramatyczny, musimy nad tym później popracować).

- Chodź – mruknął do Chaza, odwracając się i odchodząc.

- Do później, Nash. Do później, pedale – powiedział Chaz, okropnie salutując do Grega, zanim odwrócił się i ruszył dalej korytarzem.

Kątem oka widziałam, jak Justin zostaje praktycznie zgwałcony przez Aubrey, która zapiszczała głośno i zarzuciła ramiona wokół niego, mocno go całując i przyciskając do szafek.

Zmarszczyłam brwi, czując nagły przypływ irytacji i innego dziwnego uczucia kotłującego we mnie.

Em.. okej?

To było dziwne.

Od kiedy czuję to coś, gdy widzę Aubrey i Justina razem?

Pokręciłam głową, próbując to z niej wyrzucić i skupić się na sytuacji obok mnie.

Natasha głośno trzasnęła szafką.

- Ta dwójka – powiedziała ostro, wskazując ze złością miejsce, w którym Aubrey i Justin się obściskiwali, a Chaz spacerował po korytarzu, flirtując z każdą dziewczyną, na którą mógł położyć swoje obrzydliwe łapska. – Jest najbardziej irytującą parą dupków, których kiedykolwiek spotkałam.

- Wiem – rzekłam niezadowolona – Obydwoje są idiotami.

I byli.

Okej, bynajmniej Chaz był.

I Justin.

No dobra, czasami.

Czekaj, co?

Dlaczego tak myślę?

... Ugh.

Greg pokręcił głową z irytacją.

- W każdym razie –oznajmił, próbując zmienić temat. – Mandy – powiedział, kierując swoją uwagę na mnie.

Uniosłam pytająco brwi.

- Słyszałaś ogłoszenie o jesiennym balu? – zapytał.

- Nie – odpowiedziałam, kręcąc głową.

- Ahh, więc – Greg wzruszył potulnie ramionami, drapiąc się w tył głowy i słodko się do mnie
 uśmiechając. Na jego policzkach zaczynały być widoczne rumieńce. – Widziałem kilka plakatów i słyszałem, jak kilka ludzi o tym rozmawia. Jest za dwa tygodnie, 6 listopada. – Wzruszył ponownie ramionami, posyłając mi półuśmiech. – Zastanawiałem się, czy chciałabyś ze mną pójść?

Natasha wypuściła powietrze i wydała z siebie głośne „aww”.

Greg i ja tylko posłaliśmy jej spojrzenie.

Kręcąc głową z rozbawieniem, z powrotem odwróciłam się twarzą do Grega, czując jak na moich ustach pojawia się szeroki uśmiech.
-
 Oczywiście, że tak! – odpowiedziałam z radością.

- Naprawdę? – zapytał, jego twarz pojaśniała.

Zachichotałam.

- Jesteś moim chłopakiem – przypomniałam mu.

Wydał z siebie zdławiony śmiech, pochylając się i chwytając mnie za biodro.

- To prawda – powiedział niskim głosem, przyciskając delikatnie swoje usta do moich.

Kiedy się odsunął, zapiszczałam cicho z podekscytowaniem.

- Będzie świetna zabawa! – wykrzyknęłam.

Zaśmiał się.

- Dziewczyno, będziemy musiały udać się na zakupy po sukienki – zaśpiewała Natasha, posyłając mi spojrzenie.

Pokiwałam głową, uśmiechając się do niej.

- Tak, proszę – odpowiedziałam.

Uśmiechnęła się.

- Ale później będziesz musiała mi pomóc znaleźć partnera.

- Okej, pomogę – zaśmiałam się.

Uśmiechnęła się.

- Fajnie.

Odwracając się z powrotem twarzą do Grega, pochyliłam się i cmoknęłam go w usta, odsuwając się po chwili i szeroko się uśmiechając.

- Nie mogę się doczekać – oznajmiłam.

I pierwszy raz od jakiegoś czasu, powiedziałam prawdę.

***

- Jesteś pewny, że nikt nas tutaj nie znajdzie? – zapytałam niepewnie, patrząc na Justina i przygryzając wargę.

Odwrócił się, żeby spojrzeć na mnie z rozdrażnionym wyrazem na twarzy.

- Naprawdę myślisz, że ludzie zwyczajnie zdecydują sprawdzić dach? – zapytał zirytowany.

Wzruszyłam ramionami.

- Ty sprawdziłeś – zauważyłam.

Teraz on wzruszył ramionami.

- To co innego –odpowiedział.

Uniosłam brwi.

- Jak niby?

- Byłem śledzony przez grupę dziewięciolatek, które są moimi fankami. Musiałem szybko uciec. One nawet szły za mną do toalety. Do męskiej toalety – wyjaśnił – Biegłem, aż wylądowałem na poddaszu i znalazłem wejście na dach – wzruszył ramionami – To był przypadek.

Wciąż patrzyłam na niego sceptycznie.

- Nikt nas nie znajdzie – popatrzył się na mnie rozdrażniony.

- Jeśli tak mówisz... – ucichłam.

- Obiecuję – oznajmił beznamiętnie.

Tylko się uśmiechnęłam.

Byliśmy na dachu naszej szkoły, siedząc z jego jednej strony z porozrzucanymi chaotycznie wokół nas książkami, zeszytami, teczkami i segregatorami.  Po tym jak Greg zaprosił mnie na bal, poszłam na lekcję po to tylko, żeby być rozkojarzoną przez wiadomość od Justina oznajmiającą, że musimy się ponownie spotkać w sprawie projektu, uwzględniając fakt, że nie będzie go w mieście od czwartku. Odpowiedziałam mu, że ten wieczór mi pasuje, na co się zgodził. Tego dnia moja mama przygotowywała obiad dla jej współpracowników i szefa u mnie w domu, więc powiedziałam mu, że nie możemy się tam spotkać, i z jakiegoś powodu, zamiast spotkania się u niego, jak oczekiwałam, zasugerował, że popracujemy nad projektem gdzieś indziej, żeby „zmienić scenerię”.

Chociaż byłam zdezorientowana dlaczego, zgodziłam się.

Tak więc, po poinformowaniu mojej mamy, spotkałam się z Justinem pod jego szafką. Przeprowadził mnie przez całą szkołę, aż do wejścia na dach, o którego istnieniu nie miałam pojęcia.

I całkiem szczerze, trasa prowadząca na poddasze była skomplikowana, więc miałam wątpliwości, czy będę w stanie znaleźć drogę powrotną bez Justina.

Więc przypuszczam, że miał rację, że nikt nas tu nie znajdzie.

- Dobrze- zaczęłam po chwili, przysuwając do siebie moje notatki oraz potrzebne arkusze i przyglądając się im. Dotknęłam jedną z kartek ołówkiem. – Jak powinniśmy powiązać trwający spór

Kapuletów i Monteków z kwestią tematu? Powinniśmy porównać to ze współczesnymi działaniami wojennymi? Czy może z problemami różnych rządów?

Odwróciłam się do niego, żeby okazało się, że w ogóle mnie nie słucha.

Miał zamknięte oczy (co pozwoliło mi zauważyć, że nie ma już siniaka pod okiem) i pocierał dłonią czoło.

-Now you don’t wanna let go,
And i don’t wanna let you know,
That there-                              

Kurwa – mruknął do siebie Justin, z frustracji ściskając dłonie w pięści, kiedy nie mógł wyciągnąć ostatniego wersu.

Tylko uniosłam brwi.

- Eh.. – ucichłam.

- Poczekaj – powiedział, pokazując w moim kierunku wskazujący palec i oblizując usta.
-Now you don’t wanna let go,
And i don’t wanna let you know,
That there might be something real between us too,
Who knew? – wydał z siebie grymas niezadowolenia, uderzając się w kolano – Boże!

- Co robisz? – zapytałam, patrząc na niego.

Nie patrząc na mnie, odezwał się.

- Mam występować na koncertach, imprezach i programach praktycznie przez cały tydzień, kiedy mnie nie będzie, a mój głos jest popieprzony. Nie mogę wyciągać wysokich dźwięków – jęknął w frustracji, przeczesując ręką włosy i kręcąc gorzko głową. – Boże.

Przygryzłam zewnętrzną stronę wargi z niepokojem, nie będąc pewną, co powinnam powiedzieć.

- Nie masz... czegoś typu... lekcji wokalnych czy coś? – zapytałam nerwowo.

Pokiwał głową z patetycznym wyrazem twarzy.

- I surowe wytyczne co powinienem jeść i pić.

Uniosłam brwi w szoku.

Naprawdę?

- Więc jak wychodzisz i się upijasz? – zapytałam podejrzliwie, krzyżując ramiona – Masz na to pozwolenie?

Justin wzruszył ramionami.

- Nie, ale tak czy siak to robię.

Prychnęłam.

- Co? – zapytał, odwracając głowę, żeby spojrzeć na mnie.

- Jesteś po prostu... nie wiem – powiedziałam, uśmiechając się – Jesteś hardkorem.

Wzruszył luźno ramionami, jakby nie było w tym nic dziwnego, chociaż wyglądał na zadowolonego z samego  siebie.

Zapanowała chwila ciszy, zanim Justin ponownie jęknął, opierając głowę o niską ściankę idącą wzdłuż tej strony dachu.

- Jeżeli spieprzę którykolwiek z występów, nie żyję. Dosłownie. Scooter mnie zabije.

Spojrzałam na niego współczująco.

- Emm... więc – zaczęłam niepewnie. - Może po prostu nie możesz wyciągnąć tych dźwięków dzisiaj.

Jestem pewna, że jutro będzie wszystko w porządku z twoim głosem. – powiedziałam
 optymistycznie, machając pokrzepiająco dłonią.

Pokręcił głową.

-Nie rozumiesz, Mandy. Mój głos musi być zawsze perfekcyjny – jego głos był naglący i delikatnie szorstki.

- Justin...- zaczęłam po chwili, marszcząc brwi. – Nie musisz być idealny.

- O tak, muszę. Przynajmniej kiedy chodzi o pracę – odpowiedział zawzięcie.

- Dlaczego? – zapytałam zaalarmowana.

- Ponieważ... – westchnął. – Nieważne, zapomnij – mruknął. – Wróćmy do pracy.

Wpatrywałam się w niego przez długą chwilę.

- Nie – odpowiedziałam spokojnie – Nie, dopóki nie powiesz mi dlaczego.

- To nic. To nie ma znaczenia – odpowiedział poirytowany.

- Jasne, że ma – oznajmiłam. – Teraz mi powiedz.

Pokręcił tylko głową.

- Justin! – powiedziałam zdecydowanie.

- Okej! – wykrzyknął. – Boże – posłał mi piorunujące spojrzenie. – Jest tak... – westchnął, potrząsając głową z irytacją. – Jeżeli nie jestem perfekcyjny w pracy, czuję się, jakbym zawiódł moją mamę – jego głos był niski. – Już wystarczająco ją zawodzę, cały czas wychodząc i imprezując, ale... robię to, żeby zwrócić jej uwagę. Aktualnie... wiesz... sprawiam, że czuje się dumna przez moją pracę  – pokręcił głową. – To głupie, wiem.

- Nie, nie jest - powiedziałam cicho.

Powoli odwrócił głowę, żeby na mnie spojrzeć. Na jego czole pojawiła się zmarszczka.

- Myślę, że to... no wiesz... ma sens. Prawdopodobnie czułabym się tak samo – odpowiedziałam prosto, wzruszając ramionami.

Zapanowała długa chwila ciszy.

- Ale jest jedna rzecz, której nie rozumiem... – zaczęłam po chwili.

Spojrzał na mnie pytająco.

- Dlaczego czujesz się, jakbyś tak bardzo zawodził swoją mamę? Szczerze uważam, że nie ma nic w tobie, co mogłoby ją zawieźć. Mam na myśli... tak, potrafisz być aroganckim dupkiem... I masz tendencję do bycia nieco jak męska dziwka. I naprawdę lubisz imprezować. I-

- Zrozumiałem – powiedział ostro Justin.

Zaśmiałam się delikatnie, trącając go lekko łokciem.

- Przepraszam – powiedziałam.

Chwila ciszy.

- Ale jest o dużo więcej rzeczy, z których może być dumna. Mam na myśli... twoją karierę... to
szalone. Osiągnąłeś tak wiele, nie mając pratkycznie pomocy. Zrobiłeś to wszystko sam. Masz tony nagród, masz dosłownie miliony fanów, praktycznie każdy w Hollywood cię kocha, byłeś nominowany do nagrody Grammy, kiedy miałeś zaledwie szesnaście lat. Mam na myśli... – wzruszyłam ramionami. - To szalone. Jest tak wiele rzeczy, z których każdy byłby dumny.

Przez moment Justin wpatrywał się w małą drobinkę na ziemi, zanim mały uśmiech uformował się na jego twarzy. Przekręcił głowę, żeby spojrzeć na mnie, uśmiechając się szeroko.

- Wow, Nash. To prawdopodobnie najmilsza rzecz, jaką do mnie kiedykolwiek powiedziałaś.

Zaśmiałam się, wzruszając ramionami.

- Ehh... mam swoje momenty.

Zaśmiał się, trącając mnie łokciem.

Dłuższa pauza, cisza utrzymywała się pomiędzy nami w naturalny sposób.

- Teraz, kiedy jesteśmy w tak głębokiej rozmowie, chcesz mi powiedzieć, dlaczego nie chciałeś się spotkać u ciebie? – zapytałam ciekawa, unosząc do niego brwi.

Wzruszył ramionami.

- Frank przychodzi na obiad – odpowiedział.

- Oh – rzekłam.

Ponownie wzruszył ramionami.

- Nie chciałem się męczyć z jego chamstwem, które okazywałby mi, szczególnie przy tobie, więc..

- Rozumiem – odpowiedziałam, potakując głową.

Znów zapadła pomiędzy nami cisza.

- Będziesz w mieście na jesiennym balu? – zapytałam, podtrzymując rozmowę.

Jęknął, opierając się tyłem o ścianę i zamykając oczy.

- Co? – zapytałam.

- Aubrey zadzwoniła do mnie wczoraj wieczorem, marudząc o tym cholernym balu i pytając, czy będę. Kazała mi obiecać być, jeżeli będzie jakakolwiek możliwość, żebym przyjechał. – odpowiedział ekstremalnie znudzonym głosem.

- O... kej? – zapytałam.

Odwrócił głowę, żebe spojrzeć na mnie.

- Tak, idę – powiedział tym samym znudzonym głosem. – Niestety będę już w mieście.

- Niestety? – powtórzyłam. – Czyżby zboczona gwiazda popu nie czekała na możliwość pooglądania dziewczyn ubranych praktycznie jak dziwki?

Posłał mi zirytowane spojrzenie.

- Nie miło to mówić, Nash, ale wszystko co muszę robić to planować trasę, a to mogę mieć każdego dnia – puścił do mnie oczko.

Przewróciłam oczami.

- Nie ma w tym nic złego, chociaż myślę, że mylisz mnie z Chazem. On jest bardziej tym „zainteresowany” -  przerwał na chwilę. – Nie wiem, uważam, że bale są w porządku, może to po prostu przez to, jak irytująco Aubrey marudziła o tym, żebym był w mieście. To mnie trochę przeraża.

- W sumie ma to sens – odpowiedziałam.

Wzruszył ramionami.

- W każdym razie, odpowiadając na twoje pytanie, będę w mieście i idę z Aubrey.

Pokiwałam głową.

No tak, przypuszczam, że powinnam była tak zakładać.

I naprawdę nie wiem, ale usłyszenie, jak mówi coś takiego, sprawiło, że poczułam coś... dziwnego.

Prawie jakbym...była... zazdrosna?

O, Boże, nie.

Proszę, nie.

Nie pozwól mi być zazdrosną.

Ponieważ to by oznaczało, że.... nie. Po prostu... nie.

Nawet nie wiem, dlaczego miałabym być, no bo przecież nie było żadnej możliwości, żebym z nim poszła.

I tak naprawdę... dlaczego miałabym chcieć?

Jest dupkiem.

... Kiedy chce być.

Ale wciąż.

- Zgaduję, że idziesz z Loser Boyem? – zapytał po chwili Justin, przerywając chwilową ciszę, która między nami zapadła.

Pokiwałam głową, patrząc na niego.

- Ta – powiedziałam. – Zapytał mnie dzisiaj rano.

Justin pokiwał głową z nieczytelnym wyrazem twarzy.

- Fajnie – rzekł po chwili.

Ale nie brzmiał, jakby miał właśnie to na myśli.

- Przypuszczam – odpowiedziałam, po czym wzruszyłam ramionami. – To tylko tańce.

- Tak – odpowiedział cicho.

Zapanował kolejny moment ciszy, w czasie którego siedzieliśmy pogrążeni we własnych myślach.

Nie było niezręcznie. Muszę nawet przyznać, że ta cisza w pewien sposób była nawet... przyjemna.

Poczułam na sobie spojrzenie Justina, ale nie popatrzyłam na niego. Zamiast tego, patrzyłam prosto przed siebie, czując jak wiatr muska moją skórę, rozwiewając moje włosy.

Nagle, Justin parsknął.

Natychmiastowo odwróciłam głowę w jego kierunku.

- Co? – powiedziałam.

- Fajna malinka – oznajmił, uśmiechając się do mnie głupkowato i unosząc sugestywnie brwi.

Zamknęłam na moment oczy.

- Przypuszczam w takim razie, że puder zszedł?

- Nom – pokiwał głową.

Zmarszczyłam brwi w niezadowoleniu, przerzucając włosy na ramiona tak, żeby zakryć szyję.

Justin tylko chichotał, ale byłam w stanie dostrzec, jak trzęsły mu się ramiona przez to, jak bardzo się śmiał.

- Zamknij się – powiedziałam, zbliżając się do niego i klepiąc go w ramię. – To twoja wina, że ją mam –przypomniałam ostro, posyłając mu karcące spojrzenie.

Tylko zachichotał.

- Podobało ci się – powiedział, uśmiechając się.

Posłałam mu tylko spojrzenie, na co odwdzięczył się zawadiackim uśmiechem.

- Zamknij się – powtórzyłam, przewracając oczami.

- Ktoś jest zakłopotany – zaśpiewał, uśmiechając się.

- Nie jestem zakłopotana, jestem poirytowana! – powiedziałam, odwracając się twarzą do niego. – Wiesz, co by było, gdyby Greg to zauważył?- syknęłam, dotykając palcem szyi. – Natasha była tą, która to zauważyła tego ranka, nawet ja o tym nie wiedziałam! Musiałam kłamać i powiedzieć, że poparzyłam się prostownicą. Mogłam powiedzieć to samo Gregowi, ale... – potrząsnęłam mocno głową. – Znając jego, dostałby palpitacji serca i przesłuchiwałby mnie, mówiąc, że powinnam pójść do... szpitala albo gdziekolwiek, żeby upewnić się, że wszystko jest w porządku – przewróciłam oczami.

Justin prychnął.

- Jesteś ewidentnie zakłopotana – rzekł, szeroko się uśmiechając.

Zbliżyłam się do niego i roztrzepałam mu włosy.

- Nie jestem zakłopotana! – krzyknęłam, czując jak niekontrolowany rumieniec pojawia się na mojej twarzy.

Wzruszył ramionami.

- To nic takiego. Wiem, że dla ciebie mam największy seksapil i oddziałuję na twoją zdolność do normalnego funkcjonowania. A to – powiedział, wskazując na znajdującą się na mojej szyi malinkę.

– Zawstydza cię, ponieważ przypomina ci, jak bardzo ci się podobało, gdy ją robiłem – uśmiechnął się zawadiacko i wzruszył ramionami. – Nie bądź zawstydzona, Nash. Robię na tobie to samo wrażenie, co na dwudziestu milionach dziewczyn. Nie jesteś sama.

Klapnęłam go mocno w ramię.

- Boże, jesteś strasznie wkurzający! – krzyknęłam, potrząsając głową z irytacją.

Jedynie zachichotał.

Zgięłam z irytacją ramiona, osuwając się tyłem o ścianę. Po chwili podniosłam moje notatki i ołówek i położyłam je na kolanach.

- Proszę, możemy się skupić na tym, po co tu przyszliśmy? – zapytałam poirytowana, klepiąc krawędź kartki ołówkiem.

Posłał mi rozdrażnione, przekomarzające się spojrzenie.

- Okej – odpowiedział po chwili.

- W końcu – mruknęłam bez tchu i zaczęłam ponownie dumać nad moimi notatkami, marszcząc brwi, kiedy czytałam kilka zdań i kluczowcyh haseł, które nabazgrałam czytająć kolejny raz jeden z aktów sztuki, którą analizowaliśmy.

W tym momencie poczułam mocny podmuch wiatru, a przez mój kręgosłup przeszła fala dreszczy.

Gwałtownie zadrżałam.

- O mój Boże, jak zimno – rzekłam w pośpiechu, otaczając się ramionami.

Myślę, że to był błąd, zakładając tylko kurtkę i  bluzkę z krótkim rękawem, no i oczywiście dżinsy, ale był już prawie listpoad, a znajdujemy się w Kanadzie.

Kretynka.

Justin spojrzał na mnie z rozbawieniem.

- Pomogłoby, gdybyś ubrała się odrobinę grubiej na chłodną pogodę – oznajmił.

Posłałam mu szybkie spojrzenie.

- Ty masz tylko dżinsy i bluzę na sobie – rzekłam chłodno. – Zrobiłeś to co ja.

- Ta, ale komu tu jest zimno? – zapytał, uśmiechając się do mnie.

Burknęłam coś pod nosem z irytacją i odwróciłam głowę, przyciągając kolana do klatki piersiowej,
kiedy ponownie zawiał wiatr.

Justin zachichotał z rozbawieniem, potrząsając głową.

- Chodź tutaj – powiedział zdesperowany, wydając z siebie stłumiony śmiech.

Zanim zdążyłam zrozumieć, co się dzieje, Justin otoczył mnie ramionami i przycisnął mnie do swojej klatki piersiowej. Czułam ciepło bijące od jego ciała, więc wtuliłam głowę w zagłębienie jego szyi i, chociaż byłam kompletnie zaskoczona, uśmiechałam się w duchu, gdy poczułam się zrelaksowana i zrobiło mi się cieplej.

- W porządku – skomentowałam w jego szyję.

Zaśmiał się, złączając palce na moich plecach.

- No dalej – nakłaniał mnie żartobliwie. – Obejmij mnie, nie gryzę. Chociaż...- uśmiechnął się do mnie. – Mógłbym, ale obiecuję, podobałoby ci się – mrugnął do mnie, wskazując głową na moją szyję.

Przewróciłam oczami ze złośliwością.

- No dalejjjjj – nakłaniał mnie ponownie, uśmiechając się szeroko w żartobliwy sposób.

Wyolbrzymiając jęk, otoczyłam go ramionami, ciasno przytulając.

- O wiele lepiej – rzekł zawadiacko.

Prychnęłam tylko, kręcąc głową z rozbawieniem. – Jesteś strasznie irytujący.

- Ale jest ci teraz ciepło, czyż nie? – odpowiedział, uśmiechając się do mnie w irytująco pewny siebie i  kokieteryjny sposób.

- Tak – odpowiedziałam niechętnie.

Zaśmiał się.

Zapanowała długa cisza, pozostawiając naszą dwójkę siedzącą z ramionami wokół siebie,
ogrzewającą się ciepłem własnych ciał.

W końcu, co wydawało się wiekami, odezwałam się.

- Dlaczego nagle się tak zachowujesz? – zapytałam, mówiąć dokładnie to, co chodziło mi po głowie.
 Justin pochylił głowę, żeby na mnie spojrzeć. Posłał mi zmieszane spojrzenie.

- Co masz na myśli? – zapytał.

- Nigdy wcześniej nie widziałam, żebyś zachowywał się w ten sposób – odpowiedziałam. – Nie wiem... Po prostu to jest jak nie ty. Ten cały wieczór.

Wzruszył ramionami.

- Właściwie, to to jest jak ja. Nigdy nie miałaś okazji zobaczyć mnie z tej strony... Prawdę mówiąc, Nash, nie znasz mnie tak dobrze. Jest wiele rzeczy o mnie, o których nie wiesz.

Byłam przez chwilę cicho, rozważając to, co właśnie powiedział.

- Pewnie masz rację -  dodałam.

Chwila ciszy.

- Chociaż... – zaśmiał się krótko. – Chcesaz wiedzieć coś dziwnego?

Posłałam mu pytające spojrzenie, unosząc głowę, żeby spojrzeć mu w oczy.

Patrzył na mnie w dół, przenosząc swoje dłonie na moją talię.

- Prawdopodobnie, wiesz o mnie więcej niż którakolwiek dziewczyna, która nie jest ani moją mamą, ani ze mną nie pracuje – posłał mi lekki uśmiech. – A to mówi naprawdę wiele – uśmiechnął się wyzywająco.

Patrzyłam tylko na niego, zanim na mojej twarzy powoli pojawił się uśmiech.

- Interesujące, uwzględniając, że jeszcze miesiąc temu się nienawidziliśmy – zaobserwowałam.

Pokiwał raz głową.

- Nom.

Wydałam z siebie krótki śmiech, czując jak przechodzi przeze mnie jakieś inne uczucie – trochę dziwne, zawrotne, radosne.

Uśmiechając się wciąż do niego, zdjęłam ręce z jego pleców. Złapałam jego twarz w dłonie i, podciągając się troszkę do góry, pocałowałam go mocno w usta, wciąż się uśmiechając.

To było spontaniczne, ale odpowiednie na ten moment.

Bez żadnego słowa, odsunęłam się i ponownie go objęłam, kładąc głowę na jego klatce piersiowej.

To była inna i nieoczekiwana chwila, ale także słodks. Razem, nasza dwójka leżała tam w ciszy, ogrzewając się nawzajem i nie czując potrzeby wymawiania słów, z zapomnianymi notatkami i papierami leżącymi wokół nas.

Nigdy nie oczekiwałam, że coś takiego, co włanie się stało, stanie się z kimś takim jak Justin.

Ale przypuszczam, że ludzie potrafią zaskakiwać i tak jak powiedział, jest wiele rzeczy o nim, o których nie wiem.

I hej – każdy ma tę spontaniczną, zabawną, kokieteryjną stronę. To część młodości, czyż nie?

Nigdy nie oczekiwałam tego od Justina, w każdym bądź razie nie do mnie ze wszystkich ludzi.
Ale to nie tak, że narzekam.

Fakt faktem... podobała mi się ta jego strona.

Była słodka.

To było dziwne, ta nagła zmiana uczuć do niego.

Mam na myśli, że moje uczucia stopniowo zmieniały się, odkąd zdecydowaliśmy się na tę „za-wszystkich-plecami” rzecz.

Ale najzabawniejsze jest... że dzisiaj nie czuję się, jakbyśmy się ukrywali.

Czułam się, jakbyśmy byli normalną parą albo chociaż zwykłymi nastolatkami, którzy podobają się sobie nawzajem.

I tak jak siedziałam na tym dachu, leżąc w jego ramionach, zostałam przytłoczona przez pewną, przerażającą możliwość.

To uczucie, którego doświadczyłam, gdy zdałam sobie sprawę, że Justin idzie na bal z Aubrey?

To była zazdrość.

Nie wiedziałam jak ani dlaczego, i nigdy bym tego nie przypuszczała... ale wraz z upływem ostatnich tygodni, coraz bardziej przyzwyczajałam się do chłopaka, do którego byłam obecnie przytulona.

Praktycznie nienawidzę dodawania tego, ponieważ doszczętnie podobało mi się nienawidzenie jego i wszystkiego, co z nim związane, przez poprzednie lata.

Ale przez pewien powód oraz bardzo dziwną i nieoczekiwaną kombinację okoliczności... moje uczucia do Justina drametialnie zmieniły się od tych kiedyś.
... Tak jak bardzo mnie przeraża przyznanie się do tego... Nie będę nienawidzić Justina już nigdy więcej. 

I nie, nie lubię go jak znajomego czy nawet przyjaciela.

Czuję coś do niego, coś prawdziwego i zasadnego.

Podoba mi się.

To obłąkane i szaleńcze, dziwne i absurdalne, i mnie przeraża.

Ale mówienie prawdy i przyznanie się do tego – nawet tylko w mojej głowie – nigdy nie było tak przyjemne.

****************************************************
Tak słodziutko tym razem :)
Dziękuję za miłe komentarze pod poprzednim rozdziałem. Miło, że są osoby, które szanują czas i pracę, którą wkładamy w prowadzenie bloga i tłumaczenie rozdziałów, które do krótkich nie należą.  
Przypominam, że możecie mnie znaleźć na twitterze pod nickiem @glossnex. Pozdrawiam. 

****
Hej chcę was zaprosić na nowe tłumaczenie  http://tlumaczenie-he-s-no-good.blogspot.com/ Posty będą pojawiać się co 3 dni. (na 100% bo są już przetłumaczone) zapraszam was serdecznie Paulina. :)

Obserwatorzy

Szablon by @mohito_x