Uśmiechnęłam się do niego nerwowo, czując dziwne uczucie w żołądku.
-N-naprawdę? - zapytałam nawiązując rozmowę i starając się zachować spokojnie.
Zachichotałam nerwowo
-O-o czym? - odchrząknęłam, chowając kosmyk włosów za ucho.
Greg wziął głęboki oddech, odwracając głowę w stronę salonu i wskazując przez ramię, żebym za nim poszła.
Przygryzłam wargę z niepokojem i nieśmiało ruszyłam za nim, stawiałam ostrożne kroki idąc przez hol do salonu.
Greg odwrócił się i usiadł na oparciu fotela, położył ręce na kolanach i popatrzył na mnie, a jego twarz była pozbawiona emocji.
Skinął głową w stronę fotela, który stał na przeciwko jego, dyskretnie wskazując na mnie żebym tam usiadła.
Nerwowo przełknęłam ślinę, zanim usiadłam na brzegu fotela, kładąc ręce na oparciach.
Adrenalina i nerwy krążyły w moich żyłach, sprawiając że serce mocno waliło w mojej klatce piersiowej.
Na kilka chwil zapadła cisza, oboje siedzieliśmy i patrzyliśmy na siebie.
Świetnie. Po prostu wspaniale.
Odchrząknęłam cicho.
-Więc... - zaczęłam - O czym chcesz ze mną porozmawiać?
-Chciałem porozmawiać o Bieberze - stwierdził, patrząc mi w oczy.
Wywróciłam oczami, chcąc wyglądać na wkurzoną tym tematem.
-Idiota - mruknęłam, uśmiechając się fałszywie - Co z nim?
Greg patrzył na mnie przez chwilę z ewidentnym zamieszaniem, marszcząc brwi.
-Nadal nie wiem dlaczego stanęłaś w jego obronie wcześniej...-powiedział powoli, patrząc na mnie podejrzliwie.
Poczułam nerwowe motyle w brzuchu, ale przełknęłam ślinę i starałam się nimi nie przejmować.
-Naprawdę nie wiem dlaczego - skłamałam, wzruszając ramionami - Ja-ja nie wiem.
Patrzył na mnie jeszcze przez chwilę, mrużąc oczy i mierząc mnie, czekał aż się przełamię.
Zachowałam spokój, dzięki czemu na mojej twarzy nie było żadnego wyrazu.
Jedno potknięcie i może mi powiedzieć, że jestem w środku jednego, wielkiego kłamstwa.
-Słuchaj, ja po prostu - westchnęłam, kręcąc głową - Przepraszam, nie powinnam rzucić się na ciebie, zwłaszcza przed....no...no wiesz...nim i... - znowu westchnęłam - To musi być naprawdę głupie i dziwne i nie chciałam tego.
Greg nadal patrzył na mnie bez emocji.
Tak, przyznaję. Uległam i przeprosiłam.
Ale co innego mogłam zrobić? Jeżeli bym nie przeprosiła lub nie zachowywała się tak jakbym żałowała krzyczenia na niego przy Natashy i Justinie, domyśliłby się o co chodzi.
Kiedy siedziałam i patrzyłam na Grega, nerwowo gryząc wnętrze mojego policzka i mimo wszystko nie tracąc nadziei, że uwierzy w nieszczere przeprosiny, które właśnie mu powiedziałam, przyszedł mi do głowy plan. Plan, w który zaangażowane było kolejne kłamstwo na stosie dużego bałaganu w którym byłam.
Przebiegły, ale genialny.
-Słuchaj, ja... - westchnęłam, złączając moje dłonie na kolanach i próbując wyglądać jakbym miała wyrzuty sumienia. Wpatrywałam się w podłogę, marszcząc brwi tak bardzo, jak to możliwe.
-Jestem ostatnio bardzo zestresowana. - mruknęłam ze smutkiem - Cały ten projekt jest szalony i uciążliwy i irytujący i... - jęknęłam - nienawidzę tego. Nienawidzę tego że muszę pracować z tą.... idiotyczną męską dziwką. I wiem, że wcześniej trzymałam jego stronę, co było zupełnie głupie i szczerze mówiąc nie wiem co sobie myślałam. Ja po prostu.. ja nie sypiam ostatnio, bo jestem zestresowana tym projektem i byłam naprawdę w złym nastroju, robiłam i mówiłam jakieś głupie rzeczy. Nie miałam na myśli połowy rzeczy, które mówiłam ostatnio.
Zatrzymałam się na dłuższą chwilę, spoglądając na niego niepewnie, łącząc moje brwi z najmniejszą nadzieją.
Patrzył na mnie przez chwilę, jego szczęka opadła o pól cala, ale nie mogłam powiedzieć co przeżywa.
W końcu, po kilku długich, powolnych, piekielnie denerwujących chwilach zamknął usta i powiedział.
-Oh - brzmiał jakby był zdenerwowany. Nagle przeszła przez niego fala niepokoju. - Cóż, wszystko w porządku? - wyciągnął rękę nad stolikiem i przeczesał moje włosy, patrząc na mnie ze smutkiem -Nie spałaś?
Pokręciłam głową nieznacznie.
-Nie - skłamałam.
To była kompletna bzdura, ale jak miałam oderwać go od mojego stawania w obronie Biebera.
-Aww, kochanie - powiedział ze smutkiem - Przykro mi - miał czujny wyraz twarzy, spojrzał na mnie surowo - To przez Biebera?
Patrzyłam na niego z nieco rozszerzonymi oczami, czując skręcenie żołądka. Przełknęłam ślinę, zanim powoli skinęłam głową.
-Tak. Jest takim dupkiem, że mnie to stresuje. - mruknęłam.
... Dobrze.
Będę szczera w tej sprawie.
Justin Bieber jest dupkiem.
Nie mam wątpliwości że nie.
I tak, przyznaję to. Stresuje mnie w danym momencie.
Ale nie ma żadnego związku pomiędzy tym, że jest dupkiem i faktem, że mnie stresuje.
Nie, Nie.
Powodem dlaczego mnie stresuje jest to że jesteśmy przyjaciółmi-z-korzyściami, ukrywamy-nasz-związek-przed-moim-chłopakiem-jego-dziewczyną-moją-najlepszą-przyjaciółką-jego-najlepszymi-przyjaciółmi-moim-kuzynem-i-zasadniczo-przed-wszystkimi-znajomymi-i-rodziną-nie-wspominając-o-ośmiu-milionach-jego-psychopatycznych-fanek-co-oznacza-że-przed-prawie-całym-światem.
O tak.
Niedopowiedzeniem jest mówiąc, że to jest tylko odrobinę stresujące.
-Przykro mi. Jeżeli chcesz to mogę go kopnąć w dupę. - stwierdził, wzruszając ramionami.
Roześmiałam się.
-Nie jestem pewna czy on i jego przyjaciele zgodzą się na to.
-Więc, zajmę się nim i Somersem, ale muszę przyznać, źle się czuję z tym, że będę musiał walczyć przeciwko twojemu kuzynowi. - powiedział.
Tylko zachichotałam.
Właśnie wtedy poczułam, że mój telefon wibruje w kieszeni moich jeansów. Odsuwając się od Grega, wysunęłam go z kieszeni i odblokowałam go, a potem otworzyłam wiadomość którą właśnie dostałam.
Od:Penny
Hej Manderz! Nie widziałam cię przez wieczność! Urządzamy dzisiaj małe przyjęcie rodzinne w moim domu dla Ryana, bo właśnie wyszedł ze szpitala! Musisz przyjść! Nie widziałam cię przez wieeeczność. <3
Moje brwi natychmiast wystrzeliły w górę, a na mojej twarzy pojawił się uśmiech.
Ryan wyszedł ze szpitala?
Szybko napisałam, że jestem bardzo podekscytowana i na pewno przyjdę.
Penny to kuzynka moja i Ryana, jest od nas o rok młodsza i dogadujemy się. Niestety, mieszka w innym mieście, więc często jej nie widuję.
Ale jestem gotów jechać pół godziny do jej domu aby zobaczyć moją rodzinę i Ryana, który nie leży już na tym okropnym szpitalnym łóżku.
-Co jest? - zapytał z lekko zmarszczonymi brwiami.
-Ryan wyszedł ze szpitala! - krzyknęłam, patrząc na Grega.
Uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Naprawdę?
Skinęłam głową, przygryzając wargę i uśmiechając się.
-Mhm-powiedziałam - Jestem bardzo szczęśliwa.
-Ja też! To jest niesamowite.
Uśmiechnęłam się szeroko do niego.
-Dziękuję. - spojrzałam na mój telefon, moja odpowiedź na wiadomość Penny właśnie została wysłana - Tak, moja kuzynka właśnie napisała do mnie i powiedziała, że robi dzisiaj imprezę rodzinną dla niego w jej domu. Więc na pewno muszę pojechać go zobaczyć!
Greg uśmiechnął się do mnie z prawdziwą ekscytacją kiedy nagle, jego uśmiech powoli zniknął i został zastąpiony lekką dezaprobatą.
-Czekaj ... dzisiaj? - powiedział, jakby prosząc o wyjaśnienie.
Skinęłam głową, uśmiechając się.
-Mhm!
-Myślałem, że ty, ja i Natasha spotkamy się dziś wieczorem? - Greg zapytał wyraźnie zdezorientowany. - Tasha przyjdzie na w trochę więc wszyscy możemy coś zrobić ...
Czułam jak najmniejszy kłopot spada na mnie.
-Oh. - Odpowiedziałam - No cóż... - Uśmiechnęłam się - To znaczy... mój kuzyn właśnie wyszedł ze szpitala, Greg. Chcę spędzić czas z wami i w ogóle, ale... to trochę dla mnie ważniejsze, mogę spędzić czas z moją rodziną i po prostu być z nim.
Greg pokiwał głową ze zrozumieniem, drapiąc się po głowę niezdarnie.
-Tak. - odpowiedział, kiwając głową. - Tak, rozumiem. Przepraszam. To było głupie z mojej strony.
Zaśmiałam się cicho.
-W porządku. - Odpowiedziałam.
Zapadła długa, nieco niezręczna cisza, podczas której tylko siedzieliśmy.
Nagle odezwał się Greg, kierując wzrok na mnie.
-No... czy możemy przyjść z Natashą? To znaczy... Chciałbym lepiej poznać Ryana i chciałbym spotkać twoją rodzinę - Wzruszył ramionami. - I w ten sposób mógłbym jeszcze spędzić czas z tobą.
Przygryzłam wargę.
-No cóż... To znaczy, chciałabym, żebyście przyszli, ale... Myślę, że to tylko rodzinne spotkanie
-uśmiechnęłam się
-Przykro mi.
-Oh, w porządku - odpowiedział, kiwając głową, to było oczywiste, że był rozczarowany. Spojrzał na mnie i skinął głową raz jeszcze. - Rozumiem.
-Przykro mi. - powtórzyłam, robiąc wszystko, aby brzmieć szczerze.
To była prawda. Rodzinne grono na ogół było ograniczone tylko do rodziny. Ale część mnie tak naprawdę nie chciała tam Grega.. Ja po prostu nie byłam gotowa do wprowadzenia go do całej mojej rodziny.
Nie wiem dlaczego, po prostu nie.
-Nieważne, w porządku. - odpowiedział, wzruszając ramionami. Wstał z krzesła, a następnie, wyciągnął ręce. - Zgaduję, że chcesz żebym sobie poszedł? - Spojrzał na mnie pytająco.
Skinęłam głową, uśmiechając się do niego
-Tak, przepraszam. To ma być w domu mojej kuzynki Penny, a ona mieszka pół godziny drogi stąd, więc... chyba powinnam już jechać.
Greg pokiwał głową.
-W porządku. To brzmi dobrze.
-Dziękuję za zrozumienie. I przepraszam za moje szalone wahania nastroju dzisiaj. Muszę tylko nadrobić zaległości w moim spaniu. Mam nadzieję, że dzisiaj będzie krótka impreza, więc będę mogła wrócić do domu wcześniej i iść do łóżka. - roześmiałam się.
Greg roześmiał się w odpowiedzi.
-Tak, mam nadzieję.-odpowiedział i objął mnie.
-Powiem Natashy, że nie może możemy się spotkać później - Wymamrotał w moje włosy.
-Dobrze, dziękuję - Mruknęłam.
Oderwaliśmy się od siebie, Greg pochylił się i pocałował mnie, przyciskając wargi do moich zanim odsunął się i uśmiechnął się do mnie serdecznie.
Odwzajemniłam uśmiech, nagle czując się bardzo winna.
Cóż, przynajmniej nie kłamałam w sprawie tej imprezy ...
Odprowadziłam go do drzwi, ściskając i całując go ostatni raz. Stałam w drzwia i oparłam swoje ramie o framugę, patrząc, jak szedł chodnikiem do samochodu, który był zaparkowany na drugiej stronie ulicy.
Rozejrzał się i pomachał do mnie, uśmiechając się.
Pomachałam gdy wsiadł do samochodu i zamknął drzwi.
Machałam i uśmiechałam się się przez cały czas, zanim ruszył i zniknął za zakrętem.
W chwili gdy on i jego samochód zniknął z pola widzenia, mój uśmiech zniknął, a ja zamknęłam drzwi, jęcząc.
Dziś dostarczono mi za dużo szaleństwa niż mogę udźwignąć.
*****************
-Cieszę się, że z tobą wszystko w porządku - Powiedziałam z ulgą, przytulając Ryana po raz setny i uśmiechając się do niego.
Zaśmiał się.
-Czuję się dobrze, Mandy - Zapewnił mnie, uśmiechając się z rozbawieniem. - Naprawdę. To był tylko wstrząs mózgu,to nic wielkiego.
Roześmiałam się.
-No ale to nadal mnie stresuje - Odpowiedziałam.
Byłam w domu Penny i siedziałam na kanapie z Ryanem, oglądając telewizję. Penny również była z nami w pokoju. Moja mama, kilka moich ciotek, wujków (w tym rodzice Ryana) i przypadkowych kuzynów było w innych pomieszczeniach domu.
Byłam na imprezie rodzinnej przez około pół godziny, ale wszyscy którzy byli wcześniej ponad godzinę, w ten sposób już nacieszyli się Ryanem.
Ryan roześmiał się, uśmiechając się do mnie.
-Więc co się działo jak mnie nie było? - Zapytał.
Wzruszyłam ramionami.
-Eh, dobrze. W szkole też, tak myślę.
-Spoko - odpowiedział.
-Szkoda, że nie chodzę do tej samej szkoły co wy - Penny stwierdziła ze smutkiem, przeczesując ciemne brązowe włosy - Brakuje mi bycia z wami. Jestem zazdrosna, że jesteście zawsze ze sobą.
Ryan i ja spojrzeliśmy na siebie i uśmiechnęliśmy się.
-Cóż ... nie jesteśmy zawsze razem. - Powiedziałam - Mamy tylko dwie lekcje razem.
-Tak, ale jednak. - Penny powiedziała, opierając brodę na dłoni. - Tęsknię za wami.
Ryan uśmiechnął się do niej.
-My za tobą też, Penn.
Zachichotała, wstając z krzesła i podchodząc do nas, rzuciła ręce na nasze szyje, pociągając nas ku niej.
-Kocham was kooochani.
Oboje się roześmialiśmy
-Ja ciebie też kocham, dziewczyno. - Odpowiedziałam.
Penny jęknęła nagle, odwracając się, by spojrzeć na mnie z podnieceniem.
-Co? - zapytałam z niepokojem, spoglądając na nią nerwowo.
-Więc ... Mały ptaszek powiedział mi, że ktoś teraz ma drugą połówkę - Powiedziała, uśmiechając się porozumiewawczo.
Zamarłam, czując skręcenie żołądka.
Czekaj ... co?
Zachichotałam nerwowo, patrząc na nią z najwyższym poziomem strachu.
Patrzyła na mnie wyczekująco, zanim zaśmiała się lekko.
-Wiesz... Słyszałam, że masz chłopaka? Greg, czy co? - Zapytała.
-Oh, - zarumieniałam się - Tak.
Natychmiast poczułam ulgę.
Przez chwilę myślałam że chodzi jej o Justina.
Ale potem zdałam sobie sprawę, jak głupia byłam, bo nikt inny nie wiedział o tym.
Nawet Ryan i Natasha.
I tak zostanie,dziękuję bardzo.
-To takie ekscytujące! - Penny krzyknęła, uśmiechając się do mnie. - Jestem bardzo szczęśliwa.
Zarumieniłam się, uśmiechając się.
-Tak, dziękuję. To naprawdę fajny facet, jest bardzo słodki, więc ... jest dobrze.
Uśmiechnęła się do mnie pozytywnie.
Zanim mogłam opowiedzieć o dalszych szczegółach, zadzwonił dzwonek, na co wszyscy odwróciliśmy głowy w kierunku drzwi.
-Kto to? - Penny zapytała ze zmieszaniem, wstając i udając się w stronę drzwi. - Każdy jest tutaj....
Ja i Ryan wzruszyliśmy ramionami, również zmieszani tak jak ona.
Kiedy Penny dotarła do drzwi i chwyciła klamkę aby je otworzyć, Ryan uświadomił sobie coś, wzdychając.
-Oh - powiedział - To musi być-
Z
anim zdążył dokończyć, Penny otworzyła drzwi, odsłaniając dwóch nastoletnich chłopaków stojących w progu.
Jeden miał na sobie szare jeansy, biały T-shirt, czarną skórzaną kurtkę i ręce schowane do kieszeni, a drugi miał na sobie czarne dżinsy i czerwoną koszulkę.
-Justin i Chaz - skończył, kiedy Justin Bieber i Chaz Somers weszli do domu, strzelając wymuszony uśmiech Penny i mówiąc jej zalotne 'Hej'. (Biorąc pod uwagę to, że Penny była bardzo ładna, szybko włączyli swój urok, robili to zawsze kiedy znaleźli atrakcyjną dziewczynę.)
Poczułam skręt żołądka i to, że moje ciało zastygło w bezruchu....
...Naprawdę, Boże?
Naprawdę?
Musiałeś mi to zrobić?
Cóż, ja nie zgodziłam się na to żeby Natasha i Greg przyszli. Przynajmniej to czyni wszystko mniej niezręcznym.
-Oh, hej - Penny stwierdziła,ściskając ich - Nie wiedziałam, że przyjdziecie!
Penny, moja kuzynka jest blisko ze mną i Ryanem więc jest również blisko z naszych najlepszych przyjaciół.
Podsumowanie: ona zna Justina i Chaza tak długo, jak Ryan i ja.
-Odpisaliśmy na twojego sms'a i napisaliśmy że przyjdziemy - Justin odpowiedział.
Chaz przytaknął.
-Oh. - Penny odpowiedziała, marszcząc brwi - Naprawdę?
Skinęli.
Penny uśmiechnęła się do nich.
-Och, przepraszam! Nie sprawdzałam mojego telefonu w ciągu ostatnich godzin. Musiałam przegapić wasze sms'y. Przepraszam.
Chaz wzruszył ramionami.
-Dobrze - odpowiedział. Jego oczy powędrowały przez jej ramię w stronę reszty domu, jakby szukając kogoś.
Nie trwało długo aby jego oczy odbyły podróż do salonu, w którym z Ryanem siedzieliśmy na kanapie.
Jego twarz natychmiast rozpromieniła się.
-Butler! Hej! - Zawołał.
Uwaga Justina natychmiast przerzuciła się z Penny na Chaza, szybko podążył za jego wzrokiem, szukając swojego najlepszego przyjaciela. Jego oczy odnalazły mnie jako pierwszą, a wyraz jego twarzy zmienił się z zamieszania na lekkie zadowolenie w ciągu kilku sekund.
Widząc Ryana, on też się uśmiechnął i razem, on i Chaz weszli do salonu.
Ryan wstał, uśmiechając się.
-Hey chłopaki! - krzyknął szczęśliwie, witając się z nimi i robiąc dziwne skomplikowane uściski.
-Jak się czujesz? - Zapytał Justin.
Ryan wzruszył ramionami.
-Eh, w porządku. Moja głowa nie boli aż tak bardzo, więc jest w porządku.
-Mam nadzieję, że wiesz, że prawie wszyscy moi fani wariowali - Justin powiedział, uśmiechając się. - Powiedziałem im o tym, co się stało i oszaleli.
Chaz zmienił głos na wysoki i naśladował niektórych fanów Justina.
-O mój Boże, co my zrobimy bez Ryana? On jest za bardzo sexy! On musi wyzdrowieć! O Boże, proszę, niech będzie w porządku! Przyszły ojciec moich dzieci musi przeżyć! Oh, Biebergasm, jest tak kurwa gorąco. On nie może być ranny!
Ryan i Justin parsknęli śmiechem, uśmiechając się do swojej najlepszego przyjaciela z uznaniem.
-Cóż, możemy powiedzieć im, żeby się uspokoili i że nic mi nie jest. - Ryan odpowiedział.
-Jeszcze lepiej, - Powiedział, wyciągając jego telefon z tylnej kieszeni. - Powiem im teraz.
Justin uśmiechnął.
-Idź na całość.
-Tylko czekajcie na to aż będę miał kilka gorących dziewczyn upewniających się czy lepiej się czuję - Ryan stwierdził, sugestywnie, mrugając do innych.
Wywróciłam oczami.
Mój kuzyn i jego przyjaciele są tacy dziecinni czasem..
..co chyba jest dobrze w pewnym sensie, ale...
-Co Nash? - Chaz krzyknął uśmiechając się do mnie.
Widocznie widział mój mały wyraz twarzy.
-Co?-Odpowiedziałam.
-Co?-zapytał.
-Co?
-Co
-Co?
-Co?
-CO?
-Dobra, zamknijcie się! - Ryan krzyknął, uciszając zarówno Chaza i mnie (który miał zamiar coś odpowiedzieć ale zamknął usta)
Zapadła niezręczna cisza, zanim Ryan pokręcił głową, uśmiechając się z rozbawieniem.
-No, jesteśmy w tym pokoju i mamy TV tutaj, wiec możemy obejrzeć mecz - Justin stwierdził, podchodząc i siadając na kanapie obok mnie, strzelając mi uśmieszek.
-Kto gra? - Ryan zapytał marszcząc brwi.
-The Leafs - Justin krzyknął, patrząc na Ryana jakby był szalony.
Zapadła cisza na chwilę.
-Och - Ryan stwierdził w końcu. Roześmiał się. - Zapomniałem, że grają dzisiaj.
Justin tylko pokręcił głową, marszcząc brwi z rozczarowaniem z powodu nieświadomości swojego przyjaciela w sprawie takiego zdarzenia, które bardzo zmienia życie, zanim odwrócił się i zaczął szukać pilota.
-Tutaj - powiedziałam sucho, zbierając pilota ze stolika przed nami i przekazując Justinowi.
Strzelił mi subtelny uśmieszek, zanim przejął go ode mnie.
-Dziękuję. - Powiedział.
Dobrze, to pierwsze.
Szybko kliknął w stronę telewizora, a Ryan i Chaz wbiegli do pokoju. Ryan upadł na kanapę, która była obok tej na której Justin i ja siedzieliśmy, a Chaz rozglądał sie, jakby zastanawiając się, gdzie usiąść.
Wzruszył ramionami, zanim ruszył dumnym krokiem do kanapy i usiadł obok mnie.
-No cóż, równie dobrze - Powiedział. - Przesuń się, Nash - powiedział, szturchając moją nogę w kolanie.
Rzuciłam mu pełne wyrzutu spojrzenie.
-Słucham? - odpowiedziałam, podnosząc brwi.
Przysięgam, mógłby być najbardziej nieuprzejmą osobą. Byłoby inaczej, gdybyśmy byli przynajmniej przyjaciółmi lub nawet byłby nieco przyzwoitszy dla mnie. Ale biorąc pod uwagę to, że jest wręcz przeciwnie, wydawało mi się to śmieszne, że on po prostu się zachowuje tak.
Chaz westchnął z irytacją.
-Proszę? - Zapytał, a jego głos ociekał nudą.
Złożyłam ręce mocno na piersi, zanim niechętnie przesunęłam się na lewo, znajdując się jeszcze bliżej Justina co było nieco niewygodne.
To było złe mając go tak blisko mnie, ale być jeszcze bliżej było po prostu... no... przytłaczające.
Chaz następnie usadł na kanapie, opierając swoje nogi na podnóżku przed nim i wpatrując się w telewizor, gdzie The Leafs grali.
Chaz następnie obrócił rękę za moje ramiona i strzelił do mnie uśmiech.
-Dzięki, Nash.
Obok mnie, czułam spiętego Justina, choć jego oczy pozostały mocno przymocowane do ekranu telewizora, uważnie obserwując wydarzenia w grze.
...ciekawe...
Przewróciłam oczami, przesuwając rękę Chaza z dala ode mnie.
-Cokolwiek - Mruknąłem. - Nie miałam wyboru, nie?
Chaz zastanowił się przez chwilę, a potem potrząsnął głową.
-Nie, nie.
Spojrzałam na niego z rozdrażnieniem zanim zwróciłam wzrok na ekran telewizora.
Czworo z nas siedziało i oglądało mecz hokeja w milczeniu przez około dziesięć minut, wszyscy byli tak pochłonięci grą, że nikt nie rozmawiał.
Po kolejnym dłuższym okresie milczenia, w którym oglądaliśmy happeningi z imprezy sportowej, Penny, która poszła się porozmawiać z innymi gdy Justin i Chaz przybyli, weszła z powrotem do pokoju, rozglądając się z zaciekawieniem.
Zauważyła Ryana, który wyciągnął się na jednej kanapie oraz Chaza, Justina i mnie stłoczonych na innej kanapie, wszyscy patrzyli bez mrugnięcia okiem na ekran telewizora. Ryan mruczał rzeczy pod nosem, Justin przygryzał wargę (dodam, że w śmiesznie i nieumyślnie uroczy sposób), a Chaz potrząsał nogą w oczekiwaniu.
Kiedy Penny otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, Chaz uderzył ręką w kolano ze złością i krzyknął:
-Och, dajcie spokój! - ponieważ drużyna przeciwna strzelił gola.
Justin i Ryan zarówno jęknęli, kładąc głowy w ich rękach w rozczarowaniu.
Ja tylko westchnęłam, patrząc, jak na ekranie pojawiła się reklama.
Penny zachichotała.
-Wow. Chłopaki są naprawdę zabawni, kiedy oglądają mecz hokeja.
Ryan rzucił jej uśmiech.
-Tak, wszyscy jesteśmy przywiązani to tego.
-I dla dobrego pieprzonego powodu! - Chaz powiedział głośno. Wyrzucił ręce w górę - Chodzi mi o to, co to kurwa było? Co oni robią?
Justin pokręcił głową z niesmakiem.
Penny się roześmiała.
-W porządku, może powinnam pójść do innego pokoju...
-Nie, zostań! - Ryan krzyknął, uśmiechając się szeroko. - Oboje są idiotami, którzy są czują ból kiedy ich drużyna ginie
-Oni się nie pozabijają - Justin mruknął. - Oni po prostu ... nie robią nic dobrze w tej chwili.
-Prawda - Ryan zgodził się.
-Muszę powiedzieć, że kocham ten mały układ tutaj. - Penny skomentowała, wskazując w stronę Chaza, Justina i mnie, i uśmiechając się. - Czy jesteś trochę zgnieciona tam, Mandy?
-Trochę - Odpowiedziałam, nerwowo chichocząc.
Cóż, to prawda. Zostałam posadzona pomiędzy Chazem i Justinem i choć tak naprawdę nie przeszkadza mi to (przynajmniej z powodu jednego z dwóch chłopców...), to było nieco dziwne.
-Och, zamknij się, wiesz, że to kochasz. Wiem, że uważasz nas cholernie seksownych, Nash.
-Chaz stwierdził, rzucając jego ramię wokół mnie ponownie. - Wiem, że w tajemnicy chcesz dotknąć nas obu.
Wywróciłam oczami.
-Chciałbyś, Somers.
-Nahh, na pewno się z nim zgadzam. - Justin stwierdził, uśmiechając się i decydując się przyłączyć na drwiny. Oplótł rękę wokół mojej talii.
Obecnie byłam obwieszona przez zarówno Chaza Somersa i Justina Biebera.
Dobrze, delikatnie mówiąc, ciekawe.
-Jesteście świniami - mruknęłam, starając się ignorować motyle w brzuchu które poczułam, kiedy Justin położył rękę na mojej talii.
-Niezależnie od tego, nadal tego pragniesz. - Chaz stwierdził zadowolony z siebie, uśmiechając się do mnie. Wzruszył ramionami. - Oczywiście.. każdy chce - Jego oczy powędrowały do Penny, aż patrzył jej prosto w oczy. Mrugnął do niej. - Nie mam racji?
Używając jego zarozumiałych sposobów, Penny tylko przewróciła oczami.
-Oh, cokolwiek. - Stwierdziła, machając lekceważąco ręką.
Chaz parsknął śmiechem.
-Jestem z wami, Penn. Sorry chłopaki, nigdy nie zrobię tego żadnemu z was. - Ryan stwierdził, chichocząc.
Chaz zmarszczył nos.
-Uczucie jest odwzajemnione.
Penny się roześmiała. Patrzyła na mnie kiedy nadal byłam pomiędzy Chazem i Justinem i nagle jej twarz rozjaśniła się.
Zanim zauważyłam, wyciągnęła aparat cyfrowy z tylnej kieszeni.
-Tutaj, zróbmy zdjęcie! - Zawołała. - Właśnie dostałam ten aparat kilka tygodni temu. - Trzymała go przed sobą i dostosowywała kilka ustawień. Skierowała aparat w stronę kanapy, na której siedzieliśmy.
-Dobra, na trzy powiedzcie 'ser'!
Chaz i Justin nachylili się do mnie, uśmiechając się szeroko. Strzeliłam Penny przesadne spojrzenie, zanim też wyprostowałam się i pozowałam do aparatu, uśmiechając się.
-Raz, dwa, trzy. - Penny stwierdziła, naciskając spust migawki mocno palcem.
Aparat błysnął jasno, robiąc subtelne 'klik' i robiąc zdjęcie.
Penny spojrzała na ekran aparatu, uśmiechając się kiedy obraz się pokazał.
-O mój Boże, to jest słodkie! - Zawołała.
Ja tylko przewróciłam oczami z rozbawieniem, wychodząc z uścisku Justina i Chaza, kiedy Penny odwróciła się i zrobiła zdjęcie Ryanowi na kanapie.
-Pójdę po coś do picia - powiedziałam do nikogo, wstając z sofy i poprawiając koszulę.
Przeszłam przez salon, do holu, aż dotarłam do kuchni.
Kiedy nalałam sobie szklankę coli, pozułam, że ktoś jest za mną i umieścił swoje ręce lekko na mojej talii.
Podskoczyłam, rozlewając napój na podłogę.
Znajomy, chrapliwy głos wybuchnął śmiechem, a ja odwróciłam, by spojrzeć na Justina, krzyżując ramiona z irytacją.
-Co robisz? - syknęłam kiedy rzuciłam się w stronę lady i urwałam kilka papierowych ręczników, aby wytrzeć rozlaną ciecz na podłodze.
Justin wzruszył ramionami.
-Nie wiem. - odpowiedział szczerze.
-Cóż, nie... - potrząsnęłam lekko głową, szorując śladu plamy na podłodze. - Spróbuj coś.
Udało mi się skończyć po chwili, wstając i rzucając ociekającą wilgocią masę papierowych ręczników do kosza.
-Ryan, Somers i Penny są w drugim pokoju. Nie wspominając, cała moja dalsza rodzina jest tutaj. Łącznie z moją mamą - rzuciłam mu znaczące spojrzenie.
Uniósł ręce, wzruszając ramionami.
-Nie będę - odpowiedział. Powolny uśmiech rozprzestrzenił się na jego twarzy. - Cóż ... po namyśle ...
Uniosłam brwi, krzyżując ramiona z irytacją.
Zachichotał.
-Żartuję. Rany, relaks, Nash. Nie musisz być taka spięta.
Tylko spojrzałam na niego z irytacją, zanim odwróciłam się i zaczęłam nalewać napój do nowej szklanki.
-Dzisiejszy dzień minął zaskakująco dobrze. - Justin powiedział, siadając na ladzie obok mnie, machając nogami w przód i w tył - Twój chłopak jest irytujący jak diabli, to znaczy, że jest jeszcze gorszy niż Litzy, ale podobało mi się jego zaskoczenie.
-Zamknij się.-mruknęłam pod nosem.
On tylko parsknął.
-Dobrze, na pewno coś podejrzewał. - Powiedziałam, patrząc na Justina i biorąc łyk napoju - Chciał wiedzieć, dlaczego byłam po twojej stronie. Zapytał mnie o to, kiedy wyszliście. Musiałam zrobić coś i stwierdziłam że nie spałam i miałam dziwny nastrój albo coś w tym stylu.
-Dlaczego byłaś po mojej stronie? - Justin zapytał, uśmiechając się do mnie porozumiewawczo.
-Jestem ciekawy.
-Jestem pewna, że wiesz dlaczego. - mruknęłam pod nosem, kręcąc głową i odmawiając sobie spojrzenia na niego.
-Nie, nie wiem - Justin stwierdził, uśmiechając się i wyraźnie ciesząc się tego. - Proszę mi wyjaśnić. Chciałbym wiedzieć dlaczego.
Spojrzałam na niego z irytacją i miałam powiedzieć mu obłudną uwagę, gdy Ryan, Chaz i Penny weszli do kuchni, rozglądając się z zaciekawieniem.
Szybko wzięłam łyk drinka i spojrzałam na Justina jakbym miała wstrzyknąć w niego jad.
-Zamknij się, Bieber. - splunęłam - Jesteś zboczeńcem.
Justin załapał o co chodzi, uśmiechnął się do mnie.
-Ale tak jak Chaz mówił, wiem, że chcesz mnie dotknąć.
Wywróciłam oczami.
Penny i Ryan wymienili spojrzenia, podczas gdy Chaz tylko uśmiechnął się do Justina.
Troje z nich zanurzyło się w przekąski, Justin zeskoczył z blatu, kierując się z powrotem z kuchni do salonu, aby sprawdzić, czy reklamy się skończyły.
Kiedy mijał mnie, nachylił się i delikatnie szepnął mi do ucha:
-Spotkajmy się na zewnątrz, gdy mecz się skończy, dobrze?
Wzdrygnęłam się na czując jego gorący oddech przy moim uchu i przez chwilę byłam nieco zaskoczona. Szybko odzyskałam spokój, skinęłam głową, patrząc na niego wymownie.
Uśmiechnął się do mnie zanim szybko odszedł w kierunku drugiego pokoju.
Oh, on dobrze wiedział co musi zrobić, aby łatwo wywrzeć na mnie skutek.
Wiedziałam na pewno, że to nie może być zdrowe.
******
-Czekaj... co do - Natasha powiedziała, marszcząc brwi, kiedy patrzyła na ekran swojego laptopa, mrużąc oczy ze zmieszaniem widocznym na jej twarzy.
-Co? - Greg zapytał, spoglądając na nią.
Siedzieli w sypialni Nataszy; w telewizji leciał jakiś film, oboje wylegiwali się na podłodze dyskutując o tym jak bardzo martwią się o Mandy - Greg mówił Natashy o tym, dziewczyna że nie śpi ostatnio ze względu na projekt.
Natasha siedziała na przeciwko komody z skrzyżowanymi nogami, z roztargnieniem przeglądała Facebooka, kiedy zobaczyła coś na tablicy, natychmiast zaalarmowała.
-Kim jest Penny Butler? - Natasha zapytała z niedowierzaniem.
Greg wzruszył ramionami i pokręcił głową.
-Nie mam pojęcia - odpowiedział. - Może siostra Ryana?
Natasha pokręciła głową.
-Nie, on nie ma siostry o imieniu Penny.
-Nie wiem, może kuzynka? - Greg zaproponował.
Natasha spojrzała na niego z pustym wzrokiem, zanim olśniło ją i uderzyła się w czoło.
-Ohhh! Tak, to Mandy i Ryana kuzynka! O mój Boże, czuję się jak idiotka, znam ją od zawsze!
Greg zaśmiał się. Spojrzał na nią z nieco rozbawionym wyrazem twarzy.
-Dlaczego pytasz o nią?
Natasha otrzeźwiała, odwróciła się do ekranu swojego komputera i spojrzała na niego, powoli wykrzywiając twarz.
-Cóż... ona po prostu dodała zdjęcie na Facebooka... i oznaczyła Mandy, Biebera i Somersa.
-Czekaj, co? - Greg powiedział z trwogą podchodząc do niej i wpatrując się w ekran z niedowierzaniem.
Natasha przytaknęła ponuro, zanim kliknęła na link, aby zdjęcie otworzyło się.
To zdjęcie Penny dodała godzinę lub dwie temu, Mandy siedziała na kanapie w domu Penny, Chaz obejmował ją ramieniem a ręka Justina była na jej talii. Siedzieli blisko siebie, uśmiechając się radośnie do aparatu.
Natasha i Greg patrzyli na zdjęcie z niedowierzaniem, żadne z nich przez chwilę nie odzywało się.
-Okej ... co kurwa? - Natasha zapytała z niedowierzaniem, kiedy w końcu odzyskała głos.
Szybko kilkała na zdjęcia, niektóre z Ryanem i innymi członkami rodziny Butler i rodziny Nash, było też kilka Mandy i Ryana kiedy obejmują się. Natasha spojrzała na dolną część ekranu gdzie wyświetliła się nazwa albumu.
-Butler wraca do biznesu - powiedziała cicho, ciągle klikając na zdjęcia.
Wróciła do zdjęcia Mandy, Chaza i Justina, ona i Greg oglądali je jeszcze przez chwilę.
Greg pokręcił głową z niesmakiem, przygryzając wargę. Prychnął z niedowierzaniem.
-Tak, rodzina tylko, co? - Splunął.
Natasha uniosła brwi, wyraźnie wkurzona.
_____________________________________
Przepraszam, że wczoraj nie było rozdziału, ale są wakacje i moja orientacja z dniami tygodnia jest słaba, to co następny rozdział w niedzielę? (o ile nie pomyli mi się znowu)
Rozdział przetłumaczyła dla was @IM_PURPLE_NINJA a dodała Paulina. Nie będę już wam zawracać głowy miłych wakacji :)
Zapraszam na naszego wattapad i twittera :)
wtorek, 8 lipca 2014
wtorek, 1 lipca 2014
Chapter Fourteen: Too Close For Comfort
-Hej, skarbie - Greg stwierdził, uśmiechając się do mnie i wchodząc do mojego domu.
Odwzajemniłam uśmiech.
-Hej. - Odpowiedziałam.
Pochylił się i mocno pocałował mnie w usta, a odsuwając się, uśmiechnął się do mnie.
Zamknęłam drzwi za nim i odwróciłam się twarzą do niego.
-Um ... Natasha już jest, siedzi w salonie. - Powiedziałam - Czekamy tylko na Justina.
Greg przewrócił oczami.
-Oczywiście. - Mruknął.
Nerwowo zachichotałam, zanim odchrząknęłam. Dźgnęłam palcem jego ramię.
-Chodźmy znaleźć Tashę.
Greg pokiwał głową.
-W porządku. - odpowiedział.
Następnie poszedł za mną przez hol, do salonu, gdzie Natasha obecnie wylegiwania się na jednej z kanap. Zmarszczyła brwi kiedy oglądała beżowy arkusz, który trzymała w rękach.
Spojrzała na nas kiedy weszliśmy i uśmiechnęła się.
-Hej! - powiedziała, przerzucając jej długie blond loki na ramię.
Greg posłał jej uśmiech
-Hey Natasha - Stwierdził.
-Gotowi? - Spytała, krzyżując nogi i usiadła prosto na kanapie.
-Musimy poczekać na Justina.- powiedziałam, marszcząc brwi.
Natasha i Greg przewrócili oczami.
-Możemy zacząć bez niego. - Natasha stwierdziła, machając ręką lekceważąco. - I tak nie będzie za wiele pomagał - mruknęła półgłosem.
Miała rację.
-Prawda - westchnęłam, siadając na jednym z skórzanych foteli, zgrupowanych wokół dużego stoliku, który stał po środku pokoju - Ale - zaczęłam po chwil. - On jest moim partnerem, więc wolę żeby był tutaj. Wy nie potrzebujecie go od czasu kiedy jesteście partnerami, ale wolałabym żeby tutaj był, gdy zaczynamy wszystko, więc nie muszę tłumaczyć sobie dwadzieścia razy.
Greg prychnął.
Spojrzałam na niego dziwnie.
Wzruszył ramionami.
-Ten dzieciak to głupek. Prawdopodobnie będziesz musiała pytać czy zrozumiał dwadzieścia razy - Parsknął ponownie. - Jak to jest, nawet jeśli czekaliśmy na niego przed rozpoczęciem, to będzie trwać, zanim coś załapie.
Natasha parsknęła śmiechem.
Nie mogłam się powstrzymać, ale poczułam nagłe ukłucie irytacji, przez to w jaki sposób moi przyjaciele się zachowywali.
...Dobrze, więc może byłam obłudna, biorąc pod uwagę to, że kilka tygodni temu, miałam dokładnie takie samo zdanie (drwiłam z poziomu inteligencji Justina), ale przez tą nową rzecz z nim, zmieniłam to. Widziałam, że on na pewno nie był idiotą, w przeciwieństwie do niektórych z jego przyjaciół *kaszel kaszel * CHAZ SOMERS *kaszel kaszel *. W rzeczywistości może on być bardzo mądry, gdy tylko chciał być.
To była tylko kwestia tego, że nie chciał pokazać tej strony.
Przypuszczam jednak, że to jedna z jego stron (i rzeczy o nim), o której nie wszyscy wiedzieli.
I wciąż nie mogę przeboleć faktu, że chłopak jego mamy uderzył go.
Justin był nadużywany.
Nie mogłam nic zrobić.
To znaczy, Justin zrobił postęp, mówiąc mamie o tym, ale oczywiście go nie słuchała.
Po prostu trudno mi uwierzyć, że matka zaniedbuje to, co jej syn mówił o kimś z kim się spotyka, kiedy doszło do poważnych spraw takich jak fizyczne znęcanie się i przemoc.
Może Justin po prostu nie postarał się, aby powiedzieć jej o tym. Może nie był nieugięty.
Nie wiem dlaczego do cholery nie był, ale myślę, że każdy może się zgodzić, że Bieber to dziwne dziecko...
Ale muszę przyznać, widząc go z tym podbitym okiem codziennie i wiedząc, że jestem jedyną osobą, która zna prawdziwą przyczynę (oprócz idioty który mu to zrobił) jest lekko ... przerażające.
Szkoda, że nie mogłam nic zrobić.
Nie chciałbym, aby zobaczyć Franka raniącego go ponownie...
Nie pytaj mnie, skąd do cholery te wszystkie szalone ochronne uczucia troski o Justina pochodzą.
Tak, jestem w jakimś dziwnym tajnym romansie z nim.
Ale to w żaden sposób nie oznacza, że jestem nagle w nim zakochana i naprawdę dbam o niego.
On po prostu jest do obściskiwania się.
Wracając do tematu.
Naprawdę nie sądzę, że jest coś, co mogę zrobić. To znaczy, nie mogę podejść do Pattie i powiedzieć:
"Cześć Pattie, wiem, że nie znasz mnie bardzo dobrze, ale jestem przyjaciółką twojego syna o numerze pięćset siedemdziesiąt dwa przecinek trzy w okresie i muszę powiedzieć... Twój psycho chłopak którego nigdy nie spotkałam w całym moim życiu, obił Justinowi twarz w ostatni weekend, i to jest powód dlaczego ma podbite oko. Justin mówi, że próbował powiedzieć ci, ale biorąc pod uwagę jego doświadczenie i zgodnie z tajnymi uczuciami Justina, nie zawsze go słuchasz, więc jest zrozumiałe, dlaczego nie uwierzyłaś mu. Ale tak naprawdę powinnaś i to może być dobry pomysł, aby rzucić swojego chłopaka zanim zrobi coś gorszego jak gwałt na Justinie. Dzięki!"
Oh yeah. To byłoby po prostu cudowne.
Nie.
Pokręciłam głową, a następnie aby usunąć go ze swoich dziwnych myśli, wybrałam by spojrzeć w górę na Natashę i Grega, którzy badali ich notatki z zainteresowaniem.
Greg stukał nogą z zniecierpliwieniem.
Spojrzał w kierunku drzwi.
-Gdzie on jest? - Mruknął z irytacją.
Spojrzał na mnie wyczekująco, jakby myśląc, że chciałbym magicznie przekazać mu odpowiedź na to pytanie.
-Nie wiem. - Odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
Mam ochotę przewrócić oczami.
Skąd do diabła, mam wiedzieć, gdzie jest Justin? To nie tak, że jestem jakimś czarodziejem, który mógł przewidzieć przyszłość, a także wiedzieć, gdzie każdy był w każdej chwili.
-No cóż, napisz do niego i powiedz mu żeby ruszył dupę! Im szybciej zaczniemy tym szybciej może wyjść-Greg mruknął.
Odetchnęłam z irytacją.
-Będzie tu, kiedy przyjdzie. To naprawdę nie zrobi różnicy kiedy przyjdzie kilka minut później - potrząsnęłam głową z irytacją.
Greg spojrzał na mnie z frustracją i nierozliczonym grymasem na jego twarzy.
-Tylko napisz do niego! - Powiedział.
-Nie - powiedziałam z irytacją.
-Dobrze. - Greg powiedział. - Ja to zrobię. - I bez słowa sięgnął do przodu i chwycił mój telefon ze stolika.
Tylko spojrzałam na niego.
I tak naprawdę nie obchodzi mnie to, że wziął mój telefon, bo nie miałam tam niczego czego nie mógłby zobaczyć.
Ale było to trochę niegrzeczne, że po prostu wziął go tak bez pytania.
Przewróciłam oczami, składając ręce z irytacją i odchylając się do tyłu na fotelu, kiedy kliknął przycisk.
Odblokował ekran i właśnie zacisnął kciuki, gdy wypuścił głośne parsknięcie.
Natychmiast spojrzałam na niego, unosząc brwi.
Natasha też spojrzała na niego z zainteresowaniem.
-"Kocham Justina"? - Greg zapytał sarkastycznie.
Poczułam że mój żołądek się skręca. Co do-?
Zeszłam z fotela i podbiegłam do Grega, wpatrując się w telefon z zmarszczonymi brwiami.
-Co?
Na przednim ekranie telefonu, wpisane jako banner były rzeczywiście słowa: kocham Justina
Natychmiast przewróciłam oczami, kiedy zdałam sobie sprawę, że musiał to zrobić kiedy zapisywał numer telefonu a ja tego nie zauważyłam.
-Och - Stwierdziłam. - On to zrobił - potrząsnęłam głową z irytacją.
Greg parsknął śmiechem.
-Co za dupek.
Natasha też wyglądała na całkiem rozbawioną.
-Nie to, że jest pewny siebie czy coś... - Urwała, a jej głos był wypełniony po brzegi z sarkazmem.
Parsknęłam czując nieposkromioną chęć zgodzenia się z nią.
Bo... no... ona ma rację. Kiedy wzięłam telefon od Grega i zaczęłam usuwać banner, usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Nareszcie - Greg mruknął pod nosem.
Wyskoczyłam z kanapy, chowając telefon do kieszeni i przechodząc z pokoju do holu.
Otworzyłam drzwi, aby zobaczyć Justina stojącego z rękami w kieszeniach szarych jeansów. Miał czarną skórzaną kurtkę na założoną na białą koszulę, która przedstawiała wyrzeźbiony ABS.
Nie mogłam się powstrzymać przed patrzeniem na jego brzuch, miałam chyba ślinotok jak jakaś idiotka, więc szybko odchrząknęłam i spojrzałam na niego.
-Cześć - Stwierdziłam niezręcznie.
Strzelił mi sugestywny uśmieszek.
-Hey - Odpowiedział w swoim chrapliwym seksownym głosem. Podszedł do mnie i owinął rękę wokół mojej talii delikatnie, oparł dłoń o moje biodro i przyciągnął mnie do siebie.
Szybko się odsunęłam, biorąc jego rękę ze mnie i chichocząc nerwowo.
-Spóźniłeś się. - stwierdziłam - Natasha i Greg są już tutaj.
Tylko wzruszył ramionami w 'Nie-obchodzi-mnie-to' sposób, unosząc brwi pytająco.
-Salon? - zapytał.
Zajęło mi chwilę, aby ogarnąć co dokładnie miał na myśli, ze względu na fakt, że byłam nieco zatracona w jego oczach.
Szybko przyniosłam się do życia i skinęłam głową.
-Tak. - Powiedziałam.
Strzelił do mnie jeden z jego nieodpartych uśmiechów (których, dodam, że nie normalnie - lub przynajmniej, nie robił przed rozpoczęciem naszego małego romansu) przed odwróceniem się i pójściem do salonu.
-Miło, że w końcu pojawiłeś się, Bieber. - Natasha splunęła gorzko w chwili, gdy zobaczyła Justina.
Poszłam za nim do pokoju, składając ręce razem i gryząc wargię kiedy patrzyłam jak Justin ją zignorował i usiadł na fotelu, na którym siedziałam wcześniej.
Usiadłam obok niego, chwytając moje rzeczy z dala od stolika i odchrząkając.
-Dobrze, dobrze... zaczynajmy.
Greg patrzył na Justina z lekko oburzonym wyrazem twarzy.
-Stary - powiedział. - Tutaj siedzi Mandy.
Justin spojrzał na niego z zdezorientowaniem.
-Zejdź - Greg rozkazał po chwili.
-Jest w porządku - stwierdziłam szybko, widząc zdenerwowanego Justina - Nie obchodzi mnie to w ogóle, w porządku.
Greg nadal patrzył na Justina z wyrazem czystej nienawiści.
-Poważnie, Bieber. - Powiedział po chwili. - Rusz dupę z tego krzesła.
-Greg - powiedziałam ostro. Patrzyłam na niego ostrzegawczo - To nie ma znaczenia! Poważnie, to nie jest wielka sprawa, to tylko pieprzone krzesło. Zostaw go w spokoju.
O co do cholery mu chodzi? Szczerze. Nawet nie narzekałam i patrzyłam zirytowana.
I nawet nie zauważyłam, że Justin usiadł na tym cholernym fotelu.
Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, gdzie siedziałam albo czy mam krzesło.
Dlaczego do cholery Greg czuje potrzebę, aby zrobić coś wielkiego i uczynić ten dzień niezręcznym?
Pokręciłam głową ze złością, czując nagłe uderzenie Grega.
Niezwykle mocne.
-Stary - Justin zaczął spokojnie. - Masz jakiś kurwa problem? Jak Mandy powiedziała, to kurwa krzesło.
Dziękuję za werbalizowanie moich myśli, Justin.
Greg tylko zacisnął zęby z zirytowanym wyrazem twarzy.
-Daj Mandy ten fotel z powrotem - Splunął.
-Greg.To nie ma znaczenia. - Spojrzałam na niego, jakbym chciała powiedzieć: Poważnie?
On tylko wzruszył ramionami na mnie.
-Przykro mi, ale ten kurwa kutas wkurza mnie.
-Więc będziesz dla niego dupkiem za krzesło? - zapytałam chłodno.
-Dlaczego, do diabła jesteś po jego stronie? - Greg syknął, mrużąc oczy z niedowierzaniem i stukając palcem w kierunku, w którym Justin siedział.
-Nie jestem po jego stronie, po prostu staram się, żebyś nie wyszedł na idiotę - odpaliłam.
Greg spojrzał nieco zaskoczony na mnie.
Wtedy zauważyłam twarze Nataszy i Justina, którzy obserwowali kłótnię.
Natasha siedziała tam w szoku, patrząc nieco zaskoczona.
Justin też wyglądała nieco zaskoczonego, ale miał też najmniejszy ślad rozbawienia wyryty na jego twarzy.
Westchnęłam, kręcąc głową.
-Popatrz, po prostu... zaczynajmy. - mruknęłam, otwierając segregatory i przerzucając strony głośno.
Ale to był jeden z tych momentów, w którym wszystko miało być niezręczne, niezależnie od tego, co kto zrobił.
Greg patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, zanim odwrócił się do swoich segregatorów, patrząc na Justina.
Przewróciłam oczami.
Powinien przestań zachowywać się jak dziecko.
Poważnie.
-Więc co dokładnie mamy zrobić w tej części projektu? - zapytałam, z najmniejszym śladem zarówno goryczy i zniecierpliwienia w głosie.
-Mamy podsumować sposoby wpływu na poszczególne nośniki społeczeństwa i kultury. Mamy położyć nacisk na sposób, w jaki media wpływają zarówno na kulturę Kanady jako pojedynczego kraju i świata jako całości.-Natasha odpowiedziała, mówiąc po raz pierwszy w kilka minut. Przeniosła jej grzywkę za ucho, kiedy czytała z beżowego arkusza przez nią.
Justin i ja jęknęliśmy.
Następnie odwróciliśmy się i spojrzeliśmy na siebie w tym samym czasie.
Niezręcznie.
Najwyraźniej Justin nie czuł tego samego, bo po prostu uśmiechnął się do mnie dyskretnie.
-Więc... -zaczęłam - Gdzie powinniśmy zacząć?
-Dlaczego nie zacząć od stwierdzenia, jak - głos Nataszy przerwał dźwięk telefonu Justina.
Z grymasem wyciągnął swój telefon z kieszeni, patrząc na ekran.
-Muszę to odebrać, mój menadżer dzwoni. - Stwierdził, patrząc na mnie.
-Dobrze. - Odpowiedziałam.
-Sorry - Stwierdził. - Zabije mnie, jeżeli nie odbiorę - zerkając na mnie, wstał, spiesząc do drugiego pokoju i przyciskając jego telefon do ucha.
Słyszałam, jak mówił "Halo?", gdy szedł do kuchni, zanim odwróciłam się do Nataszy i Grega.
Natasha wyglądała na nieco niespokojną, Greg miał ręce skrzyżowane, a jego twarz była jasno czerwona.
-Co?-warknęłam, patrząc na niego.
Jego spojrzenie było na mnie i mogłam zobaczyć gniew wyryty na jego twarzy.
-To jest niegrzeczne. Staramy się pracować nad tym cholernym projektem. Nic dziwnego, że nigdy nic nie robi, gdy pracujesz za niego, wstaje i odchodzi, aby odebrać cholerny telefon za każdym razem kiedy dzwoni.-Pokręcił głową z niesmakiem.
Byłam tak zaskoczona, że jest to niepokojące.
Nigdy nie widziałam tej strony Grega. Greg był zwykle taki słodki i opiekuńczy. Dlaczego, do diabła, nagle był złośliwy?
-Powiedział, że to jego menadżer. - Odpowiedziałam tępo.
Greg zadrwił.
-Tak?
-Greg - stwierdziłam, śmiesznie poruszona - W przeciwieństwie do każdego z nas, on robi karierę.
-Masz pracę.-Greg zauważył, wskazując na mnie.
-Tak, ale nie jako światowej sławy gwiazda muzyki pop. - Odpowiedziałam, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. - Jestem szczęśliwa, że ma czas na pracę.
-Nie musiał odebrać jego telefonu w czasie naszej sesji - Greg stwierdził. - To jest po prostu niegrzeczne.
-Nawet nie zaczęliśmy! Powiedział, że jest mu przykro, Greg! On ma zobowiązania, on nie jest normalnym dzieckiem, jak reszta z nas! To był jego menadżer, myślisz że oddzwoni? Co by było jeśli chodziło by o coś ważnego?
Greg tylko skrzyżował ramiona i potrząsnął głową, patrząc z niezadowoleniem.
Natasha odchrząknęła cicho.
-Eee... może powinniśmy po prostu zacząć projekt. Justin będzie z powrotem w sekundę.
-Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego jesteś nagle po jego stronie - Greg stwierdził głosem, ignorując Natashę i patrząc na mnie. - On jest wrogiem tutaj. Myślałem, że go nienawidzimy. Myślałem, że go nienawidzisz!
-Nigdy nie powiedziałam, że nie - Odpowiedziałam spokojnie.
.... Ja nie.
Nie kocham go, czy naprawdę go lubiłam, ale na pewno nie cierpię go.
To znaczy, lubiłam go na tyle, aby całować się z nim więcej niż jeden raz za plecami mojego chłopaka.
...To przyprawia mnie o mdłości.
-Ale ja tylko staram się być rozsądną tutaj i dać mu trochę luzu. On jest dupkiem, tak, ale ... bądź wdzięczny, że postanowił pokazać się tutaj w ogóle. - powiedziałam, wzruszając ramionami.
Muszę przyznać, że byłam całkiem zadowolona z siebie i sposobu w jakim byłam w stanie ogarnąć to wszystko tak spokojnie.
Tak, miałam zamiar wysadzić Grega w powietrze kilka razy, ale nie pozwoliłam mojemu wewnętrznemu poczuciu winy i zamieszaniu, przejąć nade mną kontroli, żebym zrobiła coś zupełnie nieudanego lub całkowicie nieracjonalnego.
Greg przewrócił oczami, krzywiąc się.
-Tak, chyba masz rację. - Mruknął pod nosem.
Westchnęłam, patrząc na moją pracę i czując ogromny ból głowy.
Szczerze mówiąc nie chce tego robić.
Zatrzymana z Justinem, Gregiem i Natashą na najbliższe godziny w tym samym pokoju, próbując pracować nad projektem.
Tortura.
Czyste. Piekło.
Kiedy siedziałam tam, pławiąc się w mojej pracy i chcąc być gdzieś indziej, Justin wszedł do pokoju, patrząc na jego telefon.
Ledwie przekroczył próg, kiedy zatrzymał się i spojrzał w górę.
Wszyscy patrzyli na niego.
-Hej Mandy - powiedział - Czy mogę z tobą porozmawiać?
Zmarszczyłam brwi lekko.
Um ... dobrze?
O czym chciał ze mną porozmawiać?
-Jasne ...-zamarłam.
Odwrócił się i ruszył z powrotem z pokoju, idąc w stronę kuchni, gdzie odszedł przed chwilą, żeby odebrać telefon.
Gdy wstałam z kanapy, ujrzałam Grega kręcącego głową z goryczą.
I wtedy spotkałam spojrzenie Nataszy, które mówiło "Czego on chce?"
Wzruszyłam ramionami, nie mając bladego pojęcia jak wyglądałam, zanim odwróciłam się i wyszłam z pokoju za Justinem.
-Zaraz będę z powrotem. - mruknęłam pod nosem.
Natasha i Greg kiwnęli głowami, zanurzając się w swoich arkuszach.
Mój umysł pozytywnie zasypany myślami. Rozejrzałam się po pokojach z roztargnieniem, kiedy szłam z salonu, przez hol i do kuchni, zamykając za sobą drzwi.
Justin stał na środku, marszcząc brwi i trzymając telefon w ręku, prawdopodobnie pisał sms'a.
Jego oczy natychmiast powędrowały w górę, skupiając się na mnie.
Uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Hey - Stwierdził. Zablokował jego telefon i wsunął go do tylnej kieszeni dżinsów.
-Co jest? - zapytałam.
-Co jest, co? - odpowiedział, marszcząc brwi bardzo nieznacznie.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać? - Zapytałam, zaczynając czuć się poirytowana i lekko zniecierpliwiona.
Uśmiechnął się ponownie.
-Och - Stwierdził, patrząc rozbawiony. Wzruszył ramionami. - Nic.
Zmarszczyłam brwi.
Co do cholery?
-Nic? - powtórzyłam - Więc dlaczego-
Przerwał mi, kiedy podszedł, chwycił mnie w pasie i przywarł swoimi wargami do mnie, całując mnie ostro.
Automatycznie oddałam pocałunek, nie będąc do końca pewna, co się dzieje.
Rozłączyliśmy się po chwili, oddychając ciężko.
Patrzyłam na niego z nieco dzikim wyrazem twarzy.
-Chciałem tylko to zrobić - odpowiedział, wzruszając ramionami.
Jego ręka wciąż była owinięta wokół mojej talii.
Bez słowa, zamknął oczy i pochylił się znowu, wplątał wolną rękę w moje włosy i pocałował mnie mocno.
Moje ręce udały się do jego szyi, stałam na moich palcach, aby mieć lepszy dostęp do niego, całując go namiętnie.
Czy kiedykolwiek wspomniałam, jak dobrze pachnie?
Przysięgam.
Jest cholernie dobry w całowaniu.
Lepszy niż Greg.
Tak.
Smutne, ale prawdziwe.
Boże, Mandy, przestań!
Przestań porównywać Justina do swojego chłopaka, gdy całujesz się z nim! To tylko sprawia, że wszystko jest milion razy gorsze.
Skupiłam swoją uwagę z powrotem na Justinie, otwierając usta, kiedy pchnął jego język do środka. Udał się następnie z powrotem do mnie, prowadząc mnie na ścianę.
Przechylił głowę na bok i pocałował mnie namiętnie, trzymając mnie w pasie.
Moje dłonie powędrowały na jego twarz, trzymając ją delikatnie i wciskając się bliżej niego.
A potem, nagle, wizerunki Nataszy, Grega, i dziwnych starych kobiet kiwających palcem na mnie z wyrzutem przyszły przez mój umysł i oderwałam się od Justina, trzymając jego twarz w dłoniach i wpatrując się w niego z lękiem, z rozszerzonymi oczami.
Zachichotał. - Co? - Zapytał.
-Zwariowałeś? - syknęłam, puszczając go i kręcąc się w jego uścisku. Szybko schowałam kosmyk moich włosów za ucho.
Justin po prostu patrzył na mnie.
-Justin, - powiedziałam. - Moja najlepsza przyjaciółka i chłopak są w drugim pokoju! Tuż obok nas! - syknęłam, pokazując palcem przez ramię w stronę drzwi do kuchni, które doprowadziły w kierunku salonu. - Nie możemy tego robić!
Justin wzruszył ramionami, uśmiechając się.
-Dlaczego nie?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Jesteś głupi? - szepnęłam - Nie możesz posłuchać tego co mówię? Nie możemy po prostu... - wskazałam dziko między nami - Robić tego.
-Co? Całować się? - Justin stwierdził głośno, uśmiechając się.
Wyciągnęłam rękę i przyłożyłam do jego ust. - Zamknij się! - powiedziałam. - Przysięgam na Boga, jeżeli jedno z nich słyszało że-
-Oni mnie nie usłyszeli - Justin powiedział rozdrażniony, biorąc moją rękę z jego ust.
Skrzyżowałam ramiona i spojrzałam na niego.
Uśmiechnął się.
-Dlaczego tak się boisz, Nash?
-Bo nie chcę, żeby się dowiedzieli.
Wzruszył ramionami.
-Jak do diabła życie miałoby być zabawne, gdyby nie było jakiegoś ryzyka?
-Jestem gotowa zaryzykować i się dowiedzieć. - odpowiedziałam sucho.
Justin zaśmiał się, kręcąc głową i uśmiechając się.
-Kogo to obchodzi, jeśli się dowiedzą? Oboje są spiętymi sukami, tak.
-Zależy mi. - Odpowiedziałam. - Jak powiedziałam, to mój chłopak i najlepsza przyjaciółka!
-Tak, oczywiście nie dbasz o swojego chłopaka tak bardzo jeśli całujesz się ze mną. - Justin odpowiedział szybko, wskazując między nami. - I - parsknął. - No cóż, to nie do końca wygląda tak, jakby wszystko było dobrze między wami kiedy się kłóciliście - Uśmiechnął się. - Co się stało? Kłopoty w raju?
-Tak, - mruknęłam. - Kłopot o nazwie "ty"
Justin uśmiechnął.
-No cóż, muszę przyznać. Pochlebia mi, że trzymasz moją stronę. Biorąc pod uwagę, że mnie nienawidzisz i to wszystko. - Jego uśmiech był jeszcze szerszy, szybko zmienił się w bezczelny uśmiech.
Wywróciłam oczami.
-To jest po prostu głupi pomysł, aby to robić, gdy siedzisz kilka metrów ode mnie. - Powiedziałam. - Mamy zamiar dać się złapać.
Wzruszył ramionami.
-Nie widzą nas wszędzie. - Powiedział po prostu.
-To dlatego, że drzwi są zamknięte. - odpowiedziałam sucho.
Uśmiechnął się.
-Dokładnie tak.
A potem pochylił się i pocałował mnie ponownie.
Czując się nieco zirytowana, ale przytłoczona jego dziwną zdolnością pozbycia się moich myśli i zdrowego rozsądku, pocałowałam go, pozwalając mu wcisnąć mnie ponownie w ścianę.
Pociągnęłam go za włosy lekko, czując ich miękkość.
Otworzył usta, włożyłam do nich język, badając jego usta i czując jego wspaniały smak.
Zaciągnęłam się jego zapachem, przechylając głowę na bok i stając się stopniowo coraz bardziej zatracona w pocałunku.
Nagle usłyszałam odgłos zbliżających się kroków i głos Nataszy.
-Mandy?
Justin i od razu zerwaliśmy się, stając w znacznej odległości od siebie.
Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa.
Pospiesznie poprawiłam koszulkę i moje włosy, wycierając usta i próbując odzyskać oddech.
Zaledwie kilka sekund później drzwi do kuchni otworzyły się i Natasha weszła, patrząc ciekawie.
-Tu jesteś... - Urwała. Jej oczy biegały tam i z powrotem, między Justin i mną - Czy wszystko w porządku?
-Tak - Zapewniłam ją natychmiast. - Wszystko jest w porządku. Justin po prostu potrzebował porozmawiać ze mną o tym, kiedy wyjedzie z miasta i takie tam.
-To po to mój menedżer dzwoni. - Justin dodał.
Świadomie przesunęłam ręką po włosach, a następnie uśmiechnęłam się nerwowo do Natashy. Moje serce waliło w mojej klatce piersiowej i czułam uchodzące emocje z mojego ciała.
Uśmiechnęła się do mnie.
-Dobrze, dobrze ... gotowi by wrócić do pracy?
Justin i ja skinęliśmy głową w zgodzie.
A potem, nie patrząc na siebie i uważając, aby nie iść zbyt blisko siebie, poszliśmy za Natashą z kuchni z powrotem do salonu.
Uśmiechnęłam się nerwowo do Grega, bardziej wyglądało to jak grymas, usiadłam na jednym z krzeseł, sięgając do przodu i chwytając moje książki stoliku, odchrząkając.
Moje oczy powędrowały na bok, zatapiając się w spojrzeniu Justina, który dyskretnie patrzył się na mnie.
Uśmiechnął się do mnie.
Czułam się instynktownie uśmiecham się lekko, ale odwróciłam się, nie chcąc robić niczego, co wygląda podejrzanie dla Grega i Natashy i ujawnić to, co Justin i ja naprawdę robiliśmy..
Czułam przypływ adrenaliny w moich żyłach, kiedy siedziałam tam i studiowałam notatki, pogrążona w myślach o tym, co się właśnie stało.
Oczywiście, to było spontaniczne, ekscytujące i nowe.
Ale to było również ryzykowne, nieodpowiedzialne, niewierne, i - przede wszystkim - po prostu głupie.
Jeśli Natasha nie powiedziałaby mojego imienia albo gdyby weszła w zaledwie kilka sekund wcześniej, najprawdopodobniej widziałaby mnie i Justina.
I to byłby - co najmniej - straszne.
Wiedziałam, że tu i teraz, że jeśli miałam zamiar dalej robić to... z Justinem, to będziemy musieli być o wiele bardziej ostrożniejsi.
******************
-Pa - zawołałam, machając do Nataszy i uśmiechając się.
Po nieznośnie długich, niezręcznych i bolesnych trzech i pół godzinach, nasza mała sesja się skończyła.
Justin wyszedł już, spiesząc się w celu spotkania się z Chazem (najbardziej prawdopodobne było to, żeby przygotować się na jakąś imprezę).
Natasha wyszła wkrótce po nim. Miał wrócić i spotkać się z Gregiem i mną później, kiedy wyjdziemy wieczorem.
Tak, zostałam tylko ja i Greg.
Zamknęłam drzwi za Nataszą, biorąc głęboki oddech i wypuszczając go, czując stres i niepokój.
Odwróciłam się od drzwi, by wrócić do pokoju, aby znaleźć Grega, gdy zobaczyłam, że stoi kilka metrów dalej z skrzyżowanymi rękami.
-Oh, hej. - powiedziałam, uśmiechając się do niego serdecznie.
Po tym jak zirytowana byłam wcześniej, nie mogłam się powstrzymać, ale czułam się szczęśliwa, widząc go i wiedząc, że zostaliśmy tylko we dwoje.
Wreszcie.
Bez Bieberaa odciągającego mnie.
Bez Natashy, która powodowała zakłopotanie lub powikłanie.
Tylko Greg i ja.
:)
Greg miał jednak nieco poważny wyraz twarzy i na pewno nie czuł tego samego co ja.
Widząc to, zmarszczyłam brwi lekko.
-Co jest?- zapytałam.
-Musimy porozmawiać - odpowiedział, patrząc na mnie, jakby widział w moją duszę.
Czułam, że moje całe ciało jest napięte.
Przełknęłam ślinę.
____________________________
Rozdział przetłumaczony przez @IM_PURPLE_NINJA
Następny rozdział za 6 dni i pojawi się na stronie do godziny 22.00
Zapraszamy na naszego twittera @DarkBluePL
i wattpada http://www.wattpad.com/55733838-dark-blue
Jeśli nie komentujecie a czytacie proszę napiszcie chciaż na tt ważą opinię dodając #DarkBluePL do waszego tweetu :)
Odwzajemniłam uśmiech.
-Hej. - Odpowiedziałam.
Pochylił się i mocno pocałował mnie w usta, a odsuwając się, uśmiechnął się do mnie.
Zamknęłam drzwi za nim i odwróciłam się twarzą do niego.
-Um ... Natasha już jest, siedzi w salonie. - Powiedziałam - Czekamy tylko na Justina.
Greg przewrócił oczami.
-Oczywiście. - Mruknął.
Nerwowo zachichotałam, zanim odchrząknęłam. Dźgnęłam palcem jego ramię.
-Chodźmy znaleźć Tashę.
Greg pokiwał głową.
-W porządku. - odpowiedział.
Następnie poszedł za mną przez hol, do salonu, gdzie Natasha obecnie wylegiwania się na jednej z kanap. Zmarszczyła brwi kiedy oglądała beżowy arkusz, który trzymała w rękach.
Spojrzała na nas kiedy weszliśmy i uśmiechnęła się.
-Hej! - powiedziała, przerzucając jej długie blond loki na ramię.
Greg posłał jej uśmiech
-Hey Natasha - Stwierdził.
-Gotowi? - Spytała, krzyżując nogi i usiadła prosto na kanapie.
-Musimy poczekać na Justina.- powiedziałam, marszcząc brwi.
Natasha i Greg przewrócili oczami.
-Możemy zacząć bez niego. - Natasha stwierdziła, machając ręką lekceważąco. - I tak nie będzie za wiele pomagał - mruknęła półgłosem.
Miała rację.
-Prawda - westchnęłam, siadając na jednym z skórzanych foteli, zgrupowanych wokół dużego stoliku, który stał po środku pokoju - Ale - zaczęłam po chwil. - On jest moim partnerem, więc wolę żeby był tutaj. Wy nie potrzebujecie go od czasu kiedy jesteście partnerami, ale wolałabym żeby tutaj był, gdy zaczynamy wszystko, więc nie muszę tłumaczyć sobie dwadzieścia razy.
Greg prychnął.
Spojrzałam na niego dziwnie.
Wzruszył ramionami.
-Ten dzieciak to głupek. Prawdopodobnie będziesz musiała pytać czy zrozumiał dwadzieścia razy - Parsknął ponownie. - Jak to jest, nawet jeśli czekaliśmy na niego przed rozpoczęciem, to będzie trwać, zanim coś załapie.
Natasha parsknęła śmiechem.
Nie mogłam się powstrzymać, ale poczułam nagłe ukłucie irytacji, przez to w jaki sposób moi przyjaciele się zachowywali.
...Dobrze, więc może byłam obłudna, biorąc pod uwagę to, że kilka tygodni temu, miałam dokładnie takie samo zdanie (drwiłam z poziomu inteligencji Justina), ale przez tą nową rzecz z nim, zmieniłam to. Widziałam, że on na pewno nie był idiotą, w przeciwieństwie do niektórych z jego przyjaciół *kaszel kaszel * CHAZ SOMERS *kaszel kaszel *. W rzeczywistości może on być bardzo mądry, gdy tylko chciał być.
To była tylko kwestia tego, że nie chciał pokazać tej strony.
Przypuszczam jednak, że to jedna z jego stron (i rzeczy o nim), o której nie wszyscy wiedzieli.
I wciąż nie mogę przeboleć faktu, że chłopak jego mamy uderzył go.
Justin był nadużywany.
Nie mogłam nic zrobić.
To znaczy, Justin zrobił postęp, mówiąc mamie o tym, ale oczywiście go nie słuchała.
Po prostu trudno mi uwierzyć, że matka zaniedbuje to, co jej syn mówił o kimś z kim się spotyka, kiedy doszło do poważnych spraw takich jak fizyczne znęcanie się i przemoc.
Może Justin po prostu nie postarał się, aby powiedzieć jej o tym. Może nie był nieugięty.
Nie wiem dlaczego do cholery nie był, ale myślę, że każdy może się zgodzić, że Bieber to dziwne dziecko...
Ale muszę przyznać, widząc go z tym podbitym okiem codziennie i wiedząc, że jestem jedyną osobą, która zna prawdziwą przyczynę (oprócz idioty który mu to zrobił) jest lekko ... przerażające.
Szkoda, że nie mogłam nic zrobić.
Nie chciałbym, aby zobaczyć Franka raniącego go ponownie...
Nie pytaj mnie, skąd do cholery te wszystkie szalone ochronne uczucia troski o Justina pochodzą.
Tak, jestem w jakimś dziwnym tajnym romansie z nim.
Ale to w żaden sposób nie oznacza, że jestem nagle w nim zakochana i naprawdę dbam o niego.
On po prostu jest do obściskiwania się.
Wracając do tematu.
Naprawdę nie sądzę, że jest coś, co mogę zrobić. To znaczy, nie mogę podejść do Pattie i powiedzieć:
"Cześć Pattie, wiem, że nie znasz mnie bardzo dobrze, ale jestem przyjaciółką twojego syna o numerze pięćset siedemdziesiąt dwa przecinek trzy w okresie i muszę powiedzieć... Twój psycho chłopak którego nigdy nie spotkałam w całym moim życiu, obił Justinowi twarz w ostatni weekend, i to jest powód dlaczego ma podbite oko. Justin mówi, że próbował powiedzieć ci, ale biorąc pod uwagę jego doświadczenie i zgodnie z tajnymi uczuciami Justina, nie zawsze go słuchasz, więc jest zrozumiałe, dlaczego nie uwierzyłaś mu. Ale tak naprawdę powinnaś i to może być dobry pomysł, aby rzucić swojego chłopaka zanim zrobi coś gorszego jak gwałt na Justinie. Dzięki!"
Oh yeah. To byłoby po prostu cudowne.
Nie.
Pokręciłam głową, a następnie aby usunąć go ze swoich dziwnych myśli, wybrałam by spojrzeć w górę na Natashę i Grega, którzy badali ich notatki z zainteresowaniem.
Greg stukał nogą z zniecierpliwieniem.
Spojrzał w kierunku drzwi.
-Gdzie on jest? - Mruknął z irytacją.
Spojrzał na mnie wyczekująco, jakby myśląc, że chciałbym magicznie przekazać mu odpowiedź na to pytanie.
-Nie wiem. - Odpowiedziałam, wzruszając ramionami.
Mam ochotę przewrócić oczami.
Skąd do diabła, mam wiedzieć, gdzie jest Justin? To nie tak, że jestem jakimś czarodziejem, który mógł przewidzieć przyszłość, a także wiedzieć, gdzie każdy był w każdej chwili.
-No cóż, napisz do niego i powiedz mu żeby ruszył dupę! Im szybciej zaczniemy tym szybciej może wyjść-Greg mruknął.
Odetchnęłam z irytacją.
-Będzie tu, kiedy przyjdzie. To naprawdę nie zrobi różnicy kiedy przyjdzie kilka minut później - potrząsnęłam głową z irytacją.
Greg spojrzał na mnie z frustracją i nierozliczonym grymasem na jego twarzy.
-Tylko napisz do niego! - Powiedział.
-Nie - powiedziałam z irytacją.
-Dobrze. - Greg powiedział. - Ja to zrobię. - I bez słowa sięgnął do przodu i chwycił mój telefon ze stolika.
Tylko spojrzałam na niego.
I tak naprawdę nie obchodzi mnie to, że wziął mój telefon, bo nie miałam tam niczego czego nie mógłby zobaczyć.
Ale było to trochę niegrzeczne, że po prostu wziął go tak bez pytania.
Przewróciłam oczami, składając ręce z irytacją i odchylając się do tyłu na fotelu, kiedy kliknął przycisk.
Odblokował ekran i właśnie zacisnął kciuki, gdy wypuścił głośne parsknięcie.
Natychmiast spojrzałam na niego, unosząc brwi.
Natasha też spojrzała na niego z zainteresowaniem.
-"Kocham Justina"? - Greg zapytał sarkastycznie.
Poczułam że mój żołądek się skręca. Co do-?
Zeszłam z fotela i podbiegłam do Grega, wpatrując się w telefon z zmarszczonymi brwiami.
-Co?
Na przednim ekranie telefonu, wpisane jako banner były rzeczywiście słowa: kocham Justina
Natychmiast przewróciłam oczami, kiedy zdałam sobie sprawę, że musiał to zrobić kiedy zapisywał numer telefonu a ja tego nie zauważyłam.
-Och - Stwierdziłam. - On to zrobił - potrząsnęłam głową z irytacją.
Greg parsknął śmiechem.
-Co za dupek.
Natasha też wyglądała na całkiem rozbawioną.
-Nie to, że jest pewny siebie czy coś... - Urwała, a jej głos był wypełniony po brzegi z sarkazmem.
Parsknęłam czując nieposkromioną chęć zgodzenia się z nią.
Bo... no... ona ma rację. Kiedy wzięłam telefon od Grega i zaczęłam usuwać banner, usłyszałam dzwonek do drzwi.
-Nareszcie - Greg mruknął pod nosem.
Wyskoczyłam z kanapy, chowając telefon do kieszeni i przechodząc z pokoju do holu.
Otworzyłam drzwi, aby zobaczyć Justina stojącego z rękami w kieszeniach szarych jeansów. Miał czarną skórzaną kurtkę na założoną na białą koszulę, która przedstawiała wyrzeźbiony ABS.
Nie mogłam się powstrzymać przed patrzeniem na jego brzuch, miałam chyba ślinotok jak jakaś idiotka, więc szybko odchrząknęłam i spojrzałam na niego.
-Cześć - Stwierdziłam niezręcznie.
Strzelił mi sugestywny uśmieszek.
-Hey - Odpowiedział w swoim chrapliwym seksownym głosem. Podszedł do mnie i owinął rękę wokół mojej talii delikatnie, oparł dłoń o moje biodro i przyciągnął mnie do siebie.
Szybko się odsunęłam, biorąc jego rękę ze mnie i chichocząc nerwowo.
-Spóźniłeś się. - stwierdziłam - Natasha i Greg są już tutaj.
Tylko wzruszył ramionami w 'Nie-obchodzi-mnie-to' sposób, unosząc brwi pytająco.
-Salon? - zapytał.
Zajęło mi chwilę, aby ogarnąć co dokładnie miał na myśli, ze względu na fakt, że byłam nieco zatracona w jego oczach.
Szybko przyniosłam się do życia i skinęłam głową.
-Tak. - Powiedziałam.
Strzelił do mnie jeden z jego nieodpartych uśmiechów (których, dodam, że nie normalnie - lub przynajmniej, nie robił przed rozpoczęciem naszego małego romansu) przed odwróceniem się i pójściem do salonu.
-Miło, że w końcu pojawiłeś się, Bieber. - Natasha splunęła gorzko w chwili, gdy zobaczyła Justina.
Poszłam za nim do pokoju, składając ręce razem i gryząc wargię kiedy patrzyłam jak Justin ją zignorował i usiadł na fotelu, na którym siedziałam wcześniej.
Usiadłam obok niego, chwytając moje rzeczy z dala od stolika i odchrząkając.
-Dobrze, dobrze... zaczynajmy.
Greg patrzył na Justina z lekko oburzonym wyrazem twarzy.
-Stary - powiedział. - Tutaj siedzi Mandy.
Justin spojrzał na niego z zdezorientowaniem.
-Zejdź - Greg rozkazał po chwili.
-Jest w porządku - stwierdziłam szybko, widząc zdenerwowanego Justina - Nie obchodzi mnie to w ogóle, w porządku.
Greg nadal patrzył na Justina z wyrazem czystej nienawiści.
-Poważnie, Bieber. - Powiedział po chwili. - Rusz dupę z tego krzesła.
-Greg - powiedziałam ostro. Patrzyłam na niego ostrzegawczo - To nie ma znaczenia! Poważnie, to nie jest wielka sprawa, to tylko pieprzone krzesło. Zostaw go w spokoju.
O co do cholery mu chodzi? Szczerze. Nawet nie narzekałam i patrzyłam zirytowana.
I nawet nie zauważyłam, że Justin usiadł na tym cholernym fotelu.
Szczerze mówiąc nie obchodzi mnie, gdzie siedziałam albo czy mam krzesło.
Dlaczego do cholery Greg czuje potrzebę, aby zrobić coś wielkiego i uczynić ten dzień niezręcznym?
Pokręciłam głową ze złością, czując nagłe uderzenie Grega.
Niezwykle mocne.
-Stary - Justin zaczął spokojnie. - Masz jakiś kurwa problem? Jak Mandy powiedziała, to kurwa krzesło.
Dziękuję za werbalizowanie moich myśli, Justin.
Greg tylko zacisnął zęby z zirytowanym wyrazem twarzy.
-Daj Mandy ten fotel z powrotem - Splunął.
-Greg.To nie ma znaczenia. - Spojrzałam na niego, jakbym chciała powiedzieć: Poważnie?
On tylko wzruszył ramionami na mnie.
-Przykro mi, ale ten kurwa kutas wkurza mnie.
-Więc będziesz dla niego dupkiem za krzesło? - zapytałam chłodno.
-Dlaczego, do diabła jesteś po jego stronie? - Greg syknął, mrużąc oczy z niedowierzaniem i stukając palcem w kierunku, w którym Justin siedział.
-Nie jestem po jego stronie, po prostu staram się, żebyś nie wyszedł na idiotę - odpaliłam.
Greg spojrzał nieco zaskoczony na mnie.
Wtedy zauważyłam twarze Nataszy i Justina, którzy obserwowali kłótnię.
Natasha siedziała tam w szoku, patrząc nieco zaskoczona.
Justin też wyglądała nieco zaskoczonego, ale miał też najmniejszy ślad rozbawienia wyryty na jego twarzy.
Westchnęłam, kręcąc głową.
-Popatrz, po prostu... zaczynajmy. - mruknęłam, otwierając segregatory i przerzucając strony głośno.
Ale to był jeden z tych momentów, w którym wszystko miało być niezręczne, niezależnie od tego, co kto zrobił.
Greg patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, zanim odwrócił się do swoich segregatorów, patrząc na Justina.
Przewróciłam oczami.
Powinien przestań zachowywać się jak dziecko.
Poważnie.
-Więc co dokładnie mamy zrobić w tej części projektu? - zapytałam, z najmniejszym śladem zarówno goryczy i zniecierpliwienia w głosie.
-Mamy podsumować sposoby wpływu na poszczególne nośniki społeczeństwa i kultury. Mamy położyć nacisk na sposób, w jaki media wpływają zarówno na kulturę Kanady jako pojedynczego kraju i świata jako całości.-Natasha odpowiedziała, mówiąc po raz pierwszy w kilka minut. Przeniosła jej grzywkę za ucho, kiedy czytała z beżowego arkusza przez nią.
Justin i ja jęknęliśmy.
Następnie odwróciliśmy się i spojrzeliśmy na siebie w tym samym czasie.
Niezręcznie.
Najwyraźniej Justin nie czuł tego samego, bo po prostu uśmiechnął się do mnie dyskretnie.
-Więc... -zaczęłam - Gdzie powinniśmy zacząć?
-Dlaczego nie zacząć od stwierdzenia, jak - głos Nataszy przerwał dźwięk telefonu Justina.
Z grymasem wyciągnął swój telefon z kieszeni, patrząc na ekran.
-Muszę to odebrać, mój menadżer dzwoni. - Stwierdził, patrząc na mnie.
-Dobrze. - Odpowiedziałam.
-Sorry - Stwierdził. - Zabije mnie, jeżeli nie odbiorę - zerkając na mnie, wstał, spiesząc do drugiego pokoju i przyciskając jego telefon do ucha.
Słyszałam, jak mówił "Halo?", gdy szedł do kuchni, zanim odwróciłam się do Nataszy i Grega.
Natasha wyglądała na nieco niespokojną, Greg miał ręce skrzyżowane, a jego twarz była jasno czerwona.
-Co?-warknęłam, patrząc na niego.
Jego spojrzenie było na mnie i mogłam zobaczyć gniew wyryty na jego twarzy.
-To jest niegrzeczne. Staramy się pracować nad tym cholernym projektem. Nic dziwnego, że nigdy nic nie robi, gdy pracujesz za niego, wstaje i odchodzi, aby odebrać cholerny telefon za każdym razem kiedy dzwoni.-Pokręcił głową z niesmakiem.
Byłam tak zaskoczona, że jest to niepokojące.
Nigdy nie widziałam tej strony Grega. Greg był zwykle taki słodki i opiekuńczy. Dlaczego, do diabła, nagle był złośliwy?
-Powiedział, że to jego menadżer. - Odpowiedziałam tępo.
Greg zadrwił.
-Tak?
-Greg - stwierdziłam, śmiesznie poruszona - W przeciwieństwie do każdego z nas, on robi karierę.
-Masz pracę.-Greg zauważył, wskazując na mnie.
-Tak, ale nie jako światowej sławy gwiazda muzyki pop. - Odpowiedziałam, wpatrując się w niego z niedowierzaniem. - Jestem szczęśliwa, że ma czas na pracę.
-Nie musiał odebrać jego telefonu w czasie naszej sesji - Greg stwierdził. - To jest po prostu niegrzeczne.
-Nawet nie zaczęliśmy! Powiedział, że jest mu przykro, Greg! On ma zobowiązania, on nie jest normalnym dzieckiem, jak reszta z nas! To był jego menadżer, myślisz że oddzwoni? Co by było jeśli chodziło by o coś ważnego?
Greg tylko skrzyżował ramiona i potrząsnął głową, patrząc z niezadowoleniem.
Natasha odchrząknęła cicho.
-Eee... może powinniśmy po prostu zacząć projekt. Justin będzie z powrotem w sekundę.
-Ja po prostu nie rozumiem, dlaczego jesteś nagle po jego stronie - Greg stwierdził głosem, ignorując Natashę i patrząc na mnie. - On jest wrogiem tutaj. Myślałem, że go nienawidzimy. Myślałem, że go nienawidzisz!
-Nigdy nie powiedziałam, że nie - Odpowiedziałam spokojnie.
.... Ja nie.
Nie kocham go, czy naprawdę go lubiłam, ale na pewno nie cierpię go.
To znaczy, lubiłam go na tyle, aby całować się z nim więcej niż jeden raz za plecami mojego chłopaka.
...To przyprawia mnie o mdłości.
-Ale ja tylko staram się być rozsądną tutaj i dać mu trochę luzu. On jest dupkiem, tak, ale ... bądź wdzięczny, że postanowił pokazać się tutaj w ogóle. - powiedziałam, wzruszając ramionami.
Muszę przyznać, że byłam całkiem zadowolona z siebie i sposobu w jakim byłam w stanie ogarnąć to wszystko tak spokojnie.
Tak, miałam zamiar wysadzić Grega w powietrze kilka razy, ale nie pozwoliłam mojemu wewnętrznemu poczuciu winy i zamieszaniu, przejąć nade mną kontroli, żebym zrobiła coś zupełnie nieudanego lub całkowicie nieracjonalnego.
Greg przewrócił oczami, krzywiąc się.
-Tak, chyba masz rację. - Mruknął pod nosem.
Westchnęłam, patrząc na moją pracę i czując ogromny ból głowy.
Szczerze mówiąc nie chce tego robić.
Zatrzymana z Justinem, Gregiem i Natashą na najbliższe godziny w tym samym pokoju, próbując pracować nad projektem.
Tortura.
Czyste. Piekło.
Kiedy siedziałam tam, pławiąc się w mojej pracy i chcąc być gdzieś indziej, Justin wszedł do pokoju, patrząc na jego telefon.
Ledwie przekroczył próg, kiedy zatrzymał się i spojrzał w górę.
Wszyscy patrzyli na niego.
-Hej Mandy - powiedział - Czy mogę z tobą porozmawiać?
Zmarszczyłam brwi lekko.
Um ... dobrze?
O czym chciał ze mną porozmawiać?
-Jasne ...-zamarłam.
Odwrócił się i ruszył z powrotem z pokoju, idąc w stronę kuchni, gdzie odszedł przed chwilą, żeby odebrać telefon.
Gdy wstałam z kanapy, ujrzałam Grega kręcącego głową z goryczą.
I wtedy spotkałam spojrzenie Nataszy, które mówiło "Czego on chce?"
Wzruszyłam ramionami, nie mając bladego pojęcia jak wyglądałam, zanim odwróciłam się i wyszłam z pokoju za Justinem.
-Zaraz będę z powrotem. - mruknęłam pod nosem.
Natasha i Greg kiwnęli głowami, zanurzając się w swoich arkuszach.
Mój umysł pozytywnie zasypany myślami. Rozejrzałam się po pokojach z roztargnieniem, kiedy szłam z salonu, przez hol i do kuchni, zamykając za sobą drzwi.
Justin stał na środku, marszcząc brwi i trzymając telefon w ręku, prawdopodobnie pisał sms'a.
Jego oczy natychmiast powędrowały w górę, skupiając się na mnie.
Uśmiech pojawił się na jego twarzy.
-Hey - Stwierdził. Zablokował jego telefon i wsunął go do tylnej kieszeni dżinsów.
-Co jest? - zapytałam.
-Co jest, co? - odpowiedział, marszcząc brwi bardzo nieznacznie.
-O czym chcesz ze mną porozmawiać? - Zapytałam, zaczynając czuć się poirytowana i lekko zniecierpliwiona.
Uśmiechnął się ponownie.
-Och - Stwierdził, patrząc rozbawiony. Wzruszył ramionami. - Nic.
Zmarszczyłam brwi.
Co do cholery?
-Nic? - powtórzyłam - Więc dlaczego-
Przerwał mi, kiedy podszedł, chwycił mnie w pasie i przywarł swoimi wargami do mnie, całując mnie ostro.
Automatycznie oddałam pocałunek, nie będąc do końca pewna, co się dzieje.
Rozłączyliśmy się po chwili, oddychając ciężko.
Patrzyłam na niego z nieco dzikim wyrazem twarzy.
-Chciałem tylko to zrobić - odpowiedział, wzruszając ramionami.
Jego ręka wciąż była owinięta wokół mojej talii.
Bez słowa, zamknął oczy i pochylił się znowu, wplątał wolną rękę w moje włosy i pocałował mnie mocno.
Moje ręce udały się do jego szyi, stałam na moich palcach, aby mieć lepszy dostęp do niego, całując go namiętnie.
Czy kiedykolwiek wspomniałam, jak dobrze pachnie?
Przysięgam.
Jest cholernie dobry w całowaniu.
Lepszy niż Greg.
Tak.
Smutne, ale prawdziwe.
Boże, Mandy, przestań!
Przestań porównywać Justina do swojego chłopaka, gdy całujesz się z nim! To tylko sprawia, że wszystko jest milion razy gorsze.
Skupiłam swoją uwagę z powrotem na Justinie, otwierając usta, kiedy pchnął jego język do środka. Udał się następnie z powrotem do mnie, prowadząc mnie na ścianę.
Przechylił głowę na bok i pocałował mnie namiętnie, trzymając mnie w pasie.
Moje dłonie powędrowały na jego twarz, trzymając ją delikatnie i wciskając się bliżej niego.
A potem, nagle, wizerunki Nataszy, Grega, i dziwnych starych kobiet kiwających palcem na mnie z wyrzutem przyszły przez mój umysł i oderwałam się od Justina, trzymając jego twarz w dłoniach i wpatrując się w niego z lękiem, z rozszerzonymi oczami.
Zachichotał. - Co? - Zapytał.
-Zwariowałeś? - syknęłam, puszczając go i kręcąc się w jego uścisku. Szybko schowałam kosmyk moich włosów za ucho.
Justin po prostu patrzył na mnie.
-Justin, - powiedziałam. - Moja najlepsza przyjaciółka i chłopak są w drugim pokoju! Tuż obok nas! - syknęłam, pokazując palcem przez ramię w stronę drzwi do kuchni, które doprowadziły w kierunku salonu. - Nie możemy tego robić!
Justin wzruszył ramionami, uśmiechając się.
-Dlaczego nie?
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Jesteś głupi? - szepnęłam - Nie możesz posłuchać tego co mówię? Nie możemy po prostu... - wskazałam dziko między nami - Robić tego.
-Co? Całować się? - Justin stwierdził głośno, uśmiechając się.
Wyciągnęłam rękę i przyłożyłam do jego ust. - Zamknij się! - powiedziałam. - Przysięgam na Boga, jeżeli jedno z nich słyszało że-
-Oni mnie nie usłyszeli - Justin powiedział rozdrażniony, biorąc moją rękę z jego ust.
Skrzyżowałam ramiona i spojrzałam na niego.
Uśmiechnął się.
-Dlaczego tak się boisz, Nash?
-Bo nie chcę, żeby się dowiedzieli.
Wzruszył ramionami.
-Jak do diabła życie miałoby być zabawne, gdyby nie było jakiegoś ryzyka?
-Jestem gotowa zaryzykować i się dowiedzieć. - odpowiedziałam sucho.
Justin zaśmiał się, kręcąc głową i uśmiechając się.
-Kogo to obchodzi, jeśli się dowiedzą? Oboje są spiętymi sukami, tak.
-Zależy mi. - Odpowiedziałam. - Jak powiedziałam, to mój chłopak i najlepsza przyjaciółka!
-Tak, oczywiście nie dbasz o swojego chłopaka tak bardzo jeśli całujesz się ze mną. - Justin odpowiedział szybko, wskazując między nami. - I - parsknął. - No cóż, to nie do końca wygląda tak, jakby wszystko było dobrze między wami kiedy się kłóciliście - Uśmiechnął się. - Co się stało? Kłopoty w raju?
-Tak, - mruknęłam. - Kłopot o nazwie "ty"
Justin uśmiechnął.
-No cóż, muszę przyznać. Pochlebia mi, że trzymasz moją stronę. Biorąc pod uwagę, że mnie nienawidzisz i to wszystko. - Jego uśmiech był jeszcze szerszy, szybko zmienił się w bezczelny uśmiech.
Wywróciłam oczami.
-To jest po prostu głupi pomysł, aby to robić, gdy siedzisz kilka metrów ode mnie. - Powiedziałam. - Mamy zamiar dać się złapać.
Wzruszył ramionami.
-Nie widzą nas wszędzie. - Powiedział po prostu.
-To dlatego, że drzwi są zamknięte. - odpowiedziałam sucho.
Uśmiechnął się.
-Dokładnie tak.
A potem pochylił się i pocałował mnie ponownie.
Czując się nieco zirytowana, ale przytłoczona jego dziwną zdolnością pozbycia się moich myśli i zdrowego rozsądku, pocałowałam go, pozwalając mu wcisnąć mnie ponownie w ścianę.
Pociągnęłam go za włosy lekko, czując ich miękkość.
Otworzył usta, włożyłam do nich język, badając jego usta i czując jego wspaniały smak.
Zaciągnęłam się jego zapachem, przechylając głowę na bok i stając się stopniowo coraz bardziej zatracona w pocałunku.
Nagle usłyszałam odgłos zbliżających się kroków i głos Nataszy.
-Mandy?
Justin i od razu zerwaliśmy się, stając w znacznej odległości od siebie.
Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa.
Pospiesznie poprawiłam koszulkę i moje włosy, wycierając usta i próbując odzyskać oddech.
Zaledwie kilka sekund później drzwi do kuchni otworzyły się i Natasha weszła, patrząc ciekawie.
-Tu jesteś... - Urwała. Jej oczy biegały tam i z powrotem, między Justin i mną - Czy wszystko w porządku?
-Tak - Zapewniłam ją natychmiast. - Wszystko jest w porządku. Justin po prostu potrzebował porozmawiać ze mną o tym, kiedy wyjedzie z miasta i takie tam.
-To po to mój menedżer dzwoni. - Justin dodał.
Świadomie przesunęłam ręką po włosach, a następnie uśmiechnęłam się nerwowo do Natashy. Moje serce waliło w mojej klatce piersiowej i czułam uchodzące emocje z mojego ciała.
Uśmiechnęła się do mnie.
-Dobrze, dobrze ... gotowi by wrócić do pracy?
Justin i ja skinęliśmy głową w zgodzie.
A potem, nie patrząc na siebie i uważając, aby nie iść zbyt blisko siebie, poszliśmy za Natashą z kuchni z powrotem do salonu.
Uśmiechnęłam się nerwowo do Grega, bardziej wyglądało to jak grymas, usiadłam na jednym z krzeseł, sięgając do przodu i chwytając moje książki stoliku, odchrząkając.
Moje oczy powędrowały na bok, zatapiając się w spojrzeniu Justina, który dyskretnie patrzył się na mnie.
Uśmiechnął się do mnie.
Czułam się instynktownie uśmiecham się lekko, ale odwróciłam się, nie chcąc robić niczego, co wygląda podejrzanie dla Grega i Natashy i ujawnić to, co Justin i ja naprawdę robiliśmy..
Czułam przypływ adrenaliny w moich żyłach, kiedy siedziałam tam i studiowałam notatki, pogrążona w myślach o tym, co się właśnie stało.
Oczywiście, to było spontaniczne, ekscytujące i nowe.
Ale to było również ryzykowne, nieodpowiedzialne, niewierne, i - przede wszystkim - po prostu głupie.
Jeśli Natasha nie powiedziałaby mojego imienia albo gdyby weszła w zaledwie kilka sekund wcześniej, najprawdopodobniej widziałaby mnie i Justina.
I to byłby - co najmniej - straszne.
Wiedziałam, że tu i teraz, że jeśli miałam zamiar dalej robić to... z Justinem, to będziemy musieli być o wiele bardziej ostrożniejsi.
******************
-Pa - zawołałam, machając do Nataszy i uśmiechając się.
Po nieznośnie długich, niezręcznych i bolesnych trzech i pół godzinach, nasza mała sesja się skończyła.
Justin wyszedł już, spiesząc się w celu spotkania się z Chazem (najbardziej prawdopodobne było to, żeby przygotować się na jakąś imprezę).
Natasha wyszła wkrótce po nim. Miał wrócić i spotkać się z Gregiem i mną później, kiedy wyjdziemy wieczorem.
Tak, zostałam tylko ja i Greg.
Zamknęłam drzwi za Nataszą, biorąc głęboki oddech i wypuszczając go, czując stres i niepokój.
Odwróciłam się od drzwi, by wrócić do pokoju, aby znaleźć Grega, gdy zobaczyłam, że stoi kilka metrów dalej z skrzyżowanymi rękami.
-Oh, hej. - powiedziałam, uśmiechając się do niego serdecznie.
Po tym jak zirytowana byłam wcześniej, nie mogłam się powstrzymać, ale czułam się szczęśliwa, widząc go i wiedząc, że zostaliśmy tylko we dwoje.
Wreszcie.
Bez Bieberaa odciągającego mnie.
Bez Natashy, która powodowała zakłopotanie lub powikłanie.
Tylko Greg i ja.
:)
Greg miał jednak nieco poważny wyraz twarzy i na pewno nie czuł tego samego co ja.
Widząc to, zmarszczyłam brwi lekko.
-Co jest?- zapytałam.
-Musimy porozmawiać - odpowiedział, patrząc na mnie, jakby widział w moją duszę.
Czułam, że moje całe ciało jest napięte.
Przełknęłam ślinę.
____________________________
Rozdział przetłumaczony przez @IM_PURPLE_NINJA
Następny rozdział za 6 dni i pojawi się na stronie do godziny 22.00
Zapraszamy na naszego twittera @DarkBluePL
i wattpada http://www.wattpad.com/55733838-dark-blue
Jeśli nie komentujecie a czytacie proszę napiszcie chciaż na tt ważą opinię dodając #DarkBluePL do waszego tweetu :)
sobota, 21 czerwca 2014
Chapter Thirteen: To-Be-Determined
Mam romans z Justinem Bieberem.
Gdyby ktoś powiedział mi miesiąc temu, że pewnego dnia powiem te słowa i pomyślę o nich, stwierdziłabym, że jest na haju i powinien jak najszybciej udać się do zakładu.
Serio.
Nigdy nie myślałam, że nawet za milion lat znajdę się w takiej sytuacji.
I szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego się na to zgodziłam. Mówiłam wielokrotnie Justinowi, że mam chłopaka.
Doskonały ładny, miły, szczery, prawdziwy, wspaniały chłopak. Który w żaden sposób nie przypomina Justina Biebera.....
Czy mogę się na to zgodzić, bo ja (ośmielę się to powiedzieć)..... lubię Biebera?
Oczywiście, uczucia, którymi go darzę zmieniły się podczas minionych tygodni i kiedy pracowaliśmy nad projektem, ale czy zmieniły się do tego punktu gdzie ja, ja ...go lubię?
Przyznaję. Nie nienawidzę go.
I tak. Pociągam go. W znacznym stopniu. (Ale tak naprawdę-kto nie?)....
Ale czy moje uczucia do niego są uzasadnione?
Nie mam pojęcia.
Wszystko co wiem to to, że zostałam wciągnięta w sytuację, w której nigdy siebie nie wyobrażałam i naprawdę nie ma odwrotu.
Przynajmniej Justin miał rację, kiedy powiedział, że nikt nie musi wiedzieć.
Miał rację - moi przyjaciele nienawidzili go i jego przyjaciele nienawidzą mnie. Nie było mowy, żebyśmy mieli do czynienia z którymś z nich poza szkołą. Justin i ja mogliśmy spotykać się bez ukrywania się od kiedy byliśmy partnerami w tym głupim projekcie.
I wszystko byłoby w porządku, dziękuje bardzo.
Ale wciąż czułam się ogromnie winna.
Co jeśli Greg kiedykolwiek by się dowiedział? Byłby załamany, co z kolei złamało by mi serce.
To było wtedy kiedy przyrzekłam sobie: nie pozwolę, żeby Greg dowiedział się o tym jeżeli to ostatnia rzecz jaką zrobiłam.
Teraz, nawet nie wiem czy ta rzecz z Justinem jest warta zaangażowania.
Czy jesteśmy flirtującymi kumplami? Przyjaciółmi z korzyściami? Obściskującymi się kolegami? Całującymi się kumplami? Przytulającymi się kumplami? Czułymi znajomymi? Przytulnymi towarzyszami? ...
Dobra, tutaj się zatrzymam.
Ale chodzi mi o to, że nie wiem kim dokładnie jesteśmy.
Wydaje się, że to po prostu ma być jakiś dziwny sekret, ale mogę powiedzieć, że ma potencjał, aby być czymś więcej.
Jak ..... emocjonalnie.
Mamy już ustalony emocjonalny związek i na pewno są pewne rzeczy, o których wiem tylko ja. (I vice versa).
Pytanie.... co do cholery z tego wyjdzie?
Potrząsnęłam głową, zgadzając się ze sobą, że po prostu chciałabym zostawić siebie tonącą w pomyłce, poprawiłam moją torbę i ruszyłam korytarzem, gorączkowo próbując wymyślić jakiś pretekst dla nauczyciela, dlaczego spóźniłam się na lekcje ponad pół godziny.
Biorąc pod uwagę, że to mój pierwszy raz, pomyślałam, że najbardziej logicznie będzie kłamać i mówić, że zaspałam.
Oczywiście, niektórzy z moich kolegów widzieli mnie już dzisiaj i rozmawiali ze mną, ale nie byli tacy źli, żeby mnie wydać.
(Plus.. bycie pupilkiem pomagało praktycznie w każdej klasie. Nauczyciele są skłonni wierzyć mi niż komu innemu, a nawet gdybym się spóźniła, czcili by ziemie po której chodziłam)
Otworzyłam drzwi do klasy, z nerwowym wyrazem twarzy, przygryzając lekko wargę.
-Tak Sinus x byłaby równa - Moja nauczycielka, pani Oleson, przerwała, gdy zobaczyła otwarte drzwi.
-Cześć Mandy - Stwierdziła, dając mi ciepły uśmiech.
Uśmiechnęłam się do niej nerwowo i weszłam do sali, zamykając za sobą drzwi. Czułam, że oczy każdej osoby w sali są skierowane na mnie.
Świetnie.
Poważnie, dlaczego ludzie czują potrzebę, aby to zrobić? Jest to niewygodne i niezręczne.
-Przepraszam za spóźnienie, pani Oleson. - stwierdziłam pokornie. - Zaspałam.
-W porządku. - odpowiedziała, dając mi kolejny ciepły uśmiech. (Widzicie? Kochała mnie.) - Możesz pomówić ze mną po zajęciach, abyś dostała pracę którą przegapiłaś. Śmiało i usiąść.
Skinęłam głową, zanim odwróciłam się i szybko przedarłam się przez rzędy biurek do pustego na samym końcu, obok Natashy. Natasha rozszerzyła oczy, spojrzała na mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił: Gdzieś ty była?
Skrzywiłam się lekko i potrząsnął głową, patrząc na nią wzrokiem, który powiedział wytłumaczę później.
Skinęła głową, przed usadowieniem się w fotelu z twarzą w kierunku przodu klasy, gdy pani Oleson nadal prowadziła lekcję.
Szybko wyciągnęłam mój kalkulator, podręcznik i notes z mojej torby i umieściłam je na moim biurku, przed skoncentrowaniem swojej uwagi na lekcji.
Lekcja skończyła się stosunkowo szybko biorąc pod uwagę, że nie było mnie tylko około dwudziestu minut, a gdy zadzwonił dzwonek sygnalizujący koniec lekcji, szybko zapakowałam wszystko, by móc porozmawiać z panią Oleson, a następnie stamtąd się wydostać.
-Gdzie byłaś? - Natasha zażądała, kiedy wyszłam z klasy po otrzymaniu wskazówek od Oleson.
-Gdzie ja byłam? - zapytałam niewinnie, żwawo rozpoczynając mój spacer korytarzem w kierunku mojej szafki.
Ona po prostu spojrzała na mnie.
Spojrzałam na nią raz, poszłam dalej korytarzem w kierunku mojej szafki.
Byłam przy mojej szafce i szybko zaczęłam przekręcać pokrętło, ustawiając kod.
Natasha przyszła do mnie z drugiej strony szafki i oparła się, patrząc na mnie wyczekująco.
Zignorowałam ją i otworzyłam szafkę, pochylając się i biorąc niektóre książki.
-Mandy - Natasha zaczęła.
Ponownie zignorowałam ją.
-Mandy - Natasha powtórzyła, tym razem nieco głośniej.
Właśnie wtedy, chłopak, którego szafka znajdowała się obok mojej przyszedł do Nataszy i odchrząknął, oczywiście, opierała się o jego szafkę i nie mógł się do niej dostać.
Nie mówiąc nic, Natasha usunęła się z drogi, tym razem poszła na moją drugą stronę. gdzie była jej szafka.
-Mandy - stwierdziła ponownie.
-Nie mogłam znaleźć mojego kalkulatora, dobrze! - rzuciłam, patrząc na nią z rozdrażnieniem - Zajęło mi to wieczność i musiałam wrócić do domu i wziąć go, bo zostawiłam go w pokoju. Nie mogłam powiedzieć tego Oleson bo byłaby wkurzona, że wyszłam ze szkoły bez pozwolenia.
Nie wiem skąd to przyszło, ale to była pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy i szybko ją wyrzuciłam z głowy z obawą, że Natasha będzie zagadywać jeżeli nie odpowiem.
Spojrzała nieco zaskoczona, ale szybko potrząsnęła głową i rzuciła swoje kręcone blond włosy na ramię.
-Okay - stwierdziła po chwili.
Nadal wyciągałam książki z mojej szafki bez mówienia, chowając rzeczy z rachunków i przeszukując notatki, aby znaleźć moje rzeczy historii.
-No cóż, dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? - Natasha zapytała, unosząc brew. - To nie taki wielki interes.
-Bo byłam zakłopotana, okay? - rzuciłam z irytacją, obracając się aby spojrzeć na nią. Zatrzasnęłam szafkę. - Nie wiem dlaczego, po prostu byłam, przepraszam.
Natasha tylko spojrzała na mnie, najwyraźniej nieco zaskoczona.
Potem odwróciłam się i spakowałam moje książki do torby, zawiesiłam ją na ramię i odeszłam korytarzem do klasy bez słowa.
To było nieco niezręczne i zbyt niewygodne.
Ale przynajmniej nie zaczęła zgadywać i przewidywać wszystkiego, co było bliskie tego, co się naprawdę stało.
***
-Wciąż nie mogę uwierzyć, że byłaś zbyt zakłopotana, aby powiedzieć mi, że w zapomniałaś z kalkulatora z domu i musiałaś wyjść ze szkoły, aby go wziąć-Natasha stwierdziła, obierając pomarańczę i siedząc prosto.
Siedziałam przy małym okrągłym stoliku z nią i Gregiem w kawiarni, jedząc lunch.
Spojrzałam na nią w tym samym czasie kiedy Greg poderwał się lekko, marszcząc brwi. Patrzył na mnie, ale ja wybrałam gapienie się na Natashę.
Prychnęła.
-To znaczy - kontynuowała, wbijając jej paznokieć koloru różowej gumy do żucia w pomarańczę. - Nie musiałaś opuszczać lekcji, żeby pójść po kalkulator, mogłaś dzielić się ze mną.
-Trudne jest dzielenie się kalkulatorem z ludźmi - mruknęłam, patrząc na nią z najwyższym poziomem irytacji. - I Oleson nie ma żadnych dodatkowych.
Natasha tylko wzruszyła ramionami, wyglądając irytująco zadowolona z siebie.
-Czekaj, czekaj, czekaj, - Greg stwierdził, zamykając oczy i potrząsając lekko głową. - Jestem zmieszany. O czym wy mówicie?
Zamknęłam oczy, wypuściłam powietrze i szczerze pragnęłam żeby nie być tej sytuacji.
-Nic. - Odpowiedziałem.
-Mandy pominęła rachunki dzisiaj. - Natasha stwierdziła.
Greg prawie wypluł napój, którego wziął łyk.
Rzucił jej spojrzenie mówiące wielkie dzięki. Wzruszyła ramionami.
-Nie pominęłam! - Zaprotestowałam.
-Dobrze, dobrze, nie pominęłaś - Natasha poprawiła się. - Ale nie było jej przez pół lekcji.
-Dlaczego? - Greg zażądał gorączkowo.
-Ponieważ nie mogłam znaleźć mojego kalkulatora i zdałam sobie sprawę, że zostawiłam go w domu! - powiedziałam z irytacją. - To nie jest tak wielki problem!
Greg gapił się na mnie.
-Co?
-Nie było cię na połowie lekcji, bo poszłaś do domu po kalkulator? - wykrzyknął.
Nie, Greg. Nie wróciłam do domu po mój kalkulator. W rzeczywistości poszłam do pustej klasy i całowałam się z Justinem Bieber'em, a następnie zgodziłam się na sekretny romans z nim.
-TAK - Powiedziałam głośno. - Wydaje się śmieszne, ale nie lubię kalkulatorów innych niż mój - wzruszyłam ramionami, odgarniając kosmyk włosów za ucho z irytacją. - Nie wiem, po prostu zdecydowałam się na pójście po niego do domu. To naprawdę nie jest nic wielkiego.
-Tak, jest. - Greg stwierdził. - Nie możesz po prostu pominąć klasy ot tak, Mandy!
-Kim jesteś, moją matką? - powiedziałam.
Greg spojrzał zaskoczony.
-Nie - powiedział po chwili. - Ale jestem twoim chłopakiem. Powinnaś powiedzieć mi, że poszłaś do domu. Gdybym wiedział, że poszłaś, nie martwił bym się.
Wywróciłam oczami i skrzywiłam się.
-Nie musisz być tak czepliwy, Greg! - Krzyknąłem. - Szczerze mówiąc, nie musisz wiedzieć gdzie jestem i co robię 24/7!
Nastała cisza, zarówno Natasha jak i Greg tylko siedzieli i patrzyli na mnie z niedowierzaniem, zaskoczeni moim nagłym wybuchem. Natasha zamrugała kilka razy, marszcząc brwi w szoku.
Zamknęłam oczy na długą chwilę, zanim otworzyłam je i wypuściłam długi wydech.
-Spójrz, - zaczęłam, mój głos był niski i spokojny - Przepraszam. Ja po prostu ... Mam dziwne dni .
Dobrze, z pewnością to prawda.
Nie tak że nie wiedzą dlaczego.
Przygryzłam wargę i otworzyłam torbę z lunchem, zaglądając do środka z niesmakiem.
Naprawdę nie byłam głodna.
-Jest w porządku. - Greg stwierdził-Rozumiem. Jesteś po prostu zestresowana.
Um ... Myślę, że można tak powiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Tak. - odpowiedziałam, kiwając głową.
Nagle ujrzałam Justina idącego przez środek kawiarni z Chazem, mówiącego coś do niego i ściskającego telefon w jednej ręce. Jakby wyczuł mój wzrok na nim, spojrzał na mnie. Uśmiechnął się do mnie kiedy Chaz powiedział coś, co spowodowało, że mój żołądek wypełnił się lawiną motyli (Co? ..).Uśmiechnęłam się do niego. Oderwał wzrok ode mnie, by spojrzeć na Chaza i zareagować na jego komentarz, który właśnie powiedział.
Natasha skrzywiła się.
-Urgh - przewróciła oczami. - Są takimi idiotami.
Mój żołądek przekręcił się, uświadomiłam sobie, że moje spojrzenie było skierowane w kierunku, w którym Justin i Chaz przechodzili.
Cholera. Widziała uśmieszek Justina do mnie? Nie sądzę, że tak, bo pewnie powiedziałaby jakiś komentarz.
-Kto? - Greg zapytał.
-Bieber i Somers. - Natasha odparła z irytacją, unosząc brwi i obierając jej pomarańczę z niesmakiem.
-Oh. Tak - Greg odpowiedział, marszcząc brwi. Wydał z siebie śmiech - Uwielbiam jak rozmawialiśmy dziś rano o tym jak ich nienawidzimy.
-Cóż, - Natasha stwierdziła, unoszące ręce i wzruszyła ramionami.
-Nie mam z tym problemu. Uwierzcie mi. - Greg stwierdził, uśmiechając się. - To dupki.
Nerwowo zachichotałam.
-Mhm - Stwierdziłem.
Nie chcę się wydawać podejrzaną, więc nic nie powiedziałam.
-Współczuję ci Mandy. - Natasha skomentowała to, biorąc kęs jej pomarańczy.
Uniosłam pytająco brwi.
-Musisz pracować z Bieber'em w projekcie Reymera. - Natasha powiedziała -To jest do bani.
-Oh. - zachichotałam nerwowo ponownie. - Tak.
-Jak wam idzie? Nawiasem mówiąc - Greg zapytał, kładąc łokcie na stole i pochylając się lekko.
-Tak, nie słyszałam, żebyś narzekała na niego ostatnio - Natasha powiedziała, marszcząc brwi.
Zamarłam.
Cóż ... tak ... Przypuszczam, że nie narzekałam na niego tak bardzo jak kiedyś.
Ale przepraszam, jeśli byłam nieco zajęta tymi wszystkimi śmiesznie mylącymi i stresującymi myślami, które miewam ostatnio.
-Och, dobrze ... To znaczy, tak, jest do dupy. Bardzo. - Przewróciłam oczami. - Jest tak irytujący. I przez większość czasu, kiedy pracuję, on siedzi i opowiada o tym, jak wolałby być na jakimś przyjęciu. A dziewczyny są zawsze, kiedy przychodzę do jego domu aby pracować nad projektem. To takie głupie.
Natasha i Greg zarówno przewrócili oczami.
-Zgadzam się z tym, co powiedziałaś wcześniej, dzisiaj, Mandy. To dziwka - Natasha stwierdziła, odrywając sobie kolejny kawałek jej pomarańczy.
-I wszystkie dziewczyny, które robią to z nim. - Greg uśmiechnął się z rozbawieniem, kręcąc głową. - Są beznadziejni.
Ponownie nerwowo zachichotałam.
-Cóż, - zaczęłam niezdarnie .- To po prostu jest do bani. Nie mogę się doczekać, aż skończy się semestr i skończę z projektem.
-Tak, i wtedy nie będziesz musiała go widzieć poza szkołą. - Natasha zauważyła.
Um ... Jasne ...
Skinęłam głową, z fałszywym uśmiechem
-Yeah! To najlepsza część tego wszystkiego.
Natasha i Greg roześmiali się.
-Hej! - Greg krzyknął po chwili, rozszerzyły mu się oczy z podniecenia i zerkał między Nataszą i mną - Mam pomysł!
-Jaki? - Natasha zapytała, marszcząc brwi lekko.
Nie mogłam się powstrzymać przed niezauważeniem silnego zapachu cytrusów, który unosił się w powietrzu z plasterka pomarańczy, który obecnie zwisał z palców Nataszy.
Odwróciłam głowę, aby spojrzeć na Grega z zaciekawieniem. Wyglądał na bardzo podekscytowanego, jakby żarówka właśnie zapaliła się w jego głowie.
-Co, jeśli zrobimy podwójne spotkanie? - Zaproponował z podnieceniem.
Zakrztusiłam się kęsem kanapki.
-Co? - powiedziałam w tym samym momencie kiedy Natasha pochyliła się i uderzyła mnie w plecy.
-To byłoby idealne! Nie, słuchaj - Greg zaczął. - Natasha i ja jesteśmy partnerami i ty i Bieber jesteście partnerami. Co jeśli zebralibyśmy się w czwórkę i zrobiliśmy wspólną sesję w ramach projektu? Wiem, że następna część projektu wymaga dużo pracy, ale to nie wszystko, musimy się skoncentrować na naszych odpowiednich książkach. Moglibyśmy wszyscy spotykać się w czyimś domu i pracować razem. W ten sposób, nie będziesz sama z Bieber'em ponownie. Trzeba Tashy i mnie tam, aby pomóc ci złagodzić ból.
Zamarłam. Nie mogłam nawet mówić, patrząc na niego w sposób, który najprawdopodobniej przypominał żyrafę, który właśnie utknęła swoją szyją w drzewie.
Czy on mówi poważnie? Nie, nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie.
-O mój Boże! - Natasha zawołała, patrząc na Grega i uśmiechając się. - Greg! Jesteś genialny! - Odwróciła się i spojrzała na mnie z podnieceniem. - To byłoby tak doskonałe! Możemy zarówno robić nasze projekty, my wszyscy razem, tak że rzeczywiście będzie zabawa! I mam na myśli, tak, Bieber będzie tam, co zupełnie będzie do bani, ale ... nas jest trzech, on jeden. Mamy całkowitą przewagę liczebną, więc nie ma mowy, żeby był kompletnym dupkiem dla nas wszystkich.
-Jestem pewien, że znajdzie sposób, aby wciąż być dupkiem, ale ... masz rację! Prawdopodobnie nie będzie tak wielkim, ponieważ jest nas więcej-Greg stwierdził, uśmiechając się.
Oh, tak. Jasne. To wszystko brzmi cudownie.
Greg, Natasha, ja i Justin. Wszyscy razem na sesji.
Mhm. Brzmiało świetnie.
Minus to, że oznaczałoby to, że mam chłopaka, najlepszego przyjaciela, i ... Erm ... przyjaciela z korzyściami. Poza szkołą.
W tym samym czasie.
Niezręczne? Tylko odrobinę.
Koszmar z piekła? Zdecydowanie.
Natasha i Greg patrzyli na mnie z mieszaniną oczekiwania i podniecenia.
Zdając sobie sprawę, że muszę wyglądać jak żyrafa, uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
-Tak - powiedziałam, wypuszczając fałszywie wesoły chichot. - Brzmi świetnie!
Ich uśmiechy zrobiły się jeszcze większe.
-Wspaniale - Natasha zawołała, zwracając się do Grega i uśmiechając się.
-Może w ten weekend? - zaproponował-Możemy zrobić to w dzień i troje z nas coś zrobi.
-Tak! - Skłamałam. - To będzie niesamowite!
Natasha przytaknęła gorliwie.
-Fajne - Greg stwierdził. Potem zwrócił się do mnie - Więc chyba po prostu porozmawiasz z Bieber'em.
-W porządku.Nie wiem, jak będzie się z tym czuł ale-
-Powiedz mu, że to jedyny dzień w którym możemy to zrobić i że jeśli chce nic nie robić na rzecz projektu, musi przejść przez to - Natasha odpowiedziała po prostu, wzruszając ramionami . - Był bólem w dupie w całej jego karierze, że powinien czuć się zobowiązany do zrobienia tego.
Wzruszyłam ramionami.
-Może .... To znaczy, warto spróbować. Poproszę go o to następnym razem, gdy go spotkam
Greg pokiwał głową.
-Brzmi dobrze.
Tak. Cała ta sytuacja jest do bani. Wiesz, cała podwójna sesja.
Ha, nie.
***
Wzięłam głęboki oddech, patrząc jak Justin wrzucił jedną z jego książek do szafki.
Aubrey pochylała się, uśmiechając się i mówiąc coś, co było najprawdopodobniej sugestywne.
Widziałam go, kiedy odwrócił głowę i obdarzył ją nieodpartym uśmiechem.
Powiedział coś do niej, a ona uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona. Potem pochylił się, trzymał jej twarz w dłoniach i przycisnął usta do jej. Potem oderwali się, uśmiechnęła się do niego po raz ostatni, odwróciła się i odeszła.
Patrzyłam na Justina, który oglądał ją z uśmieszkiem na twarzy, zanim odwrócił się do swojej szafki, sięgając po podręcznik.
Wzięłam głęboki oddech, wypuszczając powoli powietrze zanim podniosłam głowę do góry i pewnie poszłam przez korytarz w stronę jego szafki, zatrzymując się w tym samym miejscu, gdzie wcześniej stała Aubrey.
-Hej. - powiedziałam zdyszana.
Justin spojrzał, lekki grymas pojawił sie na jego twarzy na jego twarzy. Jego grymas szybko przerodził uśmieszek.
-Hej, Nash. - odpowiedział.
-Muszę z tobą porozmawiać. - stwierdziłam bez ogródek.
Uniósł brwi.
-Porozmawiajmy gdzieś indziej - odpowiedział, odwracając się do jego szafki i chwytając kolejną książkę z niej.
Wzięłam głęboki oddech, przygotowując to co mu powiedzieć o tym, co Greg i Natasha zaproponowali wcześniej, kiedy przerwało mi przybycie Chaza
-Co tam, bro? - Zawołał głośno, wskazując na Justina i otwierał szafkę, która była obok Justina, podobnie jak Nataszy była obok mnie.
-Hej man. - Justin odpowiedział, witając się z Chazem.
Powstrzymałam wywrócenie oczami. Dlaczego, do diabła, chłopcy czują potrzebę uściśnienia dłoni za każdym kiedy się widzieli? To znaczy, tak, dziewczyny przytulały siebie wiele razy i myślę, że to rodzaj równoważni, ale to nie jest tak, że ciągle przytulam Natashę za każdym razem, kiedy widzę na korytarzu w szkole.
Pokręciłam głową nieznacznie.
To było wtedy, kiedy Chaz zauważył, że stoję po drugiej stronie Justina. Jego brwi natychmiast wystrzeliły w górę.
-Co ty tu robisz, Nash? - Strzelił oskarżycielsko, patrząc na mnie.
Prawie skrzywiłam się, ale zamiast tego zdecydowałam się spojrzeć na niego.
-Rozmawiam z Justinem o naszym projekcie. - odpowiedziałam powoli.
Chaz nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie w górę i w dół, obrócił twarz do swojej szafki, jego mina była poważna
-Nieważne - odpowiedział.
To był jedyny powód dla którego przychodzę porozmawiać z Justina w miejscu publicznym.
Praktycznie wszyscy wiedzieli, że zostaliśmy zmuszeni do współpracy w charakterze partnerów, a także, że żaden z nas nie był szczególnie zachwycony tym (przynajmniej ... nie byliśmy początkowo ...), a więc widząc nas rozmawiających ze sobą poza klasą nie było tak dziwne, od kiedy byliśmy partnerami.
-Oh, koleś, Christina mówiła o imprezie w piątek wieczorem w Fez Wrenwood. Wchodzisz w to? - Chaz stwierdził, patrząc na Justina. - Ryan powiedział, że jest w stanie iść. Musi odpoczywać i jego mama nie pozwala mu wyjść, ale powiedział, że może się wymknąć.
-Piątek? - Zapytał Justin.
Chaz skinął głową.
-Postaram się, ale wyjeżdżam do Nowego Jorku na dzień, więc nie mogę być w domu późno. Mam sesje zdjęciowe i to całe gówno. - Justin odpowiedział.
-Oh, w porządku. Cóż, mam nadzieję, że możesz iść. - Chaz stwierdził.
Jak Chaz zaczął mówić, dlaczego będzie super, Justin chwycił telefon z górnej półki jego szafki. Z uroczystym wyrazem twarzy, skupił swoją uwagę na tym, co pisał. Gdy Chaz nadal gadał, Justin szturchnął mnie w ramię lekko.
Patrząc na niego, zobaczyłam, że też patrzy. Potem spojrzałam na jego telefon, który przechylił ku mnie.
Na ekranie widać było kilka słów:
w klasie 10 od biologi. cool?
Pierwsze, co miał na myśli, spojrzałam na niego i skinęłam głową.
Skinął głową, zanim zablokował jego telefon i wsunął go do kieszeni, następnie zamykając drzwi swojej szafki. Spojrzał na Chaz, który właśnie skończył swoje mini przemówienie.
-Tak, to brzmi nieźle, bro.
Chaz nadal wpatrywał się w jego własną szafkę, najwyraźniej nieświadomy małej wymiany między Justinem i mną. Odwrócił się i skinął głową do Justina.
-Okey. Daj mi znać, jeśli masz zamiar iść.
-W porządku. - Justin odpowiedział.
Gdy stali i rozmawiali, ja skorzystałam z okazji by wymknąć się i przejść korytarzem do mojej szafki.
Biorąc pod uwagę, że miałam wolną lekcję, to nie było problemu żeby spotkać się z Justinem w pustej sali.
(A przynajmniej, że nie będę musiała martwić się o moją najlepszą przyjaciółkę i / lub chłopaka, którzy wkurzą się, że nie będę na jednej lekcji)
I tak, dziesięć minut później, szłam przez szkołę, w kierunku wydziału biologi. Kiedy znalazłam klasę, weszłam do środka, rozglądając się wokół.
Była pusta, jak podejrzewałam, a wszystkie światła były wyłączone. Justina jeszcze nie było, więc pomyślałam, że równie dobrze mogę tylko czekać na jego przyjście.
Szłam wzdłuż przejścia, biegnąc ręką wzdłuż gładkiej powierzchni czarnych stolików, które zostały ułożone w zgrabny prostokąt, z widokiem na ogromny stół laboratoryjny, gdzie nauczyciel zwykle przewodniczył.
Westchnęłam i wskoczyłam na jednym ze stołów, ściskając moje dłonie i kołysząc moimi nogami z roztargnieniem, podczas czekania na Justina.
Rozejrzałam się ciekawie, zanim dostrzegłam ruch drzwi. Nagle Justin wszedł do klasy, poprawiając swoje włosy. Zauważył mnie i uśmiechnął się.
-Hey - powiedział tym sexy ochrypłym głosem, zamykając za sobą drzwi.
-Hej ... - odpowiedziałam.
Następnie z tego co pamiętam, przeszedł przez sale do mnie, złapał mnie w pasie i pchnął mocno wargi w moje, powodując, że odchyliłam się lekko do tyłu.
-Wow - Stwierdziłam, kiedy oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnął się do mnie. Nerwowo zachichotałam-Być może, to nie jest dobry pomysł, żeby robić to w szkole.
Wzruszył ramionami.
-Zamknąłem drzwi. - odpowiedział, wskazując w kierunku drzwi do sali.
Zmarszczyłam brwi lekko.
-Przy okazji ... skąd wiesz, że w tej sali jest wolna lekcja?
Wzruszył ramionami.
-Mam teraz wolne i to po prostu zauważyłem - odpowiedział.
-Oh. - powiedziałam.
-Więc o czym chcesz ze mną porozmawiać? - Zapytał, siadając na stole, na którym siedzę ja.
-Oh, - powiedziałam, czując, że się rumienię - Cóż ... Natasha i Greg są partnerami projektu Reymera, wiesz, i ... dzisiaj na lunchu, wpadli na pomysł.
Uniósł brwi.
-Chcą, żebyśmy spotkali się w czwórkę i pracowali nad projektami. - wyjaśniłam.
Justin patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, zanim wybuchł śmiechem.
-Co? - rzuciłam, patrząc na niego - To takie śmieszne?
-Oni poważnie chcą to zrobić? - Spytał, unosząc brwi z rozbawionym wyrazem twarzy.
Skinęłam głową.
-Twierdzą, że to sposób na zrobienie pracy i zapewnienie mi złagodzenia bólu kiedy siedzę z tobą. - uśmiechnęłam się do niego.
Uśmiechnął się i jego ramiona zaczęły drzeć pod wpływem jego śmiechu.
Wyciągnęłam rękę i uderzyłam go w ramię.
-To naprawdę nie jest śmieszne! - powiedziałam - Czy wiesz jakie to niezręczne będzie? Natasha nienawidzi cię, wiesz! A Greg jest moim chłopakiem!
Uśmieszek Justina był coraz bardziej wyraźny.
-Co? - Zażartował. - Martwisz się, że dowiedzą się, że jesteśmy ze sobą, a powodem dlaczego się spóźniłaś na lekcje, było całowanie się ze mną?
-Ciii! - uciszyłam go gorączkowo, rozglądając się po pokoju histerycznie - Justin, zamknij się! Jesteśmy w szkole!
Czy był idiotą? Nie powinien nawet pocałować mnie, kiedy wszedł do sali.
Spotkanie w szkole w ogóle było bardzo ryzykowne, ale fakt, że siedzieliśmy w środku zaciemnionej klasy, był milion razy pobieżniejszy.
Wzruszył ramionami, chichocząc.
-Tak? - Zapytał od niechcenia.
-Mogą nas łatwo zauważyć!
On tylko przewrócił oczami.
-Za bardzo się przejmujesz. Nikt nie przychodzi tu. I tak jak powiedziałem, drzwi są zamknięte. Nikt nie słyszał, co właśnie powiedziałem, chyba, że był tu z nami.
Poza bezpośrednimi paranojami, rozejrzałam się po pokoju, gorączkowo.
W duchu miałam nadzieję, że byliśmy na pewno sami.
-Czy mogę zobaczyć swój telefon? - Justin poprosił.
Spojrzałam na niego alarmowo.
-Teraz, kiedy mamy zamiar robić to całe 'skradanie się', powinniśmy przynajmniej mieć swoje numery. - Powiedział
Patrzyłam na niego przez chwilę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i podałam jemu.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.-Stwierdziłam, jak był zanurzony w moim telefonie, przesuwając ekran blokady do przodu tak, że został odblokowany.
-Mm? - Stwierdził roztargnieniem, przesuwając kciukami na ekranie mojego telefonu.
-O tym weekendzie. - Odpowiedziałam. - Chcą zrobić to w sobotę.
-Tak, na pewno. Brzmi dobrze - odpowiedział nonszalancko, nadal patrząc na mój telefon.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem przez dłuższą chwilę.
-Poważnie? - zapytałam po chwili.
Justin spojrzał na mnie, a następnie, rozbawiony uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
-Mandy - powiedział rozdrażniony. - Tak bardzo jak twoi przyjaciele są wyraźnie onieśmieleni przeze mnie, nie straszą mnie wcale. Chcę być zatrzymany z dwójką z nich tyle, ile chcą być skazani na mnie. Ale przejdę przez ból, jeżeli to znaczy, że projekt zrobimy szybko. Nienawidzę tego projektu.
Zamrugałam, jeszcze lekko zaskoczona jego odpowiedzią.
-Chodzi mi o to, - kontynuował, spoglądając w dół na mój telefon i przeciągając kciukiem po ekranie dotykowym.
-Uważam, że są zarówno śmiesznie denerwujący, spięci i przylegający. I szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego z nimi się przyjaźnisz. Albo ... no ... dlaczego jesteś przyjaciółką Litzy i dlaczego - parsknął. - spotykasz się z Loyle. Ale naprawdę nie obchodzi mnie, czy mam do czynienia z nimi przez kilka godzin. Będą się tylko na mnie rzucać, jeśli nie zgodzę się z tym planem, więc niby nie mam wyboru, prawda?
... Miał rację.
Westchnęłam.
-Okay. Cokolwiek. - podniosłam palec groźnie. - Ale to nie jest śmieszne
Spojrzał na mnie, wręczając mi telefon do mnie i uśmiechając się. Zaśmiał się.
-W ogóle. Jesteś jedyna, która będzie mieć problemy spotykając się ze mną.
Wywróciłam oczami, a on wybuchnął śmiechem.
-Chodźmy - stwierdziłam, wstając i szturchając go w ramię, aby zrobił to samo.
Gdy wyszliśmy z klasy, rozejrzeliśmy się, aby upewnić się, że nikogo nie było w pobliżu, czułam ból głowy jak myślałam o nadchodzącym weekendzie.
Całe popołudnie spędzę z moim najlepszym przyjacielem, chłopak, i ... erm ... do zastanowienia się.
Natasha i Greg lubili siebie.
I, oczywiście, lubię Natasze i oczywiście lubię Grega.
Przyciągało mnie do Grega.
Ale przyciągało mnie też do Justina.
Bardziej.
Justin nienawidzi Natashy i Grega.
I Natasha i Greg nienawidzili Justina.
W sobotę, miałam zamiar mieć do czynienia z całą trójką.
To znaczy, ja nie miałabym nic przeciwko, gdyby tylko z Justinem czy tylko Natashą i Gregiem.
Ale fakt, że mój chłopak i ktoś z którym byłam w sekretnym romansie mieli być w tym samym pomieszczeniu ze mną był - delikatnie mówiąc - nieco niepokojący.
To znaczy, poważnie - jak bardzo niezręczne to będzie?
Na przekór Natashy, który lubiła mojego chłopaka, ale nienawidziła mojego kumpla, z którym się spotykam (i, w rzeczywistości, nawet nie wiedziała o nim), to było urozmaicenie soboty.
Świetnie.
Gdyby ktoś powiedział mi miesiąc temu, że pewnego dnia powiem te słowa i pomyślę o nich, stwierdziłabym, że jest na haju i powinien jak najszybciej udać się do zakładu.
Serio.
Nigdy nie myślałam, że nawet za milion lat znajdę się w takiej sytuacji.
I szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego się na to zgodziłam. Mówiłam wielokrotnie Justinowi, że mam chłopaka.
Doskonały ładny, miły, szczery, prawdziwy, wspaniały chłopak. Który w żaden sposób nie przypomina Justina Biebera.....
Czy mogę się na to zgodzić, bo ja (ośmielę się to powiedzieć)..... lubię Biebera?
Oczywiście, uczucia, którymi go darzę zmieniły się podczas minionych tygodni i kiedy pracowaliśmy nad projektem, ale czy zmieniły się do tego punktu gdzie ja, ja ...go lubię?
Przyznaję. Nie nienawidzę go.
I tak. Pociągam go. W znacznym stopniu. (Ale tak naprawdę-kto nie?)....
Ale czy moje uczucia do niego są uzasadnione?
Nie mam pojęcia.
Wszystko co wiem to to, że zostałam wciągnięta w sytuację, w której nigdy siebie nie wyobrażałam i naprawdę nie ma odwrotu.
Przynajmniej Justin miał rację, kiedy powiedział, że nikt nie musi wiedzieć.
Miał rację - moi przyjaciele nienawidzili go i jego przyjaciele nienawidzą mnie. Nie było mowy, żebyśmy mieli do czynienia z którymś z nich poza szkołą. Justin i ja mogliśmy spotykać się bez ukrywania się od kiedy byliśmy partnerami w tym głupim projekcie.
I wszystko byłoby w porządku, dziękuje bardzo.
Ale wciąż czułam się ogromnie winna.
Co jeśli Greg kiedykolwiek by się dowiedział? Byłby załamany, co z kolei złamało by mi serce.
To było wtedy kiedy przyrzekłam sobie: nie pozwolę, żeby Greg dowiedział się o tym jeżeli to ostatnia rzecz jaką zrobiłam.
Teraz, nawet nie wiem czy ta rzecz z Justinem jest warta zaangażowania.
Czy jesteśmy flirtującymi kumplami? Przyjaciółmi z korzyściami? Obściskującymi się kolegami? Całującymi się kumplami? Przytulającymi się kumplami? Czułymi znajomymi? Przytulnymi towarzyszami? ...
Dobra, tutaj się zatrzymam.
Ale chodzi mi o to, że nie wiem kim dokładnie jesteśmy.
Wydaje się, że to po prostu ma być jakiś dziwny sekret, ale mogę powiedzieć, że ma potencjał, aby być czymś więcej.
Jak ..... emocjonalnie.
Mamy już ustalony emocjonalny związek i na pewno są pewne rzeczy, o których wiem tylko ja. (I vice versa).
Pytanie.... co do cholery z tego wyjdzie?
Potrząsnęłam głową, zgadzając się ze sobą, że po prostu chciałabym zostawić siebie tonącą w pomyłce, poprawiłam moją torbę i ruszyłam korytarzem, gorączkowo próbując wymyślić jakiś pretekst dla nauczyciela, dlaczego spóźniłam się na lekcje ponad pół godziny.
Biorąc pod uwagę, że to mój pierwszy raz, pomyślałam, że najbardziej logicznie będzie kłamać i mówić, że zaspałam.
Oczywiście, niektórzy z moich kolegów widzieli mnie już dzisiaj i rozmawiali ze mną, ale nie byli tacy źli, żeby mnie wydać.
(Plus.. bycie pupilkiem pomagało praktycznie w każdej klasie. Nauczyciele są skłonni wierzyć mi niż komu innemu, a nawet gdybym się spóźniła, czcili by ziemie po której chodziłam)
Otworzyłam drzwi do klasy, z nerwowym wyrazem twarzy, przygryzając lekko wargę.
-Tak Sinus x byłaby równa - Moja nauczycielka, pani Oleson, przerwała, gdy zobaczyła otwarte drzwi.
-Cześć Mandy - Stwierdziła, dając mi ciepły uśmiech.
Uśmiechnęłam się do niej nerwowo i weszłam do sali, zamykając za sobą drzwi. Czułam, że oczy każdej osoby w sali są skierowane na mnie.
Świetnie.
Poważnie, dlaczego ludzie czują potrzebę, aby to zrobić? Jest to niewygodne i niezręczne.
-Przepraszam za spóźnienie, pani Oleson. - stwierdziłam pokornie. - Zaspałam.
-W porządku. - odpowiedziała, dając mi kolejny ciepły uśmiech. (Widzicie? Kochała mnie.) - Możesz pomówić ze mną po zajęciach, abyś dostała pracę którą przegapiłaś. Śmiało i usiąść.
Skinęłam głową, zanim odwróciłam się i szybko przedarłam się przez rzędy biurek do pustego na samym końcu, obok Natashy. Natasha rozszerzyła oczy, spojrzała na mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił: Gdzieś ty była?
Skrzywiłam się lekko i potrząsnął głową, patrząc na nią wzrokiem, który powiedział wytłumaczę później.
Skinęła głową, przed usadowieniem się w fotelu z twarzą w kierunku przodu klasy, gdy pani Oleson nadal prowadziła lekcję.
Szybko wyciągnęłam mój kalkulator, podręcznik i notes z mojej torby i umieściłam je na moim biurku, przed skoncentrowaniem swojej uwagi na lekcji.
Lekcja skończyła się stosunkowo szybko biorąc pod uwagę, że nie było mnie tylko około dwudziestu minut, a gdy zadzwonił dzwonek sygnalizujący koniec lekcji, szybko zapakowałam wszystko, by móc porozmawiać z panią Oleson, a następnie stamtąd się wydostać.
-Gdzie byłaś? - Natasha zażądała, kiedy wyszłam z klasy po otrzymaniu wskazówek od Oleson.
-Gdzie ja byłam? - zapytałam niewinnie, żwawo rozpoczynając mój spacer korytarzem w kierunku mojej szafki.
Ona po prostu spojrzała na mnie.
Spojrzałam na nią raz, poszłam dalej korytarzem w kierunku mojej szafki.
Byłam przy mojej szafce i szybko zaczęłam przekręcać pokrętło, ustawiając kod.
Natasha przyszła do mnie z drugiej strony szafki i oparła się, patrząc na mnie wyczekująco.
Zignorowałam ją i otworzyłam szafkę, pochylając się i biorąc niektóre książki.
-Mandy - Natasha zaczęła.
Ponownie zignorowałam ją.
-Mandy - Natasha powtórzyła, tym razem nieco głośniej.
Właśnie wtedy, chłopak, którego szafka znajdowała się obok mojej przyszedł do Nataszy i odchrząknął, oczywiście, opierała się o jego szafkę i nie mógł się do niej dostać.
Nie mówiąc nic, Natasha usunęła się z drogi, tym razem poszła na moją drugą stronę. gdzie była jej szafka.
-Mandy - stwierdziła ponownie.
-Nie mogłam znaleźć mojego kalkulatora, dobrze! - rzuciłam, patrząc na nią z rozdrażnieniem - Zajęło mi to wieczność i musiałam wrócić do domu i wziąć go, bo zostawiłam go w pokoju. Nie mogłam powiedzieć tego Oleson bo byłaby wkurzona, że wyszłam ze szkoły bez pozwolenia.
Nie wiem skąd to przyszło, ale to była pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy i szybko ją wyrzuciłam z głowy z obawą, że Natasha będzie zagadywać jeżeli nie odpowiem.
Spojrzała nieco zaskoczona, ale szybko potrząsnęła głową i rzuciła swoje kręcone blond włosy na ramię.
-Okay - stwierdziła po chwili.
Nadal wyciągałam książki z mojej szafki bez mówienia, chowając rzeczy z rachunków i przeszukując notatki, aby znaleźć moje rzeczy historii.
-No cóż, dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? - Natasha zapytała, unosząc brew. - To nie taki wielki interes.
-Bo byłam zakłopotana, okay? - rzuciłam z irytacją, obracając się aby spojrzeć na nią. Zatrzasnęłam szafkę. - Nie wiem dlaczego, po prostu byłam, przepraszam.
Natasha tylko spojrzała na mnie, najwyraźniej nieco zaskoczona.
Potem odwróciłam się i spakowałam moje książki do torby, zawiesiłam ją na ramię i odeszłam korytarzem do klasy bez słowa.
To było nieco niezręczne i zbyt niewygodne.
Ale przynajmniej nie zaczęła zgadywać i przewidywać wszystkiego, co było bliskie tego, co się naprawdę stało.
***
-Wciąż nie mogę uwierzyć, że byłaś zbyt zakłopotana, aby powiedzieć mi, że w zapomniałaś z kalkulatora z domu i musiałaś wyjść ze szkoły, aby go wziąć-Natasha stwierdziła, obierając pomarańczę i siedząc prosto.
Siedziałam przy małym okrągłym stoliku z nią i Gregiem w kawiarni, jedząc lunch.
Spojrzałam na nią w tym samym czasie kiedy Greg poderwał się lekko, marszcząc brwi. Patrzył na mnie, ale ja wybrałam gapienie się na Natashę.
Prychnęła.
-To znaczy - kontynuowała, wbijając jej paznokieć koloru różowej gumy do żucia w pomarańczę. - Nie musiałaś opuszczać lekcji, żeby pójść po kalkulator, mogłaś dzielić się ze mną.
-Trudne jest dzielenie się kalkulatorem z ludźmi - mruknęłam, patrząc na nią z najwyższym poziomem irytacji. - I Oleson nie ma żadnych dodatkowych.
Natasha tylko wzruszyła ramionami, wyglądając irytująco zadowolona z siebie.
-Czekaj, czekaj, czekaj, - Greg stwierdził, zamykając oczy i potrząsając lekko głową. - Jestem zmieszany. O czym wy mówicie?
Zamknęłam oczy, wypuściłam powietrze i szczerze pragnęłam żeby nie być tej sytuacji.
-Nic. - Odpowiedziałem.
-Mandy pominęła rachunki dzisiaj. - Natasha stwierdziła.
Greg prawie wypluł napój, którego wziął łyk.
Rzucił jej spojrzenie mówiące wielkie dzięki. Wzruszyła ramionami.
-Nie pominęłam! - Zaprotestowałam.
-Dobrze, dobrze, nie pominęłaś - Natasha poprawiła się. - Ale nie było jej przez pół lekcji.
-Dlaczego? - Greg zażądał gorączkowo.
-Ponieważ nie mogłam znaleźć mojego kalkulatora i zdałam sobie sprawę, że zostawiłam go w domu! - powiedziałam z irytacją. - To nie jest tak wielki problem!
Greg gapił się na mnie.
-Co?
-Nie było cię na połowie lekcji, bo poszłaś do domu po kalkulator? - wykrzyknął.
Nie, Greg. Nie wróciłam do domu po mój kalkulator. W rzeczywistości poszłam do pustej klasy i całowałam się z Justinem Bieber'em, a następnie zgodziłam się na sekretny romans z nim.
-TAK - Powiedziałam głośno. - Wydaje się śmieszne, ale nie lubię kalkulatorów innych niż mój - wzruszyłam ramionami, odgarniając kosmyk włosów za ucho z irytacją. - Nie wiem, po prostu zdecydowałam się na pójście po niego do domu. To naprawdę nie jest nic wielkiego.
-Tak, jest. - Greg stwierdził. - Nie możesz po prostu pominąć klasy ot tak, Mandy!
-Kim jesteś, moją matką? - powiedziałam.
Greg spojrzał zaskoczony.
-Nie - powiedział po chwili. - Ale jestem twoim chłopakiem. Powinnaś powiedzieć mi, że poszłaś do domu. Gdybym wiedział, że poszłaś, nie martwił bym się.
Wywróciłam oczami i skrzywiłam się.
-Nie musisz być tak czepliwy, Greg! - Krzyknąłem. - Szczerze mówiąc, nie musisz wiedzieć gdzie jestem i co robię 24/7!
Nastała cisza, zarówno Natasha jak i Greg tylko siedzieli i patrzyli na mnie z niedowierzaniem, zaskoczeni moim nagłym wybuchem. Natasha zamrugała kilka razy, marszcząc brwi w szoku.
Zamknęłam oczy na długą chwilę, zanim otworzyłam je i wypuściłam długi wydech.
-Spójrz, - zaczęłam, mój głos był niski i spokojny - Przepraszam. Ja po prostu ... Mam dziwne dni .
Dobrze, z pewnością to prawda.
Nie tak że nie wiedzą dlaczego.
Przygryzłam wargę i otworzyłam torbę z lunchem, zaglądając do środka z niesmakiem.
Naprawdę nie byłam głodna.
-Jest w porządku. - Greg stwierdził-Rozumiem. Jesteś po prostu zestresowana.
Um ... Myślę, że można tak powiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niego.
-Tak. - odpowiedziałam, kiwając głową.
Nagle ujrzałam Justina idącego przez środek kawiarni z Chazem, mówiącego coś do niego i ściskającego telefon w jednej ręce. Jakby wyczuł mój wzrok na nim, spojrzał na mnie. Uśmiechnął się do mnie kiedy Chaz powiedział coś, co spowodowało, że mój żołądek wypełnił się lawiną motyli (Co? ..).Uśmiechnęłam się do niego. Oderwał wzrok ode mnie, by spojrzeć na Chaza i zareagować na jego komentarz, który właśnie powiedział.
Natasha skrzywiła się.
-Urgh - przewróciła oczami. - Są takimi idiotami.
Mój żołądek przekręcił się, uświadomiłam sobie, że moje spojrzenie było skierowane w kierunku, w którym Justin i Chaz przechodzili.
Cholera. Widziała uśmieszek Justina do mnie? Nie sądzę, że tak, bo pewnie powiedziałaby jakiś komentarz.
-Kto? - Greg zapytał.
-Bieber i Somers. - Natasha odparła z irytacją, unosząc brwi i obierając jej pomarańczę z niesmakiem.
-Oh. Tak - Greg odpowiedział, marszcząc brwi. Wydał z siebie śmiech - Uwielbiam jak rozmawialiśmy dziś rano o tym jak ich nienawidzimy.
-Cóż, - Natasha stwierdziła, unoszące ręce i wzruszyła ramionami.
-Nie mam z tym problemu. Uwierzcie mi. - Greg stwierdził, uśmiechając się. - To dupki.
Nerwowo zachichotałam.
-Mhm - Stwierdziłem.
Nie chcę się wydawać podejrzaną, więc nic nie powiedziałam.
-Współczuję ci Mandy. - Natasha skomentowała to, biorąc kęs jej pomarańczy.
Uniosłam pytająco brwi.
-Musisz pracować z Bieber'em w projekcie Reymera. - Natasha powiedziała -To jest do bani.
-Oh. - zachichotałam nerwowo ponownie. - Tak.
-Jak wam idzie? Nawiasem mówiąc - Greg zapytał, kładąc łokcie na stole i pochylając się lekko.
-Tak, nie słyszałam, żebyś narzekała na niego ostatnio - Natasha powiedziała, marszcząc brwi.
Zamarłam.
Cóż ... tak ... Przypuszczam, że nie narzekałam na niego tak bardzo jak kiedyś.
Ale przepraszam, jeśli byłam nieco zajęta tymi wszystkimi śmiesznie mylącymi i stresującymi myślami, które miewam ostatnio.
-Och, dobrze ... To znaczy, tak, jest do dupy. Bardzo. - Przewróciłam oczami. - Jest tak irytujący. I przez większość czasu, kiedy pracuję, on siedzi i opowiada o tym, jak wolałby być na jakimś przyjęciu. A dziewczyny są zawsze, kiedy przychodzę do jego domu aby pracować nad projektem. To takie głupie.
Natasha i Greg zarówno przewrócili oczami.
-Zgadzam się z tym, co powiedziałaś wcześniej, dzisiaj, Mandy. To dziwka - Natasha stwierdziła, odrywając sobie kolejny kawałek jej pomarańczy.
-I wszystkie dziewczyny, które robią to z nim. - Greg uśmiechnął się z rozbawieniem, kręcąc głową. - Są beznadziejni.
Ponownie nerwowo zachichotałam.
-Cóż, - zaczęłam niezdarnie .- To po prostu jest do bani. Nie mogę się doczekać, aż skończy się semestr i skończę z projektem.
-Tak, i wtedy nie będziesz musiała go widzieć poza szkołą. - Natasha zauważyła.
Um ... Jasne ...
Skinęłam głową, z fałszywym uśmiechem
-Yeah! To najlepsza część tego wszystkiego.
Natasha i Greg roześmiali się.
-Hej! - Greg krzyknął po chwili, rozszerzyły mu się oczy z podniecenia i zerkał między Nataszą i mną - Mam pomysł!
-Jaki? - Natasha zapytała, marszcząc brwi lekko.
Nie mogłam się powstrzymać przed niezauważeniem silnego zapachu cytrusów, który unosił się w powietrzu z plasterka pomarańczy, który obecnie zwisał z palców Nataszy.
Odwróciłam głowę, aby spojrzeć na Grega z zaciekawieniem. Wyglądał na bardzo podekscytowanego, jakby żarówka właśnie zapaliła się w jego głowie.
-Co, jeśli zrobimy podwójne spotkanie? - Zaproponował z podnieceniem.
Zakrztusiłam się kęsem kanapki.
-Co? - powiedziałam w tym samym momencie kiedy Natasha pochyliła się i uderzyła mnie w plecy.
-To byłoby idealne! Nie, słuchaj - Greg zaczął. - Natasha i ja jesteśmy partnerami i ty i Bieber jesteście partnerami. Co jeśli zebralibyśmy się w czwórkę i zrobiliśmy wspólną sesję w ramach projektu? Wiem, że następna część projektu wymaga dużo pracy, ale to nie wszystko, musimy się skoncentrować na naszych odpowiednich książkach. Moglibyśmy wszyscy spotykać się w czyimś domu i pracować razem. W ten sposób, nie będziesz sama z Bieber'em ponownie. Trzeba Tashy i mnie tam, aby pomóc ci złagodzić ból.
Zamarłam. Nie mogłam nawet mówić, patrząc na niego w sposób, który najprawdopodobniej przypominał żyrafę, który właśnie utknęła swoją szyją w drzewie.
Czy on mówi poważnie? Nie, nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie.
-O mój Boże! - Natasha zawołała, patrząc na Grega i uśmiechając się. - Greg! Jesteś genialny! - Odwróciła się i spojrzała na mnie z podnieceniem. - To byłoby tak doskonałe! Możemy zarówno robić nasze projekty, my wszyscy razem, tak że rzeczywiście będzie zabawa! I mam na myśli, tak, Bieber będzie tam, co zupełnie będzie do bani, ale ... nas jest trzech, on jeden. Mamy całkowitą przewagę liczebną, więc nie ma mowy, żeby był kompletnym dupkiem dla nas wszystkich.
-Jestem pewien, że znajdzie sposób, aby wciąż być dupkiem, ale ... masz rację! Prawdopodobnie nie będzie tak wielkim, ponieważ jest nas więcej-Greg stwierdził, uśmiechając się.
Oh, tak. Jasne. To wszystko brzmi cudownie.
Greg, Natasha, ja i Justin. Wszyscy razem na sesji.
Mhm. Brzmiało świetnie.
Minus to, że oznaczałoby to, że mam chłopaka, najlepszego przyjaciela, i ... Erm ... przyjaciela z korzyściami. Poza szkołą.
W tym samym czasie.
Niezręczne? Tylko odrobinę.
Koszmar z piekła? Zdecydowanie.
Natasha i Greg patrzyli na mnie z mieszaniną oczekiwania i podniecenia.
Zdając sobie sprawę, że muszę wyglądać jak żyrafa, uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
-Tak - powiedziałam, wypuszczając fałszywie wesoły chichot. - Brzmi świetnie!
Ich uśmiechy zrobiły się jeszcze większe.
-Wspaniale - Natasha zawołała, zwracając się do Grega i uśmiechając się.
-Może w ten weekend? - zaproponował-Możemy zrobić to w dzień i troje z nas coś zrobi.
-Tak! - Skłamałam. - To będzie niesamowite!
Natasha przytaknęła gorliwie.
-Fajne - Greg stwierdził. Potem zwrócił się do mnie - Więc chyba po prostu porozmawiasz z Bieber'em.
-W porządku.Nie wiem, jak będzie się z tym czuł ale-
-Powiedz mu, że to jedyny dzień w którym możemy to zrobić i że jeśli chce nic nie robić na rzecz projektu, musi przejść przez to - Natasha odpowiedziała po prostu, wzruszając ramionami . - Był bólem w dupie w całej jego karierze, że powinien czuć się zobowiązany do zrobienia tego.
Wzruszyłam ramionami.
-Może .... To znaczy, warto spróbować. Poproszę go o to następnym razem, gdy go spotkam
Greg pokiwał głową.
-Brzmi dobrze.
Tak. Cała ta sytuacja jest do bani. Wiesz, cała podwójna sesja.
Ha, nie.
***
Wzięłam głęboki oddech, patrząc jak Justin wrzucił jedną z jego książek do szafki.
Aubrey pochylała się, uśmiechając się i mówiąc coś, co było najprawdopodobniej sugestywne.
Widziałam go, kiedy odwrócił głowę i obdarzył ją nieodpartym uśmiechem.
Powiedział coś do niej, a ona uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona. Potem pochylił się, trzymał jej twarz w dłoniach i przycisnął usta do jej. Potem oderwali się, uśmiechnęła się do niego po raz ostatni, odwróciła się i odeszła.
Patrzyłam na Justina, który oglądał ją z uśmieszkiem na twarzy, zanim odwrócił się do swojej szafki, sięgając po podręcznik.
Wzięłam głęboki oddech, wypuszczając powoli powietrze zanim podniosłam głowę do góry i pewnie poszłam przez korytarz w stronę jego szafki, zatrzymując się w tym samym miejscu, gdzie wcześniej stała Aubrey.
-Hej. - powiedziałam zdyszana.
Justin spojrzał, lekki grymas pojawił sie na jego twarzy na jego twarzy. Jego grymas szybko przerodził uśmieszek.
-Hej, Nash. - odpowiedział.
-Muszę z tobą porozmawiać. - stwierdziłam bez ogródek.
Uniósł brwi.
-Porozmawiajmy gdzieś indziej - odpowiedział, odwracając się do jego szafki i chwytając kolejną książkę z niej.
Wzięłam głęboki oddech, przygotowując to co mu powiedzieć o tym, co Greg i Natasha zaproponowali wcześniej, kiedy przerwało mi przybycie Chaza
-Co tam, bro? - Zawołał głośno, wskazując na Justina i otwierał szafkę, która była obok Justina, podobnie jak Nataszy była obok mnie.
-Hej man. - Justin odpowiedział, witając się z Chazem.
Powstrzymałam wywrócenie oczami. Dlaczego, do diabła, chłopcy czują potrzebę uściśnienia dłoni za każdym kiedy się widzieli? To znaczy, tak, dziewczyny przytulały siebie wiele razy i myślę, że to rodzaj równoważni, ale to nie jest tak, że ciągle przytulam Natashę za każdym razem, kiedy widzę na korytarzu w szkole.
Pokręciłam głową nieznacznie.
To było wtedy, kiedy Chaz zauważył, że stoję po drugiej stronie Justina. Jego brwi natychmiast wystrzeliły w górę.
-Co ty tu robisz, Nash? - Strzelił oskarżycielsko, patrząc na mnie.
Prawie skrzywiłam się, ale zamiast tego zdecydowałam się spojrzeć na niego.
-Rozmawiam z Justinem o naszym projekcie. - odpowiedziałam powoli.
Chaz nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie w górę i w dół, obrócił twarz do swojej szafki, jego mina była poważna
-Nieważne - odpowiedział.
To był jedyny powód dla którego przychodzę porozmawiać z Justina w miejscu publicznym.
Praktycznie wszyscy wiedzieli, że zostaliśmy zmuszeni do współpracy w charakterze partnerów, a także, że żaden z nas nie był szczególnie zachwycony tym (przynajmniej ... nie byliśmy początkowo ...), a więc widząc nas rozmawiających ze sobą poza klasą nie było tak dziwne, od kiedy byliśmy partnerami.
-Oh, koleś, Christina mówiła o imprezie w piątek wieczorem w Fez Wrenwood. Wchodzisz w to? - Chaz stwierdził, patrząc na Justina. - Ryan powiedział, że jest w stanie iść. Musi odpoczywać i jego mama nie pozwala mu wyjść, ale powiedział, że może się wymknąć.
-Piątek? - Zapytał Justin.
Chaz skinął głową.
-Postaram się, ale wyjeżdżam do Nowego Jorku na dzień, więc nie mogę być w domu późno. Mam sesje zdjęciowe i to całe gówno. - Justin odpowiedział.
-Oh, w porządku. Cóż, mam nadzieję, że możesz iść. - Chaz stwierdził.
Jak Chaz zaczął mówić, dlaczego będzie super, Justin chwycił telefon z górnej półki jego szafki. Z uroczystym wyrazem twarzy, skupił swoją uwagę na tym, co pisał. Gdy Chaz nadal gadał, Justin szturchnął mnie w ramię lekko.
Patrząc na niego, zobaczyłam, że też patrzy. Potem spojrzałam na jego telefon, który przechylił ku mnie.
Na ekranie widać było kilka słów:
w klasie 10 od biologi. cool?
Pierwsze, co miał na myśli, spojrzałam na niego i skinęłam głową.
Skinął głową, zanim zablokował jego telefon i wsunął go do kieszeni, następnie zamykając drzwi swojej szafki. Spojrzał na Chaz, który właśnie skończył swoje mini przemówienie.
-Tak, to brzmi nieźle, bro.
Chaz nadal wpatrywał się w jego własną szafkę, najwyraźniej nieświadomy małej wymiany między Justinem i mną. Odwrócił się i skinął głową do Justina.
-Okey. Daj mi znać, jeśli masz zamiar iść.
-W porządku. - Justin odpowiedział.
Gdy stali i rozmawiali, ja skorzystałam z okazji by wymknąć się i przejść korytarzem do mojej szafki.
Biorąc pod uwagę, że miałam wolną lekcję, to nie było problemu żeby spotkać się z Justinem w pustej sali.
(A przynajmniej, że nie będę musiała martwić się o moją najlepszą przyjaciółkę i / lub chłopaka, którzy wkurzą się, że nie będę na jednej lekcji)
I tak, dziesięć minut później, szłam przez szkołę, w kierunku wydziału biologi. Kiedy znalazłam klasę, weszłam do środka, rozglądając się wokół.
Była pusta, jak podejrzewałam, a wszystkie światła były wyłączone. Justina jeszcze nie było, więc pomyślałam, że równie dobrze mogę tylko czekać na jego przyjście.
Szłam wzdłuż przejścia, biegnąc ręką wzdłuż gładkiej powierzchni czarnych stolików, które zostały ułożone w zgrabny prostokąt, z widokiem na ogromny stół laboratoryjny, gdzie nauczyciel zwykle przewodniczył.
Westchnęłam i wskoczyłam na jednym ze stołów, ściskając moje dłonie i kołysząc moimi nogami z roztargnieniem, podczas czekania na Justina.
Rozejrzałam się ciekawie, zanim dostrzegłam ruch drzwi. Nagle Justin wszedł do klasy, poprawiając swoje włosy. Zauważył mnie i uśmiechnął się.
-Hey - powiedział tym sexy ochrypłym głosem, zamykając za sobą drzwi.
-Hej ... - odpowiedziałam.
Następnie z tego co pamiętam, przeszedł przez sale do mnie, złapał mnie w pasie i pchnął mocno wargi w moje, powodując, że odchyliłam się lekko do tyłu.
-Wow - Stwierdziłam, kiedy oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnął się do mnie. Nerwowo zachichotałam-Być może, to nie jest dobry pomysł, żeby robić to w szkole.
Wzruszył ramionami.
-Zamknąłem drzwi. - odpowiedział, wskazując w kierunku drzwi do sali.
Zmarszczyłam brwi lekko.
-Przy okazji ... skąd wiesz, że w tej sali jest wolna lekcja?
Wzruszył ramionami.
-Mam teraz wolne i to po prostu zauważyłem - odpowiedział.
-Oh. - powiedziałam.
-Więc o czym chcesz ze mną porozmawiać? - Zapytał, siadając na stole, na którym siedzę ja.
-Oh, - powiedziałam, czując, że się rumienię - Cóż ... Natasha i Greg są partnerami projektu Reymera, wiesz, i ... dzisiaj na lunchu, wpadli na pomysł.
Uniósł brwi.
-Chcą, żebyśmy spotkali się w czwórkę i pracowali nad projektami. - wyjaśniłam.
Justin patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, zanim wybuchł śmiechem.
-Co? - rzuciłam, patrząc na niego - To takie śmieszne?
-Oni poważnie chcą to zrobić? - Spytał, unosząc brwi z rozbawionym wyrazem twarzy.
Skinęłam głową.
-Twierdzą, że to sposób na zrobienie pracy i zapewnienie mi złagodzenia bólu kiedy siedzę z tobą. - uśmiechnęłam się do niego.
Uśmiechnął się i jego ramiona zaczęły drzeć pod wpływem jego śmiechu.
Wyciągnęłam rękę i uderzyłam go w ramię.
-To naprawdę nie jest śmieszne! - powiedziałam - Czy wiesz jakie to niezręczne będzie? Natasha nienawidzi cię, wiesz! A Greg jest moim chłopakiem!
Uśmieszek Justina był coraz bardziej wyraźny.
-Co? - Zażartował. - Martwisz się, że dowiedzą się, że jesteśmy ze sobą, a powodem dlaczego się spóźniłaś na lekcje, było całowanie się ze mną?
-Ciii! - uciszyłam go gorączkowo, rozglądając się po pokoju histerycznie - Justin, zamknij się! Jesteśmy w szkole!
Czy był idiotą? Nie powinien nawet pocałować mnie, kiedy wszedł do sali.
Spotkanie w szkole w ogóle było bardzo ryzykowne, ale fakt, że siedzieliśmy w środku zaciemnionej klasy, był milion razy pobieżniejszy.
Wzruszył ramionami, chichocząc.
-Tak? - Zapytał od niechcenia.
-Mogą nas łatwo zauważyć!
On tylko przewrócił oczami.
-Za bardzo się przejmujesz. Nikt nie przychodzi tu. I tak jak powiedziałem, drzwi są zamknięte. Nikt nie słyszał, co właśnie powiedziałem, chyba, że był tu z nami.
Poza bezpośrednimi paranojami, rozejrzałam się po pokoju, gorączkowo.
W duchu miałam nadzieję, że byliśmy na pewno sami.
-Czy mogę zobaczyć swój telefon? - Justin poprosił.
Spojrzałam na niego alarmowo.
-Teraz, kiedy mamy zamiar robić to całe 'skradanie się', powinniśmy przynajmniej mieć swoje numery. - Powiedział
Patrzyłam na niego przez chwilę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i podałam jemu.
-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.-Stwierdziłam, jak był zanurzony w moim telefonie, przesuwając ekran blokady do przodu tak, że został odblokowany.
-Mm? - Stwierdził roztargnieniem, przesuwając kciukami na ekranie mojego telefonu.
-O tym weekendzie. - Odpowiedziałam. - Chcą zrobić to w sobotę.
-Tak, na pewno. Brzmi dobrze - odpowiedział nonszalancko, nadal patrząc na mój telefon.
Patrzyłam na niego z niedowierzaniem przez dłuższą chwilę.
-Poważnie? - zapytałam po chwili.
Justin spojrzał na mnie, a następnie, rozbawiony uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
-Mandy - powiedział rozdrażniony. - Tak bardzo jak twoi przyjaciele są wyraźnie onieśmieleni przeze mnie, nie straszą mnie wcale. Chcę być zatrzymany z dwójką z nich tyle, ile chcą być skazani na mnie. Ale przejdę przez ból, jeżeli to znaczy, że projekt zrobimy szybko. Nienawidzę tego projektu.
Zamrugałam, jeszcze lekko zaskoczona jego odpowiedzią.
-Chodzi mi o to, - kontynuował, spoglądając w dół na mój telefon i przeciągając kciukiem po ekranie dotykowym.
-Uważam, że są zarówno śmiesznie denerwujący, spięci i przylegający. I szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego z nimi się przyjaźnisz. Albo ... no ... dlaczego jesteś przyjaciółką Litzy i dlaczego - parsknął. - spotykasz się z Loyle. Ale naprawdę nie obchodzi mnie, czy mam do czynienia z nimi przez kilka godzin. Będą się tylko na mnie rzucać, jeśli nie zgodzę się z tym planem, więc niby nie mam wyboru, prawda?
... Miał rację.
Westchnęłam.
-Okay. Cokolwiek. - podniosłam palec groźnie. - Ale to nie jest śmieszne
Spojrzał na mnie, wręczając mi telefon do mnie i uśmiechając się. Zaśmiał się.
-W ogóle. Jesteś jedyna, która będzie mieć problemy spotykając się ze mną.
Wywróciłam oczami, a on wybuchnął śmiechem.
-Chodźmy - stwierdziłam, wstając i szturchając go w ramię, aby zrobił to samo.
Gdy wyszliśmy z klasy, rozejrzeliśmy się, aby upewnić się, że nikogo nie było w pobliżu, czułam ból głowy jak myślałam o nadchodzącym weekendzie.
Całe popołudnie spędzę z moim najlepszym przyjacielem, chłopak, i ... erm ... do zastanowienia się.
Natasha i Greg lubili siebie.
I, oczywiście, lubię Natasze i oczywiście lubię Grega.
Przyciągało mnie do Grega.
Ale przyciągało mnie też do Justina.
Bardziej.
Justin nienawidzi Natashy i Grega.
I Natasha i Greg nienawidzili Justina.
W sobotę, miałam zamiar mieć do czynienia z całą trójką.
To znaczy, ja nie miałabym nic przeciwko, gdyby tylko z Justinem czy tylko Natashą i Gregiem.
Ale fakt, że mój chłopak i ktoś z którym byłam w sekretnym romansie mieli być w tym samym pomieszczeniu ze mną był - delikatnie mówiąc - nieco niepokojący.
To znaczy, poważnie - jak bardzo niezręczne to będzie?
Na przekór Natashy, który lubiła mojego chłopaka, ale nienawidziła mojego kumpla, z którym się spotykam (i, w rzeczywistości, nawet nie wiedziała o nim), to było urozmaicenie soboty.
Świetnie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)
Obserwatorzy
Szablon by @mohito_x