czwartek, 29 maja 2014

Chapter Twelve: Sluts and Secrets

Mandy's POV


Wzięłam głęboki oddech, poprawiając plecak i popychając drzwi do szkoły.

Nie mogłam się doczekać dzisiejszej wizyty w domu wariatów i wypicia herbatki z kolegami pedofila gwałciciela.

Szłam przez korytarz z irytacją, wtapiając się w grupy gadających uczniów, nie mogłam złapać niczyjej uwagi (biorąc pod uwagę to, że nie miałam nastroju do rozmowy z kimś), dopóki nie dotarłam do mojej szafki. Na szczęście, nikt nie stał w pobliżu, więc mogłam łatwo podejść i przekręcić pokrętło, ustawić kod, żeby otworzyć ją.

Po kilku chwilach, udało mi się otworzyć szafkę z zadowalającym kliknięciem.

Ściągnęłam  plecak z ramienia, rzuciłam go na ziemię i zabrałam się do rozpakowywania go, wyciągając z niego książki i układając je starannie w mojej szafce.

Dokładnie opróżniłam cały mój plecak do mojej szafki, a następnie wrzuciłam go tam beztrosko. Wyprostowałam się i spojrzałam ponuro w przytłumioną przestrzeń na prostokątnej w ścianie. Westchnęłam, kładąc ręce na czole i starając się myśleć o tym, które książki byłyby mi potrzebne na lekcje.

Szczerze mówiąc, nie mogłam myśleć. Byłam jeszcze oszołomiona i zdezorientowana po tym co działo się w domu Justina wczoraj, nie mogłam opędzić się od myśli o nim.

Co było denerwujące.

Wszystko, o czym mogłam myśleć to całowanie go (znowu), jak również o wszystkich tych rzeczach, które powiedział mi, jak myślał, że nikt nie dbał o niego, jak nikt nie słuchał go, jak nigdy nie miał poważnego związku.

A potem fakt, że idiota Frank który spotka się z jego mamą, uderzył go w twarz i podbił mu oko.

Tego było zbyt dużo, żeby to ogarnąć.

Kiedy schyliłam się i wyciągnęłam rachunki i fizykę z mojej szafki, poczułam, że ktoś obejmuje mnie w talii, ciągnąc mnie do siebie.

Pochylił się i szepnął mi do ucha.
-Hej kochanie. Tęskniłem za tobą.

Skoczyłam i odwróciłam moją głowę, dziki i zaniepokojony wyraz pojawił się na mojej twarzy.

Greg stał z rękami wciąż wokół mnie, trzymając mnie i uśmiechając się.

-Oh! - powiedziałam, oddychając z ulgą. - Nie wiedziałam, że to ty! Przestraszyłeś mnie.

Greg uśmiechnął się, puszczając moją talię i obracając mnie tak, że byłam przodem do niego.
-A myślałaś, że kto to był?

I natychmiast zostałam zaatakowana przez wiele myśli, z których każda zawiera żywe obrazy obściskiwania się z Justinem. Przełknęłam ślinę i nerwowo chichocząc, uśmiechęłam się do Grega, prawdopodobnie wyglądał to bardziej jak grymas.
-Przepraszam. Głupi moment - machnęłam ręką niedbale. - Cześć.

Zaśmiał się.
-Cześć.

-Jak się masz? - zapytałam.

-Dużo lepiej. - Przyznał, uśmiechając się.

-Ja też. - Powiedziałam.

-Wariowałem, gdy uciekłaś z meczu hokeja i nie odpowiadałaś na moje wiadomości - Greg stwierdził, marszcząc brwi z niepokojem. - Byłaś w szpitalu?

Skinęłam głową.
-Tak ... - zamarłam.

-Co z Ryan'em? - zapytał.

-Jest w porządku. - Odpowiedziałam. - Nie sądzę, żeby był dzisiaj w szkole, bo dostał wstrząsu mózgu i ma dużo siniaków i takie tam, więc ... będzie prawdopodobnie w szpitalu przez kilka dni. Ale czuje się o wiele lepiej, będzie z nim dobrze - uśmiechnęłam się.

Greg uśmiechnął się.
-To dobrze! Jestem szczęśliwy z tego powodu.

-Ja też. - Odpowiedziałam. - A, przepraszam, że uciekłam od Ciebie i Natashy. Byłam bardzo zmartwiona i musiałam się upewnić, że było wszystko w porządku.

Greg pokiwał głową.
-Rozumiem. Ale następnym razem, daj mi znać, gdzie jesteś. Albo przynajmniej odpisuj mi.

-Tak. - Odpowiedziałam. - Przepraszam.

Wewnętrznie czułam się śmiesznie zirytowana.

Greg i ja byliśmy razem przez kilka tygodni.

Oczywiście, myślę, że stało się poważnie dość szybko, ale to nie jest tak, że planuję poślubić go.

W tej chwili.

Jego zapotrzebowanie i czepliwość zaczęła mnie niepokoić.

-Jest w porządku - odpowiedział, uśmiechając się do mnie serdecznie.

Uśmiechnęłam się do niego.

Spojrzał mi głęboko w oczy, zanim pochylił się i chwycił moją talię. Zamknął swoje oczy, a potem pochylił się i pocałował mnie w moje pełne usta.

Automatycznie, pocałowałam go, kładąc ręce na jego szyi.

Lubiłam go całować, ale mogłam zauważyć, jak boleśnie oczywista jest różnica w moich odczuciach całując go i całując Justina.

Czułam się absolutnie straszne z tym.

To nie tak, że bardziej lubię całować Justina ...

Dobrze,  to kłamstwo. Wolę bardziej kiedy całuję Justina.

O wiele bardziej.

I to był problem.

Po prostu całowanie Justin tak bardzo różni się od całowania Grega. Faktycznie czułam prawdziwe iskry kiedy pocałowałam Justina.

Podobnie jak w filmie.

Czułam się winna, to nie było nawet zabawne.

I nie powinnam się czuć w ten sposób do Justina Biebera.

Nienawidzę go. Nienawidzę go. Nienawidzę nienawidzę nienawidzę nienawidzę go tak bardzo, mógł być zjedzony żywcem przez bandę kanibali z jakiejś odległej wyspie na środku Pacyfiku,  nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu.

...To ostatnie to kłamstwo.

Ale nadal.

Zwiększyłam siłę pocałunku tylko ze względu na wewnętrzną wojnę myśli, która dzieje się w mojej głowie.

Uśmiechnęłam się przed pocałunkiem, Greg przyciągnął mnie jeszcze bliżej, wbijając palce w moją koszulkę.

-Urgh! - usłyszałam głos, który było słychać na całym korytarzu - Nash i Loyle! Idźcie do pierdolonego pokoju,jesteście cholernie obrzydliwi!

Oderwałam się od Grega i oboje obejrzeliśmy kto właśnie krzyczał na nas. Greg wciąż trzymał mocno ręce mojej talii, a ja wciąż miałam oplecione ramiona wokół jego szyi.

Chaz Somers stał przy szafce po drugiej stronie korytarza, chichotał głośno. Christina i Elise stały wokół niego (jak i kilka jego obsesyjnych, dziwkowatych fanek), i one też śmiały się, wskazując na nas.

Moje oczy, powędrowały kilka metrów nad ich głowami, i poczułam, jak mój żołądek się skręca.

Justin stał tam, patrząc, jak Chaz i inni, na Grega i mnie. W przeciwieństwie do innych, jednak, jego twarz była nieczytelna.

...Dlaczego, do diabła, mój żołądek po prostu skręcił się?

Aubrey stała obok Justin, gładząc jego rękę i parsknęła, patrząc na mnie. Pokręciła głową i wydała z siebie głośny chichot.

Justin i ja utrzymywaliśmy przez chwilę, kontakt wzrokowy, zanim szybko odwróciliśmy wzrok.

Dobrze, to było niezręczne.

W tym momencie poczułam jak ktoś przychodzi do Grega i mnie, odwracając głowę, dostrzegłam Natashę. Mrużyła patrząc na Chaza z odrazą.

-Nienawidzę go tak cholernie - Syknęła. - On jest prawie beznadziejny, jak Bieber.

Przełknęłam ślinę.

-Poważnie - Chaz krzyknął przez korytarz ponownie. - Wy dwoje weźcie swoje paskudne tyłki do sali, w której nie będziemy widzieć wszystkiego.

-Zamknij się, Somers - Greg krzyknął z wściekłym wyrazem twarzy. - Nie zrobiliśmy nic dla ciebie, pilnuj swojego cholernego interesu!

Na to Justin i Chaz wybuchnęli śmiechem. Elise, Christina, Aubrey, i inne dziewczyny, które stały z Justinem i Chazem poszły ich śladem, histerycznie chichocząc.

-Masz jakiś problem? - Natasha zażądała, kładąc ręce na biodrach. - Ta szkoła jest wypełniona ludźmi, którzy publicznie okazują uczucia! Oni nie są jedynymi, więc zostaw ich w spokoju! Boże, ludzie są tak cholernie irytujący.

Aubrey szyderczo się zaśmiała.
-Oh, my irytujący? Spróbuj powiedzieć to swoim przyjaciołom, to oni się liżą!

Natasha spojrzała na Aubrey

-Właśnie to powiedziałam - powiedziała z irytacją. Odwróciła się i spojrzała na Grega i mnie. - Czy nie?
Zdając sobie sprawę, że wciąż trzymam ręce na karku Grega, powoli  zdjęłam je i cofnęłam się, patrząc na Nataszą i powoli skinęłam głową.

-Jesteś idiotką, Woods. - Aubrey przewróciła oczami.
Nie dało się nie zauważyć, że Justin również wygląda na zirytowanego na głupio brzmiący komentarz swojej dziewczyny..... Ciekawe....

Pokręciłam głową, krzywiąc się, zanim odwróciłam się do szafki i zaczęłam wyciągać książki które potrzebowałam, wybierając zignorowanie tego niedojrzałego przedstawienia, które miało miejsce.

Miałam dość czynienia z dupkami z tej popularnej grupy. (*kaszel kaszel* ChazEliseChristinaAubreyJustin *kaszel kaszel *)

-Wszystko w porządku? - Greg zapytał cicho, odwracając się do mnie, przesuwając rękę wokół mojej talii. Blokował mi widok tych stojących po drugiej stronie korytarza.

-Czuję się dobrze - Mruknęłam - Po prostu z nich zawsze są osły.

Greg skrzywił się
-Tak. I oficjalnie nienawidzę Biebera i Somersa. To idioci.

Czułam nerwowe i winne motyle w brzuchu słysząc co Greg powiedział, mogłam poczuć, że moje policzki natychmiast się zarumieniły, ale szybko skinęłam głową, odwracając brodę w dół w nadziei, że moja twarz będzie mniej widoczna w cieniu mojej drzwi szafki.

-Po prostu wciąż nie mogę przeboleć tego że Ryan przyjaźni sie z nimi. Nawet jeśli znają się całe życie. Po prostu nie sądzę, że do dobre. To znaczy, Ryan jest miły. I nie uprawia seksu z każdą dziewczyną.

-Dobrze - jęknęłam. - Ryan jest po prostu miły dla wszystkich.

-Tak, wiem. Więc widzę, dlaczego Somers i Bieber chcieli go, ale ... to znaczy, plotka głosi, że Justin obściskuje się z każdą dziewczyną, którą uważa za gorącą. Każdą dziewczyną! Wierzysz w to? Albo ... to znaczy ... przynajmniej próbuje. - Greg pokręcił głową z niesmakiem - Co za dziwka robi to z nim?

Czułam zatrzymanie akcji serca i że moje policzki były dosłownie w ogniu.

Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa

-No... To znaczy - Odchrząknęłam niezręcznie. - Wiesz. To Justin Bieber. Jest to światowej sławy muzykiem, jest bogaty i ... cóż ... Wiele dziewczyn myśli, że jest naprawdę przystojny.

-Tak, w porządku, widzę, dlaczego niektórzy fani jego chcieliby sie z nim obściskiwać - Greg stwierdził - Ale nie rozumiem, dlaczego wszystkie dziewczyny w tej szkole chcą. To znaczy, on jest zupełnie inną osobą w centrum uwagi. Gdyby nie był, bardzo wątpię, żeby miał ogóle żadnych fanów, bo jest dupkiem. Tutaj w szkole, widzimy go takim jakim naprawdę jest.

-O kim mówimy? Bieber? - Natasha zapytała bez tchu, pochylając się i dołączając do nas przy mojej szafce.

Spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami w tym samym czasie kiedy Greg pokiwał głową.

-Co się stało z jego twarzą? - zastanawiała się obrzydliwie, zadzierając nos i strzelając sardonicznym spojrzeniem w kierunku Justina i jego przyjaciół.

Justin rzeczywiście nadal miał podbite oko (oczywiście), i choć dawało mu wygląd badassa, ludzie szeptali i pytali, skąd pochodzi.

Greg wzruszył ramionami.
-Prawdopodobnie został uderzony w głowę przez jego własnego ego.

Natasha parsknęła śmiechem.

Ja tylko poruszyłam się niespokojnie.

-Tak. - Greg zachichotał, odwracając się do Nataszy i kontynuując rozmowę - Rozmawialiśmy o tym, co z niego za dupek. Poważnie taki arogancki człowiek - kurwa. To niemal komiczne.

-O mój Boże, wiem. I nie rozumiem, dlaczego dziewczyny rzucają się na niego! - Natasha wykrzyknęła - Chodzi mi o to ... jest gorący. Ale fakt, że ludzie z naszej szkoły, którzy widzą na co dzień, jak wielkim zarozumiałym palantem jest, obściskiwanie się z nim jest  po prostu ... - zmarszczyła nos - ... Obrzydliwe.

Greg pokiwał głową.

-Tak. To tylko pokazuje, co za dziwki mamy w tej szkole. - Potrząsnął głową.

I szczerze mówiąc czułam się tak, jakbym nie mogła oddychać.

Co do diabła mogę powiedzieć w tej sytuacji?

Byłam jedną z tych "dziwek", o których moja najlepsza przyjaciółka i chłopak obecnie dyskutowali.

I żadne z nich nie miało pojęcia.

-No cóż ... - zaczęłam. - To znaczy ... może jest inaczej. Wiecie co? Może nie jest tak zarozumiały i głupi jak każdy myśli, ale on po prostu działa w ten sposób, aby ukryć, co naprawdę czuje?

Nie wiem, dlaczego to powiedziałam, ale ja w zasadzie tylko wypowiedziałam teorię, którą wymyśliłam po wydarzeniach z wczorajszej nocy.

Greg i Natasha zarówno spojrzeli na mnie z podniesionymi brwiami.

Natasha roześmiała sie.
-Poważnie?

-Jesteś po stronie Biebera? - Greg zawołał, patrząc, jakby chciał wybuchnął śmiechem.

Szybko potrząsnęłam głową.
-Nie, nie, nie. - Powiedziałam natychmiast. Niezręcznie się zaśmiałam - Nie wiem, ja tylko ... to był żart, całkowicie nieprawdziwe oświadczenie. Oh dajcie spokój, żartowałam? - roześmiałam się.

Natasha i Greg popatrzyli na mnie przez chwilę, zanim ich usta wdarł się szeroki uśmiech i śmiali się.

-Dzięki Bogu! Myślałam przez chwilę, że mówisz na poważnie.

-Tak, ja też! - Greg dodał.

Uśmiechnęłam się fałszywie.
-Nie, nie - Zapewniłam ich. - Całkowicie żartowałam. O mój Boże, żartujecie? Bieber to dupek. I jest całkowitą dziwką. Podobnie jak wszystkie te dziewczyny, które z nim sypiały - skrzyżowałam palce mojej lewej dłoni, która zwisała bezwładnie u mojego boku i przygryzłam wargę, uśmiechając się do Grega i Natashy, miałam nadzieję, że byłam przekonywująca.

Widocznie byłam, bo śmiali się.

Greg pochylił się i pocałował mnie w usta.

-Jesteś zabawna. - Wymamrotał.

Nerwowo zachichotałam
-Tak. - Powiedziałam cicho.

-No cóż, chyba powinniśmy już iść na zajęcia. Chcę zapytać pani Oleson o pracę domową z ostatniej lekcji - Natasha stwierdziła.

Greg, który nie ma rachunków z Tashą i mną na pierwszej godzinie, spojrzał na mnie smutnie.

-Zobaczymy się na trzeciej godzinie, kochanie. - powiedział, pochylając się i daje mi szybkiego buziaka.

-Pa - Powiedziałam, uśmiechając się do niego.

Wtedy zamknęłam szafkę nogą, zanim odwróciłam się i ruszyłam korytarzem z Nataszą.

Kiedy szłyśmy w kierunku naszej klasy od matematyki, minęliśmy Chaza, Elisę i Christinę wciąż stojących. Chaz flirtował z dwoma przypadkowymi dziewczynami, które śmiały się obrzydliwie głośno, a Elise i Christina stały przed ich szafkami, wysyłając SMS. Po lewej stronie, jednak był widok, który sprawili, że mój żołądek przewrócił po raz pięćdziesiąty dzisiaj.

Justin przyciskał Aubrey do szafek i całował się z nią. Jedna ręka masowała jej talię zaciekle, a druga trzymała jej podbródek. Miała obie ręce na jego karku, pociągała jego włosy.

Spojrzałam na Natashę nerwowo, aby usłyszeć jej głośny jęk.
-Oh, mówiąc o hipokryzji! - splunęła gorzko. - Dlaczego nie powiesz swoim chorym przyjaciołom, aby wzięli pokój, Somers? Nikt z nas nie chce ich widzieć. Dlaczego po prostu nie ściągniecie swoich ubrań, niemal jak seks.

Chaz parsknął na nią.
- Chcesz zobaczyć, Litzy? Być może, to da ci pewne bardzo potrzebne wskazówki.

Natasha odwróciła sie od niego.

Moje oczy były zwrócone na Justina i Aubrey. Wydawało się, że nie usłyszeli komentarza Nataszy, (albo usłyszeli, ale zignorowali go), nadal, gwałtownie i namiętnie obściskiwali się.

Przewróciłam oczami jednocześnie z Natashą, poszłyśmy przez korytarz.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że zapomniałam kalkulatora z mojej szafce.

Cholera.

-Ugh, zapomniałem kalkulatora. - jęknęłam - Zaraz będę z powrotem.

-Dobrze - Natasha odpowiedziała przez jej ramię - Do zobaczenia.

Wróciłam się i pobiegłam przez korytarz w kierunku mojej szafki. Kiedy to zrobiłam, usłyszałam dzwonek.

-Cholera. - mruknąłęłam pod nosem.

Teraz miałam dokładnie czterdzieści pięć sekund, aby dostać się do klasy.

Pospiesznie przekręciłam pokrętło szafki, desperacko starając się umieścić w dobrym połączeniu.

Oczywiście, że zawiodłam się kilkaset razy, zanim udało mi się umieścić w odpowiednim połączeniu.

To zawsze zdarza się gdy jestem w pośpiechu.

Wreszcie udało się otworzyć szafkę i szybko schyliłam się, przeszukując moje starannie ułożone podręczniki, aż znalazłam mój kalkulator. Złapałam go i wrzuciłam do torby i pospiesznie zamknęłam drzwi mojej szafki.

Teraz już praktycznie cały korytarz był opróżniony. Było tylko kilka osób i inni, jak ja, pospiesznie sprawdzający swoje szafki do ostatniej minuty, ale w przeważającej części, korytarz stał opuszczony.

Ruszyłam w szybkim tempie korytarzem, ściskając moją torbę, i pozwalając mi skupić umysł na myśli, jak nudne są rach.

Nie zauważyłam, jak Aubrey, Chaz, Elise, Christina i Justin odeszli do ich różnych klas, pozostawiając pusty odcinek szafek.

Przewróciłam oczami nieco na myśl o swojej grupie, jednocześnie zastanawiając się, co robił Ryan.

Kiedy przechodziłam koło otwartych drzwi po mojej prawej stronie, które prowadziły do sali, ktoś nagle wyszedł z klasy, chwycił mnie za ramię i pociągnął mnie do środka klasy, zamykając za sobą drzwi.

-Ała! - Powiedziałam - Co do...-

Spojrzałam w górę, zobaczyłam spełnioną parę miękkich i znanych brązowych oczu, jedno miało słaby fioletowy odcień.

Zrobiłm krok do tyłu, lekko oburzona i oszołomiona
-Um ... co ty robisz?

-Spójrz, - Justin zaczął, patrząc na mnie. - Musimy porozmawiać.

Spojrzałam na niego, zaskoczona, z zdezorientowaniem.

Rozejrzałam się wokół nas, staliśmy w środku pustej sali. Rzędy biurek stały w doskonałych liniach, w obliczu gigantycznego SmartBoard z przodu sali.

-Um, spóźnię się na lekcje - zaczęłam.

Justin przewrócił oczami, przerywając mi.
-Będzie dobrze, jedno spóźnienie nie zabije cię - Mały uśmieszek tworzył się w kącikach jego ust. - Nie musisz być doskonała cały czas, Nash.

-Oczywiście. - Powiedziałam pod nosem. Spojrzałam na niego i złożyłam ręce, unosząc brwi wyczekująco.
-No i co? - Powiedziałam.

Nastała cisza.

-O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam.

-O tym, co się stało wczoraj. I w klubie na imprezie Drake'a. I o tym, o czym staraliśmy się rozmawiać w szpitalu wczoraj. - Justin stwierdził.

Nerwowo przełknęłam ślinę, patrząc na niego z niepokojem na twarzy..

Czy teraz naprawdę jest czas, aby o tym rozmawiać?

A tak na poważnie, to dlaczego musimy w ogóle o tym mówić?

Wolałbym po prostu odejść i mieć niezręczne rzeczy, dzięki.

-Ok. - w końcu odpowiedziałam po długiej chwili ciszy, czując suchość w gardle.

Justin wypuścił długi oddech, patrząc prosto na mnie.

-Cóż - zaczęłam niezdarnie - Byliśmy pijany na imprezie Drake'a. To tak naprawdę nic nie-

-Tak, ale nie byliśmy pijani wczoraj. - Justin przerwał mi.

-Tak. - Odpowiedziałam. - Wiem.

-Tak ... - Justin zamarł. Spojrzał w dół, na chwilę, zanim jego wzrok powędrował w górę, i spojrzał mi w oczy jeszcze raz.

-No, co chcesz mi powiedzieć? - zapytałam, patrząc na niego.

Wzruszył ramionami.
-Nie wiem.

Patrzyłam na niego przez chwilę, jęknęłam i odwróciłam się do wyjścia.

-Jak to znaczy - Jego głos zabrzmiał, co mnie zatrzymało.

Odwróciłam się powoli do niego, dając mu pytające spojrzenie.

Wzruszył ramionami.
-Co to znaczy?

Pokręciłam głową lekko, myśląc o Gregu.
-Nic. To nic nie znaczy.

Uniósł brwi.
-Nic? - Powtórzył.

Skinęłam głową w odpowiedzi.

Zrobił krok w moją stronę.
-Podobnie jak ... powiedzenie mi, że obchodzę ciebie nic nie znaczy? - Zapytał cicho.

Zamknęłam oczy.
-Spójrz, - zaczęłam. - To po prostu ... wyszło, nie wiem, co ja -

-Po prostu przyznaj się, Nash. Lubisz mnie, a ja ciebie, to jest jasne jak kurwa światło dzienne. - Justin stwierdził lekceważąco, przewracając oczami.

Spojrzałam na niego w szoku, z szeroko otwartymi oczy, a moje brwi uniosły się.

Co on właśnie powiedział do mnie?

-Cóż, - Justin prychnął, wzruszając ramionami niedbale - Przynajmniej ... lubisz całować się ze mną

-Czekaj... co? - Powiedziałam głośno, w końcu odnajdując swój głos.

-Nash, byłaś na mnie wczoraj. Tak jak byłaś na mnie w klubie. Oczywiście, nie możesz narzekać, jeśli chodzi obściskiwanie się ze mną - Justin stwierdził, zarozumiale.

Patrzyłam na niego.

-Popatrz ...zaczęłam wreszcie po długiej chwili - To co zrobiliśmy na imprezie Drake'a i wczoraj w twoim domu to był błąd, oboje wiemy, że -

-Czy oboje naprawdę jesteśmy tyle głupi, żeby popełnić ten sam błąd dwa razy? - Justin zapytał leniwie, uśmiechając się do mnie w przykry sposób.

-Ja... - wykrztusiłam, patrząc na niego z niedowierzaniem. - Tak, ja...Słuchaj, mam chłopaka! - powiedziałam w końcu.

Justin wzruszył ramionami.
-A ja mam dziewczynę. - odpowiedział. - Więc?

Zaśmiałam się.
-Więc! - krzyknęłam z niedowierzaniem. - Justin ... Poważnie? - rozejrzałam się po pokoju z czystej paranoi, mając nadzieję, że nikt nie podsłuchuje naszej rozmowy.

Na szczęście, nie było nikogo innego tam.

Byliśmy sami.

Ale nadal, nie mogłam uwierzyć, że rozmawialiśmy.

Wzięłam głęboki oddech, rozglądając się z niepokojem, zanim skupiłam swoją uwagę na Justinie i zniżyłam mój głos.
-Tak, - zaczęłam. - Nie możemy tego robić. Nie powinnam robić żadnej z tych rzeczy. W ogóle. Jeśli Greg by się dowiedział ... - potrząsnęłam głową - To po prostu nie może się powtórzyć.

-Co? - Justin zapytał ochrypłym głosem, podchodząc bliżej do mnie i pochylając się tak, że jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej.
-Co nie może się powtórzyć?

Odwróciłam wzrok i jąkałam się niezręcznie, przytłoczona nagłym przypływem emocji kiedy był tak blisko mnie. Odsunęłam sie.
-My nie możemy - potrząsnęłam głową. - Nie możemy.... zrobić tego.

-Czego? Tego? - Zapytał Justin, wyciągnął rękę i dotknął mojej twarzy.

Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam ją.
-Poważnie, Justin! - Powiedziałam stanowczo - Mam chłopaka. Nie możemy tego robić. I nigdy nie powinniśmy  tego robić. To był błąd, byłam pijana, ale jeszcze gorszym błędem było to gdy nie byłam. Całkowicie i zupełnie żałuję. I to się nie powtórzy. - Spojrzałam na niego wyzywająco.

Justin patrzył na mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy przez bardzo długą chwilę.

Wreszcie odezwał się.
-Znasz mnie. Spotykam się z przypadkowymi dziewczynami cały czas za plecami Aubrey, tak jak ona. To kim jestem - Justin pochylił się w moją stronę, zniżając głos. -Ale nigdy nie związałem się z kobietą więcej niż raz, która nie była Aubrey. Oprócz ciebie. Oczywiście.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
-Um ... dobrze? - Powiedziałam po chwili. - Więc co to znaczy

-To znaczy, - Justin stwierdził jego chrapliwym głosem i bardziej sexy przez sekundą. - Że tam jest coś innego o tobie. Nie wiem co to jest, i dlaczego, do cholery, ma wpływ na mnie, ale ... z jakiegoś powodu ... to po prostu robi. Kiedyś nienawidziłem cię -

-Uczucie jest odwzajemnione. - odpowiedziałam sucho.

-I jakoś, - Justin nadal kontynuował, jakby mnie nie słyszał. - Przez ten cholerny projekt ... Nie wiem. Zacząłem nienawidzić cie mniej.

Przełknęłam ślinę, patrząc mu w oczy i szczerze mówiąc, nie wiedząc, jak mam się czuć.

Spojrzał z powrotem na mnie z dziwnym wyrazem na jego twarzy.

-Spójrz - zaczęłam po długim milczeniu, robiąc krok do tyłu i docierając do drzwi. - Muszę iść, jestem spóźniona.

Justin sięgnął za mnie i chwycił za klamkę, stojąc śmiesznie blisko mnie i zapewniając, że nie mogłam się wydostać.
-To nie ma znaczenia. - Odetchnął. Pokręcił głową na mnie. - Kiedy do cholery masz zamiar nauczyć się po prostu odejść i zrobić to, co chcesz? Pozwalasz swoim spiętym przyjaciołom wpływać na ciebie - Parsknął. - A zwłaszcza, swojemu chłopakowi. Dziwię się, że nie użył jeszcze urządzenia do śledzenia ciebie, ale.

-Ja też - przyznałam pod nosem. Potem spojrzała, na niego z szeroko otwartymi oczami, czując skręt żołądka jak uświadomiłem sobie, że powiedziałam to tak głośno, że Justin usłyszał

Justin uśmiechnął się.
-Chodź. - Wyszeptał. - Nikt nigdy nie będzie wiedzieć.

-Skąd wiesz, że na pewno? - zapytałam, cichym głosem.

-Mandy - Justin powiedział rozdrażniony. - Nasi przyjaciele absolutnie nienawidzą się nawzajem. Oprócz Ryana, ale ... to szczególny przypadek - Potrząsnął głową. Potem spojrzał na mnie ponownie. - Nie ma mowy, żeby kiedykolwiek podejrzewali. Myślą, że nadal się nienawidzimy.

-I od teraz, nadal nie jestem pewna, że się zmieniło - Powiedziałam.

Prychnął.
-Podobnie

Wywróciłam oczami ze złością.

-Chodzi o to, - zaczął,kontynuując to co powiedział. Oni nigdy się nie dowiedzą. Moi przyjaciele cię nienawidzą, więc prawdopodobnie nie będą przeszkadzać, podczas gdy jesteś w moim domu. To samo odnosi się do swoich przyjaciół, kiedy jestem u ciebie domu. - Wzruszył ramionami, opierając się bliżej mnie. - To zadziała.

Otworzyłam usta lekko, patrząc prosto w jego oczy i czując, jakby zdolność mówienia została mi odjęta.

-Jedno pytanie - zaczęłam  po chwili, oblizując moje usta i starając się ignorować fakt, że stoi tak blisko mnie.

Justin tylko uniósł brwi.

-Co powiedziałeś ludziom, kiedy pytali o oko?

Justin spojrzał nieco zaskoczony tym nagłym zmianą tematu, ale szybko opanował się i wzruszył ramionami. - Moi przyjaciele, myślą, że miałem walkę z kimś z przeciwnej drużyny hokejowej. Wiesz ... zespół z facetem, który pobił Ryana.
Uniosłam brwi.

-Oni poważnie tak myślą?

Wzruszył ramionami.
-Byłaś jedyną, który widziała mnie po opuszczeniu meczu hokeja. Poza tym Ryan, Pan i Pani Butler, moja mama, i Frank. Oczywiście, że tak myślą. Plus, wszyscy z nich to naiwni idioci, wierzą we wszystko co im powiem.

-Jak miło. - Powiedziałam sucho. Złożyłam ręce. - A twoja matka?

Zmarszczył brwi lekko.

-Co jej powiedziałeś? - zapytałam - Ona zostawiła cie z Frankiem, kiedy nie miałeś podbitego oka, wróciła, kiedy Franka już nie było, a ty miałeś podbite oko. To nie powinno być trudne dla niej.

-Tak, próbowałem powiedzieć jej, że to Dickwad, ale, oczywiście, nie wierzy mi.

-Dickwad? - zapytałam sarkastycznie.

Wzruszył ramionami.
-To jest moja ksywka dla Franka.

Roześmiałam się głośno, Justin też uśmiechnął się,  raczej zadowolony z siebie.

-No cóż ... Tak, kiedy powiedziałem,  mojej mamie, powiedziała mi, że jestem głupi i nierozsądny. - Stwierdził, kontynuując swoją myśl - Więc w końcu skłamałem i powiedział jej, że upadłem i uderzyłem się w oko, po prostu żeby się zamknęła.

Uniosłam brwi.

-Tak. Więc jeśli zapyta ... - Justin zamarł, dając mi znaczące spojrzenie. - To jest cała historia.

-Czy jestem jedyną osobą, która wie, co tak naprawdę się stało? - zapytałam po chwili.

Justin pokiwał głową z poważną miną.
-No cóż, oprócz Franka. - Dodał po chwili.

Patrzyłam na niego, czując się nieco dziwnie.

.... Czy naprawdę czuję sie ... zaszczycona tym, że coś wiem o Justinie Bieberze, o czym nikt nie wiedział?

Justin uśmiechnął się zarozumiale, podchodząc bliżej do mnie i patrząc na mnie.
-Widzisz? - Zaczął, jego gorący oddech uderzył w moją twarz, na co przeszedł mnie dreszcz. - Potrafię dochować tajemnicy, jeśli chcę.

Patrzyłam na niego, nie wiedząc, co powiedzieć w odpowiedzi na to, ale czuje się tak, jakbym powinna chyba coś powiedzieć.

A potem, bez ostrzeżenia, pochylił się i pocałował mnie w usta .

Byłam zaskoczona, ale pocałowałam go, bez z instynktu i chęci, nie byłam pewna.

Staliśmy tam i całowaliśmy się przez kilka długich chwil, zanim w końcu oderwaliśmy się od ciebie.

Justin miał ręce na moich plecach,  patrzył na mnie w milczeniu.

Spojrzał na niego, czując mieszaninę zmartwienia, lęku, poczucia winy i adrenaliny

-Nie możemy nikomu powiedzieć - powiedziałam w pośpiechu, w końcu decydując się mówić.

Popatrzył na mnie  tymi doskonałymi brązowymi oczami. Wreszcie skinął głową, zanim pochylił się i pocałował mnie jeszcze raz. Ten pocałunek był krótszy od poprzedniego, oderwał się ode mnie, spojrzał na mnie jeszcze raz,

-Moje usta są zamknięte.


czwartek, 17 kwietnia 2014

Chapter Eleven: Temptations

-W porządku, kolego - powiedział, wszystkie ślady uprzejmości natychmiast zniknęły. Zmrużył groźnie oczy na mnie. - Musimy pogadać.

-Dawaj, bro. - powiedziałem z obrzydzeniem, krzyżując ramiona i podnosząc brwi, patrzyłem na niego z rozbawieniem.

Skrzywił swoje usta, jego wyraz twarzy zmienił się na najwyższy poziom irytacji.
-Spójrz. - zaczął ostro - Możesz myśleć, że tylko dlatego, że jesteś jakimś znanym piosenkarzem, że wszystkie dziewczyny ślinią się na twój widok, że możesz być wielki i potężny dla nikogo, albo każdego. Możesz myśleć, że jako osoba z dochodami dla tej rodziny, możesz kontrolować swoją matkę i mówić jej z kim powinna, a z kim nie powinna się spotykać.

Poczułem szalone pragnienie wybuchnięcia śmiechem.

-Znam ten typ - kontynuował, wskazując na mnie palcem - Jesteś denerwującym i aroganckim dupkiem, który myśli, że jest gorący. Wyolbrzymiłeś to, myśląc, że możesz mieć wszystkie dziewczyny i alkohol.

Parsknąłem.
-Myślę? - powiedziałem sarkastycznie - Wiem, że mogę mieć dziewczyny i alkohol jakie chcę.

Skrzywił swoje usta jeszcze bardziej. Pochylił się ku mnie i zmrużył oczy ze złością.
-Ona wie, co robisz w wolnym czasie, Bieber. Twoja matka. Ona widzi, że zamieniasz się w obrzydliwie bogatego kobieciarza, który jeździ na jego wysokim koniu, myśląc, że ma prawo dane przez Boga i może rozkazywać wszystkim dookoła.

Wydałem z siebie ostry śmiech.
-Tak - zacząłem- "Obrzydliwie bogaty" - powiedziałem za pomocą cudzysłowów - Założę się, że po prostu kochasz to, czy nie?

Uniósł brwi groźnie.

-Widzisz, w tym rzecz, Frank - powiedziałem, przesuwając się na siedzeniu, żeby było mi wygodnie. - Możesz myśleć, że masz na mnie wszystko i możesz myśleć, że dokładnie wiesz kim jestem, ale..... - uśmiechnąłem się szyderczo - Ja ciebie też widzę.

Frank jeszcze bardziej zmrużył oczy.
-Czy tak? - warknął przez zaciśnięte zęby.

Skinąłem głową.
-Mhm - odpowiedziałem - Więc zorientowałeś się co robię z dziewczynami, które codziennie przyprowadzam do domu. Oczywiście wiem, że moja mama też o tym wie. I tak jak ty, ona jest świadoma tego, co robię i gdzie wychodzę w weekendy kiedy nie pracuje. - parsknąłem - Ale i ja zorientowałem się co
chcesz robić.

Nadal patrzył na mnie gniewnie, jakby wyzywał mnie, żebym powiedział wszystko co siedzi w mojej głowie.

-Jesteś tylko małą wersją naciągacza - powiedziałem, uśmiechając się do niego - Jesteś tylko pasożytem, Frank. Wiem, czego chcesz i na pewno nie jest to serce mojej matki.

Roześmiał się, kręcąc głową z rozbawieniem.
-Wy, dzieciaki w tych czasach. Wasze głowy tkwią cholernie daleko od waszych dup, że myślicie, że wiecie wszystko o wszystkich, a inni są w porządku, z wyjątkiem ciebie.

-Tak, ale tym razem wiem, że mam rację - odpowiedziałem.

-Oh, masz? - zapytał, wstając i pochylając się groźnie nad mną.

Wyciągnąłem rękę i popchnąłem go.
-Odejdź ode mnie.

Spojrzał na mnie z najwyższą odrazą.
-Jesteś nieudacznikiem, Bieber. - Splunął. - Twoja sława nie potrwa zbyt długo.

Parsknąłem.
-Więc dlaczego kłopocesz się zostaniem?

Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko przerwałem mu, trzymając ręce w górze.
-Oh, czekaj, czekaj, czekaj. Rozumiem. Wiem dokładnie co robisz. Będziesz tak długo z moją mamą jak to możliwe, aby zdobyć jak najwięcej pieniędzy, sławy i jakiegoś innego gówna. Gdy wydaje się, że wszystko schodzi na psy, po prostu pozbędziesz się nas.

-Nie tak, jak by to było dla ciebie nowym doświadczeniem, teraz co? - warknął, dając mi zadowolony uśmieszek - Przypomnij, gdzie jest twój ojciec teraz?

-On nie porzucił mnie! - splunąłem ze złością, stając twarzą w twarz z Frankiem. Nagle poczułem intensywny przypływ furii - On wciąż jest w moim życiu.

Zachichotał.
-Tak, tak podobnie jak ci wszyscy po nim, skończyli z twoją matką i opuścili ją i opuścili ciebie. Dlaczego myślisz że tak jest, Bieber? Huh?

Patrzyłem na niego, grymas tworzył się na mojej twarzy.

-To dlatego, że jesteś bezwartościowy. - Frank uśmiechnął się szyderczo. - Jesteś tak arogancki
i tak boleśnie irytujący - Potrząsnął głową, uśmiechając się. - Nikt nigdy nie mógłby dbać o Ciebie.-Roześmiał się szorstko. - Nikt nie dba o ciebie. Nawet twoja własna matka. Ciągle narzeka jak dotarłeś to takiej postawy i myślisz, że jesteś Bogiem.

Nadal patrzyłem na niego, zaciskając pięści ze złości. Zaśmiał się.

-Twoja własna matka nie może cię znieść. Oh, i to nie jest dlatego, że twoja mała dziewczynka nie rozmawia z tobą? Jedynym powodem, że ona i inne dziewczyny pieprzą się z tobą to to, że jesteś sławny i masz ładne łóżko. Twój ojciec odszedł, bo nie chciał mieć do czynienia z tobą. Wszyscy inni ludzie, którzy byli z Pattie odeszli, bo cię nie lubią. Nikt się o ciebie nie troszczy.

-Wynoś się. - Powiedziałem głośno.Wskazałem palcem ze złością w kierunku drzwi.

Frank zaśmiał się złowieszczo i zrobił krok do przodu.
-Twoja matka i ja spotykamy się, Bieber, czy tego chcesz, czy nie. - Uniósł ręce - I nie możesz nic kurwa zrobić - Wyciągnął rękę i poklepał mnie po ramieniu, chichocząc.

Wyrwałem się z jego uścisku, odpychając go ode mnie tak mocno, jak mogłem.
-Nigdy kurwa więcej mnie nie dotykaj! - krzyknąłem głośno, ciężko oddychając.

Frank głośno się roześmiał.
-Mam nigdy więcej cię kurwa nie dotykać? - Wyciągnął rękę i popchnął mnie raz. - Nie. Właśnie kurwa dotknąłem cię, co masz zamiar z tym zrobić, co?

-Wyjdź - powiedziałem, dysząc - z mojego domu. -  wskazałem palcem na drzwi.

-To nie będzie tylko twój dom - Frank powiedział. - Wkrótce - uśmiechnął się - To będzie nasz dom.

Byłem tak śmiesznie wkurzony, miałem ochotę wyrzucić go przez okno w kuchni.

-Tak to prawda. Pomiędzy twoją matką i mną robi się coraz poważniej. - stwierdził, uśmiechając się - I nic nie możesz z tym zrobić. Mimo, że - kontynuował, chodząc po kuchni i udając, że myśli -Muszę przyznać, że jesteś całkiem inteligentnym dzieciakiem.

Zwęziłem oczy ze złością.

-Masz rację. Mam coś do pieniędzy, to znaczy..... kto nie? I tak, w tej chwili zrobisz zupełnie miłą wypłatę - prychnął - Biorąc pod uwagę to, że nie masz jeszcze osiemnastu lat nie masz prawa do swoich pieniędzy, ale.....lada chwila wyjdę za twoją matkę - zły uśmieszek uformował się na jego twarzy - Ja - zaśmiał się.

-Nie dotkniesz ani centa z moich pieniędzy, jeśli będzie to ostatnia rzecz którą zrobię -powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

-Będziemy musieli zobaczyć, jak zdołasz wyliczyć tego jednego - powiedział szyderczo z rozbawieniem.

-Jesteś chorym sukinsynem - splunąłem - Poważnie. Pierdol swoją matkę, czy coś.

Frank uniósł brwi, nagle wyglądał na bardzo wkurzonego.
-Co powiedziałeś do mnie? - Zapytał.

-W zasadzie nazwałem się skurwysynem - odpowiedziałem spokojnie. Wzruszyłem ramionami
-To nie potrwa długo, kiedy moja matka zobaczy jak dużym kłamiącym kutasem jesteś.

-Naprawdę nie wiesz kiedy trzymać usta zamknięte, nie? - ryknął.

-Nie, raczej nie. - odpowiedziałem, niewzruszony jego gniewem - Nie do żałosnych pedałów jak ty.

Frank wyglądał na absolutnie wściekłego. Jego oczy rozszerzyły się z twardym błyskiem w nich, a usta wykrzywiły się w brzydkim grymasie. Chwycił mnie za szyję i podniósł pięść ze złością, a następną rzeczą jaką wiem, to to, że opuścił ją i uderzał mnie tak mocno jak mógł w twarz.
Jęknąłem z bólu, zataczając się i ściskając oko. Czułem się tak jakbym po prostu był ślepy; piekący ból pulsował pod moim okiem i mogłem poczuć jak robi mi się siniak.

-Ty pieprzony dupku! - wykrztusiłem.

-To powinno cię nauczyć jakie komentarze mówić do mnie, niewdzięczny draniu! - krzyknął.

Oddychał ciężko, a ja patrzyłem na niego w szoku. Frank wziął głęboki oddech, wcześniej grymas rozprzestrzenił się na jego twarzy, zachichotał.

-I wspaniałą rzeczą jest to, że możesz powiedzieć Pattie, właśnie wygrałem wszystko czego chcesz, ale ona nie uwierzy w żadne słowo z twoich pieprzonych ust. Trudno mi to tobie mówić, Superstar, ale twoja matka wstydzi się takiego syna! Oczywiście, w świetle reflektorów, świat cię kocha, ale ona wie, kim naprawdę jesteś, nie lubi cię! Nie ufa ci, ale mi jak diabli ufa! Więc możesz jej o tym powiedzieć, ale ona mi uwierzy a nie tobie.

Potrząsnął głową, szyderczo na mnie patrząc z goryczą, jego pierś unosi się i opada szybko ze względu na fakt, że ciężko dyszy z czystej złości.

-Tylko poczekaj, Bieber - mam zamiar poślubić twoją matkę, a później mam zamiar wydymać ciebie i twoją matkę! - odwrócił się i wybiegł z pokoju bez słowa.

Patrzyłem za nim z niedowierzaniem, czując wściekłość jakiej nigdy nie czułem. Chciałem za nim pobiec i skopać jego tyłek. Chciałem, żeby zapłacił za wszystko co mi powiedział i co zamierza zrobić. Ale nagły ból w prawym oku mnie powstrzymał. Westchnąłem ponownie, ściskając oko i dysząc. Podbiegłem do zamrażarki i otworzyłem drzwi, chwytając okład z lodu, który był na jednej z półek. Przyłożyłem go do oka, zanim ze złością zatrzasnąłem drzwi zamrażarki. Usiadłem na jednym ze stołków barowych i uderzyłem w blat z goryczą, wkurzony na sytuację i zły na siebie, że bezradnie działałem i nic więcej nie zrobiłem. Ten dupek zapłaci za to. Chciałbym się upewnić co do tego. Chociaż, muszę przyznać..... jak siedziałem tam wściekły, w pobliżu wielkiego śmiecia Franka, nie mogłem się powstrzymać, ale zastanawiałem się czy to co powiedział jest prawdą. Myślę, że w głębi duszy wiedziałem, że Pattie nie była bardzo dumna z tego, że mnie ma.  Zawsze byłem ciężarem dla niej, od pierwszego dnia. To był wypadek. Nie chciała mnie. A to, że ona i mój tata rozstali się sprawiło, że czuję się jeszcze bardziej bezwartościowy. To dlatego nigdy nie miałem poważnego związku dziewczyną i dlatego zawsze uprawiałem sex i piłem.Chciałem uwagi jedynej kobiety, na której zależało mi najbardziej. Chciałem poczuć się kochany przez kogoś. I tak.... byłem znudzony randkami mojej mamy z innymi kolesiami. Byłem także znudzony tym, że mnie zostawiała. To, co Frank mówił, że moja mama się mnie wstydzi i zawsze narzeka na to co robię pchnęło mnie na krawędź. Chciałem jej uwagi. Nie żeby się mnie wstydziła. Myślę, że zachowuję się inaczej kiedy jestem w centrum uwagi i inaczej kiedy jestem w domu. Kiedy śpiewam, jestem w innym świecie. Moje prawdziwe oblicze wyszło, bo mogłem teleportować się do miejsca gdzie chciałem być. Szalona strona mnie może odejść i dobrze się bawić, kiedy mam robić to co kocham w karierze i nigdy nie myślałem, że będę musiał. Ale kiedy zostałem sprowadzony do rzeczywistości, przypomniało mi się jak moja mama się czuje w stosunku do mnie, jak czuje się mój tata i wszyscy inni faceci, którzy spotykali się z moją się czuli. Przypomniałem sobie, jak Aubrey, którą chciałem tylko do sexu. Jak inne dziewczyny do sexu. Jak moi przyjaciele, którzy wyglądali, że dobrze się bawiąc ze mną, kiedy byliśmy pijani. Świat nie widział i nie wiedział o tej części mnie. Ale to niestety większość mojego życia. Powoli roznosi mnie to. Uderzyłem ponownie pięścią w blat, czując gniew i  desperacje i ból i przede wszystkim - zakłopotanie. Dlaczego nie mogę korzystać z życia i być w centrum uwagi cały czas? Wybranie powrotu do liceum Stratford aby być absolwentem szkoły był głupim błędem, bo to sprawiło, że wszystko w moim życiu pogorszyło się dziesięciokrotnie. Wcześniej miałem tylko do czynienia z facetami, którzy spotykali się z moją mamą i wykorzystywali ją. Teraz miałem do czynienia z jej największym dupkiem, stresem w szkole, spotykaniem się z przyjaciółmi i faktem, że wszystkie dziewczyny chciały sexu ze mną, sławy lub/i fortuny.
Pokręciłem głową z goryczą, mrucząc ciąg przekleństw pod nosem, wszystkie skierowane do Franka. Wziąłem okład z oka, wstałem i odniosłem go do zamrażarki. Podszedłem w kierunku mojego telefonu, który leżał na ladzie i podniosłem go, widząc, że mam kilka nowych sms'ów od Ryan'a i Chaz'a. Spoglądając w górę, zobaczyłem się w małym lusterku, które wisi na szafce nad ladą. Wyglądałem jak gówno. Miałem podbite oko, masywny czarno-niebieski siniak uformował się pod nim, a moje włosy sterczały w różne strony. Moje usta tworzą grymas i ze złością uderzyłem pięścią w szafkę.

-Kurwa! - krzyknąłem głośno. - To jest kurwa bzdura! - krzyknąłem, odwracając się i kopiąc krzesło z furią.

Oddychając ciężko, zatopiłem się w fotelu, który nadal był w pozycji pionowej i ukryłem twarz w rękach. Rozpaczliwie chciałem być w trasie czy coś. Przynajmniej wtedy musiałbym robić show, aby odciągnąć się od tego gówna. Po kilku chwilach siedzenia w moim nieszczęściu, starając się nie myśleć o tym wszystkim, co się stało w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin usłyszałem dzwonek do drzwi. Zmarszczyłem brwi w lekkim zamieszaniu. Co jest kurwa? Kto był przez drzwiami?

-Przysięgam na Boga, jeżeli to pierdolony Frank, to mam zamiar skopać mu dupę bardzo mocno.-mruknąłem gniewnie pod nosem, wstając i dostrzegając moją drogę z kuchni w kierunku drzwi frontowych.
Kiedy byłem przy drzwiach, zajrzałem przez mały wizjer z zmarszczonymi brwiami, zastanawiając się, kto do cholery wtrąca się, kiedy jestem wkurzony. Ujrzałem znajome kasztanowe włosy i piękne czekoladowo-brązowe oczy, poczułem dziwne uczucie w moim brzuchu. Potem jęknąłem. Zapomniałem, że Mandy i ja mieliśmy pracować nad tym pieprzonym projektem. To już była dziewiąta? Spojrzałem na zegar zamontowany na pobliskiej ścianie i zobaczyłem, że jeszcze pięć minut. Wywróciłem oczami zanim otworzyłem drzwi z irytacją.

-Cześć - powiedziała szorstko, przechodząc obok mnie, nawet nie patrząc. Miała ręce pełne książek i segregatorów.

-Cześć - odpowiedziałem z śladem zniecierpliwienia i irytacji w głosie.
Naprawdę nie miałem ochoty na współpracę teraz.

-Moja mama chce mnie w domu o dziesiątej trzydzieści, więc po prostu rozpocznijmy pracę. - powiedziała żwawo, kładąc jej książki się na stolik, który stał na środku salonu. Wsunęła jej grzywkę za ucho.

-Mam nadzieję, że zrobimy wszystko przed - urwała.

Spojrzała na mnie i patrzyła w szoku.

-O mój boże, co ci się stało w twarz? - krzyknęła.

Cholera. Zapomniałem, że mam podbite oko.

-Nic - mruknąłem w odpowiedzi. Podrapałem czoło, niedbale zakrywając moje prawe oko.

-Justin! - powiedziała, wciąż patrząc na mnie z przerażonym wyrazem twarzy - Masz podbite oko!

-Czuję się dobrze - skłamałem, mój głos ociekał natarczywością i niecierpliwością.

-Co się stało? - spytała, marszcząc brwi.

-Po prostu.... - zrobiłem kilka przypadkowych gestów, starając się szybko wymyślić przekonywujące kłamstwo, które nie sprawi, że zabrzmię jak kompletny idiota. - upadłem i uderzyłem się w głowę -  wzruszyłem ramionami, kręcąc głową, aby wskazać, że to nic poważnego.

Wgniecenie pomiędzy jej brwiami pogłębiło się, kiedy nadal na mnie patrzyła. Było oczywiste, że mi nie wierzy.

-Daj spokój, po prostu zacznijmy projekt - mruknąłem po chwili niezręcznego milczenia.

Mandy's POV


Nadal nie mogę uwierzyć w to co powiedział. Miał podbite oko i twierdził, że to dlatego, że upadł..... Jaki kretyn upada i podbija sobie oko? Tak, żaden. To wyglądało, jakby było spowodowane przez osobę i nie miałam zamiaru stać tam i wierzyć w jego oczywiste kłamstwo. Ale kto do cholery, uderzył go i dlaczego? I dlaczego jest taki zakłopotany?

-Słucham, um....poważnie. Po prostu.... zacznijmy - mruknął, a ja nadal stałam i patrzyłam na niego.

Zachowywał się tak dziwnie. Zaledwie kilka godzin wcześniej, był zwykłym dupkiem, próbując drwić ze mnie, omawiając nasze obściskiwanie się. Teraz, udawał niezręczność i uchylał się. A to tylko dalszy wzrost ogólnej niezręczności, który spadł między nami od tamtej nocy w klubie. Westchnęłam i poszłam za nim w stronę kanap, które zostały ustawione wokół stolika. Usiadłam na jednej z nich i spojrzałam na niego.
Naprawdę wyglądał strasznie. Jego prawe oko było spuchnięte i posiniaczone, a włosy nie były tak dokładnie ułożone jak zawsze. Co więcej, wyglądał na........zestresowanego.  Nie wyglądał tak wcześniej w szpitalu, szczerze mówiąc, niepokoi mnie to. Nie pytaj dlaczego, bo nie mam pojęcia dlaczego miałabym nagle troszczyć się o niego. Ale z jakiegoś powodu, od dnia w którym mówiliśmy o rozstaniu jego rodziców i o tym jak mój tata zostawił mnie i moją mamę, kiedy byłam mała, wszystko było.... inne.
Tak, nadal nienawidziliśmy siebie, i będą całkowicie szczera, tak, rzeczywiście nadal go nienawidzę. Ale miałam też trochę więcej szacunku do niego. Może dlatego, że podzieliłam się z nim sekretem, o którym mało kto wiedział. On zrobił to samo. Nie sądzę, że dwie osoby mogą dzielić tajemnice, bez rozwoju jakiejś formy wzajemnego szacunku dla siebie, nawet jeśli mogą one próbować to ukryć pod ich nienawiścią. Nadal był dupkiem, a rzeczy nadal były śmiesznie niezręczne odkąd obściskiwaliśmy się, kiedy byliśmy pijani i obudziłam się w jego łóżku. Był nadal całkowicie pewny siebie, a ja nadal jestem strasznie wkurzona, na to, że mam go jako partnera. Z jakiegoś powodu, czuję do niego jakąś subtelną formę troski, spod mojej zewnętrznej niechęci wobec niego. A widząc go tak pobitego i zdenerwowanego, było powodem do niepokoju.

Wyciągnęłam jeden z moich segregatorów ze stołu, przez wzięciem jednego z zeszytów i otworzeniem go. Chwyciłam pióro i zaczęłam kartkować strony zeszytu w poszukiwaniu listy notatek, dotyczących następnej części projektu. Spojrzałam na Justina. On też przeszukiwał notes, z małą dezaprobatą na twarzy. Poprawił włosy i przerzucił stronę, jego oczy podróżowały po kartce, czytając to co nabazgrał.

Odchrząknęłam cicho. - Um ... słyszałeś coś więcej na temat Ryana? - zapytałam, patrząc na niego z lekko podniesionymi brwiami.

Spojrzał na mnie, z  lekko rozchylonymi ustami. Patrzył na mnie przez chwilę, jego oczy patrzyły w  moje oczy a następnie powędrowały do ust, zanim potrząsnął głową.

-Nie, odkąd byliśmy w szpitalu. - odpowiedział w swoim chrapliwym głosem, który, przyznaję, był niezaprzeczalnie seksowny. I nie mógłam nie zauważyć, że lekko poczerwieniał, kiedy powiedział słowo "byliśmy".

-Oh. - Odpowiedziałam cicho.

-Ryan i Chaz pisali do mnie, ale nie miałem okazję zobaczyć co - Wymamrotał.

Skinęłam głową

-Och-

Skinął głową i nastała niezręczna cisza między nami. Moje oczy wędrowały po pokoju, tak jak wiele myśli przez mój umysł.
Zmarszczyłam brwi lekko.

-Czy twoja mama jest w domu? - zapytałam z ciekawością.
I nie dlatego, że myślałam o tym, dlaczego miałoby mnie to obchodzić, ale pytanie nagle uderzyło mnie i  odruchowo wypowiedziałam je.

-Nie - Justin odpowiedział. - Jest obecnie w sklepie.

Skinęłam głową w odpowiedzi.
Wtedy przypomniałam sobie, auto odjeżdżające sprzed domu Justina.

-Czy ona właśnie wyszła? - zastanawiałam sie.

-Jakąś ... godzinę temu ...-Justin urwał, marszcząc brwi.

..... Dobrze, więc przykro mi było na niego patrzyć z podbitym okiem, ale muszę przyznać, że wyglądał jak badass, co było niesamowicie sexowne. Można powiedzieć, że wygląd bad boy'a pasował do niego.

-Godzinę temu? - zdziwiłam się, szybko oczyszczając moją głowę z dziwnych (i denerwujących) myśli o jego wyglądzie.

Powoli skinął głową, patrząc na mnie dziwnie. Oczywiście, był zdezorientowany.

-Ale - wyciągnęłam rękę w stronę drzwi - Ktoś właśnie odjechał z twojego podjazdu.

I wtedy poczułam sie trochę głupio. To prawdopodobnie Aubrey lub jeden z kumpli Justina. Oparłam się pokusie wywrócenia oczami, kiedy nagle i raczej nieprzyjemnie wykonałam to.

-Oh - powiedział, z mrocznym głosem - To musiał być Frank.

-Frank? - zdziwiłam się, patrząc na niego w zupełnej dezorientacji.

Kim do diabła był Frank?

Justin skinął głową z irytacją. Skrzywił się.

-Kim on, um.... jest? - zapytałam niepewnie.
Wiedziałam, że prawdopodobnie nie powinnam być taka ciekawska, jeżeli chodzi o jego życie, biorąc pod uwagę, że się nienawidzimy, ale ciekawość zawsze przejawiała tendencje do najlepszego pokazania mnie.

-Chłopak mojej mamy - splunął, patrząc na stolik z goryczą.

To było wtedy, kiedy to imię wydawało mi się być znane. Słyszałam imię Frank wcześniej i wydawało mi się przypomnieć je niedaleko Justina, ale nadal byłam trochę zagubiona. Prawie jęknęłam, gdy przypomniałam sobie, że za pierwszym razem kiedy byłam w jego domu, aby pracować nad projektem, imię Frank zostało użyte. Jego mama powiedziała mu, że ktoś o imieniu Frank przychodzi na obiad, a Justin dokładnie miał ten sam wyraz twarzy, który miał teraz: obrzydzenie i irytacja.

Spojrzałam na Justina, z dezaprobatą na twarzy, zauważyłam, że kręci głową z goryczą i odchyla się na kanapę. Przesunął ręką po włosach, a mój wzrok padł po raz kolejny na dużego siniaka wokół jego oka.
I nagle wszystko miało sens.  Czułam się tak jakby żarówka zapaliła się w mojej głowie, kiedy zdałam sobie sprawę dlaczego (i przez kogo) Justin miał podbite oko.

-Mówiłeś, że twoja mama wyszła około godziny temu? Ale Frank wyszedł, kiedy ja przyszłam? - Zapytałam, mój głos chwiał się gdy patrzyłam na Justina w lekkim szoku. Moje ręce, które spoczywały na kolanach, drżały lekko.

Miałam nadzieję, że to, co myślałam, było nieprawdą ale to było jedyne logiczne rozwiązanie. Justin opuścił szpital zupełnie normalne wyglądając kilka godzin wcześniej. Wraca do domu, je obiad z jego mamą i mamy chłopakiem. Jego mama wyszła około godzinę temu do sklepu i Justin zostaje sam z jej chłopakiem. Przyszłam kiedy jego mamy chłopak wyszedł i nagle, Justin ma podbite oko i wygląda na zestresowanego. To wszystko ma sens, ale to było po prostu zbyt straszne dla mnie.
Justin spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy i skinął głową.

-Tak.. - urwał.

Najwyraźniej myślał, że zachowuje się dziwnie i nie wiedział co się ze mną dzieje.

Przysunęłam się do niego o kilka centymetrów, patrząc na niego z niepokojem i troską.

-Justin....Czy - przerwałam, wydech - Czy Frank ci to zrobił? - zapytałam cichym głosem.
Wymieniłam z Justinem spojrzenia i widziałam ból ukryty w głębi jego oczu.

-On ci podbił oko? - wyciągnęłam rękę i delikatnie dotknęłam jego policzka. Jeden z moich palców przejechał po siniaku, skrzywił się, wypuszczając małe westchnięcie.

-Przepraszam - wyszeptałam, natychmiast cofając rękę.

Nastała długa i bardzo niezręczna cisza. Justin odchrząknął, odwracając wzrok i patrzył przed siebie.
Wreszcie powiedział, jego chrapliwy głos był pełen oczywistego bólu.

-Tak. Tak, zrobił to.

Moja ręka poleciała na usta, patrzyłam na Justina w szoku. Czy on mówi poważnie? Miałam nadzieję, że moje myśli nie były prawdziwe. Jak, do cholery, mógł mu to zrobić? Dlaczego jego mamy chłopak odważył się nawet go dotknąć? Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie się dowiedziałam, i nagle ogromna fala niepokoju, obawy, zdenerwowania, i ... współczucia (?) zalała całą mnie.

-Wszystko w porządku? - zapytałam cicho. Wciąż wpatrywałam się w niego z bólem.

-Czuję się dobrze - odpowiedział natychmiast, nadal uciekając wzrokiem.

Był zakłopotany. Nagle poczułam się źle, rozkopując to. Nie powinnam być tak cholernie wymagająca.

-Justin - zaczęłam.

-Nic mi nie jest! - krzyknął, patrząc na mnie.

Patrzyłam na niego ze strachem na twarzy, zaskoczona jego nagłym gniewem. Odchrząknął niezgrabnie i zamknął oczy.

-Przepraszam - mruknął po chwili.

Nic nie powiedziałam, po prostu wpatrywałam się w niego.

-Ja po prostu - odetchnął - Po prostu cholernie go nienawidzę - nisko ryknął.

Spojrzałam na niego z sympatią i pozwoliłam milczeniu otoczyć nas, zanim znów się odezwałam.

 -Dlaczego .. - potrząsnęłam lekko głową. - Dlaczego on ... zrobił ci to?

Justin westchnął, kręcąc głową z niesmakiem.

-Bo powiedziałem mu, że wiem, co stara się robić.

Zmarszczyłam brwi. Widząc to, Justin zaczął wyjaśniać niskim głosem.

-Wykorzystuje moją mamę. Podobnie jak każdy facet, z którym była próbuje to zrobić. Wykorzystuje ją, żeby dostać się do moich pieniędzy i sławy. Powiedziałem mu, przejrzałem go na wylot, a on przyznał mi rację. Powiedział, że wszystko jest na poważnie między nim i moją mamą i że kiedy będą małżeństwem, to  ma legalny dostęp do wszystkich moich pieniędzy, zabierze je i odejdzie.-Justin pokręcił głową z goryczą.-Miał odejść tak jak każdy inny facet przed nim. Nawet mój ojciec.

Spojrzałam na niego ze smutkiem, niepewna, co powiedzieć.Justin wziął notatnik, który był na jego kolanach i rzucił go na stół ze złością.

-On jest takim pieprzonym dupkiem. Uderzył mnie, bo nazwałem go pedałem. Powiedziałem mu, że przejrzałem go, ale ... - Pokręcił głową. - Miał rację, kiedy powiedział mi, że moja mama nigdy nie wierz mi, tylko jemu.

-Dlaczego  twoja mama nie uwierzy tobie? - zapytałam cicho, mój ton głosy zalany był niepokojem.
Justin zadrwił.

-Bo wstydzi się , że jestem jej synem. - Potrząsnął głową, zatrzymując się na dłuższą chwilę, zanim westchnął. - Frank powiedział mi, że nie dba o mnie.

-To nie jest prawda. - Powiedziałam.

-Naprawdę? - Justin zapytał, patrząc na mnie, śmiejąc się ostro. - Bo to z pewnością wydaje się, że droga do mnie. W kółko, spotyka się z tymi dupkami, którzy chcą moje pieniądze. I tak w kółko, próbowałem powiedzieć jej to, co próbują zrobić, i ostrzec ją. Ale za każdym razem, ona mnie nie słucha i kończy się to zranieniem jej. Jej to po prostu nie obchodzi. Nie chce mnie słuchać! Powiedziałem jej, że Frank to najgorszy facet, powiedziałem jej, że nie jest odpowiedni dla niej, ale przecież ona nie chce słyszeć ani słowa tego co mówię. Wiem, że mam rację. - Justin powiedział stanowczo. - Frank wprost przyznał mi się. Ależ oczywiście, ona mnie nie posłucha. Nikt nie słucha mnie. - Odetchnął z frustracji.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.

-Dlatego związek z Aubrey jest tak popieprzony! - Stwierdził, odrywając wzrok od moich oczu. - My nawet nie jesteśmy w związku! Wszystko co robimy to - przerwał, kręcąc głową z goryczą.

Byłam trochę zaskoczona jego nagłym przypływem gniewu, czułam się bardzo zła dla niego. Oczywiście, pozwolił wydostać się każdemu uczuciu, które było w nim był obecnie uczucie, nie brzmiało to jakby był szczęśliwy.
Wziął głęboki oddech, jakby uspokajając się nieco.

-Dlatego nigdy nie miałem prawdziwego związku. Dlatego moi przyjaciele ledwo wiedzą, co myślę o odejściu mojego taty. To dlatego, że ledwo nawet wiem, jak się czuję o ... niczym. Nikt nie dba o mnie, wystarczy kurwa słuchać!

Spojrzałam na niego w szoku. Nikt nie troszczy się o niego? Czy był załamany?

-Obchodzisz mnie - powiedziałam cicho bez myślenia. Poczułam, że moje policzki oblały się czerwienią. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie przyznałam się. Nie mogłam uwierzyć, że własnie powiedziałam Justin'owi Bieber'owi, że obchodzi mnie. Od kiedy zależy mi na nim? Od rana, byłam wkurzona, myśląc o tym jak bardzo go nienawidzę! Nagle czuję jakąś troskę wobec niego, gdy widzę go z podbitym okiem, więc wybrałam, aby powiedzieć mu, że obchodzi mnie? Co było ze mną nie tak?

-Że co? - zapytał cicho, patrząc na mnie w lekkim szoku.

-Ja.... Ja... dobrze, ja - odetchnęłam, jąkając się i desperacko próbując ukryć słowa, które powiedziałam.

-Czy to prawda? - Justin zapytał ponownie po przerwie, jego chrapliwym głosem.

-Cóż ... Ja .. - westchnęłam, czując jak bardzo niezręcznie było.

Ale okazało się, przyznaje, że to, co powiedziałam nie koniecznie było prawdą. Justin wyciągnął rękę i dotknął bok mojej twarzy. Spojrzałem na niego, a następnie poczułam jeden z przejawów troski, a także najmniejszego strachu. Justin nachylił się do mnie, patrząc na mnie z poważną miną.

Pokręciłam głową nieznacznie.

-Spójrz, ja .. Przykro mi, że nie powininnam-

Odciął mnie, potrząsając głową.

-Nie przepraszaj. - Powiedział.

Spojrzałam mu prosto w oczy, a następnie, nagle uderzyła mnie pokusa, żeby go pocałować, tak jak w klubie na imprezie Drake'a. Różnica? Wtedy byłam pijana. Teraz? Byłam całkowicie i w 110% trzeźwa. I szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, co się dzieje. Oczy Justina zaczęły wędrować pomiędzy moimi oczyma i moimi ustami, nagle zauważyłam, że był dużo bliżej mnie, niż  wcześniej. Jego twarz była teraz zaledwie kilka centymetrów od mojej, patrzył na mnie z tym samym poważnym wyrazem twarzy. Jego ręka wciąż trzyma mój policzek. Wziął drugą rękę i odgarnął kosmyk włosów z moich oczu, chowając go za ucho. Moja pokusa, żeby go pocałować tylko rośnie w siłę, ale wiedziałam, że to zły pomysł. Zrobiliśmy to tylko raz i zrobiło się niezręcznie między nami. A teraz jest gorzej ze względu na fakt, że nie tańczymy pijany w środku zatłoczonego klubu. Wręcz przeciwnie, w rzeczywistości. Przybliżał się do mnie, przełknęłam ślinę, patrząc głęboko w jego oczy, które były pełne jakiś dziwnych emocji, których nie mogłam rozszyfrować. Wreszcie, Justin był zbyt blisko mnie, żeby moje oczy otwarte. Czułam, że moje oczy trzepoczą kiedy Justin nachylił się, a następne z tego co pamiętam, przycisnął usta do moich, całując mnie delikatnie. Odwzajemniłam pocałunek, pozwalając jednej ręce powędrować na jego kark. Przeniósł swoją drugą rękę na moją talię, chwytając ją lekko i całując mnie z większą intensywnością. Czułam jego otwarte usta przed pocałunkiem i otworzyłam moje, czując dziwną sesję iskier, rzadko czułam takie coś przechodzące przez moje ciało, pchnął swój język do przodu, aby zbadać moje usta. Przeniosłam się lekko do przodu, popychając go z powrotem na kanapę. Ani razu nie przerywając pocałunku, przemieściliśmy się na kanapie, położyłam kolana między nim, siadając okrakiem na nim, pochylałam się nad nim w pozycji bardziej dominującej. Czułam jego ramiona wokół mnie i przyciągnął mnie bliżej, całując mnie ostro. Przechyliłam głowę na bok i wbiłam język w jego usta, trzymając twarz w dłoniach. Oderwał się ode mnie dysząc, zanim pochylił się i pocałował mnie jeszcze raz, tym razem z większą intensywnością. Wreszcie, po tym, co wydawało się wiekami, przestaliśmy się całować. Położyłam dłonie po obu stronach jego twarzy, oparłam się, patrząc na niego jak oddychał ciężko. Spojrzał na mnie i przez chwilę tylko to robiliśmy. Wyglądaliśmy na  nieco zszokowanych, ale nie mogliśmy się powstrzymać patrząc na siebie. Po przerwie, w końcu wróciłam do rzeczywistości, powoli zeszłam z niego. Spojrzałam na niego w szoku, zanim zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie wyglądałam jak jakaś idiotka. Szybko odwróciłam wzrok, spojrzałam na podłogę, wyginając moje ręce nerwowo.

-Um ... powinnam ... iść. - powiedziałam, spoglądając na niego kilka razy z mieszaniną lęku i nerwów.

Szybko schyliłam się i chwyciłam moje książki i rzeczy ze stolika, kiedy nastała między nami niezręczna cisza. Justin nadal tylko siedział i gapił się na mnie, w szoku po tym, co się właśnie stało.

-Zobaczymy się później. - wymamrotałam szybko, odwróciłam się i ruszyłam tak szybko, jak tylko mogłam w stronę drzwi. Otworzyłam je, szarpiąc lekko za klamkę ze względu na mój lęk.

-Mandy, poczekaj. - Justin zawołał.

Ale zignorowałam go i wybiegłam z domu tak szybko, jak tylko mogłam bez słowa lub spojrzeniem. Na mojej drodze do samochodu, minęłam Pattie, która najwidoczniej właśnie wróciła do domu. Miała pełne ręce zielonych worków spożywczych, spojrzała na mnie z zmarszczonymi brwiami kiedy minęłam ją pospiesznie.

-Mandy? - powiedziała.

Ale, tak jak z Justinem, zignorowałam, śpiesząc do mojego auta.

Gratulacje, Mandy. Właśnie znalazłaś się w jeszcze bardziej skomplikowanej sytuacji. Przed chwilą ekstremalnie obściskiwałaś się z Justinem Bieberem, najpopularniejszym chłopakiem w szkole, światowej sławy piosenkarzem, a ty i twoi przyjaciele gardzą nim, łączna suma dwa razy. Przynajmniej byliśmy pijani za pierwszym razem. Ale tym razem ... okoliczności były bardzo różne. Tak. Tym razem, nie ma żadnego usprawiedliwienia.

***

Hejka ;)
Tutaj @im_purple_ninja, zostałam poproszona o pomoc w tłumaczeniu, więc oto jestem!
W oryginale ten rozdział jest podzielony na dwie części, ale jako że długo czekaliście, skleiłam je w jeden, więc jest dość długi x
Nie zauważyłam żadnych błędów, ale jeśli są - przepraszam.
Do następnego! ~

wtorek, 11 marca 2014

Chapter Ten: Hospital Visits

Mandy's POV

Nie mogłam oddychać. Podniosłam ręce do moich ust, patrzyłam na lodowisko z mieszaniną przerażenia, niedowierzania i szoku. Ryan właśnie walczył z kimś z przeciwnej drużyny i leżał nieprzytomny na lodzie. Jego trener i medyk przybiegli na lód, praktycznie wszyscy jego koledzy tłoczyli się wokół niego. Tłumy ludzi z widowni stanęły na nogi, dysząc i patrząc z przerażeniem, w kierunku gdzie leżał. Nigdy nie widziałam tak zdenerwowanego Chaz'a. Jego brwi były zmarszczone, klękał na lodzie obok Ryan'a z dziwnym i nieco odległym wyrazem twarzy. Facet, który uderzył Ryan'a i praktycznie zrobił z niego gówno, stał daleko, wpatrując się w lekkim w szoku, zaciskając i rozluźniając pięść, która była umazana krwią. Walka szczerze wyglądała, jak agresywny (i całkowicie niepotrzebny) przejaw testosteronu pomiędzy dwoma nastolatkami, ale to było zanim Ryan stracił przytomność. Przysięgam, chłopacy są śmieszni (a przynajmniej, kiedy grają w hokeja). Zajęło mi chwilę, aby w pełni zrozumieć, co się dzieje. Dopiero co ludzie zaczęli krzyczeć i rozpaczliwie płakać, a grupa umundurowanych ludzi niosących nosze pośpieszyła na arenę, powaga sytuacji kompletnie mnie przerosła. Wyskoczyłam z mojego miejsca, skręciłam w korytarz, spiesząc się, bez słowa. Oboje Natasha i Greg krzyczeli do mnie, ale zignorowałam ich, przepychając się pomiędzy ludźmi, biegnąc po schodach trybun do strony lodowiska, w której Ryan leżał na noszach. Ludzie krzyczeli i głośny szmer zamieszania rozszedł się po całej arenie.
-Cholera-mruknęłam pod nosem. Patrzyłam jak moja ciocia i wujek rzucili się w kierunku gdzie przenosili Ryan'a i poszli do wyjścia. Moja ciocia wyglądała jakby była bliska płaczu, popędzała ich i wykrzykiwała imię Ryan'a z niepokojem, wujek był zajęty krzyczeniem na innych ludzi, wyraźnie wściekły.
Podbiegłam do wujka i powiedziałam w pośpiechu:
-Co się dzieje?
Przestał krzyczeć i spojrzał na mnie dziwnie, jakby zastanawiając się, kto przy zdrowych zmysłach przerwał mu, będąc po środku takiego zamieszania.
Kiedy zdał sobie sprawę, że to ja, szybko pokręcił głową i wziął wdech.
-Zabierają go do szpitala. Cholerny drań, z którym się bił, znokautował go.
Potrząsnął głową z wyrazem najwyższego wstrętu tworzącego się na jego twarzy. Zaklął głośno, uderzając pięścią w jedną z barierek. Kiedy odwrócił się, zaczął krzyczeć na ludzi przechodzących w pobliżu, obróciłam się i pobiegłam w stronę, gdzie nosze z Ryan'em zniknęły, mając nadzieje, że złapię ich przed wyjazdem. On nie mógł być tak obolały, czy mógł? To znaczy, bił się przed chwilą ale....... to wystarczy, żeby zabrać go do szpitala? Zalało mnie poczucie poczucie krzywdy, troski i zmartwienia, przyśpieszyłam kroku, przepychając się pomiędzy ludźmi, szukając gorączkowo tego, co mam zrobić.
Ryan, był dla mnie bratem, którego nigdy nie miałam. Szczerze, wiele dla mnie znaczył i nie wiem co bym zrobiła gdyby został poważnie ranny. Zagryzając nerwowo wargi, rozejrzałam się za wyjściem. Wszystko było w pośpiechu, dosłownie nie miałam pojęcia co robię. Wszystko co wiedziałam, to to, że muszę dostać się do szpitala.

***

Biegłam na trzecim piętrze, w stronę, gdzie ciocia chodziła nerwowo na zewnątrz sali, gryząc paznokcie i patrząc na zegar z mieszaniną niepokoju i zniecierpliwienia. Mały tłum ludzi zebrał się na krzesłach w pobliżu, obserwując jej niepokój. Ciocia spojrzała na mnie słysząc moje kroki, wyglądała jakbym dodała jej otuchy.
-Cześć Mandy-powiedziała.
-Hej-odpowiedziałam bez tchu, zatrzymując się przed drzwiami.-Co z nim?
Pokręciła głową.
-Nie powiedzieli. Został przyjęty, nie pozwalają wejść nikomu do pokoju, dopóki nie zrobią badań.
Jęknęła, zaciskając mocno oczy i opierając się o ścianę.
-O mój Boże-mruknęłam rozpaczliwie.
-Wiem kochanie-powiedziała uspokajająco.
-Myślisz, że będzie dobrze?-zapytałam z niepokojem w głosie.
Wzruszyła ramionami.
-Nie wiem. To znaczy, mam nadzieje, że tak, nie wygląda na to, że został bardzo ranny, ale.... nie mogę nic powiedzieć na pewno. 
Jęknęłam ponownie, zagryzając wargi. To nie wygląda dobrze. Po tym, co wydawało się być kilkoma godzinami bolesnego oczekiwania, drzwi do sali otworzyły się, a profesjonalnie wyglądający mężczyzna wystawił głowę.

- Pani Butler? – zawołał.
Moja ciotka obróciła się natychmiast i spojrzała na lekarza szeroko otwartymi oczami.
Skinął głową, pokazując, aby poszła za nim.
- Może pani teraz tam wejść.
Kiwnęła głową i popatrzyła na mnie, informując, że powinnam pójść z nią.
Zgodziłam się i razem  weszłyśmy do pomieszczenie.
Był to mały, ale jednak ładnie urządzony pokój, wypełniony kilkoma innymi dorosłymi.  Ryan leżał po środku pomieszczenie na szpitalnym łóżku, wciąż nieprzytomny. Kilka ran na jego głowie, zostało opatrzone białymi bandażami,  a wyraz jego twarzy nieco wyrażał zadowolenie.
- Więc – spytała moja ciocia, spoglądając na lekarzy wyczekująco – Czy z nim  będzie wszystko w porządku?
- Sądzę, że tak – zapewnił ją lekarz – Jest trochę potłuczony i wygląda na to, że ma wstrząs mózgu, ale raczej wróci do pełnego stanu zdrowia bez żadnego problemu.
Ciotka odetchnęła z ulgą, zamknęła oczy i ścisnęła moją rękę w podzięce.
Lekarze zaczęli pokazywać jej nabazgrane notatki, wyjaśniające to, co się stało Ryanowi i to, ile czasu zajmie mu odzyskanie przytomności.
W tym samym czasie, ja przeszłam przez pokój do łóżka Ryana. Wzięłam jego rękę w swoją i przygryzłam wargę. Zmierzwiłam moje włosy ręką i spojrzałam na kwadratowe okno, znajdujące się obok jego łózka. Rolety były podwinięte do góry, więc mogłam dostrzec ogromny szpitalny parking. Samochody w każdym kolorze były wszędzie, podobnie jak ludzie, zmierzający każdy w innym kierunku: do szpitala, do samochodów i do tętniącej życiem ulicy. Zauważyłam kilka osób zmierzających w stronę izby przyjęć i od razu poczułam się chora.
Nienawidzę szpitali.
Po chwili, usłyszałam coś przy drzwiach, wiec spojrzałam tam przez ramię.
Pan Butler wbiegł pośpiechem do pokoju, rozglądając się na ostatnim oddechu. Za nim, także wyglądający jakby był w pośpiechu, stał Justin.
Jęknęłam wewnętrznie.
Pan Butler zamienił kilka słów z ciocią i lekarzami, po czym pośpieszył wzdłuż pokoju i popatrzył na swojego syna. Posłał mi uśmiech na powitanie, zanim schylił się i obejrzał bandaże na głowie Ryana.
- Jak długo minie nim się obudzi? – spytał.
Jeden z doktorów wzruszył ramionami.
- Może się obudzić w każdej chwili – posłał mu uspokajający uśmiech – Wszystko będzie w porządku.
Wujek kiwnął głową, zanim obrócił się z powrotem w stronę Ryana.
Po chwili, Justin również pojawił się obok nas przy łóżku, patrząc na swojego przyjaciela z lekkim niedowierzaniem.
Spojrzał w bok i spotkał się z moim wzrokiem, patrzyliśmy na siebie przez moment po czym, oboje uciekliśmy wzrokiem.
Mój wujek popatrzył na nas z dezorientacją, zanim rozejrzał się po pomieszczeniu.
Widząc to, jeden z lekarzy zwrócił się do niego.
- Panie Butler, jeśli pan pozwoli, zabiorę pana i żonę do mojego biura, gdzie wyjaśnię jak długo Ryan będzie musiał tu być.
Wujek kiwnął i spojrzał na Ryana raz jeszcze. Następnie obrócił się i podążał za moją ciotką i grupą lekarzy, zamknęli drzwi i wyszli, pozostawiając mnie i Justina samych z jedną pielęgniarką.
Dwudziestoparoletnia kobieta podeszła do nas, posyłając uspokajający uśmiech
- Dam wam dwóm trochę czasu sam na sam z waszym przyjacielem.  Powinno być z nim wszystko w porządku. Wrócę za kilka minut, aby zrobić kilka testów –powiedziała.
Justin i ja kiwnęliśmy głowami.
Po absurdalnie długiej chwili niezręcznej ciszy, Justin w końcu się odezwał.
- Jestem zdziwiony, że jesteś tutaj.
- Oczywiście, że jestem – ucięłam – Ryan to mój kuzyn, dlaczego do cholery miałoby mnie tu nie być?
Justin wzruszył ramionami.
- Nie wiem – przeniósł swoje spojrzenie na mnie – Po prostu myślałem, że jesteś z Loser Boyem i Litzy.
- Serio Bieber? Serio? – powiedziałam wściekle – To właściwy moment aby zachowywać się jak dupek?
- Ciszej – syknął Justin, wskazując na Ryana.
Skrzywiłam się.
- Przecież on nie obudzi się dlatego, że jestem głośno – powiedziałam, zniżając głos do szeptu.
Justin wywrócił oczami z poirytowaniem.
- Byłam z Gregiem i Natashą, ale kiedy zobaczyłam, że Ryan został zraniony, pobiegłam sprawdzić czy wszystko z nim w porządku i oddaliłam się od nich. Dlaczego cię to obchodzi?
- Nie obchodzi – odpowiedział.
- Swoją drogą, nie ma za co, jeśli chodzi o to, że dokończyłam projekt – odezwałam się po chwili ciszy.
- Co? – syknął Justin, marszcząc brwi.
- Skończyłam nasz szkic, na projekt Reymera. Nie powiedziałeś nawet dziękuję.
- Nie prosiłem cię o skończenie jego – mruknął z irytacją, przenosząc ciężar ciała z jednej nogi na drugą.
- Niezależnie od tego, nie podziękowałeś, a ja mam zamiar wciąż dokończyć wszystkie prace.
- W porządku, dzięki – powiedział Justin, nie brzmiąc wdzięcznie w ogóle – Proszę! Powiedziałem. Szczęśliwa?
- Nie bardzo.
- Cóż, to nie jest niespodzianką, ponieważ ty nigdy nie jesteś szczęśliwa – zadrwił ze mnie –Tak jak mówiłem, nigdy nie prosiłem cię o skończenie szkicu. Mogłaś poczekać na mnie, przyszedłby do szkoły przed zajęciami i skończylibyśmy go szybko razem.
- Naprawdę myślisz, że gdybyśmy skończyli go szybko przed zajęciami, gwarantowałoby to nam dobrą ocenę? – skrzyżowałam ramiona – Wiesz, że gdybyśmy nie poszli na to głupie przyjęcie, nie mielibyśmy z tym problemu.
- To nie moja wina, że się upiłaś – burknął.
Patrzałam się na niego i otworzyłam usta.
- Przepraszam? – syknęłam – To ty mnie podpuściłeś, abym to zrobiła.
- Ale wybór wciąż należał do ciebie – odpowiedział – Nie zmusiłem cię do niczego.
Prychnęłam.
- Nie byłam jedyną, która się upiła – mruknęłam – uściślając, też byłeś całkiem nawalony Bieber.
Justin wywrócił oczami.
- Nie aż tak bardzo, jak ty. Uwierz mi.
- Nie aż tak bardzo jak ja? – uniosłam brwi i zapytałam z niedowierzeniem.
Skinął głową, a ja pokiwałam głową lekceważąco.
- Oboje byliśmy nawaleni, Bieber. W przeciwnym razie nie moglibyśmy – zacięłam się i natychmiast uciekłam wzrokiem od Justina. Spojrzałam na podłogę, przygryzając wewnętrzną stronę policzka.
Prawie powiedziałam… cóż… to co zrobiliśmy tamtej nocy.
- Nie moglibyśmy co? – spytał Justin.
- Wiesz co – mruknęłam pod nosem, nie chcąc patrzeć na niego i przestępując z nogi na nogę.
- Powiedz to, Nash. Oboje wiemy o czym mówisz. Oboje wiemy dlaczego wszystko jest tak niezręczne pomiędzy nami – skrzyżował ręce na piersiach i patrzył na mnie wyczekująco.
Potrząsnęłam głową, starając się na niego nie patrzeć.
- Dajesz – kontynuował – Możesz to powiedzieć – przechylił głowę na bok z uśmieszkiem na twarzy – A może się wstydzisz?
- Bardziej brzydzę – ucięłam.
- Nie ważne, Nash – parsknął.
- Zamknij się, Bieber – odpowiedziałam lodowato, szydząc z niego.
Justin pochylił się lekko do przodu, patrząc mi w oczy.
- Możesz mówić i myśleć co chcesz, Nash i możemy dalej pozostać przy naszych piekielnie niezręcznych rozmowach ale to nie zmienia faktu, że obściskiwałaś się ze …
Nagle Ryan poruszył się lekko w szpitalnym łóżku. Na co ja i Justin od razu się zamknęliśmy. Oboje spojrzeliśmy na niego z poczuciem nerwów i wyczekiwania.
- Ry?- powiedziałam cicho i dotknęłam jego ramienia z niepokojem.
Poczułam dużą ulgę, widząc go poruszającego się, ale przyznam, że zarazem byłam zmartwiona. A co jeśli słyszał cokolwiek z tego co ja i Justin mówiliśmy?
Jeśli tak, bylibyśmy zrobieni!
Żaden z nas, nie wyjawnił tego co zrobiliśmy tamtej nocy. A każdy podsłuch mógłby do tego prowadzić. Chociaż gdyby wiedzieli, że oboje byliśmy piani i żadne z nas się w to nie angażowało.
- Ryan – potrząsnęłam jego ramieniem.
Jego oczy zatrzepotały i przez chwilę wpatrywały się w sufit, po czym obrócił się i spojrzał na mnie. Posłał mi mały uśmiech.
- Hej Mandy.
- Hej Ryan – uśmiechnęłam się.
Powoli przeniósł wzrok na Justina.
- Co tam, Bieber? – zachrypiał.
- Hej stary – odpowiedział Justin zadziwiająco spokojnym tonem – Jak się czujesz?
Ryan wzruszył ramionami.
- Gównianie – odpowiedział szczerze, śmiejąc się – Ale nieważne -  rozejrzał się po pokoju i zmarszczył brwi w lekkim zmieszaniu – Więc skończyłem w szpitalu?
Justin i ja kiwnęliśmy głowami.
- Masz wstrząs mózgu – wyjaśniłam.
Ryan zaśmiał się.
- Tamten koleś musiał mnie nieźle skopać.
- Co się do cholery wtedy stało? – spytałam.
Wzruszył ramionami, chichocząc.
- Nie wiem w sumie – uznał – Po prostu się kłóciliśmy.
Posłałam mu groźne spojrzenie, to było oczywiste, że mu nie wierzyłam.
Widząc to, zaśmiał się ponownie.
- To skomplikowane, Mands. Wyjaśnię, gdy poczuję się lepiej niż jak gówno.
Odetchnęłam i kiwnęłam głową.
- Dobra.
Zapadła cisza podczas gdy Ryan jęknął, próbując usiąść. Justin i ja obserwowaliśmy go w milczeniu, nie chcąc patrzeć na siebie.
Ryan chrząknął lekko, zmarszczył brwi i patrzył na nas obojga lekko zmieszany.
- Dziwne, że wasza dwójka może być tutaj razem – powiedział po chwili.
Justin i ja zamknęliśmy oczy, a powietrze wypełniło niezręczne napięcie. Oboje odchrząknęliśmy , patrząc na Ryana.
- Cóż… To nie tak, że jesteśmy tu razem czy coś w tym stylu.
- Tak wyszło, że jesteśmy tutaj… razem – stwierdził Justin niepewnie. Zmarszczył brwi i zdał sobie sprawę jak głupio brzmiało jego zdanie.
- Przyszliśmy osobno – wytłumaczyłam prędko.
Justin i ja zaczęliśmy oboje mówić w tej samej chwili, po czym oboje się zamknęliśmy, patrząc na siebie z zażenowaniem.
- Przyszedłem z twoim tatą,  a ona była tu z twoją mamą i… - zaczął Justin.
- I tak po prostu wyszło, że jesteśmy tu razem – skończyłam za niego – Twoi rodzice są w innym pomieszczeniu – dodałam szybko.
Ryan tylko kiwnął głową, posyłając nam spojrzenie typu „dlaczego się tak dziwnie zachowujecie” .
Nagle  krzyknął z bólu, przebijając ewidentnie swoją ranę na czaszce. Złapał się za skronie i zacisnął zęby, zamykając mocno oczy.
- Pójdę po doktora – ja i Justin powiedzieliśmy zgodnie w tym samym czasie.
Spojrzeliśmy na siebie, a ja poczułam, że oblewa mnie lekki rumieniec.
- Możesz to zrobić – powiedzieliśmy jednocześnie.
- Nie, ty – zaprotestowaliśmy, znów w tym samym czasie.
Rozchyliłam moje usta, patrząc na Justina dokładnie tak jak on patrzył na mnie: niezgrabnie i lękliwie. Nie mogłam nic zrobić, ale mój wzrok powędrował na jego wargi, które były rozchylone tak samo jak moje. Natychmiast przypomniała mi się noc sprzed tygodnia i niesamowity sposób w jaki te usta działały na mnie.
Przestań, Mandy!                    
To dupek.
A tobie NIE podobało się obściskiwanie z nim.
Jakkolwiek.
W ogóle.
Nawet nie trochę.
Potrząsnęłam głową, aby usunąć z niej te wszystkie myśli i spojrzałam na Ryana.
- Zaraz wrócę.
Nie czekając na jego czy Justina odpowiedź, obróciłam się i wyszłam pośpiesznie z pokoju, szukając mojej cioci, wujka czy któregoś z lekarzy. Kilka osób na zewnątrz patrzało na mnie i pytało „Jak czuje się Ryan” ale postanowiłam zignorować to i pobiec w dół holu.
Jedyne czego chciałam, to jak najszybciej wydostać się z tego szpitala.
Udało mi się znaleźć ciotkę, wujka i lekarzy w ciągu kilku chwil i po 10 minutach, wróciłam do pokoju Ryana. Stanęłam w rogu i obserwowałam jak doktorzy zadają mu różne pytania, typu „Jak się czuje?” . Ciotka z wujkiem patrzeli na syna z niepokojem ponad barkami lekarzy.
Po chwili, jedna z pielęgniarek rozejrzała się po pokoju i zmarszczyła brwi, gdy dostrzegła mnie i Justina.
- Przepraszam, ale w tej chwili tylko jeden gość może pozostać w pomieszczeniu. Nie może zrobić się zbyt tłoczno.
Zmarszczyłam brwi na to, jak absurdalnie to brzmiało.
Przecież z Ryanem jest wszystko w porządku, dlaczego musi mieć limit gości?
Justin i ja patrzeliśmy to on na mnie, to ja na niego, posyłając sobie spojrzenia mówiące „lepiej będzie, jeśli ty zostaniesz, nie ja”
- Pani czy pan? – spytała pielęgniarka po chwili.
Gdy żadne z nas nie odpowiedziało, dodała:
- Jeśli żadne z was nie wyjdzie, będę zmuszona poprosić was obu o opuszczenie pomieszczenie.
Popatrzyłam na Justina, nim w końcu odetchnęłam z irytacją, oderwałam wzrok od niego i wlepiłam go w pielęgniarkę.
- Dobrze – mruknęłam – ja pójdę. Spojrzałam na Justina -  W ten sposób gwiazda może dostać to czego chce, jak zwykle.
Przewróciłam oczami i przełożyłam torebkę na ramieniu, odwracając się  aby wyjść .
- Dziękuję – powiedziałam to pielęgniarki. (choć przyznam, nie miałam tego na myśli)
Kiwnęła głową, posyłając mi mały uśmiech zrozumienia.
Powstrzymałam się od wywrócenia oczami.
Suko, proszę. Dopiero co wyrzuciłaś mnie z sali, gdzie mój pobity kuzyn leży z wstrząsem mózgu. Nie próbuj udawać, że mnie rozumiesz.
- Cześć Ryan. Zobaczymy się, kiedy będziesz móc – powiedziałam, zatrzymując się przy drzwiach.
Ryan podniósł głowę, aby na mnie spojrzeć, marszcząc brwi pytająco. Kiwnął głową.
- Okay. Dzięki za przyjście, Mandy.
- Żaden problem. Zdrowiej – uśmiechnęłam się.
Jego rodzice odwrócili się i również podziękowali mi, jego mama rzuciła mi buziaka, zapraszając  na rodzinny obiad w przyszłym tygodniu a ja skinęłam głową.
Kiedy już się pożegnałam (ze wszystkimi, oprócz Justina, którego oczywiście ignoruję), opuściłam pokój. Skierowałam się w dół korytarza i wyciągnęłam mój telefon, sprawdzając czy nie mam żadnych nowych wiadomości.
I rzeczywiście miałam nowe wiadomości, siedem. I wszystkie były od Grega, chcącego wiedzieć gdzie jestem i czy wszystko jest w porządku. Nie mogę powiedzieć, że jestem zaskoczona.
I choć doceniam, to że myśli o mnie i się martwi, byłam zła… Nie potrzebuję bycia niańczona przez niego cały czas.
To powinno być całkiem oczywiste, gdzie teraz jestem.
Wywróciłam oczami, niezależnie od tego, że otworzyłam nową wiadomość.
Szłam do windy i zdecydowałam, że mu odpiszę, ale zostałam zatrzymana poprzez kroki i chrapliwy głos wołający za mną.
- Nash! Hey NASH! Zaczekaj!
Obróciłam się poirytowana, krzyżując ramiona i marszcząc brwi.
- Co? – spytałam, patrząc na Justina.
Justin zatrzymał się, ciężko oddychając i spojrzał na mnie.
Zarzucił włosami i oblizał wargi.
- Spójrz – zaczął po chwili – Nie rozmawialiśmy kiedy spotkamy się następnym razem, aby popracować nad naszym projektem, bo wiem, że powiedział dziś w klasie, że następna część projektu ma być gotowa za 2 tygodnie.
- Okej? – potrząsnęłam moją głową.
- Możemy po prostu ustalić to teraz, aby nie rozmawiać ze sobą później w szkole – jego głos ociekał oczywistą irytacją.
Wzięłam głęboki oddech.
- Dobrze – odpowiedziałam, krzyżując ramiona i patrząc na niego – Kiedy chcesz się spotkać?
- Nie wiem -  Justin wzruszył ramionami.
- Co ty na to – zaczęłam – Wyjeżdżasz gdzieś poza miasto w ciągu kilku następnych tygodni?  Kiedykolwiek, przed następnym terminem projektu?
- Tak – odpowiedział natychmiast – Wracam do Stanów w przyszłym tygodniu.
Wzięłam głęboki wdech ponownie, starając się zachować spokój.
Nie wiem czy rozumiał jak absurdalnie wkurzające było dla mnie, mieć popową gwiazdę za partnera do projektu.
- W porządku – stwierdziłam – Musimy popracować nad tym przed twoim wyjazdem.
Przytaknął.
- Co robisz dziś wieczorem? – spytałam.
- Dziś wieczorem? – spytał, marszcząc brwi.
Kiwnęłam głową.
- Później, tak?
Kiwnęłam ponownie.
- Nic – wzruszył ramionami.
- Chcesz popracować nad tym?
Naprawdę nie chciałam być w pobliżu niego,  szczególnie po tej całej szeptem-mówionej kłótni w szpitalnym pokoju, ale wyjeżdżał z miasta ponownie, a ja chciałam być pewna, że zrobimy kolejny krok w projekcie i nie chciałam utknąć z całą pracą, znów sama.
- Okay, nieważne – odpowiedział wyraźnie chętny do pracy tak samo jak ja.
- Przyjdź o 9 lub coś w tym stylu – mruknął.
- Dobrze. Do zobaczenia więc – westchnęłam.
- Na razie – powiedział Justin.
Nie mówiąc nic więcej, obróciłam się i pobiegłam do windy i kliknęłam przycisk „na dół” z większą siłą, niż było to konieczne.
Naprawdę chciałam się stamtąd w końcu wydostać.
***
Justin’s POV
- Mamo? Wróciłem – zawołałem, zamykając frontowe drzwi od domu.
- Cześć  kochanie – głos mojej mamy dobiegł z kuchni.
Zapach pieczonego kurczaka unosił się w powietrzu, a ja uśmiechnąłem się szczerze.
Nagle poczułem się o wiele głodniejszy niż wcześniej.
Wszedłem od kuchni i rzuciłem kluczyki od samochodu na stół.
- Jak tam Ryan? – spytała moja mama trochę speszona.
- Dobrze – odpowiedziałem – Chaz jest z nim teraz, musieliśmy się ulotnić, ponieważ w jego pokoju nie może być więcej niż jedna osoba, która nie jest rodziną. Pieprzona bzdura.
- Język, Justin – powiedziała Pattie ostrzegawczo.
- Przepraszam.
Wtedy zauważyłem, że ktoś jeszcze był w pokoju. Frank Morris, mężczyzna średniego wieku, z krótko przyciętymi brązowymi włosami i ciemną cerą, siedział na barowym krześle przy wyspie i obserwował jak Pattie miesza makaron w garnku.
Natychmiast złączyłem moje wargi i ścisnąłem pieści.
Kurewsko nienawidzę Franka.
Nie mogę go znieść, dosłownie. Jest najgorszym facetem, z jakim moja mama randkowała, kiedykolwiek.
A randkowała z wieloma mężczyznami.
Większość z nich robiła to dla pieniędzy i korzyści, jakie daje posiadanie mnie jako dziecka. Frank był za to zdecydowanie pazerny.
Jedynie ją wykorzystywał.
Gdyby potrafiła to dostrzec.
Frank spojrzał na mnie z uśmieszkiem na twarzy.
- Cześć Justin – powiedział – Dobrze cię widzieć.
Prychnąłem.
Przestań udawać ty baranie. Oboje wiemy, że jesteś jedynie głupim draniem, który nie zasługuje na tak wspaniałą i piękną kobietę, jaką jest moja mama. I oboje wiemy to, że się nienawidzimy. Przestań udawać, że mnie lubisz.
- Cześć Frank – mruknąłem przez zęby.
Jeśli tylko wrząca woda w garnku, którą gotowała moja mama, była na większym ognia, napięcie byłoby tak duże, że moglibyśmy się pozabijać.
- Nie wiedziałem, że zapraszamy kogoś na obiad, mamo – stwierdziłem, posyłając Pattie zirytowane spojrzenie.
Pattie spojrzała poprzez ramię na mnie.
- Frank nie jest kimś, Justin, jest moim chłopakiem. Może jeść z nami obiad kiedy chce.
Powstrzymałem się od wywrócenia oczami.
- Jeść obiad – yeah… bardziej chyba podlizywać się do ciebie, aby później móc zrobić o wiele więcej w twojej sypialni.
Ew. Właśnie to sobie wyobraziłem. Okropny i niepokojący obraz.
Zajmie mi kilka dni aby się z niego wyleczyć.
Wstrząsnąłem głową i spojrzałem na moją mamę.
- Istotnie przyszedł, aby dowiedzieć się co z Ryanem – kontynuowała Pattie, mieszając makaron drewnianą łyżką – Dzięki Bogu, że z nim wszystko w porządku. Okropnie się martwiłam.
- Yeah. Frank jest taki kochany. Słyszał o tym, co przydarzyło się Ryanowi i natychmiast tu przyjechał – powiedziała Pattie, posyłając Frankowi uśmiech zachwytu.
Miałem ochotę zwymiotować wszystko to, co znajdowało się w moim żołądku.
- Chciał się upewnić, czy z Ryanem wszystko w porządku a także, czy z tobą wszystko w porządku – posłała mi znaczące spojrzenie.
Zmarszczyłem brwi.
- Chciał się upewnić czy ze mną wszystko w porządku? – powtórzyłem, ponieważ uważałem to na niewiarygodne.
- Mhm – powiedziała Pattie.
- To prawda – dodał Frank, uśmiechając się do mnie.
Jego uśmiech był sztuczny jak cholera. Jeszcze bardziej sztuczny niż cholerna Barbie.
- Cóż mogę powiedzieć? – złapał się za ręce – Martwię się o ciebie.
Pattie spojrzała na mnie, jakby chciała powiedzieć „Widzisz? A nie mówiłam?”
- Yeah, ale mówiąc, że martwi się o mnie, mamo, czy on nie ma na myśli mojej sławy i pieniędzy? – uściśliłem.
- Justin – syknęła Pattie, patrząc na mnie z wyrzutem.
- Co? – od syknąłem – Po prostu mówię, jaka jest prawda.
- Justin, nie jestem tu dla sławy czy twoich pieniędzy. Obchodzisz mnie ty – powiedział Frank.
- Gówno prawda – mruknąłem pod nosem.
- Justin – powiedziała Pattie ostrzegawczo, patrząc na mnie srogo.
Potrząsnąłem głową, przenosząc spojrzenie z niej.
- Siadaj Justin – westchnęła – Obiad jest gotowy.
Przyznam, było mi głupio, że ją zdenerwowałem, ale nie mogłem wytrzymać z tym frajerami, z którymi się spotykała.
A Frank był definitywnie najgorszy z nich.
Niechętnie usiadłem przy stole naprzeciwko Franka i skrzyżowałem ramiona, czekając, aż moja mama poda jedzenie.
Zjadłem obiad w ciszy słuchając jak Frank i Pattie prowadzą cichą rozmowę. Spojrzałem na zegarek, zauważając, że jest około 8.
W końcu, po czasie, który był dla mnie wiekami, skończyliśmy jeść, a ja pomogłem mojej mamie posprzątać.
- Dobra skarbie. Muszę pobiec szybko do sklepu po coś – oznajmiła Pattie, kładąc dłoń na moim ramieniu i po chwili, patrząc na Franka – Chcesz pójść ze mną, skarbie?
Parsknąłem.
Naprawdę nazwała go skarbem?
Zastrzelcie mnie.
- Um. Rzeczywiście, myślałem o tym aby zostać i spędzić trochę czasu z Justinem – powiedział Frank, uśmiechając się do Pattie.
Um, słucham?
- Oh okej – odpowiedziała – Brzmi świetnie. Myślę, że już pójdę i zostawię was dwóch samych.
Frank skinął głową.
Posłałem mamie alarmujące spojrzenie.
Czy do kurwy robiła sobie ze mnie żarty?
- Bądź miły – powiedziała delikatnie, a ja wywróciłem oczami.
- Nie zostanę długo – oznajmił Frank – Chcę po prostu spędzić trochę czasu z moim małym kumplem – objął mnie ramieniem i poklepał.
Automatycznie zabrałem jego ramię.
- Więc, raczej nie będzie mnie tu gdy wrócisz – kontynuował, patrząc na Pattie.
Kiwnęła głową.
- Okej kochanie – pochyliła się i pocałowała go.
Zmarszczyłem nos z niesmakiem, biorąc łyk wody, aby nie widzieć tego.
- Do zobaczenia później – powiedziała Pattie. Uśmiechnęła się do mnie i pocałowała mnie w policzek – Kocham cię, skarbie – dodała.
- Ja też.
Zabrała swoją torebkę i klucze z komody, zapewniając, że nie będzie dłużej niż godzinę. Obróciła się i posłała całusa mi i Frankowi.
- Pa – zawołała.
- Pa – odpowiedzieliśmy chórem.
Pomachała do nas, po czym wyszła z kuchni.
Nastąpiła chwila ciszy, nim udało się usłyszeć zamykające frontowe drzwi i przekręcający kluczyk w zamku.
Siedzieliśmy chwile, po czym Frank obrócił się do mnie w fotelu.
Jego fałszywy uśmiech nagle zniknął.
Czując jego spojrzenie na sobie, postanowiłem również na niego spojrzeć.
- W porządku, kolego – powiedział Frank, wszystkie ślady jego uprzejmości zniknęły natychmiast.  Zmrużył oczy na mnie groźnie – Musimy pogadać.


***
 
ROZDZIAŁ NIESPRAWDZONY!!
jutro poprawię wszystkie błędy.

tutaj nowa(stara) tłumaczka, możecie mnie znać z poprzedniego tłumaczenia tego opowiadania.
rozdział miał być w poniedziałek, niestety nie miałam czasu dodać za co naprawdę przepraszam.

@jilerotic

Obserwatorzy

Szablon by @mohito_x