sobota, 21 czerwca 2014

Chapter Thirteen: To-Be-Determined

Mam romans z Justinem Bieberem.

Gdyby ktoś powiedział mi miesiąc temu, że pewnego dnia powiem te słowa i pomyślę o nich, stwierdziłabym, że jest na haju i powinien jak najszybciej udać się do zakładu.

Serio.

Nigdy nie myślałam, że nawet za milion lat znajdę się w takiej sytuacji.

I szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego się na to zgodziłam. Mówiłam wielokrotnie Justinowi, że mam chłopaka.

Doskonały ładny, miły, szczery, prawdziwy, wspaniały chłopak. Który w żaden sposób nie przypomina Justina Biebera.....

Czy mogę się na to zgodzić, bo ja (ośmielę się to powiedzieć)..... lubię Biebera?

Oczywiście, uczucia, którymi go darzę zmieniły się podczas minionych tygodni i kiedy pracowaliśmy nad projektem, ale czy zmieniły się do tego punktu gdzie ja, ja ...go lubię?

Przyznaję. Nie nienawidzę go.

I tak. Pociągam go. W znacznym stopniu. (Ale tak naprawdę-kto nie?)....

Ale czy moje uczucia do niego są uzasadnione?

Nie mam pojęcia.

Wszystko co wiem to to, że zostałam wciągnięta w sytuację, w której nigdy siebie nie wyobrażałam i naprawdę nie ma odwrotu.

Przynajmniej Justin miał rację, kiedy powiedział, że nikt nie musi wiedzieć.

Miał rację - moi przyjaciele nienawidzili go i jego przyjaciele nienawidzą mnie. Nie było mowy, żebyśmy mieli do czynienia z którymś z nich poza szkołą. Justin i ja mogliśmy spotykać się bez ukrywania się od kiedy byliśmy partnerami w tym głupim projekcie.

I wszystko byłoby w porządku, dziękuje bardzo.

Ale wciąż czułam się ogromnie winna.

Co jeśli Greg kiedykolwiek by się dowiedział? Byłby załamany, co z kolei złamało by mi serce.

To było wtedy kiedy przyrzekłam sobie: nie pozwolę, żeby Greg dowiedział się o tym jeżeli to ostatnia rzecz jaką zrobiłam.

Teraz, nawet nie wiem czy ta rzecz z Justinem jest warta zaangażowania.

Czy jesteśmy flirtującymi kumplami? Przyjaciółmi z korzyściami? Obściskującymi się kolegami? Całującymi się kumplami? Przytulającymi się kumplami? Czułymi znajomymi? Przytulnymi towarzyszami? ...

Dobra, tutaj się zatrzymam.

Ale chodzi mi o to, że nie wiem kim dokładnie jesteśmy.

Wydaje się, że to po prostu ma być jakiś dziwny sekret, ale mogę powiedzieć, że ma potencjał, aby być czymś więcej.

Jak ..... emocjonalnie.

Mamy już ustalony emocjonalny związek i na pewno są pewne rzeczy, o których wiem tylko ja. (I vice versa).

Pytanie.... co do cholery z tego wyjdzie?


Potrząsnęłam głową, zgadzając się ze sobą, że po prostu chciałabym zostawić siebie tonącą w pomyłce, poprawiłam moją torbę i ruszyłam korytarzem, gorączkowo próbując wymyślić jakiś pretekst dla nauczyciela, dlaczego spóźniłam się na lekcje ponad pół godziny.

Biorąc pod uwagę, że to mój pierwszy raz, pomyślałam, że najbardziej logicznie będzie kłamać i mówić, że zaspałam.

Oczywiście, niektórzy z moich kolegów widzieli mnie już dzisiaj i rozmawiali ze mną, ale nie byli tacy źli, żeby mnie wydać.

(Plus.. bycie pupilkiem pomagało praktycznie w każdej klasie. Nauczyciele są skłonni wierzyć mi niż komu innemu, a nawet gdybym się spóźniła, czcili by ziemie po której chodziłam)

Otworzyłam drzwi do klasy, z nerwowym wyrazem twarzy, przygryzając lekko wargę.

-Tak Sinus x byłaby równa - Moja nauczycielka, pani Oleson, przerwała, gdy zobaczyła otwarte drzwi.

-Cześć Mandy - Stwierdziła, dając mi ciepły uśmiech.

Uśmiechnęłam się do niej nerwowo i weszłam do sali, zamykając za sobą drzwi. Czułam, że oczy każdej osoby w sali są skierowane na mnie.

Świetnie.

Poważnie, dlaczego ludzie czują potrzebę, aby to zrobić? Jest to niewygodne i niezręczne.

-Przepraszam za spóźnienie, pani Oleson. - stwierdziłam pokornie. - Zaspałam.

-W porządku. - odpowiedziała, dając mi kolejny ciepły uśmiech. (Widzicie? Kochała mnie.) - Możesz pomówić ze mną po zajęciach, abyś dostała pracę którą przegapiłaś. Śmiało i usiąść.

Skinęłam głową, zanim odwróciłam się i szybko przedarłam się przez rzędy biurek do pustego na samym końcu, obok Natashy. Natasha rozszerzyła oczy, spojrzała na mnie wzrokiem, który wyraźnie mówił: Gdzieś ty była?

Skrzywiłam się lekko i potrząsnął głową, patrząc na nią wzrokiem, który powiedział wytłumaczę później.

Skinęła głową, przed usadowieniem się w fotelu z twarzą w kierunku przodu klasy, gdy pani Oleson nadal prowadziła lekcję.

Szybko wyciągnęłam mój kalkulator, podręcznik i notes z mojej torby i umieściłam je na moim biurku, przed skoncentrowaniem swojej uwagi na lekcji.

Lekcja skończyła się stosunkowo szybko biorąc pod uwagę, że nie było mnie tylko około dwudziestu minut, a gdy zadzwonił dzwonek sygnalizujący koniec lekcji, szybko zapakowałam wszystko, by móc porozmawiać z panią Oleson, a następnie stamtąd się wydostać.

-Gdzie byłaś? - Natasha zażądała, kiedy wyszłam z klasy po otrzymaniu wskazówek od Oleson.

-Gdzie ja byłam? - zapytałam niewinnie, żwawo rozpoczynając mój spacer korytarzem w kierunku mojej szafki.

Ona po prostu spojrzała na mnie.

Spojrzałam na nią raz, poszłam dalej korytarzem w kierunku mojej szafki.

Byłam przy mojej szafce i szybko zaczęłam przekręcać pokrętło, ustawiając kod.

Natasha przyszła do mnie z drugiej strony szafki i oparła się, patrząc na mnie wyczekująco.

Zignorowałam ją i otworzyłam szafkę, pochylając się i biorąc niektóre książki.

-Mandy - Natasha zaczęła.

Ponownie zignorowałam ją.

-Mandy - Natasha powtórzyła, tym razem nieco głośniej.

Właśnie wtedy, chłopak, którego szafka znajdowała się obok mojej przyszedł do Nataszy i odchrząknął, oczywiście, opierała się o jego szafkę i nie mógł się do niej dostać.

Nie mówiąc nic, Natasha usunęła się z drogi, tym razem poszła na moją drugą stronę. gdzie była jej szafka.
-Mandy - stwierdziła ponownie.

-Nie mogłam znaleźć mojego kalkulatora, dobrze! - rzuciłam, patrząc na nią z rozdrażnieniem - Zajęło mi to wieczność i musiałam wrócić do domu i wziąć go, bo zostawiłam go w pokoju. Nie mogłam powiedzieć tego Oleson bo byłaby wkurzona, że wyszłam ze szkoły bez pozwolenia.

Nie wiem skąd to przyszło, ale to była pierwsza rzecz jaka przyszła mi do głowy i szybko ją wyrzuciłam z głowy z obawą, że Natasha będzie zagadywać jeżeli nie odpowiem.

Spojrzała nieco zaskoczona, ale szybko potrząsnęła głową i rzuciła swoje kręcone blond włosy na ramię.
-Okay - stwierdziła po chwili.

Nadal wyciągałam książki z mojej szafki bez mówienia, chowając rzeczy z rachunków i przeszukując notatki, aby znaleźć moje rzeczy historii.

-No cóż, dlaczego nie powiedziałaś mi tego wcześniej? - Natasha zapytała, unosząc brew. - To nie taki wielki interes.

-Bo byłam zakłopotana, okay? - rzuciłam z irytacją, obracając się aby spojrzeć na nią. Zatrzasnęłam szafkę. - Nie wiem dlaczego, po prostu byłam, przepraszam.

Natasha tylko spojrzała na mnie, najwyraźniej nieco zaskoczona.

Potem odwróciłam się i spakowałam moje książki do torby, zawiesiłam ją na ramię i odeszłam korytarzem do klasy bez słowa.

To było nieco niezręczne i zbyt niewygodne.

Ale przynajmniej nie zaczęła zgadywać i przewidywać wszystkiego, co było bliskie tego, co się naprawdę stało.

***

-Wciąż nie mogę uwierzyć, że byłaś zbyt zakłopotana, aby powiedzieć mi, że w zapomniałaś z kalkulatora z domu i musiałaś wyjść ze szkoły, aby go wziąć-Natasha stwierdziła, obierając pomarańczę i siedząc prosto.

Siedziałam przy małym okrągłym stoliku z nią i Gregiem w kawiarni, jedząc lunch.

Spojrzałam na nią w tym samym czasie kiedy Greg poderwał się lekko, marszcząc brwi. Patrzył na mnie, ale ja wybrałam gapienie się na Natashę.

Prychnęła.
-To znaczy - kontynuowała, wbijając jej paznokieć koloru różowej gumy do żucia w pomarańczę. - Nie musiałaś opuszczać lekcji, żeby pójść po kalkulator, mogłaś dzielić się ze mną.

-Trudne jest dzielenie się kalkulatorem z ludźmi - mruknęłam, patrząc na nią z najwyższym poziomem irytacji. - I Oleson nie ma żadnych dodatkowych.

Natasha tylko wzruszyła ramionami, wyglądając irytująco zadowolona z siebie.

-Czekaj, czekaj, czekaj, - Greg stwierdził, zamykając oczy i potrząsając lekko głową. - Jestem zmieszany. O czym wy mówicie?

Zamknęłam oczy, wypuściłam powietrze  i szczerze pragnęłam żeby nie być tej sytuacji.

-Nic. - Odpowiedziałem.

-Mandy pominęła rachunki dzisiaj. - Natasha stwierdziła.

Greg prawie wypluł napój, którego wziął łyk.

Rzucił jej spojrzenie mówiące wielkie dzięki. Wzruszyła ramionami.

-Nie pominęłam! - Zaprotestowałam.

-Dobrze, dobrze, nie pominęłaś - Natasha poprawiła się. - Ale nie było jej przez pół lekcji.

-Dlaczego? - Greg zażądał gorączkowo.

-Ponieważ nie mogłam znaleźć mojego kalkulatora i zdałam sobie sprawę, że zostawiłam go w domu! - powiedziałam z irytacją. - To nie jest tak wielki problem!

Greg gapił się na mnie.

-Co?

-Nie było cię na połowie lekcji, bo poszłaś do domu po kalkulator? - wykrzyknął.


Nie, Greg. Nie wróciłam do domu po mój kalkulator. W rzeczywistości poszłam do pustej klasy i całowałam się z Justinem Bieber'em, a następnie zgodziłam się na sekretny romans z nim.


-TAK - Powiedziałam głośno. - Wydaje się śmieszne, ale nie lubię kalkulatorów innych niż mój - wzruszyłam ramionami, odgarniając kosmyk włosów za ucho z irytacją. - Nie wiem, po prostu zdecydowałam się na pójście po niego do domu. To naprawdę nie jest nic wielkiego.

-Tak,  jest. - Greg stwierdził. - Nie możesz po prostu pominąć klasy ot tak, Mandy!
-Kim jesteś, moją matką? - powiedziałam.

Greg spojrzał zaskoczony.
-Nie - powiedział po chwili. - Ale  jestem twoim chłopakiem. Powinnaś powiedzieć mi, że poszłaś do domu. Gdybym wiedział, że poszłaś, nie martwił bym się.
Wywróciłam oczami i skrzywiłam się.

-Nie musisz być tak czepliwy, Greg! - Krzyknąłem. - Szczerze mówiąc, nie musisz wiedzieć gdzie jestem i co robię 24/7!

Nastała cisza, zarówno Natasha jak i Greg tylko siedzieli i patrzyli na mnie z niedowierzaniem, zaskoczeni moim nagłym wybuchem. Natasha zamrugała kilka razy, marszcząc brwi w szoku.

Zamknęłam oczy na długą chwilę, zanim otworzyłam je i wypuściłam długi wydech.
-Spójrz, - zaczęłam, mój głos był niski i spokojny - Przepraszam. Ja po prostu ... Mam dziwne dni .

Dobrze, z pewnością to prawda.

Nie tak że nie wiedzą dlaczego.

Przygryzłam wargę i otworzyłam torbę z lunchem, zaglądając do środka z niesmakiem.

Naprawdę nie byłam głodna.

-Jest w porządku. - Greg stwierdził-Rozumiem. Jesteś po prostu zestresowana.

Um ... Myślę, że można tak powiedzieć.
Uśmiechnęłam się do niego.

-Tak. - odpowiedziałam, kiwając głową.

Nagle ujrzałam Justina idącego przez środek kawiarni z Chazem, mówiącego coś do niego i ściskającego telefon w jednej ręce. Jakby wyczuł mój wzrok na nim, spojrzał na mnie. Uśmiechnął się do mnie kiedy Chaz powiedział coś, co spowodowało, że mój żołądek wypełnił się lawiną motyli (Co? ..).Uśmiechnęłam się do niego. Oderwał wzrok ode mnie, by spojrzeć na Chaza i zareagować na jego komentarz, który właśnie powiedział.

Natasha skrzywiła się.
-Urgh - przewróciła oczami. - Są takimi idiotami.

Mój żołądek przekręcił się, uświadomiłam sobie, że moje spojrzenie było skierowane w kierunku, w którym Justin i Chaz przechodzili.

Cholera. Widziała uśmieszek Justina do mnie? Nie sądzę, że tak, bo pewnie powiedziałaby jakiś komentarz.

-Kto? - Greg zapytał.

-Bieber i Somers. - Natasha odparła z irytacją, unosząc brwi i obierając jej pomarańczę z niesmakiem.

-Oh. Tak - Greg odpowiedział, marszcząc brwi. Wydał z siebie śmiech - Uwielbiam jak rozmawialiśmy dziś rano o tym jak ich nienawidzimy.

-Cóż, - Natasha stwierdziła, unoszące ręce i wzruszyła ramionami.

-Nie mam z tym problemu. Uwierzcie mi. - Greg stwierdził, uśmiechając się. - To dupki.

Nerwowo zachichotałam.
-Mhm - Stwierdziłem.

Nie chcę się wydawać podejrzaną, więc nic nie powiedziałam.

-Współczuję ci Mandy. - Natasha skomentowała to, biorąc kęs jej pomarańczy.

Uniosłam pytająco brwi.

-Musisz pracować z Bieber'em w projekcie Reymera. - Natasha powiedziała -To jest do bani.

-Oh. -  zachichotałam nerwowo ponownie. - Tak.

-Jak wam idzie? Nawiasem mówiąc - Greg zapytał, kładąc łokcie na stole i pochylając się lekko.

-Tak, nie słyszałam, żebyś narzekała na niego ostatnio - Natasha powiedziała, marszcząc brwi.

Zamarłam.
Cóż ... tak ... Przypuszczam, że nie narzekałam na niego tak bardzo jak kiedyś.

Ale przepraszam, jeśli byłam nieco zajęta tymi wszystkimi śmiesznie mylącymi i stresującymi myślami, które miewam ostatnio.

-Och, dobrze ... To znaczy, tak, jest do dupy. Bardzo. - Przewróciłam oczami. - Jest tak irytujący. I przez większość czasu, kiedy pracuję, on siedzi i opowiada o tym, jak wolałby być na jakimś przyjęciu. A dziewczyny są zawsze, kiedy przychodzę do jego domu aby pracować nad projektem. To takie głupie.

Natasha i Greg zarówno przewrócili oczami.

-Zgadzam się z tym, co powiedziałaś wcześniej, dzisiaj, Mandy. To dziwka - Natasha stwierdziła,  odrywając sobie kolejny kawałek jej pomarańczy.

-I wszystkie dziewczyny, które robią to z nim. - Greg uśmiechnął się z rozbawieniem, kręcąc głową. - Są beznadziejni.

Ponownie nerwowo zachichotałam.
-Cóż, - zaczęłam niezdarnie .- To po prostu jest do bani. Nie mogę się doczekać, aż skończy się semestr i skończę z projektem.

-Tak, i wtedy nie będziesz musiała go widzieć poza szkołą. - Natasha zauważyła.

Um ... Jasne ...

Skinęłam głową, z fałszywym uśmiechem
-Yeah! To najlepsza część tego wszystkiego.

Natasha i Greg roześmiali się.

-Hej! - Greg krzyknął po chwili, rozszerzyły mu się oczy z podniecenia i zerkał między Nataszą i mną - Mam pomysł!

-Jaki? - Natasha zapytała, marszcząc brwi lekko.

Nie mogłam się powstrzymać przed niezauważeniem silnego zapachu cytrusów, który unosił się w powietrzu z plasterka pomarańczy, który obecnie zwisał z palców Nataszy.

Odwróciłam głowę, aby spojrzeć na Grega z  zaciekawieniem. Wyglądał na bardzo podekscytowanego, jakby żarówka właśnie zapaliła się w jego głowie.

-Co, jeśli zrobimy podwójne spotkanie? - Zaproponował z podnieceniem.

Zakrztusiłam się kęsem kanapki.
-Co? - powiedziałam w tym samym momencie kiedy Natasha pochyliła się i uderzyła mnie w plecy.

-To byłoby idealne! Nie, słuchaj - Greg zaczął. - Natasha i ja jesteśmy partnerami i ty i Bieber jesteście partnerami. Co jeśli zebralibyśmy się w czwórkę i zrobiliśmy wspólną sesję w ramach projektu? Wiem, że następna część projektu wymaga dużo pracy, ale to nie wszystko, musimy się skoncentrować na naszych odpowiednich książkach. Moglibyśmy wszyscy spotykać się w czyimś domu i pracować razem. W ten sposób, nie będziesz sama z Bieber'em ponownie. Trzeba Tashy i mnie tam, aby pomóc ci złagodzić ból.

Zamarłam. Nie mogłam nawet mówić, patrząc na niego w sposób, który najprawdopodobniej przypominał żyrafę, który właśnie utknęła swoją szyją w drzewie.

Czy on mówi poważnie? Nie, nie nie nie nie nie nie nie nie nie nie.

-O mój Boże! - Natasha zawołała, patrząc na Grega i uśmiechając się. - Greg! Jesteś genialny! - Odwróciła się i spojrzała na mnie z podnieceniem. - To byłoby tak doskonałe! Możemy zarówno robić nasze projekty, my wszyscy razem, tak że rzeczywiście będzie zabawa! I mam na myśli, tak, Bieber będzie tam, co zupełnie  będzie do bani, ale ... nas jest trzech, on jeden. Mamy całkowitą przewagę liczebną, więc nie ma mowy, żeby był kompletnym dupkiem dla nas wszystkich.

-Jestem pewien, że znajdzie sposób, aby wciąż być dupkiem, ale ... masz rację! Prawdopodobnie nie będzie tak wielkim, ponieważ jest nas więcej-Greg stwierdził, uśmiechając się.

Oh, tak. Jasne. To wszystko brzmi cudownie.

Greg, Natasha, ja i Justin. Wszyscy razem na sesji.

Mhm. Brzmiało świetnie.

Minus to, że oznaczałoby to, że mam chłopaka, najlepszego przyjaciela, i ... Erm ... przyjaciela z korzyściami. Poza szkołą.

W tym samym czasie.

Niezręczne? Tylko odrobinę.

Koszmar z piekła? Zdecydowanie.

Natasha i Greg patrzyli na mnie z mieszaniną oczekiwania i podniecenia.

Zdając sobie sprawę, że muszę wyglądać jak żyrafa, uśmiechnęłam się i skinęłam głową.
-Tak - powiedziałam, wypuszczając fałszywie wesoły chichot. - Brzmi świetnie!

Ich uśmiechy zrobiły się jeszcze większe.

-Wspaniale - Natasha zawołała, zwracając się do Grega i uśmiechając się.

-Może w ten weekend? - zaproponował-Możemy zrobić to w dzień i troje z nas coś zrobi.

-Tak! - Skłamałam. - To będzie niesamowite!

Natasha przytaknęła gorliwie.

-Fajne - Greg stwierdził. Potem zwrócił się do mnie - Więc chyba po prostu porozmawiasz z Bieber'em.

-W porządku.Nie wiem, jak będzie się z tym czuł ale-

-Powiedz mu, że to jedyny dzień w którym możemy to zrobić i że jeśli chce nic nie robić na rzecz projektu, musi przejść przez to - Natasha odpowiedziała po prostu, wzruszając ramionami . - Był bólem w dupie w całej jego karierze, że powinien czuć się zobowiązany do zrobienia tego.

Wzruszyłam ramionami.
-Może .... To znaczy,  warto spróbować. Poproszę go o to następnym razem, gdy go spotkam

Greg pokiwał głową.
-Brzmi dobrze.

Tak. Cała ta sytuacja jest do bani. Wiesz, cała podwójna sesja.
Ha, nie.

***

Wzięłam głęboki oddech, patrząc jak Justin wrzucił jedną z jego książek do szafki.

Aubrey pochylała się, uśmiechając się i mówiąc coś, co było najprawdopodobniej sugestywne.

Widziałam go, kiedy odwrócił głowę i obdarzył ją nieodpartym uśmiechem.

Powiedział coś do niej, a ona uśmiechnęła się, wyraźnie zadowolona. Potem pochylił się, trzymał jej twarz w dłoniach i przycisnął usta do jej. Potem oderwali się, uśmiechnęła się do niego po raz ostatni, odwróciła się i odeszła.

Patrzyłam na Justina, który oglądał ją z uśmieszkiem na twarzy, zanim odwrócił się do swojej szafki, sięgając po podręcznik.

Wzięłam głęboki oddech, wypuszczając powoli powietrze zanim podniosłam głowę do góry i pewnie poszłam przez korytarz w stronę jego szafki, zatrzymując się w tym samym miejscu, gdzie wcześniej stała Aubrey.

-Hej. - powiedziałam zdyszana.

Justin spojrzał, lekki grymas pojawił sie na jego twarzy na jego twarzy. Jego grymas szybko przerodził uśmieszek.
-Hej, Nash. - odpowiedział.

-Muszę z tobą porozmawiać. - stwierdziłam bez ogródek.

Uniósł brwi.
-Porozmawiajmy gdzieś indziej - odpowiedział, odwracając się do jego szafki i chwytając kolejną książkę z niej.

Wzięłam głęboki oddech, przygotowując to co mu powiedzieć o tym, co Greg i Natasha zaproponowali wcześniej, kiedy przerwało mi przybycie Chaza

-Co tam, bro? - Zawołał głośno, wskazując na Justina i otwierał szafkę, która była obok Justina, podobnie jak Nataszy była obok mnie.

-Hej man. - Justin odpowiedział, witając się z Chazem.

Powstrzymałam wywrócenie oczami. Dlaczego, do diabła, chłopcy czują potrzebę uściśnienia dłoni za każdym kiedy się widzieli? To znaczy, tak, dziewczyny przytulały siebie wiele razy i myślę, że to rodzaj równoważni, ale to nie jest tak, że ciągle przytulam Natashę za każdym razem, kiedy widzę na korytarzu w szkole.

Pokręciłam głową nieznacznie.

To było wtedy, kiedy Chaz zauważył, że stoję po drugiej stronie Justina. Jego brwi natychmiast wystrzeliły w górę.

-Co ty tu robisz, Nash? - Strzelił oskarżycielsko, patrząc na mnie.

Prawie skrzywiłam się, ale zamiast tego zdecydowałam się spojrzeć na niego.

-Rozmawiam z Justinem o naszym projekcie. - odpowiedziałam powoli.

Chaz nie odpowiedział,  tylko spojrzał na mnie w górę i w dół, obrócił twarz do swojej szafki, jego mina była poważna
-Nieważne - odpowiedział.

To był jedyny powód dla którego przychodzę porozmawiać z Justina w miejscu publicznym.

Praktycznie wszyscy wiedzieli, że zostaliśmy zmuszeni do współpracy w charakterze partnerów, a także, że żaden z nas nie był szczególnie zachwycony tym (przynajmniej ... nie byliśmy początkowo ...), a więc widząc nas rozmawiających ze sobą poza klasą nie było tak dziwne, od kiedy byliśmy partnerami.

-Oh, koleś, Christina mówiła o imprezie w piątek wieczorem w Fez Wrenwood. Wchodzisz w to? - Chaz stwierdził, patrząc na Justina. - Ryan powiedział, że jest w stanie iść. Musi odpoczywać i jego mama nie pozwala mu wyjść, ale powiedział, że może się wymknąć.

-Piątek? - Zapytał Justin.

Chaz skinął głową.

-Postaram się, ale wyjeżdżam do Nowego Jorku na dzień, więc nie mogę być w domu późno. Mam sesje zdjęciowe i to całe gówno. - Justin odpowiedział.

-Oh, w porządku. Cóż, mam nadzieję, że możesz iść. - Chaz stwierdził.

Jak Chaz zaczął mówić, dlaczego będzie super, Justin chwycił telefon z górnej półki jego szafki. Z uroczystym wyrazem twarzy, skupił swoją uwagę na tym, co pisał. Gdy Chaz nadal gadał, Justin szturchnął mnie w ramię lekko.

Patrząc na niego, zobaczyłam, że też patrzy. Potem spojrzałam na jego telefon, który przechylił ku mnie.

Na ekranie widać było kilka słów:

w klasie 10 od biologi. cool?

Pierwsze, co miał na myśli, spojrzałam na niego i skinęłam głową.

Skinął głową, zanim zablokował jego telefon i wsunął go do kieszeni, następnie zamykając drzwi swojej szafki. Spojrzał na Chaz, który właśnie skończył swoje mini przemówienie.
-Tak, to brzmi nieźle, bro.

Chaz nadal wpatrywał się w jego własną szafkę, najwyraźniej nieświadomy małej wymiany między Justinem i mną. Odwrócił się i skinął głową do Justina.
-Okey. Daj mi znać, jeśli masz zamiar iść.

-W porządku. - Justin odpowiedział.

Gdy stali i rozmawiali, ja skorzystałam z okazji by wymknąć się i  przejść korytarzem do mojej szafki.

Biorąc pod uwagę, że miałam wolną lekcję, to nie było problemu żeby spotkać się z Justinem w pustej sali.

(A przynajmniej, że nie będę musiała martwić się o moją najlepszą przyjaciółkę i / lub chłopaka, którzy wkurzą się, że nie będę na jednej lekcji)

I tak, dziesięć minut później, szłam przez szkołę, w kierunku wydziału biologi. Kiedy znalazłam klasę, weszłam do środka, rozglądając się wokół.

Była pusta, jak podejrzewałam, a wszystkie światła były wyłączone. Justina jeszcze nie było, więc pomyślałam, że równie dobrze mogę tylko czekać na jego przyjście.

Szłam wzdłuż przejścia, biegnąc ręką wzdłuż gładkiej powierzchni czarnych stolików, które zostały ułożone w zgrabny prostokąt, z widokiem na ogromny stół laboratoryjny, gdzie nauczyciel zwykle przewodniczył.

Westchnęłam i wskoczyłam na jednym ze stołów, ściskając moje dłonie i kołysząc moimi nogami z roztargnieniem, podczas czekania na Justina.

Rozejrzałam się ciekawie, zanim dostrzegłam ruch drzwi. Nagle Justin wszedł do klasy, poprawiając swoje włosy. Zauważył mnie i uśmiechnął się.
-Hey - powiedział tym sexy ochrypłym głosem, zamykając za sobą drzwi.

-Hej ... - odpowiedziałam.

Następnie z tego co pamiętam, przeszedł przez sale do mnie, złapał mnie w pasie i pchnął mocno wargi  w moje, powodując, że odchyliłam się lekko do tyłu.

-Wow - Stwierdziłam, kiedy oderwaliśmy się od siebie i uśmiechnął się do mnie. Nerwowo zachichotałam-Być może, to nie jest dobry pomysł, żeby robić to w szkole.

Wzruszył ramionami.

-Zamknąłem drzwi. - odpowiedział, wskazując w kierunku drzwi do sali.

Zmarszczyłam brwi lekko.
-Przy okazji ...  skąd wiesz, że w tej sali jest wolna lekcja?
Wzruszył ramionami.
-Mam teraz wolne i to po prostu zauważyłem - odpowiedział.

-Oh. - powiedziałam.

-Więc o czym chcesz ze mną porozmawiać? - Zapytał, siadając na stole, na którym siedzę ja.

-Oh, - powiedziałam, czując, że się rumienię - Cóż ... Natasha i Greg są partnerami projektu Reymera, wiesz, i ... dzisiaj na lunchu, wpadli na pomysł.

Uniósł brwi.

-Chcą, żebyśmy spotkali się w czwórkę i pracowali nad projektami. - wyjaśniłam.

Justin patrzył na mnie przez dłuższą chwilę, zanim wybuchł śmiechem.

-Co? - rzuciłam, patrząc na niego - To takie śmieszne?

-Oni poważnie chcą to zrobić? - Spytał, unosząc brwi z rozbawionym wyrazem twarzy.

Skinęłam głową.
-Twierdzą, że to sposób na zrobienie pracy i zapewnienie mi złagodzenia bólu kiedy siedzę z tobą. - uśmiechnęłam się do niego.

Uśmiechnął się i jego ramiona zaczęły drzeć pod wpływem jego śmiechu.

Wyciągnęłam rękę i uderzyłam go w ramię.
-To naprawdę nie jest śmieszne! - powiedziałam - Czy wiesz jakie to niezręczne będzie? Natasha nienawidzi cię, wiesz! A Greg jest moim chłopakiem!

Uśmieszek Justina był coraz bardziej wyraźny.
-Co? - Zażartował. - Martwisz się, że dowiedzą się, że jesteśmy ze sobą, a powodem dlaczego się spóźniłaś na lekcje, było całowanie się ze mną?

-Ciii! - uciszyłam go gorączkowo, rozglądając się po pokoju histerycznie - Justin, zamknij się! Jesteśmy w szkole!

Czy był idiotą? Nie powinien nawet pocałować mnie, kiedy wszedł do sali.

Spotkanie w szkole w ogóle było bardzo ryzykowne, ale fakt, że siedzieliśmy w środku zaciemnionej klasy, był milion razy pobieżniejszy.

Wzruszył ramionami, chichocząc.
-Tak? - Zapytał od niechcenia.

-Mogą nas łatwo zauważyć!

On tylko przewrócił oczami.
-Za bardzo się przejmujesz. Nikt nie przychodzi tu. I tak jak powiedziałem, drzwi są zamknięte. Nikt nie słyszał, co właśnie powiedziałem, chyba, że był tu z nami.

Poza bezpośrednimi paranojami, rozejrzałam się po pokoju, gorączkowo.

W duchu miałam nadzieję, że byliśmy na pewno sami.

-Czy mogę zobaczyć swój telefon? - Justin poprosił.

Spojrzałam na niego alarmowo.

-Teraz, kiedy mamy zamiar robić to całe 'skradanie się', powinniśmy przynajmniej mieć swoje numery. - Powiedział

Patrzyłam na niego przez chwilę. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i podałam jemu.

-Nie odpowiedziałeś na moje pytanie.-Stwierdziłam, jak był zanurzony w moim telefonie, przesuwając ekran blokady do przodu tak, że został odblokowany.

-Mm? - Stwierdził roztargnieniem, przesuwając kciukami na ekranie mojego telefonu.

-O tym weekendzie. - Odpowiedziałam. - Chcą zrobić to w sobotę.

-Tak, na pewno. Brzmi dobrze - odpowiedział nonszalancko, nadal patrząc na mój telefon.

Patrzyłam na niego z niedowierzaniem przez dłuższą chwilę.
-Poważnie? - zapytałam po chwili.

Justin spojrzał na mnie, a następnie, rozbawiony uśmieszek pojawił się na jego twarzy.
-Mandy - powiedział rozdrażniony. - Tak bardzo jak twoi przyjaciele są wyraźnie onieśmieleni przeze mnie, nie straszą mnie wcale. Chcę być zatrzymany z dwójką z nich tyle, ile chcą być skazani na mnie. Ale przejdę przez ból, jeżeli to znaczy, że projekt zrobimy szybko. Nienawidzę tego projektu.

Zamrugałam, jeszcze lekko zaskoczona jego odpowiedzią.

-Chodzi mi o to, - kontynuował, spoglądając w dół na mój telefon i przeciągając kciukiem po ekranie dotykowym.
-Uważam, że są zarówno śmiesznie denerwujący, spięci i przylegający. I szczerze mówiąc nie rozumiem, dlaczego z nimi się przyjaźnisz. Albo ... no ... dlaczego jesteś przyjaciółką Litzy i dlaczego - parsknął. - spotykasz się z Loyle. Ale naprawdę nie obchodzi mnie, czy mam do czynienia z nimi przez kilka godzin. Będą się tylko na mnie rzucać, jeśli nie zgodzę się z tym planem, więc niby nie mam wyboru, prawda?

... Miał rację.

Westchnęłam.
-Okay. Cokolwiek. - podniosłam palec groźnie. - Ale  to nie jest śmieszne

Spojrzał na mnie, wręczając mi telefon do mnie i uśmiechając się. Zaśmiał się.
-W ogóle. Jesteś jedyna, która będzie mieć problemy spotykając się ze mną.

Wywróciłam oczami, a on wybuchnął śmiechem.

-Chodźmy - stwierdziłam, wstając i szturchając go w ramię, aby zrobił to samo.

Gdy wyszliśmy z klasy, rozejrzeliśmy się, aby upewnić się, że nikogo nie było w pobliżu, czułam ból głowy  jak myślałam o nadchodzącym weekendzie.

Całe popołudnie spędzę z moim najlepszym przyjacielem, chłopak, i ... erm ... do zastanowienia się.

Natasha i Greg lubili siebie.

I, oczywiście, lubię Natasze i oczywiście lubię Grega.

Przyciągało mnie do Grega.

Ale przyciągało mnie też do Justina.

Bardziej.

Justin nienawidzi Natashy i Grega.

I Natasha i Greg nienawidzili Justina.

W sobotę, miałam zamiar mieć do czynienia z całą trójką.

To znaczy, ja nie miałabym nic przeciwko, gdyby tylko z Justinem czy tylko Natashą i Gregiem.

Ale fakt, że mój chłopak i ktoś z którym byłam w sekretnym romansie mieli być w tym samym pomieszczeniu ze mną był - delikatnie mówiąc - nieco niepokojący.

To znaczy, poważnie - jak bardzo niezręczne to będzie?

Na przekór Natashy, który lubiła mojego chłopaka, ale nienawidziła mojego kumpla, z którym się spotykam (i, w rzeczywistości, nawet nie wiedziała o nim), to było urozmaicenie soboty.

Świetnie.

czwartek, 29 maja 2014

Chapter Twelve: Sluts and Secrets

Mandy's POV


Wzięłam głęboki oddech, poprawiając plecak i popychając drzwi do szkoły.

Nie mogłam się doczekać dzisiejszej wizyty w domu wariatów i wypicia herbatki z kolegami pedofila gwałciciela.

Szłam przez korytarz z irytacją, wtapiając się w grupy gadających uczniów, nie mogłam złapać niczyjej uwagi (biorąc pod uwagę to, że nie miałam nastroju do rozmowy z kimś), dopóki nie dotarłam do mojej szafki. Na szczęście, nikt nie stał w pobliżu, więc mogłam łatwo podejść i przekręcić pokrętło, ustawić kod, żeby otworzyć ją.

Po kilku chwilach, udało mi się otworzyć szafkę z zadowalającym kliknięciem.

Ściągnęłam  plecak z ramienia, rzuciłam go na ziemię i zabrałam się do rozpakowywania go, wyciągając z niego książki i układając je starannie w mojej szafce.

Dokładnie opróżniłam cały mój plecak do mojej szafki, a następnie wrzuciłam go tam beztrosko. Wyprostowałam się i spojrzałam ponuro w przytłumioną przestrzeń na prostokątnej w ścianie. Westchnęłam, kładąc ręce na czole i starając się myśleć o tym, które książki byłyby mi potrzebne na lekcje.

Szczerze mówiąc, nie mogłam myśleć. Byłam jeszcze oszołomiona i zdezorientowana po tym co działo się w domu Justina wczoraj, nie mogłam opędzić się od myśli o nim.

Co było denerwujące.

Wszystko, o czym mogłam myśleć to całowanie go (znowu), jak również o wszystkich tych rzeczach, które powiedział mi, jak myślał, że nikt nie dbał o niego, jak nikt nie słuchał go, jak nigdy nie miał poważnego związku.

A potem fakt, że idiota Frank który spotka się z jego mamą, uderzył go w twarz i podbił mu oko.

Tego było zbyt dużo, żeby to ogarnąć.

Kiedy schyliłam się i wyciągnęłam rachunki i fizykę z mojej szafki, poczułam, że ktoś obejmuje mnie w talii, ciągnąc mnie do siebie.

Pochylił się i szepnął mi do ucha.
-Hej kochanie. Tęskniłem za tobą.

Skoczyłam i odwróciłam moją głowę, dziki i zaniepokojony wyraz pojawił się na mojej twarzy.

Greg stał z rękami wciąż wokół mnie, trzymając mnie i uśmiechając się.

-Oh! - powiedziałam, oddychając z ulgą. - Nie wiedziałam, że to ty! Przestraszyłeś mnie.

Greg uśmiechnął się, puszczając moją talię i obracając mnie tak, że byłam przodem do niego.
-A myślałaś, że kto to był?

I natychmiast zostałam zaatakowana przez wiele myśli, z których każda zawiera żywe obrazy obściskiwania się z Justinem. Przełknęłam ślinę i nerwowo chichocząc, uśmiechęłam się do Grega, prawdopodobnie wyglądał to bardziej jak grymas.
-Przepraszam. Głupi moment - machnęłam ręką niedbale. - Cześć.

Zaśmiał się.
-Cześć.

-Jak się masz? - zapytałam.

-Dużo lepiej. - Przyznał, uśmiechając się.

-Ja też. - Powiedziałam.

-Wariowałem, gdy uciekłaś z meczu hokeja i nie odpowiadałaś na moje wiadomości - Greg stwierdził, marszcząc brwi z niepokojem. - Byłaś w szpitalu?

Skinęłam głową.
-Tak ... - zamarłam.

-Co z Ryan'em? - zapytał.

-Jest w porządku. - Odpowiedziałam. - Nie sądzę, żeby był dzisiaj w szkole, bo dostał wstrząsu mózgu i ma dużo siniaków i takie tam, więc ... będzie prawdopodobnie w szpitalu przez kilka dni. Ale czuje się o wiele lepiej, będzie z nim dobrze - uśmiechnęłam się.

Greg uśmiechnął się.
-To dobrze! Jestem szczęśliwy z tego powodu.

-Ja też. - Odpowiedziałam. - A, przepraszam, że uciekłam od Ciebie i Natashy. Byłam bardzo zmartwiona i musiałam się upewnić, że było wszystko w porządku.

Greg pokiwał głową.
-Rozumiem. Ale następnym razem, daj mi znać, gdzie jesteś. Albo przynajmniej odpisuj mi.

-Tak. - Odpowiedziałam. - Przepraszam.

Wewnętrznie czułam się śmiesznie zirytowana.

Greg i ja byliśmy razem przez kilka tygodni.

Oczywiście, myślę, że stało się poważnie dość szybko, ale to nie jest tak, że planuję poślubić go.

W tej chwili.

Jego zapotrzebowanie i czepliwość zaczęła mnie niepokoić.

-Jest w porządku - odpowiedział, uśmiechając się do mnie serdecznie.

Uśmiechnęłam się do niego.

Spojrzał mi głęboko w oczy, zanim pochylił się i chwycił moją talię. Zamknął swoje oczy, a potem pochylił się i pocałował mnie w moje pełne usta.

Automatycznie, pocałowałam go, kładąc ręce na jego szyi.

Lubiłam go całować, ale mogłam zauważyć, jak boleśnie oczywista jest różnica w moich odczuciach całując go i całując Justina.

Czułam się absolutnie straszne z tym.

To nie tak, że bardziej lubię całować Justina ...

Dobrze,  to kłamstwo. Wolę bardziej kiedy całuję Justina.

O wiele bardziej.

I to był problem.

Po prostu całowanie Justin tak bardzo różni się od całowania Grega. Faktycznie czułam prawdziwe iskry kiedy pocałowałam Justina.

Podobnie jak w filmie.

Czułam się winna, to nie było nawet zabawne.

I nie powinnam się czuć w ten sposób do Justina Biebera.

Nienawidzę go. Nienawidzę go. Nienawidzę nienawidzę nienawidzę nienawidzę go tak bardzo, mógł być zjedzony żywcem przez bandę kanibali z jakiejś odległej wyspie na środku Pacyfiku,  nie obchodzi mnie to w najmniejszym stopniu.

...To ostatnie to kłamstwo.

Ale nadal.

Zwiększyłam siłę pocałunku tylko ze względu na wewnętrzną wojnę myśli, która dzieje się w mojej głowie.

Uśmiechnęłam się przed pocałunkiem, Greg przyciągnął mnie jeszcze bliżej, wbijając palce w moją koszulkę.

-Urgh! - usłyszałam głos, który było słychać na całym korytarzu - Nash i Loyle! Idźcie do pierdolonego pokoju,jesteście cholernie obrzydliwi!

Oderwałam się od Grega i oboje obejrzeliśmy kto właśnie krzyczał na nas. Greg wciąż trzymał mocno ręce mojej talii, a ja wciąż miałam oplecione ramiona wokół jego szyi.

Chaz Somers stał przy szafce po drugiej stronie korytarza, chichotał głośno. Christina i Elise stały wokół niego (jak i kilka jego obsesyjnych, dziwkowatych fanek), i one też śmiały się, wskazując na nas.

Moje oczy, powędrowały kilka metrów nad ich głowami, i poczułam, jak mój żołądek się skręca.

Justin stał tam, patrząc, jak Chaz i inni, na Grega i mnie. W przeciwieństwie do innych, jednak, jego twarz była nieczytelna.

...Dlaczego, do diabła, mój żołądek po prostu skręcił się?

Aubrey stała obok Justin, gładząc jego rękę i parsknęła, patrząc na mnie. Pokręciła głową i wydała z siebie głośny chichot.

Justin i ja utrzymywaliśmy przez chwilę, kontakt wzrokowy, zanim szybko odwróciliśmy wzrok.

Dobrze, to było niezręczne.

W tym momencie poczułam jak ktoś przychodzi do Grega i mnie, odwracając głowę, dostrzegłam Natashę. Mrużyła patrząc na Chaza z odrazą.

-Nienawidzę go tak cholernie - Syknęła. - On jest prawie beznadziejny, jak Bieber.

Przełknęłam ślinę.

-Poważnie - Chaz krzyknął przez korytarz ponownie. - Wy dwoje weźcie swoje paskudne tyłki do sali, w której nie będziemy widzieć wszystkiego.

-Zamknij się, Somers - Greg krzyknął z wściekłym wyrazem twarzy. - Nie zrobiliśmy nic dla ciebie, pilnuj swojego cholernego interesu!

Na to Justin i Chaz wybuchnęli śmiechem. Elise, Christina, Aubrey, i inne dziewczyny, które stały z Justinem i Chazem poszły ich śladem, histerycznie chichocząc.

-Masz jakiś problem? - Natasha zażądała, kładąc ręce na biodrach. - Ta szkoła jest wypełniona ludźmi, którzy publicznie okazują uczucia! Oni nie są jedynymi, więc zostaw ich w spokoju! Boże, ludzie są tak cholernie irytujący.

Aubrey szyderczo się zaśmiała.
-Oh, my irytujący? Spróbuj powiedzieć to swoim przyjaciołom, to oni się liżą!

Natasha spojrzała na Aubrey

-Właśnie to powiedziałam - powiedziała z irytacją. Odwróciła się i spojrzała na Grega i mnie. - Czy nie?
Zdając sobie sprawę, że wciąż trzymam ręce na karku Grega, powoli  zdjęłam je i cofnęłam się, patrząc na Nataszą i powoli skinęłam głową.

-Jesteś idiotką, Woods. - Aubrey przewróciła oczami.
Nie dało się nie zauważyć, że Justin również wygląda na zirytowanego na głupio brzmiący komentarz swojej dziewczyny..... Ciekawe....

Pokręciłam głową, krzywiąc się, zanim odwróciłam się do szafki i zaczęłam wyciągać książki które potrzebowałam, wybierając zignorowanie tego niedojrzałego przedstawienia, które miało miejsce.

Miałam dość czynienia z dupkami z tej popularnej grupy. (*kaszel kaszel* ChazEliseChristinaAubreyJustin *kaszel kaszel *)

-Wszystko w porządku? - Greg zapytał cicho, odwracając się do mnie, przesuwając rękę wokół mojej talii. Blokował mi widok tych stojących po drugiej stronie korytarza.

-Czuję się dobrze - Mruknęłam - Po prostu z nich zawsze są osły.

Greg skrzywił się
-Tak. I oficjalnie nienawidzę Biebera i Somersa. To idioci.

Czułam nerwowe i winne motyle w brzuchu słysząc co Greg powiedział, mogłam poczuć, że moje policzki natychmiast się zarumieniły, ale szybko skinęłam głową, odwracając brodę w dół w nadziei, że moja twarz będzie mniej widoczna w cieniu mojej drzwi szafki.

-Po prostu wciąż nie mogę przeboleć tego że Ryan przyjaźni sie z nimi. Nawet jeśli znają się całe życie. Po prostu nie sądzę, że do dobre. To znaczy, Ryan jest miły. I nie uprawia seksu z każdą dziewczyną.

-Dobrze - jęknęłam. - Ryan jest po prostu miły dla wszystkich.

-Tak, wiem. Więc widzę, dlaczego Somers i Bieber chcieli go, ale ... to znaczy, plotka głosi, że Justin obściskuje się z każdą dziewczyną, którą uważa za gorącą. Każdą dziewczyną! Wierzysz w to? Albo ... to znaczy ... przynajmniej próbuje. - Greg pokręcił głową z niesmakiem - Co za dziwka robi to z nim?

Czułam zatrzymanie akcji serca i że moje policzki były dosłownie w ogniu.

Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa Kurwa

-No... To znaczy - Odchrząknęłam niezręcznie. - Wiesz. To Justin Bieber. Jest to światowej sławy muzykiem, jest bogaty i ... cóż ... Wiele dziewczyn myśli, że jest naprawdę przystojny.

-Tak, w porządku, widzę, dlaczego niektórzy fani jego chcieliby sie z nim obściskiwać - Greg stwierdził - Ale nie rozumiem, dlaczego wszystkie dziewczyny w tej szkole chcą. To znaczy, on jest zupełnie inną osobą w centrum uwagi. Gdyby nie był, bardzo wątpię, żeby miał ogóle żadnych fanów, bo jest dupkiem. Tutaj w szkole, widzimy go takim jakim naprawdę jest.

-O kim mówimy? Bieber? - Natasha zapytała bez tchu, pochylając się i dołączając do nas przy mojej szafce.

Spojrzałam na nią z szeroko otwartymi oczami w tym samym czasie kiedy Greg pokiwał głową.

-Co się stało z jego twarzą? - zastanawiała się obrzydliwie, zadzierając nos i strzelając sardonicznym spojrzeniem w kierunku Justina i jego przyjaciół.

Justin rzeczywiście nadal miał podbite oko (oczywiście), i choć dawało mu wygląd badassa, ludzie szeptali i pytali, skąd pochodzi.

Greg wzruszył ramionami.
-Prawdopodobnie został uderzony w głowę przez jego własnego ego.

Natasha parsknęła śmiechem.

Ja tylko poruszyłam się niespokojnie.

-Tak. - Greg zachichotał, odwracając się do Nataszy i kontynuując rozmowę - Rozmawialiśmy o tym, co z niego za dupek. Poważnie taki arogancki człowiek - kurwa. To niemal komiczne.

-O mój Boże, wiem. I nie rozumiem, dlaczego dziewczyny rzucają się na niego! - Natasha wykrzyknęła - Chodzi mi o to ... jest gorący. Ale fakt, że ludzie z naszej szkoły, którzy widzą na co dzień, jak wielkim zarozumiałym palantem jest, obściskiwanie się z nim jest  po prostu ... - zmarszczyła nos - ... Obrzydliwe.

Greg pokiwał głową.

-Tak. To tylko pokazuje, co za dziwki mamy w tej szkole. - Potrząsnął głową.

I szczerze mówiąc czułam się tak, jakbym nie mogła oddychać.

Co do diabła mogę powiedzieć w tej sytuacji?

Byłam jedną z tych "dziwek", o których moja najlepsza przyjaciółka i chłopak obecnie dyskutowali.

I żadne z nich nie miało pojęcia.

-No cóż ... - zaczęłam. - To znaczy ... może jest inaczej. Wiecie co? Może nie jest tak zarozumiały i głupi jak każdy myśli, ale on po prostu działa w ten sposób, aby ukryć, co naprawdę czuje?

Nie wiem, dlaczego to powiedziałam, ale ja w zasadzie tylko wypowiedziałam teorię, którą wymyśliłam po wydarzeniach z wczorajszej nocy.

Greg i Natasha zarówno spojrzeli na mnie z podniesionymi brwiami.

Natasha roześmiała sie.
-Poważnie?

-Jesteś po stronie Biebera? - Greg zawołał, patrząc, jakby chciał wybuchnął śmiechem.

Szybko potrząsnęłam głową.
-Nie, nie, nie. - Powiedziałam natychmiast. Niezręcznie się zaśmiałam - Nie wiem, ja tylko ... to był żart, całkowicie nieprawdziwe oświadczenie. Oh dajcie spokój, żartowałam? - roześmiałam się.

Natasha i Greg popatrzyli na mnie przez chwilę, zanim ich usta wdarł się szeroki uśmiech i śmiali się.

-Dzięki Bogu! Myślałam przez chwilę, że mówisz na poważnie.

-Tak, ja też! - Greg dodał.

Uśmiechnęłam się fałszywie.
-Nie, nie - Zapewniłam ich. - Całkowicie żartowałam. O mój Boże, żartujecie? Bieber to dupek. I jest całkowitą dziwką. Podobnie jak wszystkie te dziewczyny, które z nim sypiały - skrzyżowałam palce mojej lewej dłoni, która zwisała bezwładnie u mojego boku i przygryzłam wargę, uśmiechając się do Grega i Natashy, miałam nadzieję, że byłam przekonywująca.

Widocznie byłam, bo śmiali się.

Greg pochylił się i pocałował mnie w usta.

-Jesteś zabawna. - Wymamrotał.

Nerwowo zachichotałam
-Tak. - Powiedziałam cicho.

-No cóż, chyba powinniśmy już iść na zajęcia. Chcę zapytać pani Oleson o pracę domową z ostatniej lekcji - Natasha stwierdziła.

Greg, który nie ma rachunków z Tashą i mną na pierwszej godzinie, spojrzał na mnie smutnie.

-Zobaczymy się na trzeciej godzinie, kochanie. - powiedział, pochylając się i daje mi szybkiego buziaka.

-Pa - Powiedziałam, uśmiechając się do niego.

Wtedy zamknęłam szafkę nogą, zanim odwróciłam się i ruszyłam korytarzem z Nataszą.

Kiedy szłyśmy w kierunku naszej klasy od matematyki, minęliśmy Chaza, Elisę i Christinę wciąż stojących. Chaz flirtował z dwoma przypadkowymi dziewczynami, które śmiały się obrzydliwie głośno, a Elise i Christina stały przed ich szafkami, wysyłając SMS. Po lewej stronie, jednak był widok, który sprawili, że mój żołądek przewrócił po raz pięćdziesiąty dzisiaj.

Justin przyciskał Aubrey do szafek i całował się z nią. Jedna ręka masowała jej talię zaciekle, a druga trzymała jej podbródek. Miała obie ręce na jego karku, pociągała jego włosy.

Spojrzałam na Natashę nerwowo, aby usłyszeć jej głośny jęk.
-Oh, mówiąc o hipokryzji! - splunęła gorzko. - Dlaczego nie powiesz swoim chorym przyjaciołom, aby wzięli pokój, Somers? Nikt z nas nie chce ich widzieć. Dlaczego po prostu nie ściągniecie swoich ubrań, niemal jak seks.

Chaz parsknął na nią.
- Chcesz zobaczyć, Litzy? Być może, to da ci pewne bardzo potrzebne wskazówki.

Natasha odwróciła sie od niego.

Moje oczy były zwrócone na Justina i Aubrey. Wydawało się, że nie usłyszeli komentarza Nataszy, (albo usłyszeli, ale zignorowali go), nadal, gwałtownie i namiętnie obściskiwali się.

Przewróciłam oczami jednocześnie z Natashą, poszłyśmy przez korytarz.

Wtedy zdałem sobie sprawę, że zapomniałam kalkulatora z mojej szafce.

Cholera.

-Ugh, zapomniałem kalkulatora. - jęknęłam - Zaraz będę z powrotem.

-Dobrze - Natasha odpowiedziała przez jej ramię - Do zobaczenia.

Wróciłam się i pobiegłam przez korytarz w kierunku mojej szafki. Kiedy to zrobiłam, usłyszałam dzwonek.

-Cholera. - mruknąłęłam pod nosem.

Teraz miałam dokładnie czterdzieści pięć sekund, aby dostać się do klasy.

Pospiesznie przekręciłam pokrętło szafki, desperacko starając się umieścić w dobrym połączeniu.

Oczywiście, że zawiodłam się kilkaset razy, zanim udało mi się umieścić w odpowiednim połączeniu.

To zawsze zdarza się gdy jestem w pośpiechu.

Wreszcie udało się otworzyć szafkę i szybko schyliłam się, przeszukując moje starannie ułożone podręczniki, aż znalazłam mój kalkulator. Złapałam go i wrzuciłam do torby i pospiesznie zamknęłam drzwi mojej szafki.

Teraz już praktycznie cały korytarz był opróżniony. Było tylko kilka osób i inni, jak ja, pospiesznie sprawdzający swoje szafki do ostatniej minuty, ale w przeważającej części, korytarz stał opuszczony.

Ruszyłam w szybkim tempie korytarzem, ściskając moją torbę, i pozwalając mi skupić umysł na myśli, jak nudne są rach.

Nie zauważyłam, jak Aubrey, Chaz, Elise, Christina i Justin odeszli do ich różnych klas, pozostawiając pusty odcinek szafek.

Przewróciłam oczami nieco na myśl o swojej grupie, jednocześnie zastanawiając się, co robił Ryan.

Kiedy przechodziłam koło otwartych drzwi po mojej prawej stronie, które prowadziły do sali, ktoś nagle wyszedł z klasy, chwycił mnie za ramię i pociągnął mnie do środka klasy, zamykając za sobą drzwi.

-Ała! - Powiedziałam - Co do...-

Spojrzałam w górę, zobaczyłam spełnioną parę miękkich i znanych brązowych oczu, jedno miało słaby fioletowy odcień.

Zrobiłm krok do tyłu, lekko oburzona i oszołomiona
-Um ... co ty robisz?

-Spójrz, - Justin zaczął, patrząc na mnie. - Musimy porozmawiać.

Spojrzałam na niego, zaskoczona, z zdezorientowaniem.

Rozejrzałam się wokół nas, staliśmy w środku pustej sali. Rzędy biurek stały w doskonałych liniach, w obliczu gigantycznego SmartBoard z przodu sali.

-Um, spóźnię się na lekcje - zaczęłam.

Justin przewrócił oczami, przerywając mi.
-Będzie dobrze, jedno spóźnienie nie zabije cię - Mały uśmieszek tworzył się w kącikach jego ust. - Nie musisz być doskonała cały czas, Nash.

-Oczywiście. - Powiedziałam pod nosem. Spojrzałam na niego i złożyłam ręce, unosząc brwi wyczekująco.
-No i co? - Powiedziałam.

Nastała cisza.

-O czym chcesz rozmawiać? - zapytałam.

-O tym, co się stało wczoraj. I w klubie na imprezie Drake'a. I o tym, o czym staraliśmy się rozmawiać w szpitalu wczoraj. - Justin stwierdził.

Nerwowo przełknęłam ślinę, patrząc na niego z niepokojem na twarzy..

Czy teraz naprawdę jest czas, aby o tym rozmawiać?

A tak na poważnie, to dlaczego musimy w ogóle o tym mówić?

Wolałbym po prostu odejść i mieć niezręczne rzeczy, dzięki.

-Ok. - w końcu odpowiedziałam po długiej chwili ciszy, czując suchość w gardle.

Justin wypuścił długi oddech, patrząc prosto na mnie.

-Cóż - zaczęłam niezdarnie - Byliśmy pijany na imprezie Drake'a. To tak naprawdę nic nie-

-Tak, ale nie byliśmy pijani wczoraj. - Justin przerwał mi.

-Tak. - Odpowiedziałam. - Wiem.

-Tak ... - Justin zamarł. Spojrzał w dół, na chwilę, zanim jego wzrok powędrował w górę, i spojrzał mi w oczy jeszcze raz.

-No, co chcesz mi powiedzieć? - zapytałam, patrząc na niego.

Wzruszył ramionami.
-Nie wiem.

Patrzyłam na niego przez chwilę, jęknęłam i odwróciłam się do wyjścia.

-Jak to znaczy - Jego głos zabrzmiał, co mnie zatrzymało.

Odwróciłam się powoli do niego, dając mu pytające spojrzenie.

Wzruszył ramionami.
-Co to znaczy?

Pokręciłam głową lekko, myśląc o Gregu.
-Nic. To nic nie znaczy.

Uniósł brwi.
-Nic? - Powtórzył.

Skinęłam głową w odpowiedzi.

Zrobił krok w moją stronę.
-Podobnie jak ... powiedzenie mi, że obchodzę ciebie nic nie znaczy? - Zapytał cicho.

Zamknęłam oczy.
-Spójrz, - zaczęłam. - To po prostu ... wyszło, nie wiem, co ja -

-Po prostu przyznaj się, Nash. Lubisz mnie, a ja ciebie, to jest jasne jak kurwa światło dzienne. - Justin stwierdził lekceważąco, przewracając oczami.

Spojrzałam na niego w szoku, z szeroko otwartymi oczy, a moje brwi uniosły się.

Co on właśnie powiedział do mnie?

-Cóż, - Justin prychnął, wzruszając ramionami niedbale - Przynajmniej ... lubisz całować się ze mną

-Czekaj... co? - Powiedziałam głośno, w końcu odnajdując swój głos.

-Nash, byłaś na mnie wczoraj. Tak jak byłaś na mnie w klubie. Oczywiście, nie możesz narzekać, jeśli chodzi obściskiwanie się ze mną - Justin stwierdził, zarozumiale.

Patrzyłam na niego.

-Popatrz ...zaczęłam wreszcie po długiej chwili - To co zrobiliśmy na imprezie Drake'a i wczoraj w twoim domu to był błąd, oboje wiemy, że -

-Czy oboje naprawdę jesteśmy tyle głupi, żeby popełnić ten sam błąd dwa razy? - Justin zapytał leniwie, uśmiechając się do mnie w przykry sposób.

-Ja... - wykrztusiłam, patrząc na niego z niedowierzaniem. - Tak, ja...Słuchaj, mam chłopaka! - powiedziałam w końcu.

Justin wzruszył ramionami.
-A ja mam dziewczynę. - odpowiedział. - Więc?

Zaśmiałam się.
-Więc! - krzyknęłam z niedowierzaniem. - Justin ... Poważnie? - rozejrzałam się po pokoju z czystej paranoi, mając nadzieję, że nikt nie podsłuchuje naszej rozmowy.

Na szczęście, nie było nikogo innego tam.

Byliśmy sami.

Ale nadal, nie mogłam uwierzyć, że rozmawialiśmy.

Wzięłam głęboki oddech, rozglądając się z niepokojem, zanim skupiłam swoją uwagę na Justinie i zniżyłam mój głos.
-Tak, - zaczęłam. - Nie możemy tego robić. Nie powinnam robić żadnej z tych rzeczy. W ogóle. Jeśli Greg by się dowiedział ... - potrząsnęłam głową - To po prostu nie może się powtórzyć.

-Co? - Justin zapytał ochrypłym głosem, podchodząc bliżej do mnie i pochylając się tak, że jego twarz była zaledwie kilka centymetrów od mojej.
-Co nie może się powtórzyć?

Odwróciłam wzrok i jąkałam się niezręcznie, przytłoczona nagłym przypływem emocji kiedy był tak blisko mnie. Odsunęłam sie.
-My nie możemy - potrząsnęłam głową. - Nie możemy.... zrobić tego.

-Czego? Tego? - Zapytał Justin, wyciągnął rękę i dotknął mojej twarzy.

Chwyciłam go za rękę i pociągnęłam ją.
-Poważnie, Justin! - Powiedziałam stanowczo - Mam chłopaka. Nie możemy tego robić. I nigdy nie powinniśmy  tego robić. To był błąd, byłam pijana, ale jeszcze gorszym błędem było to gdy nie byłam. Całkowicie i zupełnie żałuję. I to się nie powtórzy. - Spojrzałam na niego wyzywająco.

Justin patrzył na mnie z nieprzeniknionym wyrazem twarzy przez bardzo długą chwilę.

Wreszcie odezwał się.
-Znasz mnie. Spotykam się z przypadkowymi dziewczynami cały czas za plecami Aubrey, tak jak ona. To kim jestem - Justin pochylił się w moją stronę, zniżając głos. -Ale nigdy nie związałem się z kobietą więcej niż raz, która nie była Aubrey. Oprócz ciebie. Oczywiście.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.
-Um ... dobrze? - Powiedziałam po chwili. - Więc co to znaczy

-To znaczy, - Justin stwierdził jego chrapliwym głosem i bardziej sexy przez sekundą. - Że tam jest coś innego o tobie. Nie wiem co to jest, i dlaczego, do cholery, ma wpływ na mnie, ale ... z jakiegoś powodu ... to po prostu robi. Kiedyś nienawidziłem cię -

-Uczucie jest odwzajemnione. - odpowiedziałam sucho.

-I jakoś, - Justin nadal kontynuował, jakby mnie nie słyszał. - Przez ten cholerny projekt ... Nie wiem. Zacząłem nienawidzić cie mniej.

Przełknęłam ślinę, patrząc mu w oczy i szczerze mówiąc, nie wiedząc, jak mam się czuć.

Spojrzał z powrotem na mnie z dziwnym wyrazem na jego twarzy.

-Spójrz - zaczęłam po długim milczeniu, robiąc krok do tyłu i docierając do drzwi. - Muszę iść, jestem spóźniona.

Justin sięgnął za mnie i chwycił za klamkę, stojąc śmiesznie blisko mnie i zapewniając, że nie mogłam się wydostać.
-To nie ma znaczenia. - Odetchnął. Pokręcił głową na mnie. - Kiedy do cholery masz zamiar nauczyć się po prostu odejść i zrobić to, co chcesz? Pozwalasz swoim spiętym przyjaciołom wpływać na ciebie - Parsknął. - A zwłaszcza, swojemu chłopakowi. Dziwię się, że nie użył jeszcze urządzenia do śledzenia ciebie, ale.

-Ja też - przyznałam pod nosem. Potem spojrzała, na niego z szeroko otwartymi oczami, czując skręt żołądka jak uświadomiłem sobie, że powiedziałam to tak głośno, że Justin usłyszał

Justin uśmiechnął się.
-Chodź. - Wyszeptał. - Nikt nigdy nie będzie wiedzieć.

-Skąd wiesz, że na pewno? - zapytałam, cichym głosem.

-Mandy - Justin powiedział rozdrażniony. - Nasi przyjaciele absolutnie nienawidzą się nawzajem. Oprócz Ryana, ale ... to szczególny przypadek - Potrząsnął głową. Potem spojrzał na mnie ponownie. - Nie ma mowy, żeby kiedykolwiek podejrzewali. Myślą, że nadal się nienawidzimy.

-I od teraz, nadal nie jestem pewna, że się zmieniło - Powiedziałam.

Prychnął.
-Podobnie

Wywróciłam oczami ze złością.

-Chodzi o to, - zaczął,kontynuując to co powiedział. Oni nigdy się nie dowiedzą. Moi przyjaciele cię nienawidzą, więc prawdopodobnie nie będą przeszkadzać, podczas gdy jesteś w moim domu. To samo odnosi się do swoich przyjaciół, kiedy jestem u ciebie domu. - Wzruszył ramionami, opierając się bliżej mnie. - To zadziała.

Otworzyłam usta lekko, patrząc prosto w jego oczy i czując, jakby zdolność mówienia została mi odjęta.

-Jedno pytanie - zaczęłam  po chwili, oblizując moje usta i starając się ignorować fakt, że stoi tak blisko mnie.

Justin tylko uniósł brwi.

-Co powiedziałeś ludziom, kiedy pytali o oko?

Justin spojrzał nieco zaskoczony tym nagłym zmianą tematu, ale szybko opanował się i wzruszył ramionami. - Moi przyjaciele, myślą, że miałem walkę z kimś z przeciwnej drużyny hokejowej. Wiesz ... zespół z facetem, który pobił Ryana.
Uniosłam brwi.

-Oni poważnie tak myślą?

Wzruszył ramionami.
-Byłaś jedyną, który widziała mnie po opuszczeniu meczu hokeja. Poza tym Ryan, Pan i Pani Butler, moja mama, i Frank. Oczywiście, że tak myślą. Plus, wszyscy z nich to naiwni idioci, wierzą we wszystko co im powiem.

-Jak miło. - Powiedziałam sucho. Złożyłam ręce. - A twoja matka?

Zmarszczył brwi lekko.

-Co jej powiedziałeś? - zapytałam - Ona zostawiła cie z Frankiem, kiedy nie miałeś podbitego oka, wróciła, kiedy Franka już nie było, a ty miałeś podbite oko. To nie powinno być trudne dla niej.

-Tak, próbowałem powiedzieć jej, że to Dickwad, ale, oczywiście, nie wierzy mi.

-Dickwad? - zapytałam sarkastycznie.

Wzruszył ramionami.
-To jest moja ksywka dla Franka.

Roześmiałam się głośno, Justin też uśmiechnął się,  raczej zadowolony z siebie.

-No cóż ... Tak, kiedy powiedziałem,  mojej mamie, powiedziała mi, że jestem głupi i nierozsądny. - Stwierdził, kontynuując swoją myśl - Więc w końcu skłamałem i powiedział jej, że upadłem i uderzyłem się w oko, po prostu żeby się zamknęła.

Uniosłam brwi.

-Tak. Więc jeśli zapyta ... - Justin zamarł, dając mi znaczące spojrzenie. - To jest cała historia.

-Czy jestem jedyną osobą, która wie, co tak naprawdę się stało? - zapytałam po chwili.

Justin pokiwał głową z poważną miną.
-No cóż, oprócz Franka. - Dodał po chwili.

Patrzyłam na niego, czując się nieco dziwnie.

.... Czy naprawdę czuję sie ... zaszczycona tym, że coś wiem o Justinie Bieberze, o czym nikt nie wiedział?

Justin uśmiechnął się zarozumiale, podchodząc bliżej do mnie i patrząc na mnie.
-Widzisz? - Zaczął, jego gorący oddech uderzył w moją twarz, na co przeszedł mnie dreszcz. - Potrafię dochować tajemnicy, jeśli chcę.

Patrzyłam na niego, nie wiedząc, co powiedzieć w odpowiedzi na to, ale czuje się tak, jakbym powinna chyba coś powiedzieć.

A potem, bez ostrzeżenia, pochylił się i pocałował mnie w usta .

Byłam zaskoczona, ale pocałowałam go, bez z instynktu i chęci, nie byłam pewna.

Staliśmy tam i całowaliśmy się przez kilka długich chwil, zanim w końcu oderwaliśmy się od ciebie.

Justin miał ręce na moich plecach,  patrzył na mnie w milczeniu.

Spojrzał na niego, czując mieszaninę zmartwienia, lęku, poczucia winy i adrenaliny

-Nie możemy nikomu powiedzieć - powiedziałam w pośpiechu, w końcu decydując się mówić.

Popatrzył na mnie  tymi doskonałymi brązowymi oczami. Wreszcie skinął głową, zanim pochylił się i pocałował mnie jeszcze raz. Ten pocałunek był krótszy od poprzedniego, oderwał się ode mnie, spojrzał na mnie jeszcze raz,

-Moje usta są zamknięte.


czwartek, 17 kwietnia 2014

Chapter Eleven: Temptations

-W porządku, kolego - powiedział, wszystkie ślady uprzejmości natychmiast zniknęły. Zmrużył groźnie oczy na mnie. - Musimy pogadać.

-Dawaj, bro. - powiedziałem z obrzydzeniem, krzyżując ramiona i podnosząc brwi, patrzyłem na niego z rozbawieniem.

Skrzywił swoje usta, jego wyraz twarzy zmienił się na najwyższy poziom irytacji.
-Spójrz. - zaczął ostro - Możesz myśleć, że tylko dlatego, że jesteś jakimś znanym piosenkarzem, że wszystkie dziewczyny ślinią się na twój widok, że możesz być wielki i potężny dla nikogo, albo każdego. Możesz myśleć, że jako osoba z dochodami dla tej rodziny, możesz kontrolować swoją matkę i mówić jej z kim powinna, a z kim nie powinna się spotykać.

Poczułem szalone pragnienie wybuchnięcia śmiechem.

-Znam ten typ - kontynuował, wskazując na mnie palcem - Jesteś denerwującym i aroganckim dupkiem, który myśli, że jest gorący. Wyolbrzymiłeś to, myśląc, że możesz mieć wszystkie dziewczyny i alkohol.

Parsknąłem.
-Myślę? - powiedziałem sarkastycznie - Wiem, że mogę mieć dziewczyny i alkohol jakie chcę.

Skrzywił swoje usta jeszcze bardziej. Pochylił się ku mnie i zmrużył oczy ze złością.
-Ona wie, co robisz w wolnym czasie, Bieber. Twoja matka. Ona widzi, że zamieniasz się w obrzydliwie bogatego kobieciarza, który jeździ na jego wysokim koniu, myśląc, że ma prawo dane przez Boga i może rozkazywać wszystkim dookoła.

Wydałem z siebie ostry śmiech.
-Tak - zacząłem- "Obrzydliwie bogaty" - powiedziałem za pomocą cudzysłowów - Założę się, że po prostu kochasz to, czy nie?

Uniósł brwi groźnie.

-Widzisz, w tym rzecz, Frank - powiedziałem, przesuwając się na siedzeniu, żeby było mi wygodnie. - Możesz myśleć, że masz na mnie wszystko i możesz myśleć, że dokładnie wiesz kim jestem, ale..... - uśmiechnąłem się szyderczo - Ja ciebie też widzę.

Frank jeszcze bardziej zmrużył oczy.
-Czy tak? - warknął przez zaciśnięte zęby.

Skinąłem głową.
-Mhm - odpowiedziałem - Więc zorientowałeś się co robię z dziewczynami, które codziennie przyprowadzam do domu. Oczywiście wiem, że moja mama też o tym wie. I tak jak ty, ona jest świadoma tego, co robię i gdzie wychodzę w weekendy kiedy nie pracuje. - parsknąłem - Ale i ja zorientowałem się co
chcesz robić.

Nadal patrzył na mnie gniewnie, jakby wyzywał mnie, żebym powiedział wszystko co siedzi w mojej głowie.

-Jesteś tylko małą wersją naciągacza - powiedziałem, uśmiechając się do niego - Jesteś tylko pasożytem, Frank. Wiem, czego chcesz i na pewno nie jest to serce mojej matki.

Roześmiał się, kręcąc głową z rozbawieniem.
-Wy, dzieciaki w tych czasach. Wasze głowy tkwią cholernie daleko od waszych dup, że myślicie, że wiecie wszystko o wszystkich, a inni są w porządku, z wyjątkiem ciebie.

-Tak, ale tym razem wiem, że mam rację - odpowiedziałem.

-Oh, masz? - zapytał, wstając i pochylając się groźnie nad mną.

Wyciągnąłem rękę i popchnąłem go.
-Odejdź ode mnie.

Spojrzał na mnie z najwyższą odrazą.
-Jesteś nieudacznikiem, Bieber. - Splunął. - Twoja sława nie potrwa zbyt długo.

Parsknąłem.
-Więc dlaczego kłopocesz się zostaniem?

Otworzył usta, żeby coś powiedzieć, ale szybko przerwałem mu, trzymając ręce w górze.
-Oh, czekaj, czekaj, czekaj. Rozumiem. Wiem dokładnie co robisz. Będziesz tak długo z moją mamą jak to możliwe, aby zdobyć jak najwięcej pieniędzy, sławy i jakiegoś innego gówna. Gdy wydaje się, że wszystko schodzi na psy, po prostu pozbędziesz się nas.

-Nie tak, jak by to było dla ciebie nowym doświadczeniem, teraz co? - warknął, dając mi zadowolony uśmieszek - Przypomnij, gdzie jest twój ojciec teraz?

-On nie porzucił mnie! - splunąłem ze złością, stając twarzą w twarz z Frankiem. Nagle poczułem intensywny przypływ furii - On wciąż jest w moim życiu.

Zachichotał.
-Tak, tak podobnie jak ci wszyscy po nim, skończyli z twoją matką i opuścili ją i opuścili ciebie. Dlaczego myślisz że tak jest, Bieber? Huh?

Patrzyłem na niego, grymas tworzył się na mojej twarzy.

-To dlatego, że jesteś bezwartościowy. - Frank uśmiechnął się szyderczo. - Jesteś tak arogancki
i tak boleśnie irytujący - Potrząsnął głową, uśmiechając się. - Nikt nigdy nie mógłby dbać o Ciebie.-Roześmiał się szorstko. - Nikt nie dba o ciebie. Nawet twoja własna matka. Ciągle narzeka jak dotarłeś to takiej postawy i myślisz, że jesteś Bogiem.

Nadal patrzyłem na niego, zaciskając pięści ze złości. Zaśmiał się.

-Twoja własna matka nie może cię znieść. Oh, i to nie jest dlatego, że twoja mała dziewczynka nie rozmawia z tobą? Jedynym powodem, że ona i inne dziewczyny pieprzą się z tobą to to, że jesteś sławny i masz ładne łóżko. Twój ojciec odszedł, bo nie chciał mieć do czynienia z tobą. Wszyscy inni ludzie, którzy byli z Pattie odeszli, bo cię nie lubią. Nikt się o ciebie nie troszczy.

-Wynoś się. - Powiedziałem głośno.Wskazałem palcem ze złością w kierunku drzwi.

Frank zaśmiał się złowieszczo i zrobił krok do przodu.
-Twoja matka i ja spotykamy się, Bieber, czy tego chcesz, czy nie. - Uniósł ręce - I nie możesz nic kurwa zrobić - Wyciągnął rękę i poklepał mnie po ramieniu, chichocząc.

Wyrwałem się z jego uścisku, odpychając go ode mnie tak mocno, jak mogłem.
-Nigdy kurwa więcej mnie nie dotykaj! - krzyknąłem głośno, ciężko oddychając.

Frank głośno się roześmiał.
-Mam nigdy więcej cię kurwa nie dotykać? - Wyciągnął rękę i popchnął mnie raz. - Nie. Właśnie kurwa dotknąłem cię, co masz zamiar z tym zrobić, co?

-Wyjdź - powiedziałem, dysząc - z mojego domu. -  wskazałem palcem na drzwi.

-To nie będzie tylko twój dom - Frank powiedział. - Wkrótce - uśmiechnął się - To będzie nasz dom.

Byłem tak śmiesznie wkurzony, miałem ochotę wyrzucić go przez okno w kuchni.

-Tak to prawda. Pomiędzy twoją matką i mną robi się coraz poważniej. - stwierdził, uśmiechając się - I nic nie możesz z tym zrobić. Mimo, że - kontynuował, chodząc po kuchni i udając, że myśli -Muszę przyznać, że jesteś całkiem inteligentnym dzieciakiem.

Zwęziłem oczy ze złością.

-Masz rację. Mam coś do pieniędzy, to znaczy..... kto nie? I tak, w tej chwili zrobisz zupełnie miłą wypłatę - prychnął - Biorąc pod uwagę to, że nie masz jeszcze osiemnastu lat nie masz prawa do swoich pieniędzy, ale.....lada chwila wyjdę za twoją matkę - zły uśmieszek uformował się na jego twarzy - Ja - zaśmiał się.

-Nie dotkniesz ani centa z moich pieniędzy, jeśli będzie to ostatnia rzecz którą zrobię -powiedziałem przez zaciśnięte zęby.

-Będziemy musieli zobaczyć, jak zdołasz wyliczyć tego jednego - powiedział szyderczo z rozbawieniem.

-Jesteś chorym sukinsynem - splunąłem - Poważnie. Pierdol swoją matkę, czy coś.

Frank uniósł brwi, nagle wyglądał na bardzo wkurzonego.
-Co powiedziałeś do mnie? - Zapytał.

-W zasadzie nazwałem się skurwysynem - odpowiedziałem spokojnie. Wzruszyłem ramionami
-To nie potrwa długo, kiedy moja matka zobaczy jak dużym kłamiącym kutasem jesteś.

-Naprawdę nie wiesz kiedy trzymać usta zamknięte, nie? - ryknął.

-Nie, raczej nie. - odpowiedziałem, niewzruszony jego gniewem - Nie do żałosnych pedałów jak ty.

Frank wyglądał na absolutnie wściekłego. Jego oczy rozszerzyły się z twardym błyskiem w nich, a usta wykrzywiły się w brzydkim grymasie. Chwycił mnie za szyję i podniósł pięść ze złością, a następną rzeczą jaką wiem, to to, że opuścił ją i uderzał mnie tak mocno jak mógł w twarz.
Jęknąłem z bólu, zataczając się i ściskając oko. Czułem się tak jakbym po prostu był ślepy; piekący ból pulsował pod moim okiem i mogłem poczuć jak robi mi się siniak.

-Ty pieprzony dupku! - wykrztusiłem.

-To powinno cię nauczyć jakie komentarze mówić do mnie, niewdzięczny draniu! - krzyknął.

Oddychał ciężko, a ja patrzyłem na niego w szoku. Frank wziął głęboki oddech, wcześniej grymas rozprzestrzenił się na jego twarzy, zachichotał.

-I wspaniałą rzeczą jest to, że możesz powiedzieć Pattie, właśnie wygrałem wszystko czego chcesz, ale ona nie uwierzy w żadne słowo z twoich pieprzonych ust. Trudno mi to tobie mówić, Superstar, ale twoja matka wstydzi się takiego syna! Oczywiście, w świetle reflektorów, świat cię kocha, ale ona wie, kim naprawdę jesteś, nie lubi cię! Nie ufa ci, ale mi jak diabli ufa! Więc możesz jej o tym powiedzieć, ale ona mi uwierzy a nie tobie.

Potrząsnął głową, szyderczo na mnie patrząc z goryczą, jego pierś unosi się i opada szybko ze względu na fakt, że ciężko dyszy z czystej złości.

-Tylko poczekaj, Bieber - mam zamiar poślubić twoją matkę, a później mam zamiar wydymać ciebie i twoją matkę! - odwrócił się i wybiegł z pokoju bez słowa.

Patrzyłem za nim z niedowierzaniem, czując wściekłość jakiej nigdy nie czułem. Chciałem za nim pobiec i skopać jego tyłek. Chciałem, żeby zapłacił za wszystko co mi powiedział i co zamierza zrobić. Ale nagły ból w prawym oku mnie powstrzymał. Westchnąłem ponownie, ściskając oko i dysząc. Podbiegłem do zamrażarki i otworzyłem drzwi, chwytając okład z lodu, który był na jednej z półek. Przyłożyłem go do oka, zanim ze złością zatrzasnąłem drzwi zamrażarki. Usiadłem na jednym ze stołków barowych i uderzyłem w blat z goryczą, wkurzony na sytuację i zły na siebie, że bezradnie działałem i nic więcej nie zrobiłem. Ten dupek zapłaci za to. Chciałbym się upewnić co do tego. Chociaż, muszę przyznać..... jak siedziałem tam wściekły, w pobliżu wielkiego śmiecia Franka, nie mogłem się powstrzymać, ale zastanawiałem się czy to co powiedział jest prawdą. Myślę, że w głębi duszy wiedziałem, że Pattie nie była bardzo dumna z tego, że mnie ma.  Zawsze byłem ciężarem dla niej, od pierwszego dnia. To był wypadek. Nie chciała mnie. A to, że ona i mój tata rozstali się sprawiło, że czuję się jeszcze bardziej bezwartościowy. To dlatego nigdy nie miałem poważnego związku dziewczyną i dlatego zawsze uprawiałem sex i piłem.Chciałem uwagi jedynej kobiety, na której zależało mi najbardziej. Chciałem poczuć się kochany przez kogoś. I tak.... byłem znudzony randkami mojej mamy z innymi kolesiami. Byłem także znudzony tym, że mnie zostawiała. To, co Frank mówił, że moja mama się mnie wstydzi i zawsze narzeka na to co robię pchnęło mnie na krawędź. Chciałem jej uwagi. Nie żeby się mnie wstydziła. Myślę, że zachowuję się inaczej kiedy jestem w centrum uwagi i inaczej kiedy jestem w domu. Kiedy śpiewam, jestem w innym świecie. Moje prawdziwe oblicze wyszło, bo mogłem teleportować się do miejsca gdzie chciałem być. Szalona strona mnie może odejść i dobrze się bawić, kiedy mam robić to co kocham w karierze i nigdy nie myślałem, że będę musiał. Ale kiedy zostałem sprowadzony do rzeczywistości, przypomniało mi się jak moja mama się czuje w stosunku do mnie, jak czuje się mój tata i wszyscy inni faceci, którzy spotykali się z moją się czuli. Przypomniałem sobie, jak Aubrey, którą chciałem tylko do sexu. Jak inne dziewczyny do sexu. Jak moi przyjaciele, którzy wyglądali, że dobrze się bawiąc ze mną, kiedy byliśmy pijani. Świat nie widział i nie wiedział o tej części mnie. Ale to niestety większość mojego życia. Powoli roznosi mnie to. Uderzyłem ponownie pięścią w blat, czując gniew i  desperacje i ból i przede wszystkim - zakłopotanie. Dlaczego nie mogę korzystać z życia i być w centrum uwagi cały czas? Wybranie powrotu do liceum Stratford aby być absolwentem szkoły był głupim błędem, bo to sprawiło, że wszystko w moim życiu pogorszyło się dziesięciokrotnie. Wcześniej miałem tylko do czynienia z facetami, którzy spotykali się z moją mamą i wykorzystywali ją. Teraz miałem do czynienia z jej największym dupkiem, stresem w szkole, spotykaniem się z przyjaciółmi i faktem, że wszystkie dziewczyny chciały sexu ze mną, sławy lub/i fortuny.
Pokręciłem głową z goryczą, mrucząc ciąg przekleństw pod nosem, wszystkie skierowane do Franka. Wziąłem okład z oka, wstałem i odniosłem go do zamrażarki. Podszedłem w kierunku mojego telefonu, który leżał na ladzie i podniosłem go, widząc, że mam kilka nowych sms'ów od Ryan'a i Chaz'a. Spoglądając w górę, zobaczyłem się w małym lusterku, które wisi na szafce nad ladą. Wyglądałem jak gówno. Miałem podbite oko, masywny czarno-niebieski siniak uformował się pod nim, a moje włosy sterczały w różne strony. Moje usta tworzą grymas i ze złością uderzyłem pięścią w szafkę.

-Kurwa! - krzyknąłem głośno. - To jest kurwa bzdura! - krzyknąłem, odwracając się i kopiąc krzesło z furią.

Oddychając ciężko, zatopiłem się w fotelu, który nadal był w pozycji pionowej i ukryłem twarz w rękach. Rozpaczliwie chciałem być w trasie czy coś. Przynajmniej wtedy musiałbym robić show, aby odciągnąć się od tego gówna. Po kilku chwilach siedzenia w moim nieszczęściu, starając się nie myśleć o tym wszystkim, co się stało w ciągu ostatnich dwudziestu czterech godzin usłyszałem dzwonek do drzwi. Zmarszczyłem brwi w lekkim zamieszaniu. Co jest kurwa? Kto był przez drzwiami?

-Przysięgam na Boga, jeżeli to pierdolony Frank, to mam zamiar skopać mu dupę bardzo mocno.-mruknąłem gniewnie pod nosem, wstając i dostrzegając moją drogę z kuchni w kierunku drzwi frontowych.
Kiedy byłem przy drzwiach, zajrzałem przez mały wizjer z zmarszczonymi brwiami, zastanawiając się, kto do cholery wtrąca się, kiedy jestem wkurzony. Ujrzałem znajome kasztanowe włosy i piękne czekoladowo-brązowe oczy, poczułem dziwne uczucie w moim brzuchu. Potem jęknąłem. Zapomniałem, że Mandy i ja mieliśmy pracować nad tym pieprzonym projektem. To już była dziewiąta? Spojrzałem na zegar zamontowany na pobliskiej ścianie i zobaczyłem, że jeszcze pięć minut. Wywróciłem oczami zanim otworzyłem drzwi z irytacją.

-Cześć - powiedziała szorstko, przechodząc obok mnie, nawet nie patrząc. Miała ręce pełne książek i segregatorów.

-Cześć - odpowiedziałem z śladem zniecierpliwienia i irytacji w głosie.
Naprawdę nie miałem ochoty na współpracę teraz.

-Moja mama chce mnie w domu o dziesiątej trzydzieści, więc po prostu rozpocznijmy pracę. - powiedziała żwawo, kładąc jej książki się na stolik, który stał na środku salonu. Wsunęła jej grzywkę za ucho.

-Mam nadzieję, że zrobimy wszystko przed - urwała.

Spojrzała na mnie i patrzyła w szoku.

-O mój boże, co ci się stało w twarz? - krzyknęła.

Cholera. Zapomniałem, że mam podbite oko.

-Nic - mruknąłem w odpowiedzi. Podrapałem czoło, niedbale zakrywając moje prawe oko.

-Justin! - powiedziała, wciąż patrząc na mnie z przerażonym wyrazem twarzy - Masz podbite oko!

-Czuję się dobrze - skłamałem, mój głos ociekał natarczywością i niecierpliwością.

-Co się stało? - spytała, marszcząc brwi.

-Po prostu.... - zrobiłem kilka przypadkowych gestów, starając się szybko wymyślić przekonywujące kłamstwo, które nie sprawi, że zabrzmię jak kompletny idiota. - upadłem i uderzyłem się w głowę -  wzruszyłem ramionami, kręcąc głową, aby wskazać, że to nic poważnego.

Wgniecenie pomiędzy jej brwiami pogłębiło się, kiedy nadal na mnie patrzyła. Było oczywiste, że mi nie wierzy.

-Daj spokój, po prostu zacznijmy projekt - mruknąłem po chwili niezręcznego milczenia.

Mandy's POV


Nadal nie mogę uwierzyć w to co powiedział. Miał podbite oko i twierdził, że to dlatego, że upadł..... Jaki kretyn upada i podbija sobie oko? Tak, żaden. To wyglądało, jakby było spowodowane przez osobę i nie miałam zamiaru stać tam i wierzyć w jego oczywiste kłamstwo. Ale kto do cholery, uderzył go i dlaczego? I dlaczego jest taki zakłopotany?

-Słucham, um....poważnie. Po prostu.... zacznijmy - mruknął, a ja nadal stałam i patrzyłam na niego.

Zachowywał się tak dziwnie. Zaledwie kilka godzin wcześniej, był zwykłym dupkiem, próbując drwić ze mnie, omawiając nasze obściskiwanie się. Teraz, udawał niezręczność i uchylał się. A to tylko dalszy wzrost ogólnej niezręczności, który spadł między nami od tamtej nocy w klubie. Westchnęłam i poszłam za nim w stronę kanap, które zostały ustawione wokół stolika. Usiadłam na jednej z nich i spojrzałam na niego.
Naprawdę wyglądał strasznie. Jego prawe oko było spuchnięte i posiniaczone, a włosy nie były tak dokładnie ułożone jak zawsze. Co więcej, wyglądał na........zestresowanego.  Nie wyglądał tak wcześniej w szpitalu, szczerze mówiąc, niepokoi mnie to. Nie pytaj dlaczego, bo nie mam pojęcia dlaczego miałabym nagle troszczyć się o niego. Ale z jakiegoś powodu, od dnia w którym mówiliśmy o rozstaniu jego rodziców i o tym jak mój tata zostawił mnie i moją mamę, kiedy byłam mała, wszystko było.... inne.
Tak, nadal nienawidziliśmy siebie, i będą całkowicie szczera, tak, rzeczywiście nadal go nienawidzę. Ale miałam też trochę więcej szacunku do niego. Może dlatego, że podzieliłam się z nim sekretem, o którym mało kto wiedział. On zrobił to samo. Nie sądzę, że dwie osoby mogą dzielić tajemnice, bez rozwoju jakiejś formy wzajemnego szacunku dla siebie, nawet jeśli mogą one próbować to ukryć pod ich nienawiścią. Nadal był dupkiem, a rzeczy nadal były śmiesznie niezręczne odkąd obściskiwaliśmy się, kiedy byliśmy pijani i obudziłam się w jego łóżku. Był nadal całkowicie pewny siebie, a ja nadal jestem strasznie wkurzona, na to, że mam go jako partnera. Z jakiegoś powodu, czuję do niego jakąś subtelną formę troski, spod mojej zewnętrznej niechęci wobec niego. A widząc go tak pobitego i zdenerwowanego, było powodem do niepokoju.

Wyciągnęłam jeden z moich segregatorów ze stołu, przez wzięciem jednego z zeszytów i otworzeniem go. Chwyciłam pióro i zaczęłam kartkować strony zeszytu w poszukiwaniu listy notatek, dotyczących następnej części projektu. Spojrzałam na Justina. On też przeszukiwał notes, z małą dezaprobatą na twarzy. Poprawił włosy i przerzucił stronę, jego oczy podróżowały po kartce, czytając to co nabazgrał.

Odchrząknęłam cicho. - Um ... słyszałeś coś więcej na temat Ryana? - zapytałam, patrząc na niego z lekko podniesionymi brwiami.

Spojrzał na mnie, z  lekko rozchylonymi ustami. Patrzył na mnie przez chwilę, jego oczy patrzyły w  moje oczy a następnie powędrowały do ust, zanim potrząsnął głową.

-Nie, odkąd byliśmy w szpitalu. - odpowiedział w swoim chrapliwym głosem, który, przyznaję, był niezaprzeczalnie seksowny. I nie mógłam nie zauważyć, że lekko poczerwieniał, kiedy powiedział słowo "byliśmy".

-Oh. - Odpowiedziałam cicho.

-Ryan i Chaz pisali do mnie, ale nie miałem okazję zobaczyć co - Wymamrotał.

Skinęłam głową

-Och-

Skinął głową i nastała niezręczna cisza między nami. Moje oczy wędrowały po pokoju, tak jak wiele myśli przez mój umysł.
Zmarszczyłam brwi lekko.

-Czy twoja mama jest w domu? - zapytałam z ciekawością.
I nie dlatego, że myślałam o tym, dlaczego miałoby mnie to obchodzić, ale pytanie nagle uderzyło mnie i  odruchowo wypowiedziałam je.

-Nie - Justin odpowiedział. - Jest obecnie w sklepie.

Skinęłam głową w odpowiedzi.
Wtedy przypomniałam sobie, auto odjeżdżające sprzed domu Justina.

-Czy ona właśnie wyszła? - zastanawiałam sie.

-Jakąś ... godzinę temu ...-Justin urwał, marszcząc brwi.

..... Dobrze, więc przykro mi było na niego patrzyć z podbitym okiem, ale muszę przyznać, że wyglądał jak badass, co było niesamowicie sexowne. Można powiedzieć, że wygląd bad boy'a pasował do niego.

-Godzinę temu? - zdziwiłam się, szybko oczyszczając moją głowę z dziwnych (i denerwujących) myśli o jego wyglądzie.

Powoli skinął głową, patrząc na mnie dziwnie. Oczywiście, był zdezorientowany.

-Ale - wyciągnęłam rękę w stronę drzwi - Ktoś właśnie odjechał z twojego podjazdu.

I wtedy poczułam sie trochę głupio. To prawdopodobnie Aubrey lub jeden z kumpli Justina. Oparłam się pokusie wywrócenia oczami, kiedy nagle i raczej nieprzyjemnie wykonałam to.

-Oh - powiedział, z mrocznym głosem - To musiał być Frank.

-Frank? - zdziwiłam się, patrząc na niego w zupełnej dezorientacji.

Kim do diabła był Frank?

Justin skinął głową z irytacją. Skrzywił się.

-Kim on, um.... jest? - zapytałam niepewnie.
Wiedziałam, że prawdopodobnie nie powinnam być taka ciekawska, jeżeli chodzi o jego życie, biorąc pod uwagę, że się nienawidzimy, ale ciekawość zawsze przejawiała tendencje do najlepszego pokazania mnie.

-Chłopak mojej mamy - splunął, patrząc na stolik z goryczą.

To było wtedy, kiedy to imię wydawało mi się być znane. Słyszałam imię Frank wcześniej i wydawało mi się przypomnieć je niedaleko Justina, ale nadal byłam trochę zagubiona. Prawie jęknęłam, gdy przypomniałam sobie, że za pierwszym razem kiedy byłam w jego domu, aby pracować nad projektem, imię Frank zostało użyte. Jego mama powiedziała mu, że ktoś o imieniu Frank przychodzi na obiad, a Justin dokładnie miał ten sam wyraz twarzy, który miał teraz: obrzydzenie i irytacja.

Spojrzałam na Justina, z dezaprobatą na twarzy, zauważyłam, że kręci głową z goryczą i odchyla się na kanapę. Przesunął ręką po włosach, a mój wzrok padł po raz kolejny na dużego siniaka wokół jego oka.
I nagle wszystko miało sens.  Czułam się tak jakby żarówka zapaliła się w mojej głowie, kiedy zdałam sobie sprawę dlaczego (i przez kogo) Justin miał podbite oko.

-Mówiłeś, że twoja mama wyszła około godziny temu? Ale Frank wyszedł, kiedy ja przyszłam? - Zapytałam, mój głos chwiał się gdy patrzyłam na Justina w lekkim szoku. Moje ręce, które spoczywały na kolanach, drżały lekko.

Miałam nadzieję, że to, co myślałam, było nieprawdą ale to było jedyne logiczne rozwiązanie. Justin opuścił szpital zupełnie normalne wyglądając kilka godzin wcześniej. Wraca do domu, je obiad z jego mamą i mamy chłopakiem. Jego mama wyszła około godzinę temu do sklepu i Justin zostaje sam z jej chłopakiem. Przyszłam kiedy jego mamy chłopak wyszedł i nagle, Justin ma podbite oko i wygląda na zestresowanego. To wszystko ma sens, ale to było po prostu zbyt straszne dla mnie.
Justin spojrzał na mnie z poważnym wyrazem twarzy i skinął głową.

-Tak.. - urwał.

Najwyraźniej myślał, że zachowuje się dziwnie i nie wiedział co się ze mną dzieje.

Przysunęłam się do niego o kilka centymetrów, patrząc na niego z niepokojem i troską.

-Justin....Czy - przerwałam, wydech - Czy Frank ci to zrobił? - zapytałam cichym głosem.
Wymieniłam z Justinem spojrzenia i widziałam ból ukryty w głębi jego oczu.

-On ci podbił oko? - wyciągnęłam rękę i delikatnie dotknęłam jego policzka. Jeden z moich palców przejechał po siniaku, skrzywił się, wypuszczając małe westchnięcie.

-Przepraszam - wyszeptałam, natychmiast cofając rękę.

Nastała długa i bardzo niezręczna cisza. Justin odchrząknął, odwracając wzrok i patrzył przed siebie.
Wreszcie powiedział, jego chrapliwy głos był pełen oczywistego bólu.

-Tak. Tak, zrobił to.

Moja ręka poleciała na usta, patrzyłam na Justina w szoku. Czy on mówi poważnie? Miałam nadzieję, że moje myśli nie były prawdziwe. Jak, do cholery, mógł mu to zrobić? Dlaczego jego mamy chłopak odważył się nawet go dotknąć? Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie się dowiedziałam, i nagle ogromna fala niepokoju, obawy, zdenerwowania, i ... współczucia (?) zalała całą mnie.

-Wszystko w porządku? - zapytałam cicho. Wciąż wpatrywałam się w niego z bólem.

-Czuję się dobrze - odpowiedział natychmiast, nadal uciekając wzrokiem.

Był zakłopotany. Nagle poczułam się źle, rozkopując to. Nie powinnam być tak cholernie wymagająca.

-Justin - zaczęłam.

-Nic mi nie jest! - krzyknął, patrząc na mnie.

Patrzyłam na niego ze strachem na twarzy, zaskoczona jego nagłym gniewem. Odchrząknął niezgrabnie i zamknął oczy.

-Przepraszam - mruknął po chwili.

Nic nie powiedziałam, po prostu wpatrywałam się w niego.

-Ja po prostu - odetchnął - Po prostu cholernie go nienawidzę - nisko ryknął.

Spojrzałam na niego z sympatią i pozwoliłam milczeniu otoczyć nas, zanim znów się odezwałam.

 -Dlaczego .. - potrząsnęłam lekko głową. - Dlaczego on ... zrobił ci to?

Justin westchnął, kręcąc głową z niesmakiem.

-Bo powiedziałem mu, że wiem, co stara się robić.

Zmarszczyłam brwi. Widząc to, Justin zaczął wyjaśniać niskim głosem.

-Wykorzystuje moją mamę. Podobnie jak każdy facet, z którym była próbuje to zrobić. Wykorzystuje ją, żeby dostać się do moich pieniędzy i sławy. Powiedziałem mu, przejrzałem go na wylot, a on przyznał mi rację. Powiedział, że wszystko jest na poważnie między nim i moją mamą i że kiedy będą małżeństwem, to  ma legalny dostęp do wszystkich moich pieniędzy, zabierze je i odejdzie.-Justin pokręcił głową z goryczą.-Miał odejść tak jak każdy inny facet przed nim. Nawet mój ojciec.

Spojrzałam na niego ze smutkiem, niepewna, co powiedzieć.Justin wziął notatnik, który był na jego kolanach i rzucił go na stół ze złością.

-On jest takim pieprzonym dupkiem. Uderzył mnie, bo nazwałem go pedałem. Powiedziałem mu, że przejrzałem go, ale ... - Pokręcił głową. - Miał rację, kiedy powiedział mi, że moja mama nigdy nie wierz mi, tylko jemu.

-Dlaczego  twoja mama nie uwierzy tobie? - zapytałam cicho, mój ton głosy zalany był niepokojem.
Justin zadrwił.

-Bo wstydzi się , że jestem jej synem. - Potrząsnął głową, zatrzymując się na dłuższą chwilę, zanim westchnął. - Frank powiedział mi, że nie dba o mnie.

-To nie jest prawda. - Powiedziałam.

-Naprawdę? - Justin zapytał, patrząc na mnie, śmiejąc się ostro. - Bo to z pewnością wydaje się, że droga do mnie. W kółko, spotyka się z tymi dupkami, którzy chcą moje pieniądze. I tak w kółko, próbowałem powiedzieć jej to, co próbują zrobić, i ostrzec ją. Ale za każdym razem, ona mnie nie słucha i kończy się to zranieniem jej. Jej to po prostu nie obchodzi. Nie chce mnie słuchać! Powiedziałem jej, że Frank to najgorszy facet, powiedziałem jej, że nie jest odpowiedni dla niej, ale przecież ona nie chce słyszeć ani słowa tego co mówię. Wiem, że mam rację. - Justin powiedział stanowczo. - Frank wprost przyznał mi się. Ależ oczywiście, ona mnie nie posłucha. Nikt nie słucha mnie. - Odetchnął z frustracji.

Patrzyłam na niego szeroko otwartymi oczami.

-Dlatego związek z Aubrey jest tak popieprzony! - Stwierdził, odrywając wzrok od moich oczu. - My nawet nie jesteśmy w związku! Wszystko co robimy to - przerwał, kręcąc głową z goryczą.

Byłam trochę zaskoczona jego nagłym przypływem gniewu, czułam się bardzo zła dla niego. Oczywiście, pozwolił wydostać się każdemu uczuciu, które było w nim był obecnie uczucie, nie brzmiało to jakby był szczęśliwy.
Wziął głęboki oddech, jakby uspokajając się nieco.

-Dlatego nigdy nie miałem prawdziwego związku. Dlatego moi przyjaciele ledwo wiedzą, co myślę o odejściu mojego taty. To dlatego, że ledwo nawet wiem, jak się czuję o ... niczym. Nikt nie dba o mnie, wystarczy kurwa słuchać!

Spojrzałam na niego w szoku. Nikt nie troszczy się o niego? Czy był załamany?

-Obchodzisz mnie - powiedziałam cicho bez myślenia. Poczułam, że moje policzki oblały się czerwienią. Nie mogłam uwierzyć, że właśnie przyznałam się. Nie mogłam uwierzyć, że własnie powiedziałam Justin'owi Bieber'owi, że obchodzi mnie. Od kiedy zależy mi na nim? Od rana, byłam wkurzona, myśląc o tym jak bardzo go nienawidzę! Nagle czuję jakąś troskę wobec niego, gdy widzę go z podbitym okiem, więc wybrałam, aby powiedzieć mu, że obchodzi mnie? Co było ze mną nie tak?

-Że co? - zapytał cicho, patrząc na mnie w lekkim szoku.

-Ja.... Ja... dobrze, ja - odetchnęłam, jąkając się i desperacko próbując ukryć słowa, które powiedziałam.

-Czy to prawda? - Justin zapytał ponownie po przerwie, jego chrapliwym głosem.

-Cóż ... Ja .. - westchnęłam, czując jak bardzo niezręcznie było.

Ale okazało się, przyznaje, że to, co powiedziałam nie koniecznie było prawdą. Justin wyciągnął rękę i dotknął bok mojej twarzy. Spojrzałem na niego, a następnie poczułam jeden z przejawów troski, a także najmniejszego strachu. Justin nachylił się do mnie, patrząc na mnie z poważną miną.

Pokręciłam głową nieznacznie.

-Spójrz, ja .. Przykro mi, że nie powininnam-

Odciął mnie, potrząsając głową.

-Nie przepraszaj. - Powiedział.

Spojrzałam mu prosto w oczy, a następnie, nagle uderzyła mnie pokusa, żeby go pocałować, tak jak w klubie na imprezie Drake'a. Różnica? Wtedy byłam pijana. Teraz? Byłam całkowicie i w 110% trzeźwa. I szczerze mówiąc nie miałam pojęcia, co się dzieje. Oczy Justina zaczęły wędrować pomiędzy moimi oczyma i moimi ustami, nagle zauważyłam, że był dużo bliżej mnie, niż  wcześniej. Jego twarz była teraz zaledwie kilka centymetrów od mojej, patrzył na mnie z tym samym poważnym wyrazem twarzy. Jego ręka wciąż trzyma mój policzek. Wziął drugą rękę i odgarnął kosmyk włosów z moich oczu, chowając go za ucho. Moja pokusa, żeby go pocałować tylko rośnie w siłę, ale wiedziałam, że to zły pomysł. Zrobiliśmy to tylko raz i zrobiło się niezręcznie między nami. A teraz jest gorzej ze względu na fakt, że nie tańczymy pijany w środku zatłoczonego klubu. Wręcz przeciwnie, w rzeczywistości. Przybliżał się do mnie, przełknęłam ślinę, patrząc głęboko w jego oczy, które były pełne jakiś dziwnych emocji, których nie mogłam rozszyfrować. Wreszcie, Justin był zbyt blisko mnie, żeby moje oczy otwarte. Czułam, że moje oczy trzepoczą kiedy Justin nachylił się, a następne z tego co pamiętam, przycisnął usta do moich, całując mnie delikatnie. Odwzajemniłam pocałunek, pozwalając jednej ręce powędrować na jego kark. Przeniósł swoją drugą rękę na moją talię, chwytając ją lekko i całując mnie z większą intensywnością. Czułam jego otwarte usta przed pocałunkiem i otworzyłam moje, czując dziwną sesję iskier, rzadko czułam takie coś przechodzące przez moje ciało, pchnął swój język do przodu, aby zbadać moje usta. Przeniosłam się lekko do przodu, popychając go z powrotem na kanapę. Ani razu nie przerywając pocałunku, przemieściliśmy się na kanapie, położyłam kolana między nim, siadając okrakiem na nim, pochylałam się nad nim w pozycji bardziej dominującej. Czułam jego ramiona wokół mnie i przyciągnął mnie bliżej, całując mnie ostro. Przechyliłam głowę na bok i wbiłam język w jego usta, trzymając twarz w dłoniach. Oderwał się ode mnie dysząc, zanim pochylił się i pocałował mnie jeszcze raz, tym razem z większą intensywnością. Wreszcie, po tym, co wydawało się wiekami, przestaliśmy się całować. Położyłam dłonie po obu stronach jego twarzy, oparłam się, patrząc na niego jak oddychał ciężko. Spojrzał na mnie i przez chwilę tylko to robiliśmy. Wyglądaliśmy na  nieco zszokowanych, ale nie mogliśmy się powstrzymać patrząc na siebie. Po przerwie, w końcu wróciłam do rzeczywistości, powoli zeszłam z niego. Spojrzałam na niego w szoku, zanim zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie wyglądałam jak jakaś idiotka. Szybko odwróciłam wzrok, spojrzałam na podłogę, wyginając moje ręce nerwowo.

-Um ... powinnam ... iść. - powiedziałam, spoglądając na niego kilka razy z mieszaniną lęku i nerwów.

Szybko schyliłam się i chwyciłam moje książki i rzeczy ze stolika, kiedy nastała między nami niezręczna cisza. Justin nadal tylko siedział i gapił się na mnie, w szoku po tym, co się właśnie stało.

-Zobaczymy się później. - wymamrotałam szybko, odwróciłam się i ruszyłam tak szybko, jak tylko mogłam w stronę drzwi. Otworzyłam je, szarpiąc lekko za klamkę ze względu na mój lęk.

-Mandy, poczekaj. - Justin zawołał.

Ale zignorowałam go i wybiegłam z domu tak szybko, jak tylko mogłam bez słowa lub spojrzeniem. Na mojej drodze do samochodu, minęłam Pattie, która najwidoczniej właśnie wróciła do domu. Miała pełne ręce zielonych worków spożywczych, spojrzała na mnie z zmarszczonymi brwiami kiedy minęłam ją pospiesznie.

-Mandy? - powiedziała.

Ale, tak jak z Justinem, zignorowałam, śpiesząc do mojego auta.

Gratulacje, Mandy. Właśnie znalazłaś się w jeszcze bardziej skomplikowanej sytuacji. Przed chwilą ekstremalnie obściskiwałaś się z Justinem Bieberem, najpopularniejszym chłopakiem w szkole, światowej sławy piosenkarzem, a ty i twoi przyjaciele gardzą nim, łączna suma dwa razy. Przynajmniej byliśmy pijani za pierwszym razem. Ale tym razem ... okoliczności były bardzo różne. Tak. Tym razem, nie ma żadnego usprawiedliwienia.

***

Hejka ;)
Tutaj @im_purple_ninja, zostałam poproszona o pomoc w tłumaczeniu, więc oto jestem!
W oryginale ten rozdział jest podzielony na dwie części, ale jako że długo czekaliście, skleiłam je w jeden, więc jest dość długi x
Nie zauważyłam żadnych błędów, ale jeśli są - przepraszam.
Do następnego! ~

Obserwatorzy

Szablon by @mohito_x